10 sposobów na pokonanie strachu przed lataniem

Nie znam nikogo, kto bałby się samolotów tak jak ja. Mój lęk wykreowany jest wyłącznie przez media, ponieważ nie miałam nigdy bardzo złych doświadczeń z lataniem, nikt z rodziny bliższej czy dalszej też nie miał. Pierwszy raz leciałam samolotem mając dziesięć lat i wtedy się nie bałam. Drugi raz leciałam mając dziewiętnaście lat i bałam się panicznie.

Nie jest to ot taki sobie lęk. To absolutna panika. Na dzień przed lotem myślę o nim non-stop. Nie mogę spać, jeść, nie wychodzę z toalety. Podczas startu czasem płaczę, zawsze kaszlę i śpiewam pod nosem Pieśń na Wzniesienie (‚Pan jest mocą swojegu ludu’, gdyby ktoś pytał) oraz odmawiam wszystkie modlitwy maryjne, które znam. Czasem nawet wymyślam nowe.
Niemniej jednak staram się z sobą walczyć, z różnym rezultatem. Poniżej przedstawiam Wam kilka sposób, które czasem nawet się sprawdzają.

1. ALKOHOL. Jest to jedyny naprawdę skuteczny sposób, więc właściwie możesz nie czytać pozostałych punktów. Oczywiście trzeba pamiętać, że zbyt duże spożycie może spowodoważ odmowę wstępu na pokład ( a pijackie ekscesy podczas lotu moga sie skonczyc aresztem po wyladowaniu). Podczas jednego z lotów zaczelam sie denerwowac, ze samolot leci krzywo. Po buteleczce wina z oferty pokładowej wpadłam w bardziej radosny nastrój i stwierdzilam, ze to pilot konczyl szkoly, nie ja, i jak chce sobie polatac krzywo to chyba raz na jakiś czas ma prawo, no nie?

2.Poczytaj statystyki
Na przykład tutaj. Jest sporo lepszych, ale wolę nie szukać, bo zaraz zacznę się denerwować…
W każdym razie przeczytaj ich dużo. Albo wiedza przyniesie Ci ukojenie, albo zrobi Ci się niedobrze.

3.Nie czytaj statystyk
Istnieja statystyki pokazujace jak bezpieczne jest latanie, ale takze takie opisujace wypadki. Sama oczywiscie dokladnie je przestudiowalam i w każdej fazie lotu wiem jak duże jest obecnie ryzyko wypadku. Poprawia mi to nieco nastrój na wysokosci przelotowej, ale jeszcze bardziej stresuje mnie start. Siadam zawsze na samym tyle samolotu, bo jest tam najwieksze prawdopodobienstwo przezycia, ale tez najbardziej czuc kazda turbulencje, co poglebia przerazenie.
W przypadku leku przed lataniem wbrew obiegowej opinii lepiej jest wiedziec jak najmniej.


4.Podczas instrukcji bezpieczenstwa nie sluchaj wersji polskiej.

‚In an unlikely case of…’ to nie do konca to samo co ‚kiedy samolot bedzie ladowal na wodzie’, albo ‚kiedy cisnienie w kabinie gwaltownie spadnie’. Niby nic, ale jesli przez caly lot obawiasz sie, ze umrzesz, kazdy szczegól nabiera znaczenia.

5.Lataj z osoba towarzyszaca
Kimkolwiek kogo znasz. Ell zawsze sie na mnie zlosci, bo za bardzo panikuje, wiec musze sie troche uspokoic. Poza tym zawsze wyobrazam sobie, ze mnie uratuje z katastrofy i jakos mi lepiej. Mój szef podczas lotu jest tak gadatliwy, ze mozna sie przez dlugi czas nie zorientowac, ze jest sie w powietrzu. Koleżanka (odpowiednio dobrana oczywiście) podczas startu potrzyma za reke, a potem wspólnie mozna celebrowac ploteczki na dziesieciu tysiacach metrów.
Nie radzilabym poznawac nikogo w samolocie. Co prawda zdarzy sie i fascynujacy rozmówca, jak pewien starszy brytyjski wykladowca, który lecial kiedys ze mna z Gdanska do Glasgow, ale czesciej bedzie to jednak ktos opowiadajacy codzienne historie z zycia swojej rodziny. Choroby czy dzieci nieznanych osób na wysokosci przelotowej poteguja cierpienie.

6. Wszelkie filmy, które mogą w jakikolwiek sposób zestresować, a których akcja dzieje się na pokładzie samolotu, nie są wskazane.
Przede wszystkim Final Destination 1, ale nie tylko. Chociaż po obejrzeniu ‚Strefy Mroku’ jestem zawiedziona za każdym razem, kiedy na skrzydle nie widzę trolla.

