Ludzie, którym zazdroszczę

Czego warto zazdrościć? Na to pytanie każdy odpowie sobie inaczej. Osobiście uważam, że nie warto zazdrościć pieniędzy ani urody, bo te pierwsze są fajne do pewnego momentu, a to drugie jest rzeczą względną. Nie są też żadnym gwarantem szczęścia, zgadzają się z nim tylko w pewnych konfiguracjach, a i to nie zawsze. Podobnie jak sława bywają mieczem obosiecznym. Zostawmy je zatem w spokoju.

Sama zazdroszczę tego, czego nie można kupić. Jeszcze bardziej zazdroszczę tego, czego nie można się nauczyć.

 

Zazdroszczę osobom, które mają energię poświęcić się czemuś totalnie.

 

Sama nie mam sprecyzowanej pasji i specjalizacji, nie umiem się na niczym aż tak skupić, żeby myśleć o tym cały czas i podporządkowywać temu w całości swoje życie. Czasem tylko piszę do pierwszej w nocy, ale zazdroszczę tym, którzy piszą do trzeciej, a potem wstają i piszą dalej. Może trochę sobie takie osoby wymyśliłam, bo oprócz jednej, nie wiem czy znam kogoś, kto naprawdę to robi i jeszcze pracuje. Niemniej, tej jednej osobie zazdroszczę. I tym, co obudzeni w środku nocy znają na wyrywki najmniejsze szczególiki budowy X-Wingów. I tym, co w górach, i tym co na morzu, i jeszcze wielu innym.

Totalnie zazdroszczę ludziom, którzy lubią sprzątać. Znałam osobę, która w ten sposób walczyła z nerwami. Duży sprawdzian – sprzątanie. Matura – wielkie sprzątanie. Jej pokój był zawsze nieskazitelny. Czasami nawet sprzątała innym, z potrzeby serca albo kiedy u niej samej zabrakło bałaganu. Znam osobę, która nie może doczekać się weekendu, nie dla drineczków, nie dla spania do południa czy picia prosecco przed południem. O nie. Nie może się doczekać, bo wreszcie będzie miała czas wszystko sobie posprzątać i poprasować. Jeśli to nie jest szaleństwo, to nie wiem co nim jest. Ale szanuję to szaleństwo i chciałabym być nim dotknięta.

Jednak najbardziej na świecie zazdroszczę ludziom, którzy robią głupie rzeczy uchodzi im to na sucho. Są oczywiście różne poziomy głupoty i nie mam bynajmniej na myśli poziomu wsiadania za kierownicę po alkoholu i temu podobnych klimatów.

 

Zazdroszczę tym, którzy mają fantazję, tupet i pewien brak instynktu samozachowawczego.

 

Którzy nie ważą swoich decyzji, nie przepuszczają ich przez sito racjonalizmu. Nie wstydzą się, nie zastanawiają, nie boją, że wyjdą na freaków albo coś im się stanie.

Zazdroszczę tym osobom, bo na ich głupoty inni machną ręką, “no wiecie, X już taka jest”. To magiczny gatunek człowieka, któremu wszystko ujdzie na sucho, bo i tak wszyscy uważają go za wariata. Może i trochę się z niego podśmiechują, może kręcą głową z dezaprobatą, ale koniec końców tym osobom wolno więcej. Paradoksalnie, najczęściej spadają na cztery łapy. Sama natomiast zawsze wychodzę na zachowawczą nudziarę, która zabija im radość życia. Te przypadki, które znałam, pchały się zawsze w objęcia niebezpieczeństw i niedorzecznych decyzji i relacji. To, że nikt ich nigdy nie skrzywdził uważam za niesamowite. Być może mają tak szalone oczy, że zło się ich nie ima, ze strachu?

Być takim szaleńcem to lepsze niż rozbicie banku. Bo bezcenne.

Komu Ty zazdrościsz?

  • Karolina

    Ludziom, którzy wydają się mieć wrodzony talent do aktywności fizycznej. Zazdroszczę bardzo.

