• w styl
  • w dniu

Suknie ślubne, których nie kupiłam

Suknie ślubne – ich kupowanie to zarazem świetna zabawa i wielka udręka. Przy czym ta zabawowa część trwa jakieś dwadzieścia minut, a reszta jest cierpieniem. Dla mnie była.

W moim konkretnym przypadku sprawę komplikował, jak większość spraw, dystans między Polską i moim miejscem zamieszkania. Czas oczekiwania na suknię w salonie zapowiadano mi na sześć miesięcy, musiałam więc dość szybko zdecydować czego chcę. Zatem nici z romantycznej wizji powolnego spacerowania jesienną ulicą, przypadkowego wejścia do mijanego salonu i znalezienia inspiracji. O nie. To był rajd po Gdańsku, Gdyni i Sopocie z odhaczaniem kolejnych adresów, byle więcej.

Mogłabym kupić suknię w Londynie, usłyszę? Za cenę jednej angielskiej sukni z salonu można kupić trzy bardzo dobre polskie suknie. Przelicznik jest zupełnie taki sam jak w przypadku dentysty, 1 ząb GBP = 3 zęby PL. Szkoda zabawy.

O tym jaką suknię kupiłam, napisałam już jednak wieki temu. Dzisiaj chcę napisać o sukniach, których nie kupiłam. Jeszcze bardziej chcę te suknie pokazać.

Rozumiem z czego to wynika, niemniej jednak dużą nieprzyjemnością był dla mnie fakt, że salony sukien w przeważającej większości nie życzyły sobie robienia zdjęć oferowanych modeli. Wiem, chodzi o kopiowanie wzoru. Wiem, chodzi o pokazanie nieskończonej, być może słabo wyglądającej na kobiecie sukni i słabą reklamę. Jeszcze pewnie chodzi o mnóstwo innych rzeczy, ale to odebrało mi sporo radości. Jestem blogerką, eks szafiarką, anonimową zakupoholiczką, instagramerką, jeszcze wieloma innymi brzydkimi rzeczami. Ja żyję dla zdjęć. Kocham je. Do tego jak ja czegoś nie mam na obrazku, to ja tego nigdy nie zapamiętam. Jak nie zobaczę, że w czymś mi ładnie na zdjęciu, to nie wiem czy się sobie w tym podobam. Może ktoś szuka pomysłu na biznes – salon sukni ślubnych dla blogerek, z opcją pełnej sesji z salonu na insta i na blog. Ja bym poszła.

Udało mi się jednak zrobić kilka zdjęć i Paniom, które przewróciły oczami i się na nie zgodziły – chwała. Te Panie na pewno spotka w życiu coś bardzo dobrego. Te Panie mają czyste serce i są nadzieją ludzkości. Dzięki nim mogę podzielić się z Wami kilkoma nieśmiałymi ujęciami i jednocześnie powspominać z nostalgią moment, kiedy stałam przed lustrem. To jest plus milion do jakości wspomnień. Dziękuję Paniom.

wojnasuknia

Wojna i Pokój

Gdyby serial BBC wyprodukowano dwa lata wcześniej, być może byłaby to suknia, na którą bym się zdecydowała, bo idealnie nadawałaby się na bale z Księciem Andrzejem. Poza tym była w bardzo przyzwoitej cenie, z bardzo porządnego materiału i w ogóle moja mama była pewna, że ta i tylko ta. Lubię tę suknię. Chętnie bym ją przytuliła.

gorset2

suknieslubnegorset1

Gorset

Kiedy zabrałam się za zgrywanie tych zdjęć, krążył nade mną zaciekawiony mąż, który nigdy nie miał okazji ich zobaczyć. Na widok gorsetu od razu się ożywił i stwierdził, że wspaniale podkreśla piersi i bardzo mu się podoba ten efekt (w skrócie “ładne cycki, żeniłbym się”). Suknie z gorsetem to jednak w ogóle nie mój styl. Czuję się w nich ciężko jak w zbroi i choć mają wyszczuplać, z wypchniętym biustem i rozpłaszczonymi o twardy gorset ramionami, zawsze czuję się przyciężka. Nie marzę o Wersalach i królewskich buduarach. Wolę już zimną Rosję i wojnę.