7. Ustal sobie rytuał latania.
Jak wspominałam na początku, za każdym razem przy starcie śpiewam w myślach ‘Pan jest mocą swojego ludu’, tak długo aż nie wyłączy się sygnalizacja zapiąć pasy. Potem przy każdej mocniejszej turbulencji przynajmniej ‘Ojcze Nasz’, a jeśli się przeciągają to wielkrotnie powtarzam zdrowaśki.
I nie chodzi o to czy Bóg istnieje czy nie i czy zatrzymuje turbulencje czy się ze mnie śmieje. Przeżyłam póki co wszystkie loty i kiedy poziom stresu wzrasta, koncentruję się na czymś innym co utożsamiłam z działaniem wspomagającym lot. Skoro tyle razy to robiłam i działało, to znaczy, że i teraz zadziała jeśli się postaram.
Oczywiście mój rytuał działa na mnie, ale myślę, że każdy może sobie stworzyć swój.


8.Nie lataj tanimi liniami.

Sama nimi latam, ale róznica w komforcie miedzy jakakolwiek tania linia a na przyklad British Airways jest naprawde duza. Nieograniczona ilosc wliczonych w cene napojów, orzeszków czy chrupek jest w stanie poprawic nastrój. Poza tym widok przebiegu lotu live wyswietlany na ekraniku przed pasazerem zafascynowal mnie tak bardzo, ze zamiast sie denerwowac obserwowalam na mapie, jak dzielnie radzi sobie ten maly samolocik przelatujac nad kolejnymi miastami, górami, jeziorami. Tak, mentalnie mam jakies dziesiec lat.

9. Obejrzyj tę reklamę.
W samolocie jesteś bezpieczny, ponieważ jego załoga i konstruktorzy to superbohaterowie posiadający ponadnaturalne moce. True story.
(to nie jest wpis sponsorowany, za każdym razem kiedy oglądam reklamę Virgin mam łzy w oczach )



10.Najlepiej nie lataj w ogóle.
Samoloty są o wiele mniej przerażające z ziemi, niż kiedy jest się w środku samolotu nad ziemią. Poza tym jestem pewna, że statystycznie szanse na bycie przygniecionym przez samolot są jeszcze mniejsze niż to, że umrze się jako pasażer.

Jeśli macie jakieś inne pomysły to koniecznie dajcie znać. Za trzy tygodnie lecę do Gdańska i już powoli zaczynam się denerwować…

  • hehe 😀 Ja leciałam samolotem tylko raz do Dublina i byłam bardzo podekscytowana 😛 Drogę powrotną przespałam, ale to tylko 2,5h więc minęło błyskawicznie. Na początku czerwca lecę za to do Hong Kngu i czeka mnie w sumie 15h lotu, więc jak ja to przeżyję, nie mam pojęcia 😀 Do tego biorę pod opiekę młodszego brata, który nigdy nigdzie nie leciał 🙂 Lecąc z UK do Gdańska nie pokonujesz przynajmniej wielu stref czasowych, tylko jedną. W HK różnica czasu to +7h więc szybko mija i nie jesteś przynajmniej zmęczona podróżą 🙂

  • UMARŁAM przy anegdotce o latającym krzywo pilocie!

  • Będę w sierpniu lecieć tanią linią (pierwszy raz w życiu), boję się panicznie i próbuję przypomnieć jakiekolwiek modlitwy do jakichkolwiek Bóstw (rodzice ateiści nie nauczyli i co ja pocznę). Nie wiem czy usnę w nocy z wrażenia, wielkie dzięki za wpis, zwłaszcza za punkt pierwszy, chyba sobie strzelę na noc herbatę z rumem, będę rano nieprzytomna i o to chodzi 😉

  • dziś oglądałam program o 10 najniebezpieczniejszych lotniskach świata. to dopiero odlot!

    a, i ta fotka fajna:)

    • Anonymous

      Ladowalem na Madeira Airport:) podobno nr.2 w europie pod wzgledem niebezpieczenstwa…i zyje:)

  • Nie mam żadnych pomysłów, ja uwielbiam latać. Niespełnione marzenie o byciu stewardessą pozostało.

  • Ja się boję latania tak samo jak Ty. Właściwie zaczęłam latać 2 lata temu tylko dlatego, że po prostu wiochą byłoby nie polecieć do Oslo za 200 zł z bagażem mając w Oslo znajomych.
    Ja zawsze stosowałam metodę: jeśli nie leci z nami nikt znany, to znaczy że katastrofy nie będzie.
    I któregoś razu wracam z Wrocławia do Warszawy, a tam wsiada do mojego samolotu ten aktor z Bulionerów. Ale myślę sobie – nic się nie dzieje, Bulionerów nikt nie oglądał, on nie jest znany. Po czym usadawiam się w samolocie, odwracam głowę, a tam…Materna.
    Zdrowaśki odmawiałam cały lot, a zwłaszcza kiedy pół godziny krążyliśmy nad Warszawą, bo jak nas poinformowano dopiero widząc duże zniecierpliwienie „lotnisko trzeba odśnieżyć”.

  • ściskałam kiedyś Twoją dłoń w trakcie startu i lądowania, opoconą-dodam, więc wiem jak jest. Pamiętam też, jak kiedyś prawie spóźniłam się na samolot, bo zaspałyśmy po zachlej party (1.5 butelki wina na głowę) i oczywiście pociąg uciekł. Mnie chciało się rzygać, trzęsłam się jak heroinista a Ty płakałaś a wszystko na jakże pięknym Glasgow Central Station.

