• w kultura
  • w dniu

Seriale, którym nie podołałam  

Pisałam ostatnio o serialach, które zapowiadały się dobrze, a potem szybko zamieniły się w hate watching. To nie jest najgorsza sytuacja, bo nienawiść to silne uczucie. Lepiej nienawidzić niż nie czuć niczego. A taka  nienawiść, która wciąż trzyma przed ekranem to w ogóle w sporym stopniu sukces. Dzisiaj chodzi mi jednak o coś zupełnie innego. Chodzi o takie seriale, które w pewnym momencie z przyjemności stają się karą. Oglądam i czuję jakby były przykrym obowiązkiem. W którymś momencie po prostu dłużej nie mogę. Nie nienawidzę ich wystarczająco mocno, żeby tkwić w tej relacji i potem obgadywać je za plecami. To seriale jak irytujące osoby w internecie. Nie przemówisz im do rozumu, więc może lepiej wypisać się z konwersacji i zamiast kłótni, lepiej pozmywać naczynia. 

To moja lista.

Lost

Kiedy Lost wszedł na ekrany naszych telewizorów, był objawieniem. Czegoś tak niesamowitego nie widzieliśmy od dawna. Może od czasu Twin Peaks? Może od czasu Z Archiwum X? To było po prostu świetne. Odpadłam zdaje się w trzecim sezonie, kiedy postaci zaczęły się mnożyć, a potem umierać i znowu mnożyć, a intryga traciła sens do tego stopnia, że przestało mieć dla mnie znaczenie o co chodzi z tą wyspą. 

Trochę mi żal, bo jednak Desmond był moją wielką serialową obsesją, przez krótki okres w życiu kochałam go tak mocno jak potem Thranduila. Nawet to nie pomogło. Wiele lat później przeczytałam sobie streszczenie na wikipedii, wzruszyłam ramionami i więcej mnie już Lost nie obeszło. Choć w sumie do dzisiaj obwiniam je dość mocno za mój lęk przed lataniem.

 

Victoria

Tak jak kocham i uwielbiam seriale i filmy i w ogóle wszystko co kostiumowe i można by mi wcisnąć kiełbasę przebraną w historyczny strój, tak są jakieś granice żenady. Film “Młoda Victoria” był ckliwy, ale przynajmniej interesujący. Przynajmniej dano mi Ruperta Frienda na pocieszenie. Serial był jedynie ckliwy. No, jeszcze irytujący, zwłaszcza główna bohaterka, która do połowy sezonu nie robi specjalnie nic poza uganianiem się za facetami. Bo wiadomo, młodym dziewczynom, nawet królowym, to tylko miłości i faceci w głowie. Ponieważ wiem, jak kończy się historia i jest milion ciekawszych źródeł informacji i rozrywki związanych z tą postacią, postanowiłam zakończyć wspólną przygodę mniej więcej w momencie, kiedy zakochuje się w Albercie. Od czasu bezpardonowego pożegnania ani razu nie tęskniłam. Czy to nie najgorsza możliwa reakcja? 

Victoria jest pewnym ewenementem w przypadku seriali kostiumowych, bo zwykle są one albo dość wyrafinowane, albo dobrze napisane (melodramatycznie to też dobrze…), albo śliczne, albo przynajmniej stylowe. A tutaj czuję banalną tandetę. 

 

Orange Is The New Black

Byłam zachwycona pierwszym sezonem. Drugi obejrzałam, bo wciąż interesowała mnie ta opowieść. W trzecim sezonie stwierdziłam, że ani nie lubię Piper bohaterki, ani nie obchodzi mnie to co się z nią stanie, więc zmywam się z tego więzienia. Mój wyrok odsiedziany.

Wiem, że główną zaletą OITNB jest drugi plan i sporo tam było smutnych i mocnych historii. Dla tych historii może warto byłoby oglądać dalej, ale w którymś momencie jednak przeszkadzają bardziej tandetne wątki jak, dajmy na ten przykład, miłość więźniarki i strażnika zakończona ciążą (bo to złamanie prawa!) i próba wrobienia innego wrednego strażnika (bo to też…przestępstwo? zwłaszcza, kiedy robi mu się przykro). Nie wiem jak się skończyła, bo serce płakało mi nie za tymi bohaterami co trzeba, więc zrezygnowałam. Wydaje mi się, że może ogólnie mam problem z pozytywnymi bohaterami, którzy łamią prawo (albo w ogóle robią bardzo beznadziejne rzeczy) i dalej udają słodkie niewiniątka? Bo przecież SĄ POZYTYWNI. Ale refleksji w nich niezbyt wiele, ot, pozytywny bohater robi co musi, żeby przetrwać, no nie?

 

Girls

Podobno to głos mojego pokolenia. Niby są tu wszystkie elementy, z którymi mogłabym się identyfikować, bo bohaterki są dziwne i nieogarnięte, żyją w wynajętych mieszkaniach i muszą zarabiać na siebie, w przeciwieństwie do całego bananowego świata większości seriali. A jednak nam nie wyszło. Lena Dunham jest dla mnie totalnie nieprzekonująca jako, no, człowiek w ogóle (mówię oczywiście o jej medialnej kreacji, może jest bardzo miłą osobą), a problemy bohaterek albo powodowały u mnie chandrę albo irytowały. Coś we mnie umarło, kiedy Jenna wyszła za dużo starszego Thomasa-Johna. Był moment, w którym czułam się przygnębiona wizją oglądania kolejnego odcinka i wtedy właśnie zdecydowałam się go po prostu nie włączać.  

 

Young Pope

Do pierwszego odcinka podchodziłam cztery razy. Tak, cztery. Dwa razy zasnęłam. Raz mi się znudziło. Raz wytrwałam pół godziny, by stwierdzić, że nie interesuje mnie ani główny bohater grany przez Jude’a Law, ani w ogóle nic co dzieje się na ekranie. To znaczy widzę, to chyba ma być artystyczne i wysublimowane, może nawet jest, ale wolę grać w grę i jeść chipsy. Dziwi mnie o tyle, że mnóstwo osób było Młodym Papieżem zachwyconych i polecało go jako idealny serial dla mnie. To trochę jak ta randka w ciemno co nie wyszła. 