Po tym jak już kupiłam suknię, miałam wciąż niedosyt radości z przymierzania i poszłam sobie spontanicznie do domu towarowego Debenhams. Jak wszystkie domy towarowe posiada pokaźny dział ślubów i przyjęć, gdzie bardzo grzeczna obsługa da zmierzyć wszystko i nie zadaje pytań. Ten nieplanowany wypad wspominam z wielką przyjemnością.
W Debenhamsie akurat suknie są niespecjalnie wyszukane i niekoniecznie dobrej jakości, ale za to niedrogie (w okolicach 200 funtów). W absolutnie każdym sklepie można znaleźć perełki, dlatego wcale nie skreślałabym z marszu tego sklepu, jeśli szuka się tańszej opcji.

suknieslubnedaenerys

Westeros

Niezmiernie mnie ta suknia bawi. Uważam, że wygląda jak coś co mogłaby założyć Daenerys Targaryen i choć jest totalnie niedopasowana w okolicach talii, po drobnych przeróbkach coś by mogło z tego być.

suknieslubne1

Beza

Wzięłam ją z wieszaka, bo wyglądała jak coś, czego totalnie bym nie założyła. Była za duża, była wielką masą tiulu. Myślałam, że pewnie założę ją i padnę ze śmiechu. Paradoksalnie, całkiem się w niej sobie spodobałam, bo idealnie pasowała do czapki…Miała w sobie coś takiego, co robiło ze mnie buńczucznego skrzata i robienie w niej selfie zaliczam do przemiłych wspomnień.

Ja wiem, że mnóstwo osób kupuje proste sukienki z sieciówki, szyje u krawcowej, zamawia w internecie i w ogóle nie chodzi po salonach. Mnie taka opcja wydawała się najprostsza. Myślę, że dzisiaj też zdecydowałabym się na suknię tańszą, prostszą, taką do nałożenia na co dzień. Ale może myślę tak, bo miałam swój udział w białym szaleństwie i wyczerpałam zapotrzebowanie?
Każda suknia jest ładna, jeśli podoba się noszącej. Każda jest dobra, jeśli są z nią związane dobre wspomnienia.

Podzielcie się Waszymi. Albo planami. Cmok.

  • Uwielbiam suknie ślubne, ale u kogoś. Pewnie ich przymierzanie to masa zabawy i jeśli czegoś z suknią ślubną żałuję to tego, ze mnie ta zabawa ominęła, bo nie mam w zwyczaju zawracać tyłka w sklepie jeśli wiem, ze i tak niczego nie kupię.

    Swoją kupiłam w Croppie. Dziś robi za zwykłą letnią kieckę. https://uploads.disquscdn.com/images/67488516a72e56570ab743f475ae3ffb9b0cf7f084e7547ebe14332080d6c9c2.jpg

  • Buńczuczny skrzat! <3

    Ja poszłam do jednego salonu, w którym panie próbowały mnie przekonać, że przecież muszę wyglądać jak księżniczka, więc wyszłam stamtąd czym prędzej. Poszłam jeszcze do salonu z używanymi sukniami, ale były tam same bezy, falbanki jak z lat 80 i w sumie przebierałam się dla śmiechu. A potem poszłam do krawcowej z trzema zdjęciami ("proszę zrobić dół taki, górę taką i taki pasek", rzekłam), koronką kupioną przez moją mamę i 250 zł później miałam kieckę.

    • Tak, są panie, które wiedzą wiele o tym co TRZEBA. Te panie nie są kucyczne.

    • Te Monika

      Widzę to jako scenariusz do moich poszukiwań, które mnie czekają. Szalenie podoba mi się pewien model sukni z 1910, a już z chodzenia po sklepach widzę, że w salonie nie znajdę, bo patrzą dziwnie, że jak bez tiulu, stelaży, gołych pleców i gorsetów pancernych (czy tylko mnie śmieszą te zbroje najeżone kryształkami, cekinami i kamyczkami?). Więc pewnie skończę na wizycie u krawcowych i rekonstruktorek, które rozumieją o co mi chodzi.

      • Mnie śmieszą w ogóle ozdoby „im więcej i bardziej błyszcząco, tym lepiej”. Z tego też względu nie przyznałam się u kosmetyczki, że idę na swój ślub, no i nie zrobiła mi perłowych oczu. Ha, spryt!