    • Ula

      Ja mam taki talent i nawet nie pomyślałam, że ktoś może go zazdrościć! Jestem za to pewna, że masz coś, czego ja mogłabym zazdrościć Tobie 😀

      • Karolina

        Oj można… Niby nie jest to jakaś wielka sprawa i już się do siebie przyzwyczaiłam, ale gdyby można było taki talent dostać pod choinkę to bym na pewno się zgłosiła!
        Pewnie coś mam, bo czytając komentarze widzę, że mam albo mogę (jeśli chcę) wiele z tych rzeczy. Na przykład rozumiem matematykę.

    • zupełnie nie mam, ale bez talentu ćwiczenie i efekty dają jeszcze więcej satysfakcji

      • Karolina

        Nie wiem czy dają więcej, bo nie mam porównania, ale to prawda, że też dają.

  • Ewa Zaleska

    Chyba zawsze podswiadomie zazdroscilam tego samego. Zazdroscilam tej odwagi, czy też szalenstwa ktore maja inni. I chyba dlatego zwiazalam sie z takim wlasnie mezczyzna. On jest tym co najpierw dziala potem mysli, co zyje chwila nie martwiac sie zbytnio o przyszlosc. A ja na odwrot. Ciagle myslami pograzona w tym co to bedzie. Jak my to szalenstwo przetrwamy bo oczywiscie w tym szalenstwie za nim podazam. I powiem Ci ze nie jest latwo z takim charakterem jak mam ja. No ale podazam ta sciezka bo go kocham i mam nadzieje ze to jego szczescie spadania na 4 lapy mi tez sie udzieli 🙂

  • Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale jak tak myślę, to chyba ludziom, którzy potrafią podtrzymywać kontakty z innymi, zwłaszcza na odległość. Sama jestem w tym słaba i jeśli nie widuję się z kimś w miarę regularnie, to znajomość umiera.
    No i oczywiście ludziom, którzy zawsze potrafią świetnie dobrać ubranie. Nie ważne czy to ciuchy od projektanta, czy ze szmateksu, oni i tak będą wyglądać jak milion dolarów. To lepsze niż uroda 😁

  • Ja tylko ludziom, którzy mogą jeść i nie tyć. Poznałam laskę z drugiej części tekstu ostatnio, bardzo miła osoba. 🙂

    • Shakuahi

      Moja przyjaciółka ma tak, że ile nie zje to nie przytyje. I też nie jest szczęśliwa, bo chciałaby mieć piersi, kształty plus lekarz wiecznie jej płacze, że jest za chuda.

      • Martyna

        To prawda. Wieczne uczucie głodu..

  • Anna

    Zazdroszczę kobietom, które podobają się mężczyznom.

    • zazdroszczę mężczyznom, którzy podobają się kobietom.

  • Nina Wum

    Zazdroszczę zdrowym, zazdroszczę takim, co mieli przytomnych (albo chociaż: wystarczająco dobrych) rodziców i dlatego teraz nie muszą brać proszków. Zazdroszczę osobom z udanym i stabilnym życiem uczuciowym (koniecznie w parze, samo „udane” ani samo „stabilne” do mnie nie przemawia.) Zazdroszczę tym, co mogą jeść i nie tyć. Jedzenie jest moją pasją, jedną z największych namiętności w życiu. Drugą są mężczyźni, ale oni chyba wolą, jak delikwentce sterczą kości. Barwności ni nieustraszoności nigdy nie zazdrościłam nikomu, bo mam tego dużo; natomiast wiele bym dała za mózg, który rozumie matematykę i da się zapędzić do lukratywnej pracy programisty.

  • zazdroszczę ludzią, którzy jedzą i nie tyją, taki też jest mój mąż 🙂 ja wystarczy, że przejdę koło czekolady i przytyje 🙂

    _____________
    ♥ Blog dla kobiet daria-porcelain.pl ♥

  • Po co komu czegokolwiek zazdrościć, skoro do wszystkiego można dojść samemu? Jeśli czegoś Ci brakuje, ale nie starasz się, żeby to osiągnąć, to znaczy, że w rzeczywistości tego nie potrzebujesz.

    • Nina Wum

      Nie, nie do wszystkiego można dojść samemu. Ta kołczingowa gadka naprawdę bardzo się już wytarła.

      • Do czego nie możesz sama dojść?