 

Outlander

Ten serial jest, jak to się mówi po angielsku, “good on paper”. Ma wszystko co kocham. Szkocję. Kostiumy. Dramatyczną miłość. Seks. Wojnę. Mężczyzn w kiltach. Absolutnie przepiękną aktorkę w roli głównej. Cudowną piosenkę w czołówce. A jednak coś tu nie styka. Jakoś nie mogę zmusić się do odpalenia kolejnego odcinka. Tak to jakoś napisano, że ani piękny Jamie mnie nie pociąga, ani nie da się zbyt długo słuchać wynurzeń jeszcze piękniejszej Claire. Może w sumie drażni mnie sam koncept podróżującej w czasie bigamistki? Większość czasu jest mi bardzo żal jej męża. Czasem sobie włączę, czasem sobie popatrzę, ale nie umiem Outlandera pokochać. Poza tym polują na dzika w momencie w historii, kiedy dzików na Wyspach Brytyjskich już od kilkuset lat nie było. Hańba.

 

Jakie seriale były ponad Twoje siły? Można sobie tu ulżyć i pohejtować 😉

  • True Detective i True Blood. Przepraszam, ale dla mnie są po prostu… nudne. Nie potrafiłam przebrnąć przez pierwszych kilka odcinków i nie zamierzam próbować ponownie.

    • True Blood mi pasowało jakoś do trzeciego sezonu chyba. Potem zrobiło się żenująco.

      • Całkowicie się zgadzam! Nawet ostatnio próbowałam powrócić do True Blood i obejrzałam jakiś jeden odcinek, ale przez cały czas zastanawiałam się tylko, co ja takiego widziałam w tym serialu. Odpowiedź jest w sumie prosta – Alexandra Skarsgaarda w roli Erica Northmana, ale nawet on nie jest już w stanie skusić mnie do oglądania tego żenua.

  • Outlander – najgorszy serial wszech czasów. Tak jak piszesz, fajna muza, fajne scenerie, dobrzy aktorzy, ale idzie jakoś mdło. Mdło, mdło, aż tu nagle w którymś odcinku SRU dostajesz spoconym jamnikiem przez gębę, bo cały oddcinek biczowania jak u Mela Gibsona i lizanie blizn jak… w sumie nie wiem jak. A potem już tylko gorzej. Totalne nieporozumienie.

    • Magdalaena

      Oglądam Outlandera z mieszanymi uczuciami, generalnie miłość do szkockich krajobrazów i mężczyzn w kiltach wygrywają 😉 Ale i tak serial jest dużo normalniejszy niż książka, gdzie kwestie seksualne wypadają dość … dziwnie. Tzn. dla autorki gwałt jest podniecający, a dla mnie nie.

      • Słyszałam, że seksualność jest traktowana…dziwnie. Więc nie sięgnęłam po książkę. Nie jest to jakaś wybitna klasyka, żebym miała się tak denerwować czytając.

        • seksualność jest dziwna i tania i kurcze… ordynarna. Takie podniecanie się przemocą jak u Greya. Wiesz, taki tani szmatławiec. Przy czym jeden z odcinków niemal w całości jest przedstawiniem dręczenia i homosekualnego gwałtu – ale miłosć zwycięża… RZYG.

          • Dokładnie. Mnie zirytowało, jak Jamie pobił Claire, ale potem ZROZUMIAŁ z miłości, że tak nie można. Wstrętne ideologicznie. Tak samo jak ona akceptująca, że ją pobił, ale musi mu przecież wybaczyć.

          • było sporo takich „smaczków” 🙂

      • Catball

        Outlandera ogladam z ciekawości, jak się cały ten galimatias książkowy rozwinie na ekranie – przeczytałam pierwszą część, na kolejne nie miałam siły (bardzo zła literaturka), więc tylko opisy na lubimyczytać.pl. Autorka bowiem popełniła aż dziewięć części i to nie koniec! Zgadzam się z Tobą, że coś jest nie tak z kwestiami seksu a cała postać arcyzłego-pokręconego-biseksualnego-gwałciciela Jacka Randalla wydaje mi się albo wytworem naprawdę chorych fantazji albo jakąś formą reminiscencji bardzo, bardzo złych przeżyć autorki (w sumie nie wiem, co gorsze).
        A teraz spoiler co do drugiego sezonu: postać Claire, która łaskawie zgadza się na bycie żoną swojego męża po powrocie do teraźniejszości a następnie go ledwo toleruje, po czym jest święcie oburzona, że sobie chłopina znalazł inną i z tą inną po latach związku chce się ożenić – odrzucająca. Wychodzi na to, że Claire jest próżną, zakochaną w sobie egoistką, która zachowuje się jak pies ogrodnika; a gdy Frank w bardzo wygodnym momencie umiera, rzuca wszystko i siup – wraca do Jamiego (ma chłopak szczęście, że przez dwadzieścia lat czekał jak wierny pies, bo by mu piekło na ziemi chyba urządziła, że jej w pamięci nie hołubił). Problemem w drugim sezonie jest też fakt, że akcja przeskakuje 20 lat do przodu – kłania się odpowiednia charakteryzacja – a tego zupełnie nie widać. Takie heheszki w sumie, jak stoi naprzeciwko siebie para trzydziestolatków udających czterdziestoparo-, pięćdziesięciolatków i podkreśla na każdym kroku „jacy to my starzy jesteśmy”, żeby widz uwierzył na słowo, bo na oko to chyba by ślepy jak kura musiał być. Specjalistką żadną to ja nie jestem, ale kiedyś (nawet pół wieku temu, a co dopiero półtora) to ludzie się szybciej starzeli niż obecnie, kiedy to czasem pięćdziesiątka jest nową dwudziestką…

        • ALE, to jest trochę tak, ze trzydziestka to nowa dwudziestka, czterdziestka – trzydziestka etc :>

          A Claire, tak. Ego ma potężne, nawet w pierwszym sezonie.

        • Magdalaena

          Właśnie sprawdziłam i aktorzy mają 38 i 37 lat, więc są pomiędzy wiekiem bohaterów w pierwszym i trzecim sezonie. Czytałam też, że ponieważ w ostatnich częściach książki są po 60, to zachowali charakteryzację na potem. Niemniej Jaime mógłby się bardziej postarzeć od Claire, bo on wiódł ciężkie życie, siedział w więzieniu itp. a jej fizycznie na niczym nie zbywało w powojennej Ameryce.