  • zpopk

    Strasznie ci tego mierzenia zazdroszczę u mnie właściwie nie było szans na pomierzenie sobie sukienek. Siedem salonów sukie ślubnych powiedziało, że nie będzie dla mnie miało jakiegokolwiek modelu, w jednym wyciągnięto z szafy przebrzydką suknię rozmiar 50. Ostatecznie trafiłam do salonu gdzie nagle – dość słusznie – okazało się, że mieć rozmiar powyżej 38 to nie problem. Więc kupiłam pierwszą którą przymierzyłam choć od pierwszej przymiarki do ostatecznego kształtu niesamowicie się zmieniła. Co do gorsetu -ja gorset miałam bo dzięki temu nie musiałam mieć stanika (już widzę koszt ładnego stanika na mój biust do sukni) ale rzeczywiście biust miałąm w tym pancerny. Co do pokazanych – bardzo podoba mi się ta druga ale głównie ze względu na ten długaśny welon.

    • Długaśne welony są super <3

    • Ja od początku wiedziałam, że muszę mieć sukienkę, pod którą można założyć normalny stanik, bo nie lubię bezramiączkowców i innych wynalazków. Koleżanka mówiła, że na swoim ślubie miała silikonowe samoprzylepne cudo, które przemieszczało się przy każdym tańcu.

    • Marta

      Ładny stanik do ślubu na większy biust to wydatek rzędu 170-230zł. Moim zdaniem nie jest źle. Żałuję, że nie poszłam najpierw do porządnego sklepu, tylko do sieciówki Intimissimi. Tam zapłaciłam tylko 130zł, ale żałość. W sumie moje codzienne staniki Dalii kupuję za mniejsze pieniądze, a w normalnym, moi rozmiarze 85H.
      W dzień jednej z przymiarek kupowałam z Mamą kostium kąpielowy dla niej w brafitterskim sklepie i widziałam cudne modele firmy Panache, ale stwiedziłam, że mimo, że nie mam gorsetu, to pięknie mi suknia zbiera boczki, skrzela rekina i biust i nada się tamta żałość z Intimissimi, bo musiałam pilnować, żeby stanik był zupełnie gładki, mocno wycięty i beżowy.
      Ale fakt, że salony są nastawiony na laski w rozmiarze do 40. Bo 40-42 to był maks, jaki miały do zaoferowania.

  • Mi się marzy fartuszkowo-chłopsko-koszulowa słowianska kreacja w beżu lub kremie, najlepiej jakiś nietypowy materiał – jakiś len lub inne fajne płótno. Wiejsko. Najlepiej z dużym dekoltem z przodu i z tyłu, wiązanym na tasiemki. Ale myślę, że rajd po salonach z pewnością będzie moim punktem obowiązkowym przedślubnych przygotowań – choćby po to, żeby się dobrze zabawić w Daenerys lub Wojnę i pokój <3

  • Czapka do sukni ślubnej wygląda uroczo. Mnie długo kusiło, żeby wziąć za męża jakiegoś szalonego historyka i pójść do ślubu w sukni w stylu polskiej szlachcianki, takiej Halszki z „Ogniem i mieczem”, najlepiej w zimie,w kołpaczku i z sokołem na ramieniu. I koniecznie trzeba by załatwić sporo znajomych facetów w kontuszach, żebyśmy mogli przejść pod wyciągniętymi szablami ^^ Teraz jestem trochę starsza i mądrzejsza, ale te wizja nadal mnie nie opuszcza. Podobnie jak inne szalone wizje, czyli np. pójście do ślubu z włosami ściętymi na chłopaka, pojechanie do ślubu rowerem albo cały ślub w stylu steampunkowym.
    Ale rodzina by mnie zabiła.
    Dam chyba sobie jeszcze kilka lat, żeby nieco spoważnieć i zejść na ziemię 😛

    • Ślub ma się podobać biorącym ślub…

    • Te Monika

      Zdjęcia ślubu w klimatach Trylogii gdzieś widziałam, natomiast ostatnio w oczy rzucił mi się barok. Zupełnie nie w moim stylu, ale chciałabym widzieć, jak wyglądał efekt końcowy <3
      https://uploads.disquscdn.com/images/dc9fc00fb8949170a1575794f465c650a70a8381da2133e330df19d433b9e369.png

    • Nie rozumiem, co szalonego może być w pójściu do ślubu z krótką fryzurą. Czy każda kobieta, która nosi krótkie włosy, powinna wstrzymać się z braniem ślubu, dopóki ich nie zapuści?

