Nie zasłaniaj się introwertyzmem

Mało rzeczy irytuje mnie tak jak usprawiedliwianie wszystkich swoich człowieczych słabości introwertyzmem. Och, nie mogę zrobić tego i tamtego, bo JESTEM INTROWERTYKIEM. Takie rzeczy, one NIE SĄ DLA INTROWERTYKÓW. W internetowym dyskursie jest coś wzniosłego w chwaleniu się, że nie jest się w stanie wykonać telefonu do obcej osoby albo iść na imprezę, bo INTROWERTYZM. Jako osoba sama żyjąca z całkiem zaawansowanym introwertyzmem, widząc to zawsze przewracam oczami.

Osoby mówiące publicznie o swoim introwertyzmie przypominają często te dzieciaki w liceum, które mówią, że są humanistami, bo nie umieją matematyki. W znakomitej ilości przypadków te osoby nie mogą jednak pochwalić się szczególnymi talentami w zakresie przedmiotów humanistycznych. Po prostu nie umieją matematyki. Z tego faktu wyciągają nieprawdziwe wnioski i znajdują usprawiedliwienie. Widzisz dokąd zmierzam?

Sama jestem humanistką i przy okazji słabo idzie mi z matematyki. Doskonale wiem czemu. NIE CHCIAŁO MI SIĘ jej umieć. Podczas pierwszej lekcji w liceum usłyszałam, że za nieumiejętne rozwiązanie zadania na tablicy będzie pałka. W miarę piętrzenia się moich trudności z przedmiotem, ze strachu postanowiłam na niego nie chodzić. W gimnazjum miałam piątkę, ponieważ mając problem siedziałam nad nim, dopóki nie nauczyłam się go rozwiązywać.

darcy2

Mniej więcej wszyscy ludzie rodzą się z nogami. To, że nie masz predyspozycji, żeby biegać jak Usain Bolt, nie oznacza, że nie możesz przebiec maratonu czy biegać sobie wieczorami dla zdrowotności. Nikt Ci nie każe tego robić, ale nie wciskaj kitu, że nie możesz bo nie urodziłeś się wysokim, chudym Jamajczykiem. Uczciwie powiedz, że Ci się nie chce. Bo regularne bieganie męczy, bo maraton jest długi. Masz całkowite prawo tego nie robić. Tylko nie marudź potem, że to z powodu krótkich i pulchnych od jedzenia żelek nóżek. Nie mam najmniejszego problemu z tym, że nie chcesz rozmawiać z ludźmi przez telefon albo nie lubisz i nie chcesz poznawać nowych osób. Tylko miej jaja, żeby powiedzieć, że Ci się nie chce, zamiast “jestem introwertykiem”. Człowiek nie rodzi się z umiejętnością czytania, pisania, obsługi komórki i jeżdżenia na rowerze, a jakoś miliony ludzi to robią.

W “Dumie i Uprzedzeniu” (zarówno książkowej i filmowej) jest taka cudna scena, gdy introwertyczny Darcy zwierza się Elizabeth, że znajduje rozmowy z obcymi ludźmi trudnymi i nie ma do nich talentu. Elizabeth odpowiada, że jest na to jedna metoda. Ćwiczyć. Nie zapominajmy przy tym, że Elizabeth sama jest introwertyczką, a umie być miła i przyjemna w rozmowie z kim tylko potrzeba. Da się.

darcy

Jestem totalną introwertyczką, ale staram się ćwiczyć. Nie próbuję bynajmniej gloryfikować jaka jestem super, bo jestem totalnie najzwyklejsza we wszystkich aspektach życia. Ale próbuję i jakoś idzie do przodu. Mam bardzo wąskie grono znajomych, bo wstydzę się nowych osób i, nie będę ukrywać, większość z nich, dopóki nie spróbuje sama z siebie nawiązać bliższej znajomości, interesuje mnie mniej niż wymyślony świat własnej głowy. Wolę sobie szukać w co ubrana jest moja wyimaginowana postać podczas niezwykle ekscytującej sceny, która przyszła mi do głowy podczas jazdy autobusem niż iść na wielogodzinną imprezę. Od czasu do czasu staram się jednak pójść chociaż na kawałek imprezy, porozmawiać z obcymi chociaż chwilkę. Czasem impreza jest super. Czasem obcy staje się najlepszym przyjacielem. I tak dalej, i tak dalej.