  • Też nie podołałam przy Girls, Young Pope i Orange is the new black! W zasadzie z dokładnie tych samych powodów 😉

  • Ewka

    Girls, The Knick, Lucifer – no po prostu nie…

  • Wstęga Möbiusa

    Chyba nic nie przebije The Following. Pomysł z potencjałem, a taka żenada wyszła…

  • Magdalaena

    OITNB – z tych samych powodów, co Ty odpadłam w połowie drugiego sezonu. Zwłaszcza, że czytałam wcześniej książkę i coraz bardziej nie podobała mi się serialowa Piper (książkowa Piper była dużo normalniejszą osobą i nie wyczyniała różnych brewerii). I też uważam, że strażnik, który uprawia seks ze skazaną, nie może być pozytywnym bohaterem.

    Jest też sporo seriali, które oglądałam z dużą przyjemnością, ale w końcu porzuciłam, bo uznałam, że zeszły na psy – Dr House, Kości, Downtown Abbey, True Blood.

    • Ama

      Fakt, z Kości najbardziej podobały mi się pierwsze 4 sezony, później to już była lekka żenada :C

      • Magdalaena

        Serial miał dość wyraźne zakończenie, kiedy wszyscy rozjeżdżali się po świecie. Ale nakręcenie kolejnego sezonu i to co wyprawiało się później …

        • Ama

          Ja już tak w stu procentach poczułam się zrezygnowana, gdy Boothowi i Brennan urodziło się dziecko i potem zaczęły się odjaniepawlać jakieś dziwne dramy, a nie skupiano się już na sprawach, jak wcześniej.

          • Magdalaena

            Mnie dobiła właśnie wiadomość o ciąży …

          • Ama

            To jeszcze przetrwałam, bo chyba się spodziewałam jakiegoś innego rozwoju akcji niż to, co nas wszystkich czekało…

    • Downton Abbey spadł poziom fatalnie, zgadzam się.

  • Anna

    Young Pope – to samo. Do tego nie dałam rady przy The Walking Dead, a także tak mocno zachwalanym mi Peaky Blinders. Ach, no i Chirurgów odpuściłam po którymś tam sezonie 😀 Szkoda czasu na seriale, które może i są „dobre”, ale niekoniecznie w moim stylu 🙂

    • Peaky Blinders wyłączyłam po 40 sekundach 😀

      • rakasta

        Och, uwielbiam Peaky Blinders, ale jestem w stanie zrozumieć, że można nie mieć na ten serial nastroju. Też miałam ochotę przerwać na samym początku, ale cieszę się, że tego nie zrobiłam. Za to Breaking Bad wyłączyłam po 40 sekundach i dopiero po drugim podejściu kompletnie przepadłam. 🙂

  • Ama

    Gra o Tron – to było dla mnie za dużo. Niby fajnie, bo stroje, sceneria, złożona fabuła, ale jak na mój gust nie umywa się do książki :C Próbowałam się w tym zakochać, ale odpadłam pod koniec pierwszego sezonu i tak jakoś wyszło, że nigdy więcej nie próbowałam oglądać. Twin Peaks mnie znudził w pierwszych trzech odcinkach i też to zostawiłam.

    • Patrz, a mnie książka wynudziła 😀

      • Ama

        Mi było cięzko ogarnąć pierwsze rozdziały pierwszego tomu, bo natłok miejsc i postaci był przytłaczający, ale później nie mogłam się oderwać. W ogóle podziwiam pana Martina, że się w tym wszystkim nie pogubił. Ja się gubię na prostej drodze, albo jak mam napisać sensowniejszą wypowiedź w kilku zdaniach, a koleś stworzył tak rozbudowany świat!

      • Shakuahi

        Mnie też. Przeczytałam 3 tomy, bo kupiłam wszystkie na raz i ojejku. W ogóle to u mnie było dziwnie, bo 5 razy oglądałam pilota serialu i każdorazowo wyłączałam w połowie. Więc kupiłam książki, z myślą, że będą lepsze. Rozczarowałam się jeszcze bardziej. Potem zobaczyłam gdzieś w sieci zdjęcie Brienne i uznałam, że to musi być super postać i po raz szósty siadłam do serialu i już go nie wyłączyłam.

  • Monika Sobol

    Girls, bo irytowało mnie w tym serialu wszystko, a chyba najbardziej postać grana przez Lenę. Pamiętniki wampirów, bo są po prostu przeraźliwie nudne. Gotham – trzeci sezon wymęczył mnie przeraźliwie i mam problem by sięgnąć po kolejny. ale tutaj jeszcze walczę, bo jestem wielką fanką Batmana i całej otoczki. Big Bang Theory – w teorii jesteśmy dla siebie stworzeni, ale nie zaiskrzyło w ogóle ;(

    • Big Bang oglądam do kotleta albo przed snem, bez sentymentu jeśli zasnę.

      • Naalien

        „Big Bang oglądam do kotleta albo przed snem” <3
        Ja niestety dłużej oglądam tylko seriale, które oglądam właśnie w ten sposób – i to na ogół nie są wybitne dzieła (How I Met Your Mother, The Big Bang Theory, Wiedźmin…). Reszta kończy tak, jak te z Twojej listy powyżej, nawet, jeżeli uważam, że jest świetna – tak miałam na przykład z Battlestar Galactica. Szanse mają ew. te jednosezonowe, ale i tak Firefly zajął mi rok.

        • Zajmują sporo, ale kręcą się niestety wkurzające postacie.

  • nat

    Ja się chyba w końcu definitywnie pożegnałam ze Suits. Outlander natomiast jest właśnie dla mnie dokładnie tym serialem, który oglądam, bo tak go nienawidzę 😀

    • Ja Suits oglądam z nienawiści!