  • Anonymous

    Mam identycznie silny lęk jak Ty, czym zawsze wzbudzam politowanie znajomych. Znalazłam metodę. 1 xanax godzinę przed startem i drugi w momencie startu. Oczywiście najsłabsza dawka. Stosuję go tylko do latania i sprawdza się idealnie. Zasypiam jak dziecko a nawet jak jestem obudzona to jest mi tak cudownie-wszystko-jedno.

    • Brałam kiedyś coś na uspokojenie, potem byłam tak nieprzytomna, że nie mogłam znaleźć paszportu. Jak lecę z kimś to nie problem, ale jak muszę sama o siebie zadbać od początku do końca to opcja odpada 🙁

      • Ava

        Zupełnie serio: co brałaś? Ja biorę 1mg lorazepamu, ale zamiast paść po nim uśpiona, jak przewidywała moja lekarz po połowie tej dawki, po prostu jestem przerażona i zmęczona jednocześnie. Chętnie spróbowałabym czegoś innego, ale nie bardzo wiem, czego, więc chetnie posłuchałabym Waszych opinii (lekarzom wydaje się chyba, że wszystkie lęki są takie same… no comment).

  • Kocham Cię. To tyle jeśli chodzi o ten wpis:)

  • Najlepiej wejść na całe życie do szafy (Z zapasem czekolady!) hehehe cudny wpis, of kors! :*

  • Wyluzuj.Dasz radę !!!
    Ja bym mogła pilotować te samoloty, którymi latam.
    Po kim ty to masz?
    No chyba wiem. Po tym, co się boi nawet kolejki na Kasprowy.
    Powtarzam : DASZ RADĘ !!!!!

  • nigdy nie leciałam samolotem i nie wiem, czy wsiadłabym na pokład 🙁

  • Ja dotychczas leciałam 4 razy i marzą mi się kolejne loty, kocham ten moment, kiedy samolot rozpędza się przed startem! Żadnych statystyk czytać nie będę, nie chcę bać się latania :p A reklama najpiękniejsza!

  • Do tej pory leciałam samolotem dwa razy i dość mi się nudziło, a wpis i tak przeczytałam z założeniem, że nawet jeśli nie potrzebuję takich rad będzie fajnie. I było, zwłaszcza reklama rzeczywiście jest kosmiczna ^^ Choć znowu dopadł mnie pokoleniowy smutek, że ja nie byłam wybierana przez różdżkę u Ollivandera 😉

  • Hahaha! Zajebista ta reklama, też się poryczałam! Będę czytać Twój post systematycznie przed 12 godzinnym lotem do Brazylii…

  • Też nie cierpię latania, ale głównie przez zatkane uszy, bo boję się umiarkowanie. Za to kiedy w 2000 roku spadł Concorde (w ogóle to miałam małą obsesję na punkcie tej katastrofy, namiętnie oglądałam rekonstrukcje), panicznie bałam się śmierci przez zgniecenie samolotem. Nie, nigdy nie mieszkałam w pobliżu lotniska, ale nad moim domem często i nisko latał dwupłatowiec takiego dalszego sąsiada.

  • o lataniu to ja powinna książkę napisać:) a moj sposób na lęki to: brac najwcześniejszy lot i nie spać całą noc. najpóźniej przy starcie zasypiam. albo brać najpóźniejszy i jeszcze sobie winko wypić, też usypia.

  • Estachos

    jestem tu po raz pierwszy i zarówno notka jak i sam styl pisania mnie ujęły. Sam uwielbiam samoloty, zarówno te pasażerskie jak i wojskowe, ale tylko wtedy kiedy oglądam je z ziemi, kiedy jestem w środku również się boję… i chociaż wiem, że to teoretycznie najbezpieczniejszy środek transportu jeśli liczyć wypadki na jednego pasażera, to wciąż jestem niespokojny, do tego dochodzi jeszcze wrodzony lęk wysokości który pewnie również nie pomaga… ale poradnik naprawdę świetny 🙂

    i jeszcze takie małe uzupełnienie, jedyne dwie polki które zginęły w katastrofie jednego z najwspanialszych samolotów w historii ludzkości czyli Concorde’a, były pokojówkami w hotelu na który samolot spadł 😀

  • Pamietam ze przed moim pierwszym lotem ciagle puszczali dokumentalne filmy o katastrofach lotniczych w tv i wtedy czulam paniczny strach, ale przy drugim razie to juz minelo i teraz traktuje to jakbym jechala gdzies autobusem 😉

  • Anonymous

    warto ‚przelecieć’ się (jak to brzmi 😉 ) małym samolotem takim że jest miejsce tylko dla pilota + 2 os. Ja sobie latam czasem samolotem ultralekkim – tam jest tylko pilot i pasażer. Albo pojechać na wczasy i mieć hotel gdzieś koło lotniska, jak widzisz że co 30 min przez całą dobę lodują i startują samoloty to jakoś tak wydaje Ci się to normalne.

  • Anonymous

    Polecam warsztaty da os. bojących się latać.Linia Eurolot takie organizuje – Pokochaj Latanie.

