Wspomnienia z Barcelony

barcelona1web
barcelona4web
barcelona5web
barcelona8web

Relacja z mojego ubiegłorocznego wyjazdu do Barcelony nigdy nie trafiła na bloga. Powstał tekst z myślami z pierwszego dnia urlopu, powstał inny, w którym dochodzę do wniosku, że ludzie dzielą się na tych z Południa i tych z Północy, a ja jestem na pewno z Północy. Ale sama Barcelona przemknęła niezauważona, co skłoniło kilkoro z Was do pytań czy mi się nie podobało.

Im dłużej o tym myślę i im mniej moje oczy spowite są mgłą złego momentu, tym bardziej dochodzę do wniosku, że w ogóle mi się nie nie podobało. Tak to jednak bywa z pewnymi miejscami i pewnymi osobami w życiu, że spotykacie się w niewłaściwym czasie. Być może gdybyście spotkali się miesiąc wcześniej, bylibyście namiętnymi kochankami. Być może miesiąc później bylibyście chociaż śmiertelnymi wrogami. Ale w konkretnym punkcie, w którym zetknęły się Wasze drogi, powiedzieliście sobie po prostu cześć, uśmiechnęliście się i poszliście dalej. Nie macie sobie nic więcej do powiedzenia. To też jest w porządku.

barcelona2web
barcelona9web
barcelona10web
barcelona11web

Bo, powiedzmy sobie szczerze, w Barcelonie znalazłam się w bardzo złym momencie zeszłego roku. Dobre kilka lat temu Maria Peszek wywołała niemały skandal opowiadając o swojej depresji w hamaku. Jak ona śmie, grzmiało społeczeństwo. Porządnego Polaka nie stać na jakieś tam tropikalne wycieczki, a ona niby cierpi pod palmami. W Barcelonie miałam okazję przekonać się, że kiedy żar leje się z nieba, na każdym kroku atakują Cię drinki z palemką, opalone ciała i ogólna atmosfera zabawy, relaksu i wakacji, to owszem, czarna dziura w głowie boli o wiele bardziej. Płacząc na plaży czułam się większym śmieciem niż płacząc w poduszkę we własnym łóżku. Płakałam czytając The Economist, płakałam czytając Vonneguta, płakałam na widok swoich zdjęć w bikini czy wybierając kolorowy sok w La Boqueria, bo to była zbyt ciężka decyzja. Przy każdym spożywanym posiłku czułam, że nie jestem godna pieniędzy, które trzeba na niego widać. Każdy kieliszek wina na dachu hotelu był wyrzutem sumienia.
Także tak, to był zły moment na spotkanie. I chociaż dostawałam już wiadomości, jak to promuję przestarzałe poglądy i terapie nic nie pomagają, dzisiaj nie płaczę, więc mimo wszystko polecam.

Im dłużej patrzę na zdjęcia, tym bardziej sobie myślę, że może to jednak jest fajne miasto. Wygląda fotogenicznie. Jedzenie na pewno jest smaczne. Pogoda piękna. Drinki smakowe. Życie nocne, w porównaniu z takim na przykład okropnie nudnym Rzymem, jest całkiem do ludzi. Podobno jest niebezpiecznie, ale na Las Ramblas nie czułam się bardziej zagrożona niż na Dalston. Może kwestia porównania. Podobno kradną, ale jakoś tak nieudolnie, że aż zrobiło mi się żal mężczyzny, któremu “PRZYPADKIEM” rozsypała się talia kart, prosto pod nogi mojemu mężowi i mnie. W porządku, pewnie wyglądam na głupią, ale nie AŻ TAK.

barcelona12web
barcelona13web
barcelona14web

Pewne rzeczy bardzo mi się nie podobały. Fakt, że aby wejść do zabytków muszę je rezerwować dzień wcześniej przez internet. Nie mam czasu na takie planowanie, phi! Albo fakt, że w czasie sjesty lotnistko zamyka wszystkie stanowiska do przyjmowania bagażu. Twarze Brytyjczyków, nie mogących zrozumieć, co się dzieje – bezcenne. Pewne inne rzeczy bardzo mi się podobały. Najbardziej kolejka linowa i zamek ma Montjuic, ze swoją smutną historią tortur i egzekucji. Twarze aktorów przebranych za XIX wiecznych umorusanych mieszczan w zestawieniu z cytatem „You have to bomb Barcelona at least once every 50 years” to najbardziej inspirujący moment wyjazdu. Nic nie poradzę, że lubuję się w tym co smutne i dramatyczne, a palmy i trzydziestostopniowe temperatury mi się nie podobają. Bywa i już. Rude włosy słabo wyglądają z opalenizną, po kilku godzinach na słońcu wyglądam jak pijaczyna, nie jak plażowy kociak, no i nie mam figury do bikini. O wiele lepiej mi w dużej ilości warstw niż bez niczego.

Także wydaje mi się, że to co prawda żaden Londyn, ale z Barcelony jest chyba fajne miasto. Nie widzę powodu, żeby jechać tam ponownie, ale jeśli ktoś nie był, to bynajmniej nie odradzam.

barcelona15web
barcelona16web
barcelona16weba
barcelona17web

  • Zdjęcia robisz piękne. Potrafisz uchwycić tą fotogeniczność.

  • W takim razie musiałam Barcelonę spotkać w idealnym momencie, bo pokochałam ją bardzo, bardzo mocno <3

  • Kurcze Rien, myslę ze mogłaś przeżyć tam namiętna historie, podążając szlakiem niezwykłego geniuszu Gaudiego, dać się porwać psychoza Salvador Dali albo chociaż posnuc się mrocznym uliczkami bari gothic mając w głowie obrazy z Cienia Wiatru Zafona. Myślę, że książki mogły by wnieść trochę pasji w tą podróż. Może jeszcze jedna szansa literackim, bądź artystycznym tropem?

  • Wstęga Möbiusa

    kamieniowali by mnie aż miło z moją depresją na brazylijskich plażach…

  • Nie zachęciłaś. Nie znoszę upałów, chociaż nie aż tak jak moja współlokatorka, która w lutym zaczęła jęczeć, żebym nie otwierała okna bo jest zbyt wiosennie i ciepło 😀 Trochę się opalam, ale częściej dostaję udarów słonecznych, a upały kojarzą mi się ze staniem w pracy – na pewno nie z relaksem. W ogóle nie rozumiem idei jeżdżenia w tropiki, drinków ani palm, w te wakacje planuję dla relaksu i odpoczynku od smogu skoczyć do Olsztyna i jeść mrożoną pizzę w mieszkaniu studenckim, nadal uważam to za wysoki poziom luksusu…

    • Byłam w Barcelonie pod koniec października. Dla nielubiących upałów polecam, w porywach było 10 stopni 😀 Stylówka „na bezdomnego” (zakładałyśmy na siebie wszystko, co miałyśmy) i jazda. Podobało mi się bardzo i marzę, żeby tam wrócić, bo 3 dni to za krótko, żeby dobrze się poznać z jakimkolwiek miastem.

  • Kinga

    Cenię bardzo Twojego bloga za to, że nawet wpis o wspomnieniach z jakiegoś miasta nie jest banalny i tak naprawdę, czyta się go jak dobry artykuł. Czekam na Twoją książkę, o czymkolwiek ona będzie – bardzo wciągnął mnie Twój styl pisania, więc to na pewno będzie dobra pozycja 😀

Loading..