Nie ukrywam, wiele razy tego nie robię, ponieważ w danym momencie scena w mojej głowie była wyjątkowo zacna. Albo po prostu nie mam ochoty. Nigdy przy tym nie mówię “och, ten głupi świat nie jest stworzony dla introwertyków”. Świat nie jest stworzony, żeby podawać mi wszystko na tacy, karmiąc moje lęki. Świat jest jaki jest, to tylko świat. Wyjście do niego za pierwszy razem bywa beznadziejne i trudne. Za drugim i trzecim trochę łatwiejsze. Za czwartym znowu ssie. A przy piątym nagle wszystko dookoła zaczyna Ci być obojętne i kurczę, w końcu fajnie się bawisz.

  • http://kontrsprzymierzenie.blogspot.com/ per Zofka

    To jest dobre! Dawno nie czytałam czegoś tak świetnego! No mimo, że Twoja jest często świetne…

  • http://withlove.pl/ Justyna Sekuła

    Jestem introwertykiem i typem obserwatora, który nienawidzi być w centrum uwagi. Mam wtedy ochotę uciekać albo schować się w sobie. Kiedy wymyśliłam sobie, że zapiszę się na kurs przewodnicki, byłam przerażona, bo wiedziałam, że będę musiała się z tym zmierzyć. I postanowiłam, że, kurde, zmierzę się! Nie pamiętam nic z pierwszego wyjazdu, taka byłam zestresowana. Z kolejnych też mało. A potem… Potem się do tego przyzwyczaiłam. I skończyłam ten kurs i zdałam egzaminy i ktoś uznał, że jednak nie jestem aż taka beznadziejna. Zawsze ratowało mnie to, że mnie wszystko cieszy. Więc cieszyło mnie też to, że robię postępy. Dzisiaj jestem o wiele bardziej pewna siebie, odważna i o wiele ładniej składam zdania. Nie mam ochoty uciekać i chować się w sobie, ale daleko mi do stwierdzenia, że to lubię. Kilka dni temu doszłam do wniosku, że ja wcale nie chcę być przewodnikiem. I że wcale nie muszę. Zostanę organizatorem wycieczek! I to mnie już kompletnie jara :)

  • http://www.nocnakawa.pl/ NOCNA KAWA

    Niedawno miałam podobne przemyślenia. Denerwuje mnie, że co z kimś rozmawiam, to on mi swój lęk tłumaczy introwertyzmem. Ja nie jestem introwertykiem. Ani ekstrawertykiem. Obojętne mi to, kim jestem. Czasem mam ochotę gdzieś iść i poznawać ludzi, bywam odważna. Innym razem chcę siedzieć w domu i rozmowy z ludźmi wydają mi się zbędne. Podobno im bardziej się wczuwasz w jakąś rolę, tym bardziej dopasowujesz swoje zachowania do niej, aby nie zaburzyć postrzegania siebie. Dobry tekst! :)

  • http://oniromancja.tumblr.com oniromancja

    Tak!!! Nie wiedzieć czemu wytworzyła się moda na introwertyzm, moda moim zdaniem szkodliwa i głupia, bo pozwala właśnie w taki sposób usprawiedliwiać brak walki ze swoimi lękami, często swoje lenistwo czy mizantropię. A trzeba sobie powiedzieć, że introwertyzm i fobia społeczna (w różnym nasileniu) to zupełnie nie jest to samo. Można odczuwać niechęć do spędzania czasu w towarzystwie wielu nieznanych ludzi, nie lubić small talku, nie czerpać przyjemności z poznawania nowych osób, a jednocześnie nie czuć przed tym lęku.
    Miałam w liceum taką koleżankę, która była ucieleśnieniem introwertyzmu. Była zupełnie nietowarzyska, bardzo rzadko miała ochotę gdzieś wyjść, a jeśli już to w malutkim, zaufanym gronie. Ale nie dlatego, że się tego bała, a po prostu zupełnie nie czuła takiej potrzeby. A wśród znajomych często widzę samozwańczych introwertyków, dla których posiadanie rozległego grona znajomych „od imprez” jest celem samym w sobie, a którzy jednocześnie w ogóle nie czują, że między tymi dwiema rzeczami jest jakiś dysonans.
    Większość ludzi wcale nie jest ekstrawertykami. Większość nie jest też introwertyczna. Świat nie jest „zbudowany dla ekstrawertyków”, jak lubią twierdzić „introwertycy”, a dla ambiwertyków, którzy są na tym spektrum mniej więcej po środku, z odchyleniem bardziej w jedną lub drugą stronę. Większość z nas jest właśnie taka – czasem potrzebujemy pobyć wśród ludzi, a czasem zakopać się pod kocem by odpocząć. I nie ma w tym nic złego, a niepotrzebnie usiłujemy się szufladkować, znajdując jednocześnie argumenty, które uzasadnią, że jesteśmy lepsi.
    W tym też chyba tkwi moda na introwertyzm – ktoś, kto dużo siedzi we własnej głowie, rozmyśla, potrzebuje więcej czasu dla siebie, wydaje się „głębszą” osobą niż ktoś towarzyski, roześmiany, chętnie i często nawiązujący kontakty. A przecież wcale nie zawsze tak jest 😉

