Nie chcę być definiowalna

Czy słyszysz o sobie czasem opinie o sobie, które Cię zaskakują? Może nawet szokują? Nie chodzi mi o obgadanie za plecami przez dalszych czy bliższych znajomych czy krytykę zachowania. O nie. Chodzi o założenia odnośnie Twojej osoby oparte na zestawie stereotypów, przypuszczeń i tego jakie sprawiasz wrażenie. 

Na studiach z jakiegoś powodu uważano mnie za Francuzkę. Podobno była to kwestia akcentu. Było to tak nagminne i irracjonalne (kiedyś zapytano mnie o to na zajęciach z…francuskiego!), że zrobiłam sobie bluzę z napisem ‘NOT FRENCH’. W poprzedniej pracy regularnie trafiałam na sytuacje typu “nie zaznaczyłaś, że na kolacji masz jakieś wymagania dietetyczne, a przecież nie jesz mięsa” albo, co już zupełnie koszmarne – “pewnie nie będziesz chciała tych darmowych kanapek, bo one są z szynką, a ty jesteś wegetarianką”. Nie omieszkałam zapytać co w moim zachowaniu świadczy o wegetarianizmie i odpowiedź była przynajmniej frapująca. “Jesteś modna”. 

Ostatnio natomiast dziewczyna z pracy szła na koncert znajomego. W pewien pokrętny sposób jakby mnie zaprosiła, ale stwierdziła zaraz, że z pewnością nie słucham takiej muzyki. Muzyką okazał się umiarkowanie ciężki metal. Jakiej muzyki według niej słucham? Mozarta, bo mam takie ZWIEWNE SUKIENKI. 

Piętnaście lat temu lęk przed brakiem rozpoznania, że słucham metalu, zwłaszcza przez innych metalowców, był dla mnie czymś zupełnie realnym. Dlatego nosiłam glany niezależnie od temperatury. Po tym jak rzucił mnie chłopak z włosami dłuższymi od moich miałam poważne opory żeby zacząć umawiać się z chłopakiem, który miał włosy bardzo porządnie ostrzyżone i nosił kolorowe T-shirty. Całe szczęście JAKOŚ SIĘ ZMUSIŁAM, dzięki czemu mam teraz męża (bez włosów, więc i bez dalszych dylematów).

Jako młode osoby mamy potrzebę przynależności do grupy, bycia łatwo rozpoznanymi ze względu na to jakiej muzyki słuchamy i co nas interesuje. Chcemy otaczać się osobami takimi jak my. Obszywamy plecaki naszywkami, nosimy glany w upały, zakładamy koszulki, żeby było wiadomo kim jesteśmy. Albo gardzimy glanami, nosząc adidasy, vansy czy jakiekolwiek inne buty i próbując wykreować zupełnie inny wizerunek. To jest fajna część młodości. Nawet gdy z tyłu głowy pojawia się czasem myśl czy jest się wystarczająco TRU. Nawet jak chciałoby się założyć sandały.

Jako osoba dorosła całkiem lubię to, że każdy człowiek jest potencjalnym jajkiem niespodzianką. Że ta starsza pani w koszulce Gry o Tron może być wielką fanką, ale mogła też nie widzieć żadnego odcinka. Że wytapirowana laseczka na szpileczkach w szpitalu okazuje się moją lekarką, bardzo przyjemną i profesjonalną. Że wytatuowany koleżka może być bankierem albo didżejem, policjantem albo muzykiem albo dentystą. Wcale nie chcę mieć już znajomych takich samych jak ja, a za atrakcyjnych na ulicy uważam zarówno koleżków pod krawatem jak i tych w sandałach, z koralikami na szyi. 

W obecnej erze algorytmów, które mają dobrać do naszych zainteresowań treści, które będą nas angażować i reklamy, które zachęcą nas do zakupów, lubię niespodzianki. I nie czuję wstydu, że niektóre utwory Taylor Swift czy Dua Lipy podobają mi się tak samo jak Iron Maiden. Że jednego dnia lubię suknie w kwiaty zamiatające chodniki, a drugiego bluzę i adidasy. Kiedyś niespójność wprowadzała mnie w zakłopotanie, że nie jestem tak naprawdę nikim. Chciałam być jak ta czy inna osoba, bo one były takie spójne. Obecnie uwielbiam chaotyczność swoich preferencji. 

