Najważniejsze filmy mojego życia – Secret of Nimh/Dzielna Pani Brisby

Przy cyklu o najważniejszych książkach mojego życia pojawiły się sugestie, żeby stworzyć podobne wpisy odnośnie filmów. Przez dłuższy czas nie miałam na to ochoty, bo odnoszę wrażenie, że ulubione filmy wyskakują na blogu niemal z każdego zakamarka. Ale być może jest to tylko wrażenie, poza tym wpisy archiwalne zakopane bywają dość głęboko. Zatem zaczynam.

Z góry ostrzegam, że o ile o książkach nie lubię się zbytnio rozpisywać, bo to trochę psucie zabawy i zamiast wymyślać paragrafy O KSIĄŻCE wolę czytać samą książkę. Inaczej mam jednak z filmami, w czym cztery lata studiowania filmów i innych seriali niezbyt pomagają. 

Niekoniecznie lubię listy pięciu ulubionych filmów/książek/zespołów/potraw czy czegokolwiek innego, o czym już wspominałam. Dzisiaj lubię filmy o jednorożcach, jutro filmy o umieraniu w dżungli. Jednego miesiąca oglądam wszystko, co kostiumowe, następnego wszystko co w kosmosie. Nie znoszę się ograniczać. Jednak filmów, które bardzo na mnie wpłynęły, jest ograniczona ilość. Jeśli coś nawet mi się podoba niczym piękne brwi Thranduila, to nie znaczy od razu, że zmieniło moje życie. Są też filmy, które mnie nudzą, podobają się co najwyżej trochę, ale zmieniły moje myślenie lub powracają do mnie regularnie. 

Gdybym ze wszystkich filmów świata mogła wybrać tylko jeden jedyny absolutnie najważniejszy dla mnie jako osoby, wahałabym się pomiędzy dwoma. Przy czym jeden jest lepszy od drugiego, uważam go za absolutne arcydzieło animacji, dramatu, reżyserii. Gdybym pod groźbą śmierci musiała wybrać najważniejszy film, jaki w życiu widziałam, byłby to Secret of Nimh znany w Polsce pod tytułem Dzielna Pani Brisby

To jest taki film, który zupełnie przypadkiem zrobiony został dla dzieci, ale nie potrzeba by było specjalnie wielu zmian w scenariuszu, żeby zrobić z niego thriller. To film, który jak u Hitchcocka, zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie. Pojawiają się okrutne eksperymenty, morderstwa, walki na śmierć i życie, moralne dylematy i heroiczne poświęcenie. Jako tam przy okazji tego wszystkiego jest o polnych myszkach i szczurach żyjących w krzaku róży. 

nimh5

Fabuła w skrócie: owdowiała pani Brisby wraz z dziećmi musi przenieść się z domu na czas nachodzącej orki na polu. Jednak jej syn ma ciężkie zapalenie płuc i nie może wyjść z tego domu. Orka zaczyna się wcześniej niż miała, ich dzielna sąsiadka, stara ryjówka, przegryza kable w traktorze i kupuje im czas. Brisby nie wie jak uratować rodzinę i udaje się zasięgnąć rady Wielkiego Puchacza, najmądrzejszej istoty w okolicy. Wizyta u Puchacza jest o tyle skomplikowana, że puchacze jedzą myszy. Ten jest jednak łaskawy (co nie znaczy, że nie jest przy okazji przerażający) i radzi, aby poprosiła o pomoc szczury spod krzaka róży. Brisby udaje się więc do szczurów, gdzie odkrywa świat, o którego istnieniu nie miała pojęcia i dowiaduje się o sekretnym życiu swojego męża. Wraz ze szczurami wydostał się bowiem z laboratorium, gdzie zwierzęta, wskutek eksperymentów nad ich genotypem, zyskały zbliżoną do ludzkiej inteligencję. Oraz pociąg do władzy, skłonności do intryg, morderstw i walki na noże. Dosłownie (no dobra, na miecze, ale noże też są pod koniec).

nimhwalka

W tej opowieści zachwyca mnie tak wiele elementów, że naprawdę nie wiem od czego zacząć. Uwielbiam wszystkie postaci, które napisane są tak przekonująco, że mając trzydzieści lat, dalej kocham się trochę w animowanym szczurze. Brisby jest niby naiwną młodą kobietą, która do tej pory głównie siedziała w domu z gromadką dzieci, ale ma w sobie taką siłę ducha i niezłomność, że nie trzeba się długo zastanawiać, co widział w niej Jonathan. Sam Jonathan pojawia się w filmie na niecałe dziesięć sekund, ale jego obecność odczuwalna jest niemalże w każdej minucie. Samo wspomnienie jego nazwiska otwiera mnóstwo drzwi, co jest zarazem niezwykle romantycznym jak i okrutnym motywem opowieści (nikt nie pomógłby biednej Brisby, gdyby nie była panią Jonathanową). Postać irytującej, ale niezwykle oddanej Cioci Ryjówki mnie zachwyca, zwłaszcza kiedy rzuca się samotnie na traktor. Stary Nikodem, przywódca szczurów, jest zarazem niczym ukochany dziadek i przerażający czarownik. Justin, kapitan straży, to totalnie seksowny animowany szczur-rycerz (nie wiem jak to się udało, ale bardzo się udało), a spiskowiec Jenner jest dla mnie postacią wyjętą prosto z Shakespeare’a.