  • magda

    Latatam od 3 lat, okolo 6 razy w roku. Na poczatku bylo super, żadnego strachu, dominowała ciekawość, aż do momentu kiedy podczas lotu byly takie straszne turbulrncje ze ludziom glowy na boki latały, podczas lodowania w uk samolot przechylal sie na boki, wierzcie czy nie ale modliłam się na głos przez łzy. Po wylądowaniu, gdy samolot stał na płycie lotniska tak wiało że samolot się bujal cały. Mozecie sobie wyobrazić. Niestety musze dalej latać, niemam innego wyjścia, ale stres jest ogromny.

    • Mam ten sam przypadek … na poczatku wiele niezliczonych lotow… totalny luz i relaks, az do momentu kiedy jeden lot odmienil moje nastawienie na zawsze i juz nie moge tego zmienic za 2 dni kolejny lot a w zoladku scisk 🙁

      Artykul bardzo fajny, tez siadalam na tyle poki w ostatnim wypadku Korea – San Francisco … nie zginely dwie osoby wlasnie na tyle samolotu :/

      Przepraszam za brak polskich znakow

      Pozdrawiam wszystkich latajacych ze scisnietym zoladkiem !!

  • Świetna jest ta reklama 🙂 Od siebie mogę powiedzieć, że na początku stres podczas podróży samolotem to normalna sprawa. Z czasem (z każdym kolejnym lotem) jest lepiej, aż całkowicie znika.
    Na swoim blogu zamieściłem wczoraj artykuł z 20 patentami na pokonanie strachu przed lataniem. Może komuś się przyda: http://samodzielnypodroznik.pl/pokonaj-strach-przed-lataniem-20-skutecznych-sposobow/

    Pozdrawiam!

  • Anonymous

    Ja do tej pory latałam razem z wycieczkami z pracy taty, co rok na wakacje, jeszcze od lat licealnych począwszy, ekipa fajna zawsze :D, ludzie w różnym wieku, ale wszyscy weseli, więc było nam zawsze jakoś raźniej- pogadać, pośmiać się- zawsze to lepiej niż samemu się denerwować. A pierwszym razem denerwowałam się strasznie. Jeszcze w dzień wylotu był 13 piątek i straszna pogoda :P. Każdy z nas sobie strzelił po kielichu na odwagę i jakoś poszło. Gadaliśmy i śmialiśmy się cały lot, nawet nie zauważyliśmy kiedy nadszedł czas lądowania.
    Ale uwielbiam moment startu i lądowania, cudowne uczucie jak dla mnie, wbicie w fotel, no może nie orgazmy przeżywam jak ktoś wcześniej napisał ; ), ale lubię bardzo. Gadajcie z pasażerami, piszcie coś, czytajcie, róbcie cokolwiek, żeby nie mieć czarnych scenariuszy. Myślcie pozytywnie : )

  • Anonymous

    ja mam taki silny lęk(wręcz jest to fobia) przed lataniem ,że nic mi nie pomaga!!!!!! żadne rady, tabletki na uspokojenie, modlitwa ,siadanie z tyłu czy zawsze po tej samej stronie i jak sie da to na tym samym miejscu jest to u mnie nie do opanowania , także jak zobaczycie w rayanerze lecącą do Manchesteru dziewczynę która ma nakrytą szalikiem lub kurtką głowę(nie wiem czego będę używać latem) to ja i moje apogeum strachu.

    • Dopóki wsiadasz na pokład to naprawdę nie jest źle. Znam osobę, która opóźnia międzykontynentalne loty, bo cały samolot łącznie z pilotami musi ją nakłaniać, żeby wsiadła.

  • Anonymous

    Troszkę późno Was znalazłam.
    Zerknijcie na to, może komuś się przyda jeszcze, http://www.pokochajlatanie.pl

  • Anonymous

    ja podczas startu odliczam do tyłu od pewnej liczby, 10 tysięcy. Samo liczenie do tyłu jest już bardziej skomplikowane dla mózgu niż do przodu, a dodając dodatkowe komplikacje jak np. odliczanie co 2 lub 3 wymaga kolejnego skupienia i odciąga uwagę od tego co się dzieje dookoła. ta metoda chyba nie jest dobra na cały lot – można by z nudów paść – ale ja mam akurat problemy tylko ze startem i mi się sprawdza bardzo dobrze. pozdrawiam.

  • Za dwa tygodnie lecę pierwszy raz samolotem, w sumie to było jedno z moich marzeń, ale od kilku dni strasznie to przeżywam, pytam o wrażenia wszystkich, co już lecieli, czytam artykuły w necie. Alkohol przed 18. rokiem życia niewskazany, więc u mnie punkt 1. odpada, to samo punkt 8. Chociaż mam wrażenie, że bardziej boję się tych wszystkich odpraw i nie wiadomo czego przed lotem…

  • Emilia

    Polecam relenium. Też się bardzo boję latać, kaszle, rycze i wyje. Relenium to spokój i radość 🙂

  • Adler

    A ja się zastanawiam, jak działają lęki, które jesteśmy świadomi, że są sztucznie stworzone i nie mają żadnych racjonalnych podstaw. Rozumiem, że w przypadku fobii można rzec „wrodzonych” czy spowodowanych jakimiś tragicznymi wypadkami strach jest całkowicie irracjonalny i nie do pokonania, natomiast jeśli nie miało się nigdy złych doświadczeń, nie jest to wrodzone, i na dodatek wie się, że największe niebezpieczeństwo wypadku ma się w trakcie jazdy samochodem na lotnisko, to jak to działa? I mimo że każdy wie, że jazda samochodem jest kilka razy bardziej niebezpieczna niż lot, to jakoś nie znam osób z „autofobią” i chyba Ty też taką osobą nie jesteś.