      • Podejrzewam, że tradycyjne ciocie i babcie byłyby przerażone, gdybym tak zrobiła, bo włosy mam bardzo krótkie, figurę męską, i w zasadzie wyglądałabym jak chłopiec w sukience, co trochę nie pasuje do tradycyjnego wyobrażania sobie ślubu 😀

    • Agnieszka Gito Staniek

      Jeśli to cię ośmieli w realizowaniu własnych fantazji i marzeń, to ja biorę ślub w przyszłym roku i odbyłam już masę wojen z rodzicami o organizację. Wymarzyliśmy sobie, że ślub będzie baśniowy, magiczny, stylizowany na klimaty fantasy. Ceremonia pośród drzew, dekoracyjne światełka i wróżki, my w stylizowanych ubraniach, moje druhny w sukniach leśnych nimf. W ramach zabaw oczepinowych mamy turniej o puchar domów inspirowany Harrym Potterem. No i oczywiście mile widziane, by goście byli przebrani lub ustylizowani. Moi rodzice powiedzieli kategorycznie, że nas… pokręciło ładnie mówiąc. Ale ja jestem uparta i jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby rodzice powstrzymali mnie od czegoś co chciałam zrobić. Pogadaliśmy ze znajomymi, z rodziną i okazało się, że wszystkim się podobają nasze pomysły, z moją babcią na czele, która zapowiedziała, że każe sobie uszyć suknię z tiurniurą. Rodzice zrozumieli, że są w mniejszości i w końcu się poddali, bo sami uznali, że to w sumie fajnie, że nasz ślub będzie inny i wszyscy go zapamiętają. Nie daj sobie ustawiać marzeń 😀
      Btw, steampunkowe śluby są super, moja teściowa chyba już ze trzy czy cztery suknie ślubne w tym stylu szyła.

  • Brałam ślub dosłownie tydzień temu i kocham moją sukienkę 🙂 Może dlatego, że jest dokładnie tym, czego chciałam i jest jedyna w swoim rodzaju, bo szyta przez znajomą specjalnie dla mnie. Nie powiem, żeby była super tania bo sam materiał z drukarni w Niemczech, a sklep był angielski, ale niczego nie żałuję 😉 No i ślub był cywilny, więc było trochę „łatwiej”. Kto wie, może jeszcze gdzieś w niej kiedyś wyjdę 🙂 https://uploads.disquscdn.com/images/41b26255eed7a9631c80191328dd8a4b7bba9be69ae6b3d7692830c412b0caa0.jpg

    • Te Monika

      To są liście, czy pawie pióra? Okulary mam daleko i nie widzę szczerze mówiąc 😛
      Z piórami, czy liśćmi – jest piękna! <3

      • Pierwotnie szukałam materiału w kolorach pawich piór, ale na http://www.spoonflower.com trafiłam właśnie na ten materiał w liście i już został 😉 Także i jedna, i druga opcja pasuje 😛
        Mogę jeszcze zrobić małą reklamę Klarze z bloga robot-heart.blogspot.com – to właśnie ona jest autorką mojej sukienki i cierpliwie pracowała nad moimi wizjami 😉

    • Koniecznie wyjdź!

    • Marta

      Pięęęękna!

  • Kasia

    Pierwszy akapit jest tak prawdziwy! Mnie przed ślubem ograniczały mocno fundusze i czas, więc wiadomo że efekt też nie był spektakularny. Sukienke kupiłam w salonie, nawet przemiła pani zdążyła mi ją dopasować, niby wszystkim się podobała, ale dla mnie pozostał niesmak. Że nie miałam swojej wymarzonej w której ja bym się czuła stuprocentowo dobrze.

  • Dominika B

    Ja jestem teraz w trakcie rajdów sukniowych. Koszmar. Nienawidzę zakupów ubraniowych więc jadę tylko jak zostanę siłą zaciągnięta przez koleżankę i cały czas wybieram między gustem mamy (skromnie i przyzwoicie), narzeczonego (gorset i seksowność) a moim (duma i uprzedzenie). Nie umiem wybrać a ślub tuż tuż, łatwiej było by gdyby ktoś wybrał za mnie spełniając przy tym wszystkie kryteria…

    • Odpowiedź jest prosta – liczy się Twój gust.