  • http://frugru.pl Magda | frugru.pl

    Publicznie przyznaję się do introwertyzmu i osobiście nie uważam tego za dziecinadę. Moim zdaniem ważne jest, żebyśmy mówili „jestem introwertykiem i właśnie zrobiłam X/Y/Z”. Sama długo (za długo) myślałam, że wielu rzeczy nie mogę bo jestem cicha, spokojna i wycofana. Nie nazwałabym tego wymówką. Bardzo mocno w to wierzyłam. Chyba dlatego postanowiłam w swojej internetowej przestrzeni dzielić się tą myślą przewodnią i … ćwiczyć :)

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Przecież piszę otwarcie, że jestem introwertyczką, więc nie wiem czemu sugestia, że uznaję to za dziecinadę. Za dziecinadę uznaję „wszystko by mi się udawało, ale ECH, INTROWERTYZM”.

      Najgorsze są nie te wymówki, które serwujemy innym, tylko te, które wciskamy sobie. To dość naturalne, sama wciskam sobie sporo takich wymówek, staram się je zauważać i zbywać. Jak czegoś nie chcę, to nie chcę, to jest zupełnie ok, tylko dorabianie ideologii do własnych decyzji mnie irytuje, tak jak opisałam.

  • https://dziennikkulturalny.wordpress.com/ nat

    Pełna zgoda. Z doświadczenia wiem, że od takiego przypominania sobie na każdym kroku, że nie dam rady tego i tego bo się boję czy czuję niekomfortowo w danej sytuacji, tylko się robi człowiekowi gorzej. A przełamanie się boli przez chwilę, ale później jest satysfakcja. Oczywiście czasem nie damy rady się przełamać i to też jest spoko, w ogóle ważne żeby pamiętać, że w samym odczuwaniu tego strachu czy przynajmniej niechęci do kontaktów z ludźmi nie ma nic złego, byleby nas to za bardzo nie ograniczało. No i tak generalnie za bardzo skupiamy się na tych podziałach i definicjach, chociaż ta potrzeba przypisania sobie konkretnej metki pewnie leży gdzieś głęboko w ludzkiej psychice.

  • http://slowonalawe.pl/ Joanna Biadalska

    Długo tłumaczyłam się introwertyzmem lub wrodzoną nieśmiałością. Nawet nie przed innymi, ale głównie przed samą sobą. Jednak studia w obcym mieście, potem konieczność zarobienia na utrzymanie, doprowadziły mnie do prostych wniosków, że jak muszę, to potrafię się przełamać i w 70% sytuacji przynosi mi to korzyść lub po prostu przyjemność :)

    Chociaż nadal mam takie dni, że nie potrafię i jeśli nie muszę, to odpuszczam. Myślę, że chodzi właśnie o tę umiejętność balansowania między „odpuszczam i nie mam do siebie pretensji” a „biorę głęboki oddech i działam, bo inaczej będę żałować, że nie spróbowałam”. Wciąż się tego uczę 😉

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Dokładnie.