  • Ava

    Mam to samo – myślenie o locie, nie wychodzenie z łazienki… ach, nie ma to jak romantyczne podróżowanie, prawda? Jeszcze śmieszniejsze jest to, że jestem w związku na odległość i z tego powodu latam nad wyraz często, i to nad wyraz długo – 2000 km na raz co najmniej. Próbuję planować te swoje loty tak, żeby jak najmniej wariować: w miarę pogodne miesiące, dobre linie (z Lufthansą do końca, haha), duże samoloty (mniej podatne na trzęsienie). W czasie przed lotem próbuję przekonać samą siebie, że moje życie jest kompletne i dobre – tak, tak, takie małe przygotowanie jakby co.
    Tylko parę razy w życiu udało mi się lecieć z kimś, kogo znam, poza tym zawsza latam sama i dlatego często zawiązuję znajomości na pokładzie. Tzn. w chwili grozy (start – tak samo jak Ty na przelotowej czuję się już dużo lepiej) odrzucam wszelką dumę czy honor i po prostu pytam osobę obok, czy ze mną porozmawia. Chociaż łzy w oczach, oddech grożący hiperwentylacją i nerwowe ruchy raczej nie powinny pomagać w nawiązywaniu dialogu… Na szczęście dość często latam z Amerykanami, którzy w tych kwestiach są bardzo otwarci, sami pytają się, czy mnie potrzymać za rękę itd. (jak widać, nie mam ŻADNYCH zahamowań). Podczas jednego lotu przez Atlantyk poznałam świetną Szkotkę, z którą utrzymuję kontakt do dziś, chociaż na żywo nie widziałyśmy się ani razu od tamtego wspaniałego czasu z winem na pokładzie Lufthansy (wino, ofc, darmowe).
    Aha, prawie zapomniałam: żeby było jeszcze welesej, to jestem fizykiem. Może nie specjalistką od awiacji, ale ogólnie wiem, jak to wszystko działa. Gdybym się uparła, to pewnie mogłabym wyliczyć, co właściwie musiałoby się stać (jaka turbulencja itp.), żeby stabilność samolotu była poważnie zagrożona. Niestety, nijak to nie pomaga. Myślę, że nawet szkodzi ;).
    Chociaż mam chyba jedną dobrą myśl na turbulencje (brrr, skręca mnie od samego myślenia). Otóż gdy trzęsie, to staram się sobie przypomnieć (nie zawsze z dobrym skutkiem, bo w końcu całe to szaleństwo na logice się nie opiera, ale próbuję mimo to), że to DOBRZE, że są turbulencje. Bo to znaczy, że pod samolotem jest powietrze. Więc ma na czym latać.
    No i jeszcze to, co powtarza mi moja Mama: pilot też chce przeżyć.
    Uzbrojona takimi myślami wchodzę na pokład. Przecież muszę wejść, prawda? Po drugiej stronie nieba jest rodzina albo ukochany.
    Ciekawi mnie, że jeszcze nie wymyślono żadnych leków na to.

    • Jak ja bym chciała, żeby mnie ktoś obcy trzymał za rękę!

  • Mirveka es Venes

    Wystarczy pomyśleć, że alternatywa jet gorsza. Bezpieczniej jest polecieć samolotem, niż przebyć tę samą drogę autem, czy autokarem.

    • Morze Przygód – Vlog

      No troszeczkę nad tym myślałem, i wybieram autokar – siedząc z tyłu, lub u góry, lecz nie z przodu. Moim zdaniem, pokonując moją przygodę tymi środkami transportu naście razy wolę autokar (i w Azji wygodniej). Następnym razem polecam pisać „moim zdaniem”. Nie trzeba będzie odpowiadać.

  • Magdalena Bogdanowicz

    Ja się panicznie boję latach i tym bardziej jest to irracjonalne, że nigdy nigdzie nie leciałam… Idiotyzm wiem. I zdecydowanie za dużo obejrzanych „Katastrof w przestworzach”. Wiem, że będzie to kłopot, w końcu ludzie coraz częściej latają, na wakacje w większości lepiej jest polecieć. Do tego mój luby marzy o tym, żeby lot odbyć. Eh. Masakra. Zawsze mówię, że właśnie będzie mnie musiał upić i dać jakieś silne prochy, żeby w ogóle móc mnie wpakować do tej maszyny.
    A co do reklamy – jest świetna 🙂

  • Ja boję się bardzo, ale to bardzo. Ale jako nieliczna uwielbiam start i lądowanie!!:) Z kolei świadomość podczas lotu, że nie mam nic pod nogami i jestem w jakiejś dziwnej kapsule unoszącej się w powietrzu nie pozwala mi spokojnie robić nic! Jak leciałam do Azji nie robiłam siku przez cały lot, że się zablokowałam na amen. Nie wstaje, ewentualnie przebieram nogami.