        • Nina Wum

          Do posiadania wspierających, kochających rodziców. Albo chociaż takich zamożnych. Jakoś wszyscy ci piewcy Sukce$u prędzej czy później wysypują się, że za studia zapłacili im tata z mamą. Mnie nikt nigdy za nic nie zapłacił i konsekwencje tego już nie ulegną zmianie, choćbym wciągnęła nosem wszystkie te kołczowe bajędy.

          • Zaorałaś z tym przykładem. Wpis autorki dotyczył cech osobowości, nie pieniędzy, czy majętności w ogóle. Jeśli nie starasz się, żeby mieć jakąś pasję, to znaczy, że jej nie potrzebujesz, ergo zazdroszczenie pasji innym osobom jest bez sensu.

          • Wspierający, kochający rodzice to nie jest kwestia pieniędzy. Natomiast jest to dość ważny zasób, warunkujący, między innymi, to, czy czy ktoś w ogóle ma szansę „starać się o jakąś pasję” (tak poza wszystkim, to dość dziwne sformułowanie…) W sensie, ludzie przychodzą na świat w naprawdę różnych okolicznościach i uwarunkowaniach, udawanie, że tak nie jest, bo Kołcz Majk kazał CISNĄĆ, jest… no cóż, delikatnie rzecz ujmując, nietrafione…

          • Wiesz, możesz wszystko uzasadniać pochodzeniem, brakiem lub nadmiarem pieniędzy, pogodą lub niepogodą…

          • Czasami ludzie po prostu sobie nie radzą ze swoimi okolicznościami tak dobrze, jakby mogli, bo zabrakło jakiegoś czynnika i nie mają w sobie odpowiednich mechanizmów. Ironizowanie i umniejszanie tego jest dosyć słabe… Uwierz mi, nie wszyscy ludzie, którym nie udaje się żyć tak, jakby chcieli są leniwi i sami sobie winni… Ponownie, to, że ty nie doświadczyłeś czegoś, nie oznacza, że cała ludzkość jest wolna od takich doświadczeń…

          • Widzę, że lubisz zbaczać z tematu ku osobistym przytykom.

          • Zupełnie nie i nie było moją intencją robienie ci jakichkolwiek przytyków 🙂 Niemniej jednak, widzę, że się nie dogadamy, więc pozostaje nam po prostu pięknie się różnić:) Pozdrawiam bez osobistych przytyków! 😉

          • Moja konkluzja jest taka – albo czegoś chcesz albo tego nie chcesz. Jeśli nie chcesz, to po co zazdrościć? I już wystarczy tego kołczowania, bo uczepiłyście się tego, a wcale mój komentarz nie miał takiego przesłania…

    • Zwłaszcza jak ktoś urodził się w domu, gdzie nie było pieniędzy np. na edukację. Z całego serca popieram dążenie do celów i walkę o swoje potrzeby, ale nie bądźmy cyniczni.

      • Przecież w swoim wpisie zazdrościsz innym ludziom cech, a nie pieniędzy…

    • Magdalena Jawor

      To zero-jedynkowe myślenie też jest dość nieroztropne. Pomiędzy zazdrością a próbą osiągnięcia obiektu zazdrości powinna istnieć przestrzeń dla rzeczy, o których pisała Riennahera. Gdyby ludzie od razu brali się za rzeczy, których zapragną, bez tego momentu zastanowienia, miotaliby się bez ustanku od jednego obiektu zazdrości do drugiego, właściwie nawet niczego nie kończąc. Bo jak czesto dzieje się, że np. lekarz żałuje, że musi na okrągło siedzieć w pracy i zazdrości nauczycielowi ferii i przerw wakacyjnych, a nauczyciel chciałby zarabiać więcej i zazdrości lekarzowi?

      Z drugiej strony, jeśli by stwierdzić, że „w takim razie nie ma co zazdrościć komukolwiek, bo przecież każdy obiekt zazdrości wymaga pracy, by go osiągnąć”, tym samym odmówiłoby się sobie prawa do rozważania zmiany, gdyż tym właśnie jest zazdrość z poziomu emocjonalnego. Gdy zazdrość znika po zapoznaniu się z ceną jej obiektu, wtedy wiemy, że nie warto; kiedy towarzyszy nam dalej, jest to znak, że moze warto zainwestować w zmianę. Żeby jednak to poczuć, warto dać sobie czasem „pozazdrościć”, i dlatego pana wpis jest dużym uproszczeniem.