  • https://zachwytyinarzekania.pl/ Joanna

    „Moda na introwertyzm” brzmi trochę jak „moda na depresję”, czyli wkurzająco. To, że częściej mówi się o pewnych problemach, wcale nie oznacza, że one wcześniej nie istniały. Moim zdaniem przełamywanie własnych lęków i wychodzenie poza strefę komfortu jest ważne, ale nie za wszelką cenę. Czasami powiedzenie „jestem introwertykiem” jest MILION razy trudniejsze, niż „nie chce mi się”. Osobiście w zasadzie nigdy nie żałowałam, że poszłam na jakąś imprezę, bo kontakt z ludźmi sprawia mi dużą przyjemność, ale jest bardzo wyczerpujący dla mojej psychiki. Dlatego staram się nie mieć wyrzutów sumienia, gdy jednak czasem pójścia w bardzo zaludnione miejsce odmawiam. I wcale nie dlatego, że mi się nie chce, po prostu znam siebie na tyle, by wiedzieć, że to lepiej zrobi mojej psychice. I to chyba jest bardziej dojrzałe od mówienia „nie chce mi się”.

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      „Nie chce mi się, bo wiem, że nie jest to warte obciążenia, które się z tym wiąże”. To dla mnie napisałaś, to rozumiem przez „nie chce mi się” :)

      • https://zachwytyinarzekania.pl/ Joanna

        Moje skojarzenie z „nie chce mi się” to raczej jakiś rodzaj lenistwa, niż „uważam, że to nie jest warte mojego wysiłku”, ale rozumiem Twoją definicję. Rozumiem też, że zasłanianie się introwertyzmem budzi Twoją niechęć, bo sama jesteś w stanie ileś tam razy ze swojej bezpiecznej sfery wyjść i mimo wysiłku przynosi Ci to korzyści. Ja natomiast uważam, że czasem trzeba się pogodzić ze sobą i pozwolić sobie siedzieć w tej swojej bańce bez wyrzutów sumienia i szukania jakichś wymówek. Piszę to dlatego, że mam wrażenie, że z Twojego tekstu bije bardzo duża niechęć do tych okropnych ludzi, co nie chcą się przełamywać, tylko zasłaniają introwertyzmem. Tyle, że ja mam wrażenie, że to nie jest asekuracja, tylko normalne stwierdzenie faktu. I że jest to całkiem normalne, a właśnie to Ty przełamując swoje lęki robisz coś ponad tę normę. I choć widzę w Twoim tekscie też pozytywne bodźce, to jednak bardziej czuję się strofowana. Rykoszetem 😊

    • Cranberry

      „Moda na introwertyzm” brzmi trochę jak „moda na depresję”, czyli wkurzająco.
      Czasami powiedzenie „jestem introwertykiem” jest MILION razy trudniejsze, niż „nie chce mi się”.

      Hej, ale to brzmi, jakby introwertyzm był WADĄ! A jest po prostu cechą – jakimś aspektem naszej osobowości. Ja akurat jestem ekstrawertyczką, mój mąż jest skrajnym introwertykiem, trochę trwało, zanim zrozumieliśmy własne inności, ale to jest przecież równoprawny sposób odbierania rzeczywistości.

      Co do wiedzenia, co dla nas dobre – myślę, ze najlepiej jest własnie poznać siebie wystarczająco dobrze, żeby umiejętnie równoważyć życie w sferze komfortu z pewnymi incydentami wychodzenia z tej sfery (bo wtedy może się np. okazać, że sferę komfortu można poszerzyć). Ale nic na siłę.

      • https://zachwytyinarzekania.pl/ Joanna||zachwytyinarzekania.pl

        Introwertyzm nie jest wadą, ale utrudnia wiele spraw w życiu, przynajmniej w moim, pewnie dlatego irytuje mnie, gdy ktoś mówi, że „to taka moda być takim introwertykiem, co gardzi kontaktem z ludźmi i tylko by siedział w domu” :)

        • Cranberry

          Może jednak nieśmialość a nie introwertyzm? Znam pewnego młodzieńca, co do którego właśnie bardzo się waham czy on jest nieśmiałym intro- czy nieśmiałym ekstra-. Bo widać, ze jemu na tych kontaktach bardzo ZALEŻY (znanemu mi skrajnemu intro- zależy jakby tak z 10x mniej :) ), tylko stres go zjada. Mnie też czasem stres zjada własnie dlatego, że mi zalezy.

          Ale na to jedyną radą jest rzeczywiście praktykowanie – ale w kwestiach, których załatwienie jest dla nas dużą nagrodą. Np. kiedy przyszło do załatwiania spraw samodzielnie jako jedyny z rówieśników to mlodzieniec okazał się niezwykle operatywny mimo tremy – bo chciał sprawy załatwić. Wielki szacun z mojej strony.