  • Pieknosc DniaBlog

    och jak mi trzeba takich tekstow, bilety kupione, lot 8 godzin, jak ja to wytrzymam, boje sie, że jak we Francuskim pocałunku Meg Ryan bede walila w drzwi z krzykiem: wypuscie mnie:)

  • Ja z kolei UWIELBIAM latać samolotem 🙂 Swój pierwszy lot odbyłam do Wrocławia – uznałam, że to dobra rogrzewka przed ewentualnymi dalszymi lotami. Ten trwał pół godziny i według mnie to taki odpowiedni czas, by przekonać się czy latanie mi odpowiada, czy nie 🙂 Start, gdy samolot się tak mega rozpędza i rwie do góry, to mój ulubiony czas w trakcie lotu. Nawet za każdym razem chce mi się trochę płakać ze wzruszenia, bo czuję, jakbym to ja rozwijała skrzydła i leciała w przestworza 🙂 A potem już tylko podziwiam widoki. Turbulencji jeszcze nigdy nie miałam. Ale tłumaczę sobie, że nie ma absolutnie żadnych szans na wypadek.
    Poza tym wmówiłam sobie, że bardziej niż katastrofy lotniczej, boję się trwałego kalectwa i braku świadomości. W wypadku samochodowym może być różnie. W katastrofie lotniczej przynajmniej spadnę i tyle 😀 No wiem, że dziwne, ale jakoś mnie ta myśl uspokaja.

  • Kamila

    Ja tez nie lubie latac, a musze to robic czesto. Mam jednak swoj rytual: jeszcze na lotnisku odmawiam modlitwe Jana Pawla II o podrozujacych samolotami. Po wejsciu na poklad informuje stewardesse ze mi niedobrze przy ladowaniu (to akurat prawda), po czym jak siade to musze sie przezegnac 🙂 Podczas startu slucham piosenki wojskowej „Bywaj dziewcze zdrowe” – wtedy mi sie robi zreszta wszytsko jedno (zapomnialam wspomniec, ze spozywam 2 aviomariny i tak 4-5 tabletek waleriany nieco wczesniej). Nastepnie zamawiam herbate i jej nie pije – stawiam ja na stoliku i mowie sobie ze jak sie zacznie wylewac to ja sie zaczne bac. Nastepnie zajmuje sie czyms konstruktywnym, tzn przewaznie robie na szydelku. I nagle do gardla podchodzi mi wielki paw i juz wiem ze ladujemy zanim jeszcze kapitan to oglosi. Przy ladowaniu biore worek i zakrywam glowe plaszczem, bo jest mi tak potwornie niedobrze ze nie chce aby mnie ktos widzial. Uczucie przechodzi jak samolot juz stanie (nie od razu jak wyladuje). Przy wysiadaniu dziekuje stewardessom i staram sie tez zapuscic zurawia do kokpitu i podziekowac pilotom 🙂 Jak dotad moj rytual nie zawiodl, a ze ludzie sie dziwnie na mnie patrza to juz mnie srednio obchodzi.

  • Paula

    Usmialam sie, dobra jestes :-)). Ja latam od 10 lat. Odbylam w zyciu kilkadziesiat lotow, dluzszych i krotkich. Zaczynalam od lotow do USA i z powrotem. I totalny luz. I, mimo, ze nie mialam zadnych traumatycznych lotow, wszystko bylo o.k., cos mi sie wkrecilo jakies dwa lata temu i mam leki na maxa. Wsiadam grzecznie i lece jak gdyby nic. Ale zawsze przed lotem laduje w wc, wczesne loty nie pomagaja- i tak nie moge zasnac w samolocie, kazdy ruch mnie wybudza, rozmowa z ukochanym nie pomaga. jestem ciagle skupiona na strachu. mimo, ze lubie samoloty, lubie moment startu. ale poza tym mam problem i nie wiem, jak go rozwiazac. chetnie bym nie latala, ale jednak to robie regularnie. ale po kazdym locie mysle- uuf, kolejny dopiero za milka miesiecy. no, nie wiem, skad to mam. meczace. chce latac ale i nie chce.