nimh6

W twórczości Dona Blutha uwielbiam klimat grozy, którego brakuje mi w mainstreamowej zachodniej animacji jako takiej. Jego filmy dużo bardziej przypominają klimatem anime niż Disneya. Śmierć jest perspektywą bardzo realną i pozostawia traumę. Szczęśliwe zakończenia okupione są ogromnym wysiłkiem. Zagrożenia, czy to puchacz, choroba lub morderstwo, są bardzo realne, a strach przed nimi osacza bohaterów. To nie jest grupa wesołych gryzoni, która wspólnie przeżywa przygody i na końcu tańczy razem taniec zwycięstwa. To jest okrutny świat dorosłych, gdzie wszystko ma swoją cenę. Jest tu jak w starych baśniach. Takich bajek od dłuższego czasu już się dzieciom nie pokazuje. A szkoda, bo głęboko wierzę, że groza i okrutny świat mają większą wartość dydaktyczną niż wszystkie heheszkowe Pixary. 

Ten film jest piękny również plastycznie, ale nie będę się specjalnie rozpisywać o wdziękach krzewu róży i domu Brisby, bo widać jakie są. 

nimh1 nimh2 nimh3nimh7

Jako, że najbardziej ze wszystkiego kocham dobry romans, jestem też wielką wielbicielką relacji Pani Brisby z Jonathanem oraz Pani Brisby z Justinem. W każdym zdaniu, które mysz wypowiada na temat zmarłego męża, widać jak na dłoni ciepło i intymność ich relacji. Czuć również niewypowiedzianą żałobę po jego odejściu. Z kolei w każdym zdaniu, które wymieniają między sobą Pani Brisby z Justinem, czuć niezwykłą chemię i fascynację. Atmosfera między nimi jest tak gęsta, że dałoby się ją kroić nożem. Tak, to wciąż film dla dzieci. 

No i scenariusz. Jak to jest napisane! Poniżej scena otwierająca film, jedna z moich ulubionych.  

"Jonathan Brisby was killed today while helping with the plan. It is four years since our departure from NIMH, and our world is changing. We cannot stay here much longer. Jonathan was a dear friend. I am lost in knowing how to help his widow. She knows nothing about us or the plan. Perhaps best that I do nothing at present. I shall miss him. Jonathan - wherever you are - your thoughts must comfort her tonight. She will be waiting and you will not return. Farewell... my friend."
(Jonathan Brisby zginął dzisiaj pomagając w realizacji planu. Od ucieczki z NIMH minęły cztery lata, a nasz świat się zmienia. Nie możemy tu zostać. Jonathan był drogim przyjacielem. Nie potrafię wymyślić jak pomóc jego wdowie. Ona nie ma pojęcia o nas, ani o planie. Być może najlepiej, żebym na chwilę obecną nic nie robił. Będę za nim tęsknił. Jonathanie, gdziekolwiek jesteś, daj jej siłę. Będzie na ciebie czekać, a ty nie wrócisz. Żegnaj, przyjacielu). 

Być może najważniejsze filmy Waszego życia to ambitne produkcje wielkich twórców. Dla mnie to zdecydowanie ten film o myszach. Jeśli go nie znacie, polecam z całego serca i nie wracajcie, póki go nie obejrzycie. Jeśli go znacie – pozachwycajmy się razem. 

Na zakończenie pragnę się usprawiedliwić. Naprawdę ociągałam się z takimi wpisami, bo wiedziałam, że będę się zachwycać w rozległych paragrafach. I to nie jest moje ostatnie słowo. Mam już temat na następny wpis. Sami się prosiliście…

  • Calamity Jean

    Taaaak! Dzielna Pani Brisby to cudowny film! Żeby było śmiesznie obejrzałam go po raz pierwszy jakoś w wieku 26 czy 27… Jestem die-hard fanką Disneya i znam na pamięć wszystkie możliwe piosenki, ale zdecydowanie doceniam mrok i poważny ton takich produkcji jak właśnie NIMH, The Flight of Dragons, Turok czy Wizards.

    • Calamity Jean

      I Transformers The Movie z 1986 ! To dopiero film – główny bohater, Optimus Prime, ginie zaraz na początku! To dopiero mocne !

  • http://mykotka.blogspot.de/ mykotka

    I to serio zostało przewidziane jako bajka dla dzieci? Nic dziwnego, że nigdy o tym nie słyszałam. Opis brzmi jak zapowiedź fantastycznych koszmarów.
    Obejrzę jak tylko będę mogła.

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Jest powód, dla którego mity, legendy i baśnie w oryginalnych formach są okrutne.
      Z własnego doświadczenia – zero koszmarów. Za to wielka fascynacja. A wygładzone wersje Kopciuszków i Małych Syrenek od Disneya – po jednorazowym obejrzeniu nigdy nie chciałam wracać. Dopiero przy Królu Lwie i Pocahontas, które są bardziej brutalne.

  • http://quiettreatment.blogspot.com Monia Jane
  • http://terra-feliks.blogspot.com/ Hipis

    Forma graficzna tej animacji tak bardzo kojarzy mi się z dzieciństwem, że może to nawet oglądałam, albo widziałam inne rzeczy podobnie narysowane – na pewno jednak jest to pozytywne skojarzenie. Bardzo mnie zaintrygowałaś, szczególnie że ostatnio „Sekret księgi z Kells” przełamał moje myślenie, że animacje to tylko Disney (którego nie lubię), i zainteresował tym gatunkiem

  • http://vandreruggle.pl Vandrer Uggle

    Brzmi genialnie! Idealny film dla sowy! Koniecznie obejrzy:)