          • Cranberry

            A, jeszcze jedno, bo to chyba ważne. Z kolei wydaje mi się bardzo ważne danie sobie prawa, żeby zyć, jak się chce. Nie wiem, czy umiem się jasno wyrazić, więc posłużę się wyświechtanym przykładem: jeżeli woli się zostać w domu i czytać książkę, zamiast iść na huczną imprezę, to nie ma w tym nic złego! Jeżeli ten bal na sto par z fajerwerkami i techno disco :) organizuje nasza najlepsza przyjaciółka to można jakoś jej wyjaśnić, że i tak ją kochamy bardzo i np. spotkać się z nią jeden na jeden kiedy indziej (żeby w swojej ekstrawertyczności nie poczuła się niekochana), ale chodzi mi o to danie sobie prawa do bycia sobą.

          • https://zachwytyinarzekania.pl/ Joanna||zachwytyinarzekania.pl

            Jasne, zgadzam się w 100% :)

          • https://zachwytyinarzekania.pl/ Joanna||zachwytyinarzekania.pl

            Intro zdecydowanie, jak już gdzieś idę to jestem śmiała, po prostu decyzja o wyjściu z domu i przebywanie wśród ludzi jest dla mnie bardzo obciążające psychicznie i zdecydowanie ładuję baterie siedząc w domu i przebywając w swoim własnym towarzystwie, wolę też kontakt mejlowy niż telefoniczny, chociaż moja praca wymaga ode mnie obu 😉 Generalnie staram się bardzo, mam dużo sukcesów, ale muszę bardzo dbać o równowagę.

  • http://bonduelle.wordpress.com Ola Lewandowska

    Introwertyk, który zbiera się w sobie i podejmuje rozmowę w grupie, w której nikogo nie zna jest dla mnie widokiem szalenie inspirującym. Taki ewidentny przykład wychodzenia spod kocyka bezpieczeństwa i brania na klatę czegoś, co jest dla nas nienaturalne. Z resztą w ekranizacji „Dumy” (tej mojej ukochanej, z piegusem Macfadyenem w peruce) też jest scena, w której Darcy próbuję uskuteczniać small talk z Gardinerami i jest to nieskończenie wręcz urocze.

    Dzięki za świetny tekst! Aż chce mi się go rozsyłać na lewo i prawo wszystkim tym, co swoje bucowanie usprawiedliwiają introwertyzmem <3 Fajnie że w ogóle rozciągnęłaś temat nie tylko na kwestie I/E, ale w ogóle dorabianie większych ideologii do tego, że nie chce nam się nad sobą pracować. Mało rzeczy mnie tak wkurza jak postawa "no taki już jestem i nic z tym nie zrobię".

    • http://riennahera.com/ Riennahera

      Miał perukę?! O nie :( Macfadyen to bardzo miły Darcy, lubię. I totalnie widać jak się zaczyna starać i wciąż jest tym samym introwertykiem, ale w miłym wydaniu.

  • Dessy Lyn

    Wreszcie ktoś głośno o tym mówi! Dzięki <3

  • Agnieszka Kulawczyk

    Argument z matematyką: nie do przebicia! Ewidentnie osoby, które wykazują ogromne talenty humanistyczne (umiejętność dobierania myśli w słowa, pisania, pamięć do dat itd.), nie mają wielkiego problemu z opanowaniem podstaw matematyki, o ile mają na to ochotę. Z drugiej strony logiczny wywód matematyczny i umiejętność obronienia swojej tezy, zaprezentowanie jej i poprowadzenie dyskusji nie jest niczym innym jak retoryką. Dlatego humanista, który nie umie liczyć i „ścisły”, który nie umie napisać strony wypracowania, to dla mnie lenie, po prostu.
    Co do trudności w nawiązywaniu kontaktów: jestem ekstrawertykiem i owszem – zagadam Cię. Zagaję o spódnicę, płaszcz, fryzurę, umówię się na kawę, poproszę Cię o numer do kosmetyczki, ale cały czas będę się pilnować, aby Cię nie stłamsić moim gadaniem, nie zagadać na śmierć, zostawić Ci miejsce i nie palnąć nic – to trudne!