Kiedy Netflix w filmach, które na pewno mi się spodobają, poleca film z aktorem, którego nie cierpię lub z gatunku, którego nigdy nie oglądam, czuję chwilową irytację – przecież masz mnie zabawiać A NIC O MNIE NIE WIESZ, SERIO POLECASZ BENA STILLERA?! Ale po chwili mija. Niech myśli, że lubię Stillera. Niech myślą, że słucham Mozarta i jestem wegetarianką. Zupełnie nie zorientują się, kiedy wprowadzę w życie swoje niecne plany kontroli nad światem…

  • Paulina Antoniak

    Słyszę nadal. Zdarzało mi się słyszeć w przeszłości. I dziwię się. Niejednokrotnie. Mogę nieco uszczknąć z Twojej mądrości? Bo, niestety do tej pory, zdarza mi się przejmować swoją niespójnością i chaotycznością. Świetny tekst.

  • nolmeh

    Na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni usłyszałam, że wyglądam na skrajnie nieszkodliwą osobę, co to by muchy nie skrzywdziła, jak i że z moim wyglądem/stylem mogłabym łatwo uchodzić za nazistę. To drugie co prawda półżartem, ale WCIĄŻ

  • A ja jestem stereotypowa i ciągle słyszę, że pewnie jestem lesbijką. Krótkowłosa dziewczyna z dużego miasta, lubiąca charakterystyczne, dość męskie ciuchy, wegetarianka, jeżdżąca na hulajnodze i studiująca humanistykę – do tego bez faceta – specjalnie nie poszłam na jogę, żeby tego obrazu nie uzupełniać 😛 Wiem, że jestem stereotypowa. Jako młodsze dziecko byłam stereotypowym metalem i trochę tęsknię za prostotą świata, w którym glany decydowały o wszystkim. Poza tym glany nadal uważam za najpiękniejsze buty na świecie, tak samo jak trampki, które zostały mi po etapie grunge. Dzisiaj ludzie są bardziej skomplikowani, zawsze zaskakuje mnie, gdy elfia koleżanka z ławki okazuje się fanką fantastyki, ta nieśmiała robi fajne cosplay’e a poważna doktorantka jest miłośniczką black metalu. Zasadniczą wadą jest to, że nigdy nie wiem, kogo warto zaprosić na planszówki, a kogo nie, i kogo z roku pytać, czy będzie na konwencie. To straszne, ile ciekawych osób przechodzi mi koło nosa, nosząc nudne ciuchy i udając, że interesują ich wyłącznie studia i poziom trudności testu u doktora od pozytywizmu.

    • Shakuahi

      „Zasadniczą wadą jest to, że nigdy nie wiem, kogo warto zaprosić na planszówki, a kogo nie, i kogo z roku pytać, czy będzie na konwencie” – KAŻDEGO. 😉 Zawsze warto próbować nowych rzeczy, w ten sposób poznajemy siebie i poszerzamy horyzonty, kolegów i koleżanki też warto do tego zachęcać. 😉

  • Od dawna powtarzam, że zwykli, neuroptypowi (nieautystyczni) ludzie żyją w świecie urojeń na temat innych ludzi. Kiedyś uchodziłam za feministkę, bo lubiłam płacić za siebie. Kiedy poglądy na rodzinę mam raczej tradycyjne, chociaż znów, nie jestem katoliczką i nie mam nic wspólnego z religią, nawet nie mam ślubu posiadając dziecko (hurr durr), a pomimo tego jestem zdeklarowaną przeciwniczką aborcji na życzenie, jako hasła wybitnie szkdodliwego. Myślę, że wiele osób ma na mój temat bardzo złe zdanie, innym po prostu się coś wydaje. No to proszę bardzo, niech im się wydaje, skoro nie potrafią inaczej. Kiedy byłam dzieckiem, każda dorosła osoba mówiła mi, że nie powinnam przejmować się, co mówią i myślą na mój temat inni ludzie. Rzeczywiście z czasem przestałam. Jeśli ich wyobrażenia na mój temat są błędne, trudno, to ich problem a nie mój. Myślę, że może za mało osób powiedziało Ci, że nie powinnaś się przejmować ani myśleć nad tym, za kogo uważają Cię inni, bo to bezcelowe. 🙂