    • O, Suits też odpuściłam. I nigdy nie zrozumiem fenomenu Harveya…

      • nat

        Nie no, ja przez pewien czas rozumiałam bardzo dobrze 😛 Ale od paru sezonów jest tak pisany, że zachowuje się jak kompletny debil, zresztą cała reszta postaci też. I o ile przez jakiś czas faktycznie mnie to irytowało, więc oglądałam, tak w pewnym momencie po prostu zaczęło koszmarnie nudzić i dlatego dałam sobie spokój

  • Lost, Girls i Outlander! Reszty nie oglądałam, jednak od dłuższego czasu przymierzałam się do Orange is the new blach i teraz chyba to odłożę w jeszcze dalszą bliżej nieokreśloną przyszłość. Na mojej liście na pewno będzie jeszcze Scandal, Shameless i Pretty Little Liars (chociaż ten ostatni z sentymentu i tak ciągnęłam dłużej niż powinnam, bo to właśnie PLL wciągnęło mnie w świat seriali 7 lat temu).

    • A podobno Shameless dobre…(nigdy nie włączyłam, więc nie wiem).

  • Mania

    Lucyfer – wciąż zastanawiam się czemu odpadłam po pierwszym sezonie. Być może właśnie ten pierwszy wciągnęłam na raz bo Tom i nie myślmy nad tym, bo dojdzie do nas, że to bez sensu. W przerwie między sezonami pewnie zdążyło mi się obejrzeć Poldarka, albo Broadchurch. Więc gdy pełna dobrych wspomnień usiadłam do drugiego sezonu Lucyfera, z poprzeczką postawioną wysoko przez dwa wspomniane seriale przeżyłam lekki szok i zniesmaczenie. Może ten drugi sezon rzeczywiście jest beznadziejny, chociaż skłaniam się ku tej pierwszej opcji

    • Ama

      Prawdę mówiąc sama byłam zachwycona pierwszym sezonem Lucyfera, a gdy wyszedł kolejny… to nie wiem, nie obejrzałam ani jednego odcinka. I jakoś nie mogę się zmusić. Co konkretnie jest złego w drugim sezonie?

    • Kate Cloud

      Ja dwa seozny Lucyfera obejrzałam (chociaż się zgodze, że pierwszy sezon był o wieeeele bardziej ciekawy), a obecny, trzeci męczę i zastanawiam się czy warto, póki co jest straszliwie nudny i przewidywalny.

  • „Kaznodzieja”. Miał wszystko, włącznie z wampirem-alkoholikiem mówiącym z irlandzkim akcentem, a jakoś coś pękło, coś umarło. :c

  • O nie! Nie strasz, bo właśnie zaczęłam „Orange is the new black” – choć zaczęłam to może złe słowo, bo w kilka dni pochłonęłam 2 sezony. Ale powoli dociera do mnie, że takie rozwlekanie wątków nie ma sensu, skoro bohaterka ma tam spędzić zaledwie niewiele ponad rok, a tu już w planach 6 sezon…
    Podobnie mam z „Grey’s Anatomy” – pierwsze sezony super, potem ten serial przeleciał przez jakiś mikser, bo to co teraz w nim jest, nijak ma się do początków. Ale to jednak takie guilty pleasure 🙂

  • Kate Cloud

    U mnie jest to serial Pretty Little Liars. Zaczełam oglądać jak jeszcze byłam w liceum, a teraz nawet nie pamietam w którym sezonie odpadłam…Po prostu jest to jeden z tych seriali, który powinni dość szybko zakończyć, gdy jeszcze był ciekawy, a nie bardzo (bardzo bardzo) na siłę ciągnąć.

  • Kamila Budziło

    Nareszcie jakaś krytyka Girls 😉 Czuję się, jakbym znalazła jakiś tajny, nielegalny klub bo „naszemu pokoleniu” nie wypada źle mówić o swoim rzekomym głosie 😉 Po początkowym zachwycie ten serial mnie zaczął irytować a ostatecznie po prostu znudził i przestałam oglądać. To w sumie był seks w wielkim mieście (też nie lubię, ale łapie się w kategorię guilty pleasures) tylko w tańszych barach, brzydszych ciuchach i z jeszcze glupszymi problemami pierwszego świata 😉

    • Tak, o ile SATC można oglądać jako lekką komedyjkę, to Girls jechało po bandzie z idiotycznymi pomysłami głównych bohaterek.

    • Katarzyna Michalina Bróż

      Próbowałam, słowo że próbowałam, chyba też ze cztery razy, ale nie. Nie. Nie. I nie. Główna bohaterka irytująca jak nikt, pozostałe nie lepsze. No nie dałam rady. I nawet wywiad z Leną w jakiejś babskiej gazecie ominęłam, żeby nie czytac o głosie pokolenia.

  • Marlena Zdybel

    Ja nie potrafiłam sie polubic House of Cards. Wszedzie slyszalam ze super i warto, wiec doszlo do tego ze obejrzalam pol sezonu, zeby poczuc to cos, az w koncu uznalam ze nic z tego nie będzie 🙁

    • Uff, już myślałam, że jestem jedyna 🙂

    • O, ja też nie 😀

    • Kinga Krzywdzińska

      Ufff, nie jestem sama. Pierwszy sezon jeszcze nawet mnie ciekawił, drugi juz trochę mniej, ale przy trzecim sobie odpuściłam, bo najzupełniej w świecie zrobiło się nudno.

    • Katarzyna Michalina Bróż

      Ja też, męczyły mnie pseudogłębokie wynurzenia głównego bohatera i fakt, że był takim złym, któremu nie umiałam kibicowac na tyle, żeby zaangażowało mnie to w oglądanie.

    • nat

      Nawet jednego odcinka nie dałam rady 😛 Ale jeszcze nie zrezygnowałam całkowicie, może kiedyś się jednak przełamię.

  • Całkowicie się z Tobą zgadzam co do LOSTów. Początkowo to było objawienie i z niecierpliwością przebierałam nogami przed każdym nowym odcinkiem. Ale po trzecim sezonie to przebieranie nogami stało się trochę męczące, tak samo jak cała plątanina intryg, których rozwiązań jakoś nie było widać. W pewnym momencie się w tym wszystkim pogubiłam i jakoś przestałam oglądać. Ale nadal mam sentyment do tego serialu i do mojej LOSTowej miłości, czyli Sawyera :))

    • Zanim pojawił się Desmond, Sawyer był moim ulubieńcem.

