• w kultura
  • w dniu

Recenzja Rogue One czyli mroczne oblicze Rebelii

Gwiezdne Wojny nie są dla mnie zwykłymi filmami. Są ze mną od wczesnych lat dzieciństwa, były pierwszym filmem, który pojawia się w moich wspomnieniach, spoiwem więzi rodzinnych, a w końcu i pamiątką po tych, których już z nami nie ma. Bawiłam się w eskadrę X-wingów z dzieciakami na podwórku, pedałując na gwiezdnych rowerach od jednego trzepaka do drugiego. Zbierałam tazoki z chipsów. Byłam Hanem Solo, byłam księżniczką Leią, byłam mnóstwem innych fanfikowych Jedi i pilotów, a nawet imperialnymi oficerami, których wymyśliłam sobie w głowie. Z mniejszą lub większą intensywnością na różnych etapach rozwoju, Gwiezdne Wojny były moim życiem.

Mimo fascynacji strukturami Imperium (nie wiem czy da się nie być pod wrażeniem Petera Cushinga jako Tarkina), Rebelia zawsze zajmowała najważniejsze miejsce w moim sercu. Phi, to chyba jasne, że wszystkie dzieciaki chciały być Rebeliantami. Na rowerach niszczyliśmy Gwiazdę Śmierci. Kiedy na studiach podczas omawiania Comolliego i Narboniego i ich eseju o polityczności kina, padła kwestia, że Luke Skywalker jest wrogiem proletariatu, bo przez niego giną robotnicy budujący Gwiazdę Śmierci, wszyscy śmiali się perliście. Nasz Luke, nasz złoty chłopak, he he.

Im jestem starsza tym bardziej lubię jednak oglądać w kinie nie krzepiące serce historie, ale wizje światów skomplikowanych, niejednoznacznych, okrutnych. Po prostu alternatywne i bardziej wyrafinowane wersje tego co znam z codzienności. Gwiezdne Wojny nie bardzo zaliczały się do tej grupy dzieł, pozostając trochę takim “Ogniem i Mieczem” w kosmosie. Do teraz.

rogue one recenzja

Nie zamierzam tutaj specjalnie spoilować, nie zamierzam wdawać się w szczegóły fabularne. Opowieść daje radę. Mogłaby być lepsza, gdyby dopracować szczegóły, niektórym wątkom i osobom poświęcić więcej czasu i rozbudować back story, a dłużyzny przyciąć. Nie wszystkie postaci mnie przekonują, niektóre wydają się zbyt komiksowe. Vader lubi force choke’ować przy każdej możliwej okazji, a Tarkin ewidentnie ma fetysz wysadzania rzeczy w powietrze. Niech będzie. Ale Rogue One spełnił moje marzenie (marzenie napisane jest na samym dole wpisu z oznaczeniem spoiler). Niewiele blockbusterów to robi. Niewiele filmów choć przez moment autentycznie mnie przeraża. I to nie jakimiś potworami wyskakującymi zza winkla, a okrucieństwem wojny.

Kiedy jako dzieciak chciałam być Rebeliantką, widziałam się jako sprytną Jedi o złotym sercu lub elegancką senator. Żadna z tych postaci nie popełniała złych decyzji, czyniły dobro i postępowały sprawiedliwie, podkopując powolutku rządy Imperium. Cudna, dziecięca wizja postaci z pomników. Z tego punktu widzenia Rogue One właśnie zabiło mi dzieciństwo. Bo rebelianci są w dużej mierze bandą oprychów, są przekrzykującymi się, nieskutecznymi politykami, są skonfliktowani, zabijają bez większej refleksji, nie wierzą sobie nawzajem, niekoniecznie chcą tego samego i nie mają racji. Z tego względu Rogue One to absolutnie nie jest film dla dzieci, które do pewnego momentu potrzebują bajek, w których herosi o dobrym sercu pokonują potwory. Ale ja nie jestem już dzieckiem i po raz pierwszy w świecie Gwiezdnych Wojen dostaję coś co mnie naprawdę niepokoi. Aż dziw jak tej chaotycznej, pełnej wad Rebelii udało się
pokonać Imperium w Powrocie Jedi. Sekret musiał tkwić w Ewokach.

rogue one recenzja 3

Sceny zniszczenia miast przypominają okropne obrazy z Hiroshimy i Nagasaki. Zagładę totalną. To jest smutny film o wojnie, w którym cywile znajdują się w wielkim niebezpieczeństwie, a pozytywne postaci giną często śmiercią banalną i przypadkową, pozbawioną wzniosłości. I ten ból serca, kiedy Bail Organa mówi, że wraca na Alderaan…Vader jest tak okrutny, jak tylko się da, dowódcy Imperium to psychopaci, ale podobnie paskudne osobowości pojawiają się wśród dowódców Rebelii. Jednocześnie Gwiazda Śmierci nigdy nie wyglądała jeszcze tak pięknie. W końcu nie jak przerośnięta kulka z łożyska, a zachwycający i przerażający księżyc zagłady, senny koszmar, khem, mroczne widmo, khem. Robiłabym jej zdjęcia na instagram. Żart. Choć nie do końca.