  • Max

    Nie ma się czego bać! 😏 Samoloty to nadal najbezpieczniejszy środek transportu. Ja jestem wielkim fanem latania i mam zamiar dalej latać. Poza tym trzeba sobie uświadomić, że samoloty pasażerskie praktycznie nie mają prawa spaść. Są one częściej sprawdzane niż twoje auto. Piloci też muszą być doświadczeni. Nierzadko mają już za sobą 5000 h lotu

    Pozdrawiam

  • Pozdrawia dziewczyna która podczas swojego pierwszego lotu do Chin (kilkanaście godzin) zaliczyła awaryjne lądowanie w Rosji (y) Uroiłyśmt coś sobie z koleżankami że skrzydło z naszego okna płonie, i robiłyśmy mu zdjęcia, a gdy w końcu wylądowałyśmy okazało się, że to z drugim skrzydłem było coś nie tak xd W każdym razie, od tego czasu latałam jeszcze 5 razy za każdym razem nieźle panikując. Najbardziej przekonuje mnie alkohol, ale za młoda jestem 🙁

  • Suor Kucia

    za pierwszym razem nie balam sie ani startu ani ladowania, balam sie panicznie w powietrzu, kazdy huk to dla mnie znaczylo „spadamy i zginiemy”, chiociaz byl to bardzo spokojny lot, nie bylo ani jednej turbolencji, zrozumialam to dopiero za 3 razem 😀 .jakby nie bylo, pierwszy lot nie byl bezposredni, w ten sam dzien lecialam dwa razy. za pierwszym razem byl drobniutki problem z ladawaniem, badzo silny wiatr i wygladalo tak jakby plot nie mogl wyprostowac skrzydel kilkanascie metrow od ziemi. ludzie zaczeli sie niepokojic ale bili brawa po wyladowaniu. drugi lot trwal minej niz godzine, balam sie startu, i naprawde jescze troche i potrzebowalabym lekarza, niestety czlowiek sam se wmawia strach. wyladowal gladko i szybko. za trzecim razem malo co sie nie spoznilam bo dostalam ataku biegunki. balam sie, probowalam spac, patrzylam na zegarek, w koncu spojrzalam na wlochy, nareszcie w domu, morze. ubzduralam sobie ze jak samolot spadnie do wody to przezyjemy! przed samym lotniskiem samolot skrecil naprawde mocno, nie wiedzialam ze to normalne, wiec kolejny prawie-zawal. jak zeszlam z tego samolotu to polecialam se zapalic, chociaz nie robilam tego od miesiecy, i zjadlam ulubionego rogalika, bylam szczesliwa ze zyje :D. jutro wylatuje do pracy. zaczela sie juz panika totalna, twoj tekst jest prze-sympatyczny ale boje sie tak samo jak przedetem!

  • Marek Kruk

    Ja nie przepadam za lataniem, a czeka mnie za niedługo służbowy lot do Paryża. Jestem przerażony, bo nawet na wakacje jeździmy autobusami Ecolines, właśnie ze względu na mnie. Jestem raczej spanikowany przed tym lotem, ale nic nie mogę zrobić…Zostają mi jakieś sedacyjne do połknięcia

  • A.

    Zdrowaśki i Ojcze Nasz to też mój klasyk pokładowy. Uśmiałam się, jak to czytałam:D Ale dorzucę do tego Pieśń na Wzniesienie. U mnie sama myśl o możliwości podróży samolotem powoduje skurcze w dołku. Lęk jest tak silny, że mimo planów odwiedzenia w tym roku Hiszpanii, coraz bardziej przekonuję sama siebie, że nad Bałtykiem jest jeszcze lepiej;) również wizja 20 h w aucie wywołuje wręcz endorfiny w porównaniu z kilkugodzinnym lotem…

  • alek

    ja tez zawsze mam taki stres jak wchodze na poklad samolotu. juz samo to trzesienie jest straszne. nie lubie tez jak pilot najpierw idzie do gory, a potem opada, zawsze mam wtedy wrażenie, że za bardzo opada i że zaraz sie rozbijemy. moj znajomy lubi sobie cos wypic na bezclowym, ale dla mnie to nie jest najlepsze rozwiazanie, bo lubie miejsc jasny umysł. przewaznie lykam sobie nerwomix i przechodzi mi, bo troche wolniej bije mi serce. staram sie slichac muzyki, ale jak zaczynamuy startowac to wylaczam ja zeby slyszec kazdy najmniejszy dzwiek. glupie wiem, ale juz tak mam 😛

  • Shadows

    W pewnych chwilach miałem wrażenie, że czytałem o sobie. :’)

    Mam okropną fobię przed lataniem. Każdy kolejny lot = parotygodniowe zamartwianie się i odliczanie dni. Boję się po prostu potencjalnej katastrofy lotniczej. Zawsze sobie mówię, że „a dobrze, nie będę spać w noc przed lotem i po prostu się zdrzemnę na pokładzie”. Jak zawsze się nie udaje potem usnąć w samolocie. Najśmieszniejsze jest jednak to, że swojego pierwszego lotu się w ogóle nie obawiałem. O taka tam przyjemna podróż. Dopiero z każdą kolejną coraz gorzej. Nie mam pojęcia dlaczego. A że mam jednak rodzinę w Anglii i co rok w wakacje przylatuję do nich w odwiedziny na parę tygodni, to jednak prawie każdego lata muszę się z samolotem zmierzyć, chociaż po każdym locie z powrotem do Polski sobie mówię, że już moja noga nigdy na podłodze samolotu nie postanie.