  • A ja całkiem inaczej odebrałem The Young Pope… tak naprawdę rozkręca się w okolicy 5-7 odcinka… dopiero wtedy zaczyna się klarować jego postać… dopiero zaczyna się go rozumieć czy też to o co mu chodzi…
    Owszem, długa rozbiegówka (70% całości), ale IMHO warto poczekać 🙂 Dla mnie mistrzostwo 🙂 Nie wspominając już o absolutnie genialnej czołówce 🙂

    • Dla mnie nie warto czekać tyle odcinków, nie widzę sensu 🙂 Jak kto lubi.

      • MamaKluskii

        Gdybyś jednak kiedyś nabrała ochoty, to warto, Young Pope od połowy sezonu urywa głowę 🙂

      • 🙂 Ja to troche do książki przyrównuję;) też są takie, że długo długo nic a potem miazga:)
        Ale oczywiście, każdemu według upodobań i potrzeb;)

  • Lost gdzieś koło piątego sezonu, The Walking Dead tuż przed Neganem (i nawet aktor go grający nie przekonał mnie do dalszych męczarni ;)), Riverdale po pierwszym sezonie, Arrow po czwartym (i tak długo wytrwałam!), The Flash po trzecim (już od dawna włączałam tylko dla Cisco), True Blood gdzieś po wróżkach oraz masa innych, o których już całkiem zapomniałam – co chyba mówi wystarczająco. (:
    Ach, jeszcze odpuściłam sobie Halt and catch fire gdzieś pod koniec drugiego sezonu, tak, mimo Lee – jedynie śledzę mniej więcej co się dzieje, zaś na czele ‚seriali wielbionych, które mi nie podeszły’ znajduje się Breaking Bad. Nie bijcie. (;

  • Arrow – ogólnie nie jestem fanką seriali superbohaterskich, ale tutaj drewniany Oliver i równie sztywna Laurel po prostu mnie boleli. Czasem jeszcze trafię na to Universum z racji oglądania Flasha, i za każdym razem utwierdza mnie to w przekonaniu by od Arrowa trzymać się z daleka…

    Incorporated – miało być mega. Korporacje, intrygi, bohater który nie jest tym, za kogo się podaje. A ostatecznie okazało się, że to love story w nowych dekoracjach. Nie tego oczekiwałam i nawet dające nadzieję na coś więcej zakończenie sezonu nie jest w stanie mnie przekonać do powrotu.

    A Outlander to moja guilty pleasure. Podobał mi się wątek kompletnie różnych Franka i Jacka Randalla. Claire jest prześliczna. Jamie nie podoba mi się fizycznie, za to uwielbiam jego charakter, zwłaszcza tam, gdzie wychodzi konserwatywny gentleman (kto to widział, żeby kobieta klęła, no i dama nie może wiedzieć co to takiego 69 😉 ). Nieodmiennie mnie to bawi i rozczula. Natomiast męczy mnie to, że jeśli tylko się od siebie oddalą, to na pewno któreś wpadnie w kłopoty oraz nagromadzenie gwałtów/prób gwałtów. I nie przekonuje mnie nawet to, że „takie czasy”. Dla mnie Outlander to w sumie kostiumowe, fabularyzowane soft porno.

    • MamaKluskii

      Arrow- najgorsze jest „to miasto mnie potrzebuje” 100 x w odcinku 🙂

  • DZIĘKUJĘ! Obejrzałam dwa odcinki Young Pope, podczas drugiego poszłam zrobić herbatę i zapomniałam, że coś oglądałam. Kocham Juda ale są granice moich poświęceń. Najgorsze jest, że wszyscy się tym zachwycają i opowiadają jakie to jest głębokie i natchnione. Eem, ok.
    A Outlander… ach.. sezon pierwszy był spoko. Ale im dalej w las tym większy cringe. Wierzę, że te książki mogą być naprawdę ciekawe, ale scenariusz tego serialu chyba nie ma z nią wiele wspólnego. Albo po prostu autorzy nie bardzo umieją przełożyć wewnętrzne przeżycia z książki na ekran. Aktualnie jest to mój ulubiony odmóżdżacz. Czasem pokarzą jak działa XVIII-wieczna prasa drukarska, no i fajnie, a przez resztę czasu zostaje mi beka z Claire (często opłacona dużą ilością nerwów – biedny Frank), ale co pośmiane to moje.

  • Asia

    O proszę… Desmond… podzielam 🙂 Można się nim jeszcze trochę pozachwycać w dość fajnym serialu „The 100”.

    • Och! Nie znałam!

      • Asia

        W takim razie polecam 🙂

  • Tym dzikiem mnie przekonałaś, żeby przynajmniej ostatniego nigdy nie obejrzeć 😀
    Chyba nie mam takich seriali, albo bardzo szybko o nich zapominam. Ogólnie moja miłość do seriali jest rzadka i nietrwała, nie umiem w związki, dobrze dogaduję się tylko ze Star Trekiem i widocznie w moim sercu nie ma miejsca na więcej seriali…

  • Jest faktycznie kilka powszechnie wielbionych seriali, przez które nie umiem przebrnąć: Game of Thrones (sic!), Vikings, House of Cardd, True Detective…
    Są też takie, które zaczynałam kilka razy i w końcu się udało 😉 polubiłam, a nawet pokochałam, np. Breaking Bad, Dr House, Orphan Black…

    Z wymienionych przez Ciebie, utknęłam faktycznie na bodajże trzecim sezonie Orange is the New Black, ale dałam mu drugą szansę, zaczęłam od nowa i nie żałuję. Najlepszy był piąty sezon. 🙂 Lost mi się bardzo podobał. Dość szybko go połknęłam. 🙂

  • Wiedzma Jesienna

    Suits po trzeci sezonie (albo i drugim). Lost po pierwszym, jak tylko zobaczylam zakoncznie wiedzialam ze to bedzie jeden z tych durnowatych seriali z nadbudowa tajemnic. SITC – probowalam przebrnac chyba 7 razy, zawsze odpadalam. Breaking Bad – potrzebuje bohaterow na ktorych mi zalezy, tam nikogo nie znalazlam, Sneaky Pete – tak dobrze sie zapowiadal pierwszy odcinek, a tak banalnie rozkrecili akcje 🙁

  • Mju

    Orange, Lost i Girls – tak!
    Do Young Pope jeszcze nie podeszłam, ale liczę na to, że będę w stanie oglądać,bo Jude’a nigdy dość 😉 Jestem twardym zawodnikiem, po pierwszym odcinku nowego Twin Peaks większość wymiękła, nawet nie była w stanie obejrzeć drugiego, a jak obejrzeli to i tak narzekali (a on byl taki piękny! Razem z ósmym – mój ulubiony), a ja obejrzałam wszystkie i kocham wielce (ale człowiekiem obiektywnym nie jestem, bo ja kocham twórczość Davida, im późniejsza tym lepsza, absolutnie nie odbierając przy tym nic starej twórczości).
    Dodam jeszcze Gilmore Girls, których fenomenu absolutnie nie rozumiem. Jako młode dziewczę byłam w stanie to oglądać, bo w głowie pustka, ale teraz? Nie,nie,nie. Cieszę się, że nie poddałam się po drugim sezonie Leftovers, który był straszny, bo trzeci wszystko naprawił i dalej mogę się tulić do Justina.