To wszystko zmienia optykę odległej galaktyki, którą pamiętamy z dzieciństwa. Jest przykre i smutne. Ale dojrzalsze, ciekawsze i artystycznie to lepszy wybór. Obecnie czekam na film o pozytywnym bohaterze związanym z Imperium. Może o jakimś przystojnym oficerze, który od dziecka marzył o karierze wojskowej i cała rodzina była dumna z jego osiągnięć? Może Tarkin miał siostrzeńców, którzy wpatrzeni w wujka poszli jego śladem i wszyscy z podziwem mówili “ha, ci Tarkinowie, oni to są zdolni”? Albo wręcz przeciwnie, przysparzali problemów i był wstyd na całej Gwieździe Śmierci? W końcu, może znalazłby się jakiś wysoko postawiony dowódca, który nieustannie sprzeciwiałby się rozlewowi niewinnej krwi i próbował chronić ludność galaktyki przez okrucieństwem zwierzchników?

Rogue One nie jest arcydziełem światowego kina. Ale wystarczy, że jest prawie tak dobre jak Imperium Kontratakuje.

Rogue One: A Star Wars Story Death Star Photo credit: Lucasfilm/ILM ©2016 Lucasfilm Ltd. All Rights Reserved.

 

 

SPOILER

W końcu wszyscy umierają. Kocham, uwielbiam filmy, w których wszyscy umierają. Zwłaszcza, kiedy umierają nie mogąc temu zapobiec, kiedy nikt nie może im już pomóc, kiedy bezradnie patrzą na nadchodzącą śmierć. Końcowa scena jest piękna niczym zakończenie “Melancholii” Von Triera. Nie jest to rozwiązanie, które sprawia, że czuję się dobrze wychodząc z kina, ale przynajmniej czuję, że zobaczyłam coś dobrego.

  • Magdalaena

    Zgadzam się z tekstem, może z wyjątkiem ostatniego akapitu. Ten podział Rebelii na część mikołajczykowską i na wyklętych, ta scena z informatorem na początku, ten żałosny aparatczyk w pelerynce … miodzio!

  • Pierwsza scena z Madsem. Już w tym momencie zdajesz sobie sprawę że Disney zrobił cięższy film niż wszystkie mroczne opowieści o superbohaterach DC razem wzięte.

  • Jeszcze nie oglądałam, ale zamierzam iśc do kina po świętach. Nawet zmusiłam do obietnicy pójścia ze mną przyjaciółkę, która Gwiezdnych wojen w ogóle nie kojarzy 😀 Dla mnie to są absolutnie wspomnienia z dzieciństwa. I tata, który zawsze w połowie filmu szedł do piwnicy, niby to dorzucić do pieca, ale wracał z długą świetlówką i maską spawacza i udawał Vadera :DD Jeny, moim dzieciom też tak będę robić, za każdym razem byłam naraz przerażona i przeszczęśliwa 😀 Nawet mnie cieszy, że ten film jest poważniejszy, naprawdę mnie interesuje, jak taka dorosła Hipis będzie go odbierać…

  • Bardzo podobała mi się Twoja recenzja. Nie dość, że przekonałam chłopaka, że musimy iść, to jeszcze nie będę płakać w kinie 😀 (nienawidzę niespodzianek, nie i już).

    SPOILER

    Dialog z siostrą:
    – Chcesz spoiler?
    – Tak. Kto ginie?
    – Wszyscy.
    – Najlepiej. <3 … ALE PRZECIEŻ TO DISNEY!

  • noble

    A propos spoilera, widziałaś może „Przyjaciela do końca świata” z Keirą?

    • Nie, ale czytałam cały opis fabuły na wikipedii, więc wiem o co chodzi. Podobne zakończenie mamy w Melancholii, ale oba filmy są kinem niezależnym, nie jest to coś co często widzimy a blockbusterach, a w największych komercyjnych franczyzach to już chyba w ogóle.

  • Zgadzam się. Zakończenie jest dokładnie takie, jakie powinno być.

  • Agnieszka Heydrych

    Tak zakochałam się w tym filmie chyba dlatego bo chyba nic nie było w nim ani białe ani czarne. I to było cudne. I to zakończenie – coś pięknego (całkiem słuszne porównanie do „Melancholii”)

Loading..