      • Oceniamy ludzi myślących zdroworozsądkowo, czy kierujących się instynktami? Jeżeli to pierwsze, to jest chyba oczywistym, że każdą akcję poprzedza proces myślowy?

        • Magdalena Jawor

          Ja oceniam ogół. To pierwsze to duży nadmiar zaufania.

  • Zazdroszczę ludziom, którzy tak sobie po prostu normalnie pracują i nie wiąże się z tym żadna drama… Ja pracuję od początku pełnoletności i nigdy nie udało mi się osiągnąć tego pułapu- żeby po prostu chodzić do pracy i nie musieć się bać, stresować, użerać, walić głową w mur. Absolutnie w każdej jednej pracy w końcu dochodzę do tego samego stanu, jak bardzo bym się nie starała. Problem musi tkwić we mnie, ale mimo dogłębnych analiz- amerykańscy naukowcy wciąż nie wyjaśnili tej sprawy 😉

    • Izabela Ampulska

      Wyglada na to, ze masz problem ze stresem. Moze sprobuj medytacji, treningu Jacobsona (na youtubie) codziennie przed snem, albo jakiejs muzyki relaksacyjnej. A nuz pomoze 🙂 ewentualnie spotkaj sie z jakims psychologiem, jesli naprawde sobie nie radzisz. Tez sie mnostwo stresuje, ale odkad uzywam tych metod, znacznie sie to uspokoilo. Chociaz stres nigdy nie zniknie calkowicie. No i najwazniejsze – warto pamietac, zeby codziennie spedzac troche czasu na jakiejs przyjemnosci 🙂 najwiekszy problem jest zeby sie zmobilizowac do tych metod, ale czesto to tylko kilka minut. Mam nadzieje, ze bedzie tylko lepiej, trzymam kciuki!

  • Monika Grzebyk

    Ja mam szaleństwo z punktu drugiego <3
    Choć teraz chyba trochę się już ustatkowałam 😉
    A zawsze zazdrościłam ludziom, którzy mając coś zrobić robią to zamiast odkładać w nieskończoność. Dużo pracy przy współpracy korzystnych warunków zewnętrznych mnie to kosztowało, jest dużo lepiej ale ciągle wiele do poprawy.

  • MayaMarie

    O, wpis na temat, który Ci zaproponowałam! 🙂
    Ja już będąc małą dziewczynką zazdrościłam ludziom… przyjaciół, popularności, śmiałości, a później: bycia duszą towarzystwa i uroczym erudytą. Teraz mam już bliskie osoby i wyleczyłam się z chęci bycia tą rozchwytywaną przez wszystkich królową życia 😀 Ale nadal trochę zazdroszczeę śmiałości, zdecydowania, charyzmy. Ach! No i gładkiej cery!

    • Z brakiem charyzmy pogodziłam się już jako nastolatka 😉

  • Chwileczka

    Zazdroszczę ludziom pewności siebie. Tej prawdziwej, nie udawanej, która pozwala nie rozważać czy na pewno to co zrobiłam/powiedziałam było dobre i słuszne, czy może znów zrobiłam z siebie idiotkę… Czyli po zastanowieniu zazdroszczę tego co ty, tylko inaczej to dotąd nazywałam 🙂

    • Nie, nie, pewność siebie to jedno, a głupie szczęście to drugie!

      • Chwileczka

        Głupie szczęście to ja mam, odpukać, choćbym nie wiem jaką głupotę zrobiła, jakoś ląduje na czterech łapach, jak ten kot. Nie umiem natomiast z tego korzystać i podchodzić do życia na luzie i nie przejmować się tym, że znów coś mogę zrobić nie tak. Za każdym razem boję się, że tym razem moje „szczęście” nie pomoże, wszyscy się ode mnie odwrócą i w ogóle życie będzie do niczego…

  • miss_be

    Zazdroszczę ludziom, którzy pracują w korpo to dużo zarabiają i tym, którzy są z natury szczupli i jedzenie nie robi im krzywdy 😀 wychodzi na to, że głównie mojej siostrze.

  • Ja zazdroszczę ludziom, którzy potrafią przelamywac lody, otwierają rozmowę z nowo poznanymi osobami dobrymi pytaniami.
    Fajny post!