  • Monika

    Studiuję na kierunku, na którym mam trochę do czynienia z psychologią, na przykład psychometrią, czyli pomiarem cech psychologicznych. W związku z tym siłą rzeczy mniej więcej zdaję sobie sprawę z tego jak działa definiowanie takich pojęć jak introwertyzm i ekstrawertyzm.
    A więc psycholog zajmujący się podobnym tematem wpada na to, że można podzielić ludzi w ten sposób. Że być może zachodzi taka zależność. Opisuje to, jeśli pomysł „siądzie” to następnie jest rozwijany przez lata, definicje są modyfikowane na podstawie doświadczeń wielu psychologów i innych badaczy.
    Ale taki podział nie jest arbitralny. Nie ma jakiejś fizycznej tkanki którą można zbadać i stwierdzić „Okej, to jest introwertyk”. To nie jest tak że każdy człowiek na ziemi nagle staje się introwertykiem lub ekstrawertykiem. Zdecydowana większość, zgodnie z rozkładem normalnym, będzie gdzieś po środku.
    Ja na przykład przez większość znajomych jestem postrzegana jako introwertyk, mimo że uwielbiam spotykać się z ludźmi. Wiadomo, że mam małe grono przyjaciół, z którymi widuję się regularnie, ale jest mi bardzo źle psychicznie jeśli nie widzę się z nikim przez np. cały dzień, ale za to jestem bardzo nieśmiała, boję się wszystkich wystąpień publicznych, czasem nawet odezwać w większej grupie osób (a dzwonienie po pizze to koszmar). Nie do końca czuję, że pasuję w którekolwiek miejsce na spektrum intro- i ekstrawersji.

    Po tym dłuuugim wstępie przejdę do meritum – jest dużo cech, które składają się na to, co w internecie uważa się aktualnie za introwertyzm. Nieśmiałość, niezręczność społeczna i tak dalej. Ale sam wysoki poziom introwertyzmu u danej osoby nie usprawiedliwia zachowań w społeczeństwie. To tak jakbyśmy podzielili ludzi na narcyzów i osoby skromne do porzygu, każdy musiałby określić się po jednej stronie barykady, a następnie negatywne zachowania tłumaczylibyśmy „Och, ale przecież jestem narcyzem, nie będę nic robić wbrew sobie”. Każdy musi nad sobą pracować, bo nikt nie dostał przy urodzeniu idealnego pakietu cech.

    PS przepraszam za długi komentarz, ale ten temat zawsze wywołuje we mnie wiele emocji, bo prawie nikt nie zauważa, że jednak introwertyzm to tylko jedna z wielu cech osobowości, która nie definiuje całego naszego życia.

  • http://vanilla-madness.blogspot.com/ Vanilla

    A czy ekstrawertyk może zrzucić swoje gadulstwo na fakt, że jest ekstrawertykiem? To by mi dużo ułatwiło 😀

  • Magdalena Jawor

    Generalnie panuje moda na posiadanie wielu ułomności. Kultura wszechobecnych działań marketingowych uwielbia zapewniać ludzi, że są wyjątkowi, a dużo łatwiej być wyjątkowym w negatywnym tego słowa znaczeniu niż w pozytywnym. Plus niezbyt dla mnie jasne przekonanie, że jeśli jesteś słaby w jednej rzeczy, to na sto procent jesteś dobry w czym innym (to śmieszne, zabobonne przekonanie, że introwertycy są bardziej kreatywni czy inteligentni niż ekstrawertycy).

  • Ula

    Jakoś po tym tekście upewniłam się w przekonaniu, że byłam zawsze (nawet w 3kl podstawówki) beznadziejna z matematyki, bo jestem po prostu beznadziejna w rozwiązywaniu problemów. Jak gdzieś utknę i nie umiem czegoś zrobić to od razu strasznie się zniechęcam i chcę umrzeć, a matematyka to zderzanie się z taką sytuacją co 5 minut.

    Tekst bardzo w punkt, a ja o czymś jeszcze – niektórzy myślą, że panuje moda na introwertyzm, tyle że hej, taka jest rzeczywistość internetu! Introwertycy spędzają więcej czasu przed kompem, gadając z ludźmi internetu, komentując blogi, podczas gdy ekstrawertycy żyją bardziej w rzeczywistości :D. W internecie owszem mam wrażenie, że introwertyków jest więcej, ale w „prawdziwym życiu” już nie.