    • Marta

      Zajrzyj na szyjemysukienki.pl ; nie, nie płacą mi za reklamę, ale tam są modele takie „inne”. Ja sama szukałam właśnie czegoś nietuzinkowego, zdecydowanie nie jak te wszystkie miliony sukien z salonów. I stamtąd miałam. Jakby nie oni, to pewnie bym jak Rien, poszła w Annę Karę, ale to przekraczało mój budżet 😀
      Ale jak jesteś w mniejszym rozmiarze, to poszukaj przez internet używanej, jeśli rozpatrujesz używane. Koleżanka kupiła właśnie Annę Karę za 1200zł. Potem ją tylko leciutko poprawiła. A po wszystkim sprzedała wraz z dodatkową narzutką za 2500zł 😛

  • Marta

    A ja właśnie wiedziałam, że panie, które wciskają mi, że suknię trzeba robić pół roku przed są nieco stuknięte. To tylko kwestia złapania klientki, a nie faktu, że tyle trzeba szyć suknię. Poszłam do jednego klasycznego salonu sukien – pani tam nawet nie zasugerowała, żebym zdjęła kurtkę i sweter, jak rzuciłam hasło „coś na moją specyficzną figurę”. Zaczęła wyciągać jakieś bezy, syrenki (do mojej figury maksymalnie nietrafione) i koronki a la z firanek u mojej babci. Ceny do tego zaporowe, bo od 2500zł najgorsze szity do 5000. I usłyszałam, że „pół roku przed to minimum”. Grzecznie odpowiedziałam, że pół roku przed, to ja nie wiedziałam, że będę ślub brać. I wreszcie przez przypadek trafiłam na bloga fotografa, który zamieścił link do sukni dziewczyny… I tak trafiłam na Szyjemy Sukienki. Piękne, „inne” modele za baaaardzo przystępne ceny. Jako, że mam biust znaczny i nie jestem rozmiarem 40, to pierwszy mój typ okazał się nietrafiony, bo dół z tiulu zrobił ze mnie pięć nr więcej, ale drugi model to było to. Trzecia mierzona sukienka, ale jako mała czarna, służyła tylko wybraniu dekoltu. I tak oto wybrałam model Madeleine z pięknym, niesymetrycznym dołem, z innym dekoltem i poprosiłam o dorobienie rękawków z siatki angielskiej. Czułam się rewelacyjnie. A ślub miał miejsce 3 dni temu 😀
    https://uploads.disquscdn.com/images/e6a1711a70afa7dfd287b014b0c12329c5ffb24e0b146860c9c96e674645987d.jpg

    • skrzacik

      Pięknie wyglądałaś 🙂 Ja też udałam się do Szyjemy Sukienki po wizytach w 3 salonach, gdzie na moje prośby o suknię z mocno zabudowanymi ramionami (ze względu na konieczność noszenia stanika na rozmiar 75H) dostawałam wszelakie „princessy” z cieniuteńkimi ramiączkami, które przepięknie wyglądają na manekinach sklepowych, a nie na kartoflu, jakim jestem. Moja suknia z tej pracowni, mimo raczej skromnej prezencji na zdjęciu (model Erato), była jak na obecne standardy mody ślubnej dość nietypowa – dół z różowego tiulu na białej podszewce – ale taką chciałam od samego początku i ani przez chwilę nie zwątpiłam w pomysł, tym bardziej, że mogłam w niej swobodnie chodzić, tańczyć, siedzieć i korzystać z łazienki. Plus mężowi też się podobała 🙂

      Zazdroszczę Ci troszeczkę, Rien, tego rajdu po salonach, nawet jeśli z czasem było to coraz mniej przyjemne doświadczenie. Zderzenie wyobrażeń o pierwszych przymiarkach sukni ślubnej bywa równie brutalne, jak ściskanie przez sprzedawczynię pasków gorsetu, w który mnie wbili i usłyszenie przed lustrem: „O, tak będzie pani wyglądać jak będzie już dopasowany model. Prawda, że pięknie?” Cóż… nie.