    • (Czyli zazdrościsz sprzedawcom 😉 )

  • Shakuahi

    Przeczytałam rano ten wpis i cały dzień zastanawiałam się czego zazdroszczę innym. I tak czytałam Wasze komentarze, nadal z pustką w głowie i pomyślałam, że chyba powinnam czuć się dobrze z myślą, że nikomu nic nie zazdroszczę, bo by to oznaczało, że wreszcie zaakceptowałam wszystko w sobie, nie? Nie. Chyba po prostu uznałam się za beznadziejny przypadek. No dobra, to też nie to. W sumie to jak nad tym myślałam, to doszłam do wniosku, że mam w zwyczaju torpedować te swoje wizje. Bo jak sobie myślę, że może zazdroszczę powodzenia u mężczyzn, to zaraz sobie przypominam jaką mordęgą było jak kiedyś zalecało się do mnie dwóch facetów jednocześnie. Strach pomyśleć co by było z całymi tłumami. Być boginią fitnessu, na siłce każdego wieczora? To kiedy obejrzę serial? Mieć tłum znajomych? To przecież trzeba się z nimi wszystkimi regularnie spotykać, zaś nie ma czasu na resztę. Myślałam sobie, że chciałabym wyglądać jak Tilda Swinton, ale nie oszukujmy się, gdyby tak było, to bym płakała za krągłościami. Fajnie by było coś zrobić z włosami, ale też nieuczciwie byłoby tu mówić o zazdrości, po prostu jestem zbyt leniwa by je rano układać. Niby fajnie by było mieć gęste włosy, które same falują, ale potem sobie przypominam ile moja przyjaciółka z takimi włosami wydaje na fryzjera i… nie, dziękuję. Już wolę się na łyso ogolić, powiem najwyżej, że to na znak protestu. Także dziewczyny, jestem pewna, że czego byście nie zazdrościły, to zawsze można to tak sobie w głowie obrobić żeby się okazało, że dziękujemy niebiosom, że tego nie mamy. No chyba, że wchodzimy na grunt utraconych w dzieciństwie rodziców czy innych rzeczy, które wykraczają poza rozterki w stylu ‚na mój tyłek wchodzą tylko majty szyte na specjalne zamówienie’. Ja w sumie jakoś nie pałam do samej siebie zbyt gorącym uczuciem, ale po tych wszystkich latach już z dwojga złego chyba wolę to co w miarę ogarniam. Chociaż nie ukrywam, fajnie by było, gdyby przy poznawaniu nowych ludzi mieć w głowie coś więcej niż tylko „ciekawostki” w stylu „gdyby wszyscy ludzie byli kanibalami, to ludzkość zniknęłaby po trzech latach”. Ale z drugiej strony szybko to pomaga ocenić czy to ktoś nadający na moich falach czy nie…

    • MayaMarie

      Tez myslalam, ze juz niczego nie zazdroszcze, ze doszlam tak wysoko w akceptacji siebie i te przyklady na sile troche wypisalam. Ale nie, jednak nadal zdarza sie to uklucie i potrzeba bycia nieustraszona osoba, w kazdej sytuacji glosna wyrazajaca swoje zdanie. Ale widze tez ile wbrew pozorom zawdzieczam byciu stonowana osoba. Inna sprawa, ze pewne potrzeby wnikaja z jakichs brakow z dziecinstwa i faktycznie zamiast zazdroscic pewnosci siebie powinnam zazdroscic tym, ktorych sytuacja rodzinna byla inna i mogli dzieki temu pewne cechy rozwinac, ale to juz kompetencje dla psychologa. Anyway, be careful what you wish for – to klasyk 🙂

  • ja przyjęłam taktykę, że nie mogę nikomu niczego zazdrościć, jeśli nie byłabym w stanie przyjąć wszystkich innych aspektów życia danej osoby i decyzji, jakie podjęła, żeby znaleźć się w tym miejscu, którego jej zazdroszczę.
    to brzmi trochę banalnie, ale się sprawdza. można to też trochę zintelektualizować i podpiąć pod envy test Dworkina 🙂

  • Magdalena Jawor

    Ja zazdroszczę niskiego poziomu lęku. Nie chodzi mi o odwagę w ogóle, ale o taką umiejętność samozaopiekowania – kiedy nie potrzebujesz pochwał, bo wiesz, że robisz dobrze. Nie załamujesz się, kiedy ktoś się z ciebie nabija, tylko nabijasz się razem z nim, bo wspólne śmieszki są przecież ciekawsze, niż gdyby wszyscy tylko głaskali się i przytulali. Nie boisz się rzeczy, na które nie masz wpływu, bo przecież… nie masz na nie wpływu. Nie boisz się, że kogoś zawiedziesz, bo potrafisz oprzeć się poczuciu winy i żyć z ludźmi prosto i uczciwie.