  • https://agwordsandcrafts.wordpress.com/blog/ AG Words and Crafts

    Unikam rozmów telefonicznych, bo ich nie lubię i mnie stresują, a nie „bo nie potrafię”. Potrafię, ale jeśli nie muszę, ale tak naprawdę-naprawdę muszę, to nie załatwiam spraw przez telefon. Podobnie jest ze spotkaniami z ludźmi i całą resztą tego klikalnego w internetach introwertyzmu.
    Mimo to cieszę się z mediatyzacji introwertyków. Może umożliwi to komuś (tak jak mnie rok temu) zaakceptowanie siebie ze wszystkimi „wadami”. Bo ja długo myślałam, że ze mną jest coś bardzo nie tak. Szum wokół introwertyzmu pomógł mi zrozumieć samą siebie i dać sobie prawo do bycia zmęczoną ludźmi albo do nie jarania się intensywną, głośną imprezą plenerową. I do nie lubienia telefonów :)

  • http://koneserkaczekolady.pl/ Joanna (Koneserka Czekolady)

    Takie szufladkowanie i usprawiedliwianie się jest zawsze najłatwiejsze, a ludzie lubią chodzić na łatwiznę. Sama czasem łapię się na tym, że nie chce mi się z kimś gadać, bo w sumie „nie lubię ludzi”, albo nie chce mi się z kimś spotkać, bo mogłabym wtedy zająć się swoim DIY („bo może rozmowa się nie będzie kleić? a może będę się nudzić?”). Ale pomimo tego zmuszam się do wyjścia czy rozmowy i wielu przypadkach jestem zadowolona z kontaktu. Raczej nie nazwałabym się introwertykiem, ale zdecydowanie jestem osobą nieśmiałą i pełną kompleksów. Ale czy to mnie zwalnia z czegokolwiek? 😉 Kopa w tyłek i do roboty!

  • http://codojedzenia.pl Malgorzata Haggu

    A ja z kolei obwieszczam wszystkim co czuję i myślę…Może zacznę od zdjęć u góry…uwielbiam ten film i obu aktorów. Nie była od początku ekstrawertykiem ale z upływem lat nim się stałam. Lubię mieć mnóstwo piłek w ręku na raz, zaczynać nowe projekty, poznawać nowych ludzi…Moje socjalna homofobia wieku młodzieńczego zniknęła na zawsze!

  • http://vandreruggle.pl Vandrer Uggle

    Sowity tekst!

  • Anna Siudak

    Kiedy się nie chce każda wymówka jest dobra. Nie jestem introwertyczką ale też walczę z pokusą lenistwa. Czy wtedy powinnam powiedzieć: „jestem introwertykiem”? Masz rację, to jest zupełnie bez sensu.

    Zapraszam na http://www.peanutbutter.pl/

  • Aga

    Dla mnie bycie introwertykiem oznacza tylko jedno: tak planować czas wolny, żeby mieć odpowiednio dużo samotności, bo inaczej nie odpocznę i zrobię się drażliwa. I tyle.
    Cała reszta wynika z braku doświadczenia, albo jest normalną społeczną reakcją.

  • Pingback: Jak pies z kotem – Żegnaj, kokonie bezpieczeństwa

  • Cranberry

    Wydaje mi się, że ludzie trochę mylą introwertyzm z fobią społeczną lub zwykłą nieśmiałością. Dość oczywistym kontrargumentem byłoby, że można być niepotrzebującym nieustannych kontaktów z ludźmi skutecznym wykładowcą akademickim (znam osobiście) – niemającym problemów z wystąpieniami publicznymi czy rozmową z obcymi ludźmi, tylko po prostu wolącym towarzystwo własnych myśli.

    Ale to chyba działa też w drugą stronę – mogę sobie wyobrazić osobę ekstrawertyczną, która z życiowych powodów nie miała okazji za bardzo się w kontaktach towarzyskich wyćwiczyć, może nie ma grona, które dzieli jej zainteresowania, i tak się zakręci w swoim byciu „wanna be” i aspirowania do kolejnych grupek, że aż się nabawi nieśmialości czy wręcz w jakimś życiowym kryzysie – fobii społecznej. Mnie to na szczęscie nie spotkało i nawet fazy nieśmialości przechodziłam na turbodoładowaniu zachowania, które określam jako „one woman show” (czyli: robię z siebie błazna, żeby mnie ludzie polubili), ale wydaje mi się, że ekstrawertyk z fobią społeczną też może się zdarzyć. I o ile ma wtedy gorzej, bo on tych ludzi naprawdę potrzebuje! Tego stada wokół. Nie tylko żeby zadzwonić do urzędu i załatwić sprawę, ale żeby byli :)