    Też mam swego rodzaju rytuały. Za każdym razem, jak już tylko siadam na swoim miejscu – zapinam pasy (a jakżeby inaczej! Później przez całą podróż ich nie odpinam, a gdzie by taka myśl przeszła przez głowę!). Potem przeżegnanie się, jak najwięcej modlitw odmawiam w myślach, przed samym startem jeszcze sobie mówię coś w stylu „proszę tylko o to, aby ta podróż była spokojna, bezproblemowa i żebym ja i moja babcia/dziadek/chrzestna/chrzestny też żadnych komplikacji nie mieli, abyśmy wylądowali bezpiecznie (etc.)”. Kiedy jesteśmy w powietrzu… Cóż. Prowadzę nieustanny dialog w głowie z Bogiem. Jeśli to nie monolog oczywiście. W pewien sposób to odciąga moje obawy. „Wyżalam się” wtedy z tego jak się czuję, co myślę, co mogłem zrobić kiedyś inaczej. Za każdym razem jak jest jakaś turbulencja, to w ciągu sekundy jak najwięcej modlitw zmówionych. W ogóle gdyby ktoś mógł wtedy wejrzeć w mój umysł, to można by z tego niesamowity dramat nakręcić, warty Oscara. Przeprosiny za wszystkie złe czyny dla wszystkich ludzi, płacze o błahostki.

    Niby zawsze mam do przelotu około 2 godzin, ale to się strasznie ciągnie. Zawsze łamię podstawową zasadę swojej fobii, czyli „nie siadaj przy oknie”. Ale chyba bym zwariował jakbym nie siedział akurat tam. MUSZĘ mieć oko na skrzydło samolotu, czy nic się tam nie dzieje, nie pali, nie wypada. Raz coś ujrzałem w skrzydle podejrzanie uniesioną blaszkę i już myślałem, czy testamentu nie spisywać w głowie :). Każdy nieznany mnie dźwięk powoduje minizawał. Nie zapomnę tego, jak docierały do mnie dziwne odgłosy w locie do Polski z dziadkiem. Myślałem już, że jesteśmy zgubieni. Ciągnę dziadka za rękaw, przerażony i mówię „Czy ty to słyszysz? Czy ty to słyszysz, dziadek..?”. Patrzę się na dziadka. Jak się okazało, ten sobie smacznie zasnął gdy do niego mówiłem i poleciał głową na siedzenie sąsiadów z przodu. Dla deseru jeszcze dodam, że te przerażające dźwięki terroru były tak naprawdę w rzeczywistości dźwiękami z gry Sonic the Hedgehog, w którą na tablecie grało jakieś dziecko na tylnych siedzeniach. :’) Poza tym, zawsze – chociaż – staram się zasnąć w samolocie. Lecz jak tylko zamykam oczy, to wyobraźnia robi swoje. No i te dźwięki, świadomość bycia nie-wiadomo-jak-wysoko nad ziemią. Od razu otwieram oczy. No i jeszcze dochodzi do tego urojenie, że „Pewnie jak zasnę to się coś stanie. Muszę być świadom wszystkiego dookoła”.

    Za niecały tydzień znowu mam niby lecieć, ale nie wiem czy jednak nie pokuszę się o rezygnację, bo jak wcześniej był tylko lęk, to teraz jest to panika. Wolę szczerze mówiąc, nieważne jak absurdalnie to zabrzmi, jechać samochodem niż lecieć samolotem. Wiem, ile to czasu zajmuje, i doskonale sobie zdaję sprawę z tego, jak potem niemiłosiernie boli siedzenie. Ale przynajmniej czuje się człowiek bezpiecznie i chyba o to każdemu najbardziej chodzi..? 🙂

    Poza tym, jestem wdzięczny za ten wpis. Po przeczytaniu go – przynajmniej na daną chwilę – jestem spokojniejszy. W pewien sposób uspokaja mnie czytanie o czymś, do czego mam podobne podejście i zdanie co autor bądź autorka tekstu. Dziękuję. 🙂

    • Natalia Bieniek

      Bardzo polecam obserwowanie flightradar24 – zawsze się napatrzę na tą ogromną ilość samolotów w przestworzach w danym momencie i stwierdzam, że musiałabym mieć NAPRAWDĘ OGROMNEGO pecha, żeby z tych wszystkich tysięcy maszyn trafiło akurat na moją… 😉 Raczej nie bałam się nigdy latać, ale po obserwacjach flightradar już totalnie nie 😉

  • Jeszcze nigdy nie leciałam samolotem i szczerze? Przeraża mnie to! Twoje porady dają mi jakąś nadzieję na to, że kiedyś się zdecyduję 🙂
    http://ladychwila.pl/

  • Anna Drogosz

    „Pan jest mocą swojego ludu”! Ja też, zawsze, przy wszelkich trudnościach i strachu nucę to sobie – odkąd pamiętam! <3

  • Chyba ze trzy wpisy napisałam na ten temat, a najgorsze jest to, że czuję, że wyczerpałam temat, a lęk jak był tak nadal jest. Nie wiem jak we wrześniu zniosę…11-godzinny lot.
    Jeżeli podróże nie byłyby moim numerem jeden, no może 2 to wprowadziłabym w życie zasadę numer 10 😀

Loading..