    • Gilmore Girls to mój najbardziej znienawidzony serial wszech czasów.

  • Shakuahi

    Oj dużo tego będzie. OITNB w połowie 1 sezonu. Miałam wrócić do niego, ale jak przeczytałam, że ma być kolejny, to uznałam, że Piper prędko nie wyjdzie z tego więzienia i nie ruszyło mnie to. Od początku średnio ją lubiłam. Suits jak związek Rachel i Mike się zaczął, czyli na początku. TBBT jak przestał mnie bawić. House of Cards, Pretty Little Liars, Defenders, The Keepers i pewnie wiele innych, o których już nie pamiętam. I muszę się przyznać, że Lost nie oglądałam. Pamiętam jak była na to moda, ale to był ten okres u mnie kiedy jeszcze seriali nie oglądałam i w życiu bym nie pomyślała, że kiedyś będę. W sumie z Twojej listy to większości nawet nie zaczęłam oglądać, Young Pope zamierzałam, ale też z umiarkowanym entuzjazmem, więc może sobie daruje. Kiedyś przez przypadek trafiłam na piosenkę z tego serialu, „senza un perche” (Nada) i ją z kolei gorąco polecam. Jest doskonała w swej prostocie.

  • rakasta

    Ja chyba jestem wyjątkowo masochistycznym stworzeniem, bo często nawet jak coś mi się nie podoba, to ciągnę do końca dla zasady. Obecnie tak mam z House of Cards, Suits i Homeland. Od dłuższego czasu nie da się już na to patrzeć, no ale… może to już hate watching? Jest jednak kilka seriali, którym nie podołałam:
    – Girls; z dokładnie tych samych powodów, które wymieniłaś. Jakoś w trakcie 3 sezonu po prostu już nie miałam siły się zmuszać.
    – New Girl i The Big Bang Theory; zdawało się, że będą idealne jako lekkie odmóżdżacze, ale strasznie mnie wynudziły. Ale ja chyba po prostu nie jestem fanką sitcomów.
    – Mad Men; tutaj mnie chyba wszyscy zjedzą, ale nie podzielam zachwytów nad tym serialem, chociaż byłam przekonana, że jest skrojony pode mnie. Przerwałam po 2 sezonach i obejrzałam dodatkowo ostatni odcinek z ciekawości jak się ten cały cyrk skończy. Jestem fanką wolnego tempa i ‚nudnych’ seriali, ale Madmeni mnie przerośli. Niby wszystko pięknie, jest stylowo, są dobrzy aktorzy, mamy fajny klimat epoki, ale to chyba jedyny serial, którego bohaterów bym darzyła taką niechęcią (a może wręcz nienawiścią, co się będę obawiać Wielkich Słów). Wszystkich jak leci, bez litości. No nie zaiskrzyło.
    Pewnie coś by się jeszcze znalazło, ale i tak się już bardzo rozpisałam.

    Orange Is The New Black polecało mi wiele osób, ale coś mi podpowiada, że się nie polubimy, więc czeka na liście ‚wiecznego odkładania na potem’, szczególnie, że ma dużo sezonów. Na tej liście mam również Outlandera, ale chyba go bez skrupułów wykreślę po twojej nie-rekomendacji. 😉 Young Pope też ciągle odwlekam w czasie, bo znając filmy tego reżysera jestem świadoma, że muszę trafić na odpowiedni nastrój, żeby docenić i dać się wciągnąć.

    • Jak mogłam zapomnieć o Homeland! Kocham Ruperta Frienda, ale sezon, w którym Carrie uwodzi młodego chłopca w Islamabadzie dla wyciągnięcia informacji był dla mnie emocjonalnie obrzydliwy i nie włączyłam więcej.

      • rakasta

        Tak. I dobrze zrobiłaś, bo na to, co potem wyprawiają z postacią Ruperta brak słów.
        Każdy ma jakąś najbardziej znienawidzoną serialową postać. U wielu osób byłby to pewnie Joffrey z Gry o Tron, ale u mnie zdecydowanie pierwsze miejsce zajmuje Carrie. I żadne usprawiedliwiające okoliczności wymyślone przez scenarzystów nie sprawią, że zacznę tej postaci współczuć czy choćby minimalnie czuć do niej sympatię.

        • To znaczy tak, ja nie rozumiem, czemu jej nie zwolnili po kilku odcinkach pierwszego sezonu, bo jej zdrowie ewidentnie koliduje z pracą.

          • rakasta

            Bo wtedy by nie było po co robić serialu, który całkowicie oparty jest na jej niestabilności psychicznej. 😉 Co więcej, to przecież właśnie dzięki swojej chorobie jest w stanie rozpracować najniebezpieczniejszą szajkę terrorystyczną i uratować tysiące ludzi. Nikt inny nie ma takich zdolności. Istna bohaterka tragiczna naznaczona piętnem choroby, która jednocześnie dodaje jej wszechmocy. Brr. Nawet jeśli to zakrawało o hate watching, to serial przynajmniej wciągał. Ale już ostatni sezon był pełen tylu absurdów i schematycznych zwrotów akcji, że najwyższy czas powiedzieć sobie dość.

