10 myśli na lato

Uwielbiam fakt, że mogę chodzić do pracy w sandałach. Oczywiście mam na myśli dni bez spotkań z klientami. Jestem konserwatystką i uważam, że na widok moich nagich palców u stóp trzeba sobie zasłużyć. Uwielbiam fakt, że nie muszę myśleć o tym, czy starczy mi na ten tydzień rajstop, gdzie są skarpetki na jutro i czy już czas na pranie. To są rzeczy, których latem nie potrzeba do szczęścia.

Ale bardzo, bardzo mocno tęsknię za wełnianą czapką.

Jesień i zimę da się przeżyć na samej gorącej czekoladzie i herbacie z mlekiem. Latem potrzebuję dziesięciu tysięcy odmian rooibosa, miętówki i zielonej herbaty. Nie ma czegoś takiego jak zbyt duży wybór.

Lato od zimy różni się jeszcze tym, że zimą od rana marzę o kąpieli z bąbelkami i łóżku, a latem tylko o łóżku.

Wspaniałe jest budzenie się, bo za oknem piękne słońce. Wspaniałe jest wracanie do domu, gdy jest jasno. Gorzej, że sąsiedzi wykorzystują piękną pogodę do urządzania sobie śniadań i całodziennych zabaw w ogródku. Z dziećmi. Połączonych ze śpiewaniem.

Dlaczego nie mam własnych dzieci? Bo po wielu godzinach śpiewania budzi się we mnie psychopatyczny morderca i mam ochotę tych słodkie małe ptaszęta wypatroszyć.

Moja szafa pełna jest boho sukienek, więc idealnym strojem na lato wydaje się być dres i bawełniana koszulka. Jak za tych wakacji spędzanych na rowerze na podwórku. Tych, kiedy mama mówiła, żebym nie zakładała na rower nowych dresów, bo spadnę i je podrę. I kiedy po raz drugi w życiu rzeczywiście spadłam z roweru i podarłam te dresy. Były zielone. Do dzisiaj mam traumę.

Na chwilę obecną najbardziej skręca mnie z zazdrości na widok zdjęć górskich schronisk, namiotów, pomostów na jeziorze i innych domków w lesie. Pięciogwiazdkowe instagramowalne hotele to nuda. Nie umiem co prawda podróżować bez wielkiej suszarki i komputera, na szlaku jestem ostatnią ciamajdą i marudą, boję się spać w namiocie, wchodzić do jeziora i mam uczulenie na komary, ale zawsze chcemy tego z czym nam nie do końca po drodze, prawda?

To uczucie, kiedy od wielu miesięcy próbuję, żeby waga zeszła minimalnie w dół, a ona nic, ale piękna chuda koleżanka mówi, że chyba schudłam. Bezcenne. Z tego względu przyszłoroczny urlop zdecydowanie spędzę w zimnym klimacie. Wyglądam o wiele atrakcyjniej i chudziej w wielu warstwach ubrania niż na plaży. Jak się nie ma co się lubi, to trzeba pracować na tym, co się ma. Poza tym w takiej Walii może nosić wełniane czapki nawet w środku lata…

Fakt, że dorosły człowiek zatrudniony na etacie ma do swojej dyspozycji dwadzieścia pięć dni w roku na wypoczynek, jest zbrodnią przeciwko ludzkości. Słoneczne popołudnia w biurze to wyrafinowana metoda tortur. To jest coś, przeciwko czemu warto walczyć i budować barykady.

Mam zaczętych siedem wpisów, ale żaden nie wydaje mi się wystarczająco dobry. Żaden nie wydaje mi się być ważniejszym od dobrze pomalowanych paznokci u stóp. Inna sprawa, że niewiele spraw jest równie ważnych.

W lecie najpiękniejszy wydaje mi się jego schyłek. Ten moment, kiedy jeszcze jest ciepło, ale już marzną stopy. Ta chwila, kiedy jeszcze żyje, ale czujesz już na plecach oddech jesieni. Najbardziej lubię lato w stanie rozkładu i umierania.

PS Riennahera – Twoja dzienna dawka pozytywnej energii. Ha. Ha. Not.

  • ja w ogóle wszystko lubię najbardziej w stanie rozkładu i umierania 🙂

  • A ja lubię jesień. Bo wtedy wszystko dookoła umiera i przekwita i mogę sobie powiedzieć „No, znowu dobrze wykonany cykl życia i śmierci”.

  • Zakochałam się „Dlaczego nie mam własnych dzieci? Bo po wielu godzinach śpiewania budzi się we mnie psychopatyczny morderca i mam ochotę tych słodkie małe ptaszęta wypatroszyć.” Tak bardzo rozumiem tą antypatię

  • też najbardziej lubię lato, kiedy się kończy. Bo życie latem jest jak życie w słoju miodu, lipowego i ciężkiego od nektaru. Albo w bursztynie. A ja potrzebuję chłodu i wiatru, żeby czuć się do końca sobą.

  • Zazwyczaj szukałabym samych pozytywów, ale… W lecie też lubię dopatrywać się zimy. Tak po prostu. A zimą lata.

Loading..