  • Patrycja Kupiec

    Odrazu wiedziałam, że salon sukni ślubnych nie będzie dla mnie, bo jestem gapowato miła i mała asertywna w takich sytuacjach i łatwo jest mi wcisnąć byle co. Po dwóch miesiącach planowania ślubu uznaliśmy, że uciekamy do Rzymu na ślub tylko we dwójke, a sukienkę wypatrzylam oglądając bardzo głupie My Fair Wedding pod kocykiem w czasie choroby. Zamówiona z USA za kilkaset $$$ i tyle 🙂

  • Patrycja Kupiec

    Odrazu wiedziałam, że salon sukni ślubnych nie będzie dla mnie, bo jestem gapowato miła i mała asertywna w takich sytuacjach i łatwo jest mi wcisnąć byle co. Po dwóch miesiącach planowania ślubu uznaliśmy, że uciekamy do Rzymu na ślub tylko we dwójke, a sukienkę wypatrzylam oglądając bardzo głupie My Fair Wedding pod kocykiem w czasie choroby. Zamówiona z USA za kilkaset $$$ i tyle 🙂 https://uploads.disquscdn.com/images/d6e4afdc356dd8037abef2ccf98c18c09a50ecaa14e21f8c97b829158bbf224f.jpg

  • Joan

    Pierwsza od góry – przecudo!

  • Kayleigh90

    Chciałam podobną suknię, jak masz na pierwszym zdjęciu, czyli ucięta pod biustem, ale panie w salonie mi ją odradziły. Ostatecznie będę miała coś podobnego do Twojej, acz rękawy 3/4 i cała góra koronkowa, bez wyciętych pleców. No i ucięta w talii, bo panie mnie przekonały, że mimo moich gabarytów mam ładne wcięcie w talii i warto to pokazać 😉
    A poszukiwania sukni zajęły mi raptem 1,5 godziny 😀

  • JustMarmalade

    W moim przypadku temat ślubów jest w tym momencie absolutną abstrakcją, ale na same sukienki bardzo lubię patrzeć. Z tym, że mnie raczej pociągają obcisłe i syrenowate typy. Przymierzałabym *.* W ogóle nie wiem jak to jest, ale wyglądasz cudownie w tej sukni z gorsetem, jak księżniczka, a jednocześnie kompletnie nie pasuje mi ona do Ciebie jako osoby.

  • MayaMarie

    Wiedziałam, jaką chcę. Idealnie gładką, ecru, bez gorsetu, raczej zabudowaną na górze i z mocniej zakrytymi plecami (żeby nie trzeba było ubierać żadnego bolerka do kościoła), zero ozdóbek, zero koronek, falbanek, koralików itp., a przy tym wyglądającą na typowo ślubną, a nie codzienną czy imprezową.

    Niestety w salonach:
    – wszystkie były z gorsetem
    – usłyszałam od pań w jednym salonie: „pani ma rozmiar 36? Ach nie! Widzę, że jednak 38 tylko piersi takie małe” oraz „czy nie może pani do ślubu trochę schudnąć albo trochę przytyć, bo jest pani między rozmiarami, ale bez obaw, wybierzemy coś pięknego” – nigdy tam nie wróciłam oczywiście
    – w prawie każdym salonie było też: „Co!?!? ślub za 3 miesiące a pani dopiero suknię zamawia?!?!? To będzie bardzo trudne!!!” (tak, zorganizowaliśmy ślub i mini-wesele w 3 miesiace :))

    Ostatecznie zleciłam szycie wg własnego projektu (nieco zmodyfikowanego przez panią, która mi doradzała) i byłam zadowolona -suknia skromna, klasyczna, elegancka, z tym,że niestety ciężka 🙁 Teraz wzięłabym coś podobnego, czyli raczej skromną suknię bez dużego dekoltu, z zakrytymi plecami, raczej gładką, ale koniecznie lekką i tym razem bez koła 🙂 Jak na razie najbliższa mojemu ideałowi jest Odette z szyjemysukienki.pl http://szyjemysukienki.pl/produkt/odette/ – tylko, że musiałaby być na szerszych ramiączkach (i z odrobinę mniejszym dekoltem) albo z delikatnymi leciutkimi i romantycznymi długimi rękawami <3 Z Anny Kara za to zauroczyła mnie sukienka Olga! (większość z Anny Kary odpada, bo nie lubię u siebie gołych pleców na uroczyste okazje)

    O rany, w tym gorsecie wyglądałaś jak milion dolarów <3 Ale wygoda górą! 🙂

  • Ajjj, ta z „Wojny i pokoju” przepiękna! Rzadko widuję sukienki w kroju empire, które nie przypominają do złudzenia ani koszuli nocnej, ani kostiumu z adaptacji „Zemsty” w amatorskim teatrze 😉

  • Nieprzygoda

    Wow, ta z gorsetem widowiskowa. 🙂 Pamiętasz może, jaka to kolekcja/firma/salon/cokolwiek?