  • Zgodzę się ze wszystkim z wyjątkiem GIRLS. To prawda, że serial jest mocno nierówny. Są sezony, których nienawidzę, a Hanna (czyli Lena) doprowadza mnie do białej gorączki razem ze wszystkimi swoimi koleżankami. Niemniej są odcinki, a nawet sezony, które są tak cudowne, tak wzruszające, zabawne, prawdziwe i świetne, że dziękuję sama sobie, że nie poddałam się po tych beznadziejnych momentach i po przerwie na inne seriale, wróciłam do GIRLS. Przede mną sezon finałowy i już się cieszę. Warto się przemóc.

  • Monika Grzebyk

    Marvel’s S.H.I.E.L.D.
    Pierwszy sezon mnie zachwycał, im dalej tym dziwniej. Przykro mi, bo naprawdę chciałabym wiedzieć co z losami bohaterów, naprawdę ich polubiłam, ale serial mnie męczył 🙁

  • Co do Orange is the new black i Girls się zgadzam całkowicie, ale Outlandera kocham całą sobą, a jak oglądam, to zamykam drzwi na klucz, żeby mi tylko nikt nie przeszkadzał. I jest jedynym serialem, który chłonę jak gąbka, nie sprawdzam w międzyczasie instagrama i fejsika, po prostu siedzę i oglądam jak zaczarowana 🙂

  • beata

    True Blood, miałam dwa podejścia, odpadłam w obu w połowie pierwszego sezonu. Za to książki czytałam i mimo że im dalej w las, tym więcej żenady, to były przyjemne odmóżdżacze. House of Cards – odpadłam w najnowszym sezonie, bo zrobiła się nuda. Najlepsze były wg mnie pierwsze dwa sezony. True Detective – zasnęłam 😀 wymiękłam też przy Wielkich kłamstewkach, ale chyba zrobię drugie podejście, bo może zaczęłam oglądać w kiepskim dla siebie momencie. Z polskich seriali – odpadłam przy drugim sezonie Paktu, czułam że jest już dla mnie zbyt gęsto.

    • Też mi się podobały książki, na poziomie lekkiej rozrywki. A prawie wszyscy je mocno krytykują.

  • Dorota Prószyńska

    Girls. Zrezygnowałam na początku drugiego sezonu. Niby miało to reprezentować moje pokolenie i jego problemy, natomiast absolutnie nie czuję się tak, jakby problemy bohaterek były moje. Nie-e. Zdecydowanie nie dla mnie.
    Dałam sobie spokój z Supergirl, ostatni sezon był tragiczny pod względem nasycenia wątkami romantyczno-melodramatycznymi. Pierwszy sezon OK, reszta, ech…
    Plus True Detective. Pierwszy sezon obejrzałam, miejscami bardzo mi się podobał, ale potem nic, tylko spać… Nie umiem się w to wkręcić, serio ten serial jest świetnym środkiem usypiającym.

  • Aleksandra Kowalska

    Poległam na 2 sezonie Victorii ( jak się czyta biografię, to ciężko wytrzymać ten cukier lejący się z ekranu),na ostatnim sezonie Girls i True Bood, 4 sezonie Vikings i którymś tam The Suits. P prostu przestali mnie interesować ci bohaterowie i ich historie. W przypadku Girls doszła do tego wielka irytacja na wszystkie bohaterki, i już nawet nie wiem, która z nich jest bardziej irytująca, walnięta Jessa, głupkowata Marnie, czy nieludzko egoistyczna i zaniedbana Hana. Jedynie Soshanę jestem w stanie usprawiedliwić ze wszystkiego, bo najbardziej przypomina mi mnie, ale nie mogłam się zmusić do obejrzenia ostatniego sezonu w całości.

    • Tak, Shoshana i mi się podobała, nie miała manii wielkości.

  • megpond

    Victoria też mnie znudziła, po 5 odcinkach. Zrezygnowałam w połowie 5. sezonu z Once Upon A Time, bo poziom żenady i powtarzalności fabuły przekroczył już wszelkie granice… A to taki fajny serial był – zwłaszcza w pierwszym sezonie, potem dało się przeżyć powtarzalność drugiego i połowa trzeciego też dała radę. Niestety później było coraz gorzej, a rozwój postaci został skopany na maksa i w rezultacie przestałam przejmować się ich losami (no cóż, to serial twórców Lost :)) . Znudziły mi się również Elementary i Wzór po trzech sezonach… z resztą w ogóle już nie oglądam typowych procedurali. Próbowałam oglądać Happy Valley i Broken, ale powodowało to u mnie tylko depresyjny nastrój, więc też dałam sobie spokój. Young Pope – obejrzałam 2 odcinki, ale z jakiegoś powodu też mi to nie wchodzi. Chociaż widzę, że wiele osób proponuje przebrnąć przez pierwszą połowę… więc może jeszcze do tego wrócę 🙂

    • Happy Valley kocham, bo ma wszystko, czego potrzebuję, przede wszystkim natomiast skomplikowane postaci. No i Norton jest aktorsko wybitny tam.

      • megpond

        Ja się zgadzam, że to jest dobry serial, ale jak po każdym odcinku robi mi się mega smutno i ciężko potem z tego przygnębienia wyjść, to jednak wolę zrezygnować 🙂

        • A to tak, nie wszystko co dobre musi być dla każdego tak samo fajne.

  • OITNB – tak! Miałam dokładnie to samo. Pierwszy sezon obejrzałam pod kołderką, gdy się rozchorowałam, drugi napoczęłam, ale potem… w sumie przestał mnie obchodzić. Z Outlanderem było podobnie. A Victorię to już w ogóle porzuciłam po 2 odcinkach, eh.

  • Nina Wum

    Daawno temu, w roku pańskim 2009 wciągnęłam parę sezonów Supernatural. To był taki miły materac wodny dla umysłu. Potem natknęłam siew sieci na fandom tego dzieła i mi ochłódło. Sherlocka BBC swego czasu bardzo polubiłam, a potem nastąpił ten koszmarny sezon, w którym narzeczona Watsona okazała się być Tajno Agentko (borze liściasty, co za przekombinowane bzdury) i odcięłam tę gałąź jednym ruchem. Nie powróciłam już nigdy. Byłam swego czasu miłośniczką serialu Luther (widzę tu pewną prawidłowość: zbrodnia, zawiesiste akcenty i tweedowe płaszcze) ale po zakończeniu sezonu nigdy jakoś nie chciało mi się sprawdzić, co z drugim. To tyle. Chyba jestem beznadziejnym przypadkiem. Jedyny serial, jaki śledzę do dziś to przygody Awendżersów. 😀

    • Sherlocka ostatniego sezonu nigdy nie obejrzałam.