    Wielu cech da się nauczyć, ale czy da się pozbyć lęku? Nie wiem. Poniekąd da się go przekierowywać i unikać, ale nie sądzę, by dało się go pozbyć. To część osobowości i rodzaj „napędu”, więc chyba nie bardzo.

  • Moźe nie szaleństwa, ale energii to zazdroszczę bardzo

  • No właśnie ostatnio sobie z przerażeniem uświadomiłam, że zazdroszczę ludziom wielu rzeczy. Na tyle, że zamiast mnie motywować, jest to główny mój hamulec. Zazdroszczę np. innym piszącym systematyczności, energii albo siły do pisania, kiedy właśnie się tej energii nie czuje, zazdroszczę ludziom, którzy robią coś co lubię dużo lepiej ode mnie, zazdroszczę umiejętności wyciśnięcia z dnia wszystkiego co się da. Tyle że ta zazdrość nie sprawia, że źle myślę o ludziach, którym zazdroszczę, raczej dobija moje ego. Mam dwa lata do trzydziestki, ale nadal za bardzo się przejmuje.

  • Ana

    Zastanawiam się, czy można to nazwać zazdrością, ale pewnie to bardzo bliskie uczucie: chciałabym posiąść sztukę tzw. small talk. Nie umiem gadać o pogodzie i takich tam. No i chyba jednak zazdroszczę ludziom głupim – że oni kompletnie niczym się nie przejmują, wiele uchodzi im na sucho, wiele osób je wyręcza w pracy (!), wszyscy mają jednakową opinię o nich, a oni chyba kompletnie sobie z tego nie zdają sprawy… czasami sama chcialabym tak niczym się nie przejmować i nie analizować, nie rozkłądać na czynniki pierwsze, nie zastanawiać się nad konsekwencjami… a może ta głupia to jednak ja i nie ma czego zazdrościć? 🙂

  • kcurlykiller

    Zazdroszczę ludziom, którzy mają coś, czego zawsze będą bronić, i to za wszelką cenę. Pasję, zamiłowanie, książkę czy osobę. I zazdroszczę, kiedy ktoś ma w życiu kogoś tak ważnego, że nie widzi swojego życia bez tej osoby.

  • Na obecną chwilę po przeczytaniu tego postu zazdroszczę osobom, którzy akceptują siebie, przede wszystkim swoje ciało, a potem charakter i reszta.

  • Agnieszka

    Od samego początku całej sprawy wyprawy ratunkowej na Nanga Parbat zastanawiałam się, czy zazdroszczę Elizabeth i Tomkowi takiej ogromnej dawki pasji, szaleństwa, samozaparcia i odwagi. Nadal tego nie wiem i nadal wynajduję coraz to nowe słowa na określenie tego, co zrobili, a co tyle ich kosztowało. Czytając Twój tekst także nie mogłam się uwolnić od przekonania, że czytam o nich.

  • pstra- matrona

    hej, wypowiem się tu bo poczułam się trochę wezwana tym co napisałaś. Mam te wszystkie 3 rzeczy, których zazdrościsz w nadmiarze (co nie znaczy, że mam posprzątane w domu, bo i tak zazwyczaj nie mam czasu bo punkt pierwszy) i napiszę czego ja zazdroszczę innym i co jest ściśle związane z tym co sama mam.