  • beata

    mój ślub dopiero w przyszłym roku, ale sukienkę już mam <3 zwykła, biała, prosta, kosztowała 280zł z przesyłką, przyszła zapakowana w nieduży kartonik i jak powiedziałam w pracy, że to ślubna, to nikt nie uwierzył. kocham prostotę. kilka lat temu robiłam tournee po salonach z przyjaciółką, szukałyśmy sukni dla niej – odechciało mi się wtedy żyć 😀 salony sukien ślubnych to dla mnie koszmar. wszystkie kiecki takie same, gorsety, tiule, tona koronek i diamencików, do dziś mam ciary jak o tym myślę. z kolei w ubiegłym roku, na targach ślubnych (ale takich niszowych) podeszłam do stoiska jednego salonu i usłyszałam, że prostych sukienek nikt nie szyje i że te koronki na pewno mi się podobają, tylko jeszcze o tym nie wiem, bo nie zmierzyłam. aha i 3 tysiące złotych za kieckę. jaki materiał? "biała koronka". tak więc salonom mówię nie 😀 chociaż ostatnio oglądam propozycje od Szyjemy Sukienki i Fanfaronady i kto wie, może się jeszcze na coś innego skuszę, bo faktycznie modele mają piękne.

  • Suknię znalazłam na vinted, biżuterię ślubną ukradłam z warsztatu męża, bukiet zrobiła mama, ogólnie cała zabawa mnie brutalnie ominęła, tyle co wsuwkami trochę porzucałam w dzień ślubu. https://uploads.disquscdn.com/images/e8a7da5ea619a9aa66730a1010d721fdde62d7ec27046db74b9e069439966a1e.jpg

  • podzielę się moim wesołym doświadczeniem. sama w przygotowaniach do ślubu przymierzyłam tylko jedną suknię ślubną. zobaczyłam się w lustrze i stwierdziłam że na moim weselu będzie tylko jeden tort i to nie będę ja.
    koniec końców sukienkę uszyła krawcowa, co również nie było szczęsliwą decyzją. ale przynajmniej nie wyglądałam jak tort w falbankach.
    pozdro 🙂

  • Ach, gdy brałam ślub nie było takich pięknych zwiewnych sukni jak teraz. Moja była ok, bardzo klasyczna i prosta choć niestety źle dopasowana (podczas pierwszego tańca dość mocno sie wygielam i olsnilam wszystkich moim skromnym biustem:D ). W kazdym razie dziś wyglądałabym inaczej. Inna sprawa, cieszę sie że ten slubny klimat mamy za sobą- dużo wiecej inspiracji i możliwości, ale też jakieś większe oczekiwania chyba…

  • A moja była błękitna, czułam się jak elfia księżniczka i właśnie wczoraj dostałam zdjęcia <3 <3
    https://uploads.disquscdn.com/images/c537e61fdce7810abdd5962521b1d22eeaf88fc0de1f821eb71d0720f2e9acbd.png

    • MayaMarie

      Jak ładnie! I fajny wysoki mąż 🙂

    • Marta

      Śliczna! I boski kolor!

  • Justyna

    mnie najbardziej kusiłoby zrobienie cosplayu Lei i taka sukienka http://www.emp-shop.pl/art_353269/ ale pewnie wyglądałabym jakbym szła do pierwszej komunii.

  • Ja się cieszę, że mnie ominęły te „przyjemności” rozmawiania z paniami w salonach. Byłam raz z koleżanką na przymiarkach i wtedy postanowiłam, że moja noga nie stanie w takim miejscu. Nie rozumiem, czemu Panie w salonach ślubnych są tak niemiłe, nieprofesjonalne. Ja miałam ślub na rajskiej wyspie (rok temu), więc sukienka też musiała pasować do klimatu. Co prawda marzyłam o takiej, lecz z niebieskim akcentem, ale ta zieleń idealnie się komponowała z naturą. Sukienkę kupiłam na Asosie i to był strzał w dziesiątkę. Bukiet ślubny zrobiłam sobie sama, z polnych kwiatów. A do ślubu na plaży poszłam w sandałkach.

    https://uploads.disquscdn.com/images/6cc45f39f64fcfecbeb10330319dbc6913327153c802ce6a6895a6d6533788bc.jpg

    • Marta

      Zazdroszczę! 😀 Mąż nie chciał ze mną wyjechać na wyspę się pobrać :<

Loading..