      • Magdalaena

        cieszcie się. Ostatni sezon zaorał wszystko i obrzydził mi ten serial na zawsze.

  • Paulina Angelika Kulik

    To samo mam przy Girls i Outlanderze. Teraz jestem w połowie sezonu Wikingów i cały czas czekam, aż coś poczuję. Widziałam urywki późniejszych sezonów i wyglądało lepiej niż, to co mam teraz na ekranie. Do Magików zabieram się po raz trzeci. Nie wiem czy wciągnie, czy obejrzę tylko dla zasady, że łyknę wszystko, co czarodziejskie. W Orange główna bohaterka mnie tak irytuje, że męczę się z nią, żeby posłuchać o innych. Ale o nich warto.

  • Kasia

    Rebellion…..tak…płaczę bo chciałabym by był kolejny sezon a wszędzie cichosza… 🙁

  • Gra o tron 😉

  • Szkoda, że nie doczekałaś z OITNB do czwartego sezonu, ale i nie dziwę się, że poległaś na trzecim, bo ten był naprawdę bardzo słaby. Moim zdaniem czwarty sezon, (w którym pojawiają się nowi strażnicy i robi się politycznie i grubo) był lepszy nawet od pierwszego. I Piper dostaje za swoje! Też za nią nie przepadam, więc niektóre odcinki z S4 oglądałam nie bez złośliwej satysfakcji. Tylko trochę się dziwię Twojemu problemowi z tym, że pozytywni bohaterowie robią złe/nielegalne rzeczy – no bo hej, w końcu to są kryminalistki. Że zacytuję Boo z piątego sezonu: „Oh! I’m sorry. Do you think I was in here because I made an honest living?” 😀

    • Nie do końca o to chodzi. Kocham negatywne postaci i kocham postaci pozytywne, które robią złe rzeczy. Ba, sama pisząc swoją opowieść mam przede wszystkim takich bohaterów. To, czego nie lubię, to kiedy te postaci próbują nam wmówić, że to co robią nie jest złe i im wolno z powodu jakiegoś imperatywu, bo oni są DOBRZY. Jeśli taka postać przyznaje, że robi sukinkockie rzeczy, ale tak wyszło, to jest dobrze. To jest bycie skomplikowanym. „Chaotycznym dobrym”. Jeśli fabuła stara mi się wmówić, że nie ma problemu, to nie kupuję. To jest bardzo duży problem np. The Suits, bo dla mnie oni wszyscy powinni stracić prawo do wykonywania zawodu.

      • rakasta

        The Suits traktuję jako taką prawniczą Plotkarę i niby wiem, że nie powinnam od tego serialu wymagać skomplikowanych i realistycznych postaci, ale nawet te ciągłe intrygi oparte o brak komunikacji i podkładanie świni po iluś odcinkach zaczynają nużyć. We wszystkich serialach i filmach traktujących o prawie amerykańskim najbardziej boli mnie to, że nie liczy się sprawiedliwość, wina, kara i inne takie tam nikomu niepotrzebne głupoty. Liczy się kto ma najlepszą gadane. Wszyscy mogą wiedzieć, że ktoś jest niewinny, ale i tak go ukarzą, bo ktoś lepiej umie w erystykę. Albo wyciągną najobrzydliwszego zbrodniarza, bo opłaca im się zrobić jakiś deal.

        • Dokładnie. A bohaterowie jeszcze uważają, że to ok.

  • Jeśli chodzi o „Lost” to serial za długo się ciągnął. Też zakończyłam jego oglądanie na 3 lub 4 sezonie. Jakieś tam dalsze odcinki mi mignęły przed oczami, ale nie byłam już później zainteresowana. „Outlandera” obejrzałam 1 odcinek i nie potrafię przemóc się dalej, choć kto wie, może jeszcze spróbuję. Natomiast „Młodym papieżem” byłam zachwycona. Serial jak najbardziej trafił w mój gust. Widziałam wszystkie odcinki. 2 sezonu jednak nie zamierzam oglądać skoro ma nie skupiać się na postaci Juda, dla mnie to on był wisienką na torcie. Muszę przyznać, że w moim przypadku bardzo wiele seriali porzuciłam po którymś z kolei sezonie. Historia zazwyczaj jest wciągająca i trzyma się kupy do czasu. Czasami bohaterowie za bardzo się zmieniają i niekoniecznie na lepsze, a czasami po prostu nasi ulubieńcy giną, a na placu boju pozostają jedynie mniej ciekawe postaci. Seriale to przede wszystkim rozrywka, więc nie ma sensu ich ciągnąć jeśli już nas nie bawią.

  • Z „Młodym papieżem” miałam podobnie, chociaż wytrwałam trochę dłużej, bo obejrzałam chyba ze trzy odcinki. Nawet chciałabym się dowiedzieć, jaki finał ma ta historia, ale jeśli zainteresował mnie sam początek i koniec, a po środku tylko nuda i nuda…Cóż, szkoda czasu.

  • Gra o tron – w pewnym momencie miałam już dosyć tego całego mroku i braku dobra. Wszystko wydawało mi się takie brudne i okropne.

  • Z Girls się zgodzę, też nastrajał mnie do życia negatywnie ten serial. Natomiast Młody Papież genialny!
    Może nastawiłaś się jakoś inaczej do oglądania. Ja oglądałam z „czystą głową”. Zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Najbardziej zachwyciły mnie zdjęcia, sceny, nawet nie scenariusz, bo film oglądałam po angielsku i język tam używany był trudny nawet dla kogoś kto częściej mówi po angielsku niż po polsku. Polecam!

    • Jak musiałam się nastroić, żeby zasnąć na serialu?

  • Sara Skupień

    Bardzo podobał mi się The Young Pope (na tyle, że obejrzałam serial trzy razy), za to nie dałam rady z True Detective. Mnóstwo osób polecało, czytałam dobre opinie… zostal mi jeden odcinek, ale tak się męczyłam na pozostałych, że serial mogę do porzuconych zaliczyć.

Loading..