  • Apluzyna

    Skąd ja to znam. Wegetarianka a taka gruba? Przecież opychanie się jedzeniem jest jedyną przyczyną otyłości.
    Taka wysoka, to pewnie silna, więc da sobie radę, nawet jeżeli ją bardzo skrzywdzę. Mam 32 lata i jestem singlem, pewnie jestem lesbijką. Nie mam dzieci w tym wieku – na pewno nie chcę, w myślach wyzywam ich od bachorów, a tak naprawdę zmagam się z ogromnym problemem zdrowotnym.

    Genialny tekst. Jakbyś ubrała moje myśli w słowa.

    PS. Też ganiałam w glanach przez cały rok, bo chciałam wyrazić siebie, żeby broń Boże nikt nie pomyślał, że słucham czegoś innego.

  • Doskonale znam twoje upodobanie do chaotyczności i zmian, nie jestem jednak pewien skąd się ono bierze. Po prostu jednego dnia neurony mówią mi: „dziś zrobisz sobie czerwone włosy”, no i ja je sobie robię (zostały im jeszcze dwa zmycia życia). W moim przypadku to chyba patologiczna chęć przyciągania spojrzeń, a może coś innego, czego jeszcze nie odkryłem 🙂 Niemniej to bardzo irytujące, kiedy jest się definiowanym na podstawie kilku przesłanek, chociaż pozostawia to duże pole do zaskoczenia. Tylko kogo i po co zaskakiwać? 🙂

    • Upodobanie do chaotyczności to chyba kwestia temperamentu, czegoś wrodzonego. Gdy nie ma się już tych lęków/potrzeb młodości, potrzeby wpasowania się w grupę rówieśników, do głosu wraz ze wzrostem pewności siebie dochodzi to banalne „nasze prawdziwe ja” xD (tak chyba u Rien jest). Są ludzie ceniący spokój, jaki niesie spójność (wizerunkowa, wewnętrzna itp.), a są tacy, którzy najlepiej funkcjonują w chaosie (w ich szafach i biurkach też zwykle chaos :D) A Ty może lubisz wywoływać w innych emocje, tak po prostu, cieszysz się tą umiejętnością 🙂

      • Mnie fascynuje jeszcze to, że ludzie dzielą się na tych, którzy w młodości potrzebują dopasować się do jakiejś grupy i na takich, którzy robią wszystko na przekór, a jak już ktoś ma się dopasowywać to inni do nich. Lubię takie osoby, chociaż wydaje mi się, że są trudne w zrozumieniu i oswojeniu (jak powiedziałby Książę).
        Może chodzić i o to! 🙂 Dzięki za odpowiedź.

  • „Wywyższa się, zarozumiała, nie chce ze mną rozmawiać” – gdy byłam chorobliwie nieśmiała i tylko marzyłam, by ludzie sami do mnie zagadywali 😀 Niby klasyk klasyków, ale dla 16-letniej wtedy mnie to był szok.
    „Wyglądasz na osobę popierającą prawicę” – gdy byłam mega lewaczką xD (może dlatego, że mam „grzeczny i spokojny” wygląd?)

  • Justyna Aneta Rutkowska

    Zrobienie bluzy „Not french” jest czymś co sama bym zrobiła. Uwielbiam ten post, bo mogę się do niego spokojnie odnieść do swoich sytuacji życiowych. Też słucham metalu, też nie jem mięsa i też uwielbiam te „zwiewne sukienki”. Bardzo lekki, świetny post, po prostu brakowało mi tego 🙂

    Blog modowy – sukienkiinietylko.pl

  • Magda

    Też nie znoszę Bena Stillera 😀

Loading..