    Zazdroszczę umiejętności nawiązywania bliskich relacji. Bycie freakiem sprawia, że jestem duszą towarzystwa, mam mnóstwo znajomych, ludzie bardzo mnie lubią i chcą ze mną przebywać, bo jestem ciekawa, barwna i pozytywna, ale to nigdy nie są bliskie relacje. Jest jakaś bariera, której nie da się przekroczyć. Po pierwsze jestem bardzo intensywna i myślę, że po pewnym czasie przytłaczam większość ludzi, ludzie lubią mieć w życiu coś ciekawego i szalonego, ale nie cały czas, tylko czasami a potem wrócić do swojej spokojnej normalności, której ja w sobie nie mam ani trochę i nigdy nie będę mieć. To trochę jak z szamanem w wiosce- wszyscy go szanują i posyłają po niego gdy trzeba odprawić jakieś rytuały i przywołać duchy, ale kiedy już nie jest potrzebny lepiej żeby mieszkał daleko za wioską i nie ściągał na nią swoich dziwnych mocy. To ze strony innych, a z mojej własnej żyjąc tak bardzo swoją pasją jest mi bardzo ciężko mówić o czymkolwiek poza nią i mam oczywiście różne problemy i istotne dla mnie rozterki wewnętrzne, ale wiem, że kiedy opowiadam o jakimś naprawdę rozdzierającym mi serce problemie komuś z kim chciałabym być blisko to czuję, że ta osoba totalnie nie ma jak się do tego odnieść i jakkolwiek sobie tego wyobrazić. Za każdym razem, kiedy się tak otworzę dostaje komentarz typu: „Bardzo ci współczuje, nie wiem jak ci pomóc, nie rozumiem tego, to dziwne” i nie mam tego zupełnie za złe. Czuję się po prostu za duża, za intensywna, za dziwna i nie przystająca. I to skazuje na jakiś bardzo dziwny rodzaj samotności.

    Zazdroszczę ludziom, którzy nie doświadczyli w życiu tysiąca okropnych rzeczy, przemocy, gwałtu, napadu, głodu, poczucia bycia zgubionym w środku wielkiego nigdzie gdzie nikt cię nigdy nie znajdzie. I to się łączy z tą fantazją, tupetem i brakiem instynktu samozachowawczego. Robię takie rzeczy cały czas. Zawsze wsiadam z obcym mężczyzną do samochodu w Afryce, pozytywnie przyjmuję wszystkie zaproszenia do mieszkań, wszędzie i o każdej godzinie chodzę sama. Nie dlatego, że jestem idiotką i nie dlatego, że jeszcze nic złego mi się nie przytrafiło. Dlatego, że mam takie zasady i uważam, że wolę żyć w świecie gdzie ludzie są generalnie dobrzy i jest bezpiecznie i tylko raz na jakiś czas zdarzy się ktoś naprawdę podły kto mnie skrzywdzi niż jak bardzo wiele moich koleżanek żyć w świecie gdzie z każdego ciemnego zaułka może ktoś wyskoczyć z nożem, a każdy spotkany mężczyzna zapraszający do domu to gwałciciel. Jestem też pewnie uzależniona od ryzyka. To sprawia, że często ktoś bardzo mnie krzywdzi. I tak strasznie zazdroszczę tym wszystkim ludziom, którzy nie doświadczyli takich rzeczy i którzy nie boją się dotyku, mają życie seksualne i płaczą bo ktoś na nich nakrzyczał, albo wyrzucili ich z roboty. Przez to, że doświadczam często rzeczy skrajnych mam prze stymulowaną skalę emocji i naprawdę bardzo mało rzeczy mnie rusza, w sensie negatywnym. I to niby super, bo jestem zazwyczaj w pozytywnym stanie i ciężko mnie zasmucić, ale to jeszcze bardziej odcina mnie od ludzi i sprawia, że jestem papugą w złotej klatce.

    No i jedzenie i nie tycie- zawsze- to najfajniejszy skill na świecie.

  • Szaman Shamansky

    O, fajnie wiedzieć, że ktoś mi zazdrości aż tylu rzeczy 😀

  • Zazdroszczę ludziom, którzy wychowali się w naprawdę szczęśliwych domach. Jest w nich coś takiego, jakieś takie mam wrażenie, że są napełnieni miłością aż po czubek głowy i że dzięki temu tak łatwo przychodzi im to, co dla mnie jesto tak trudne. Po prostu lubią ludzi, przyciągają ich do siebie, czerpią radość z kontaktu z innymi. I w ich wykonaniu to jest takie proste i naturalne. Eh…

Loading..