• w styl
  • w dniu

10 myśli o labiryncie życia jakim jest Ikea

Katalog Ikei to podobno publikacja z największym nakładem na świecie. Większym niż Biblia. Jeśli Beatlesi byli bardziej znani od Chrystusa, to Ikea jest na pewno bardziej znana od Beatlesów. Dzisiejszy wpis nie jest tekstem reklamowym, nie współpracuję z marką. Wręcz przeciwnie, całkiem sporo u nich wydaję. Ten wpis jest małym wyrazem uznania dla marki i dla miejsca, które nie straciło dla mnie na uroku i aktualności od wczesnych lat dziewięćdziesiątych, kiedy otworzono pierwszą Ikeę w Gdańsku. 

 

 

Ikea to jest stan ducha. Można jechać na zakupy, ale może jechać…pobyć w Ikei. Bo jest tam miło. Pamiętam jak kilkanaście lat temu jeździłyśmy z mamą do Ikei po nic, tylko dlatego, żeby sobie popatrzeć i zjeść łososia. To był naprawdę quality time, bez pośpiechu, bez potrzeby odhaczania listy potrzebnych rzeczy do kupienia, pełen heheszków. Niektóre pozostały z nami do dziś, jak ten przypadek gdy jakaś para oglądała filiżanki i dziewczyna stwierdziła opryskliwie “patrz jakie gówniane”, po czym odeszła z fochem. Z fochem na filiżanki! Dość powiedzieć, że była to najlepsza reklama, od razu chciałyśmy je zobaczyć i na dodatek je kupiłyśmy. Mam je do dzisiaj

Ja wiem, że dla osób, które NAPRAWDĘ urządzają wnętrza, Ikea to obciach i banał. Sami nie urządzamy wnętrz naprawdę, tylko na własne potrzeby i możliwość znalezienia w jednym miejscu wszystkiego, żeby do siebie pasowało, żeby się nam podobało i jeszcze żeby było nas stać na to wszystko czego chcemy i potrzebujemy to jest wielka wygrana. W świecie zewnętrznym, poza Ikeą, nie jest to łatwe. Mamy od dłuższego czasu fantazję na zakup wielkiego kufra-antyku. Naprawdę wielkiego i naprawdę antyku. To piękna fantazja, ale nawet przy dopuszczeniu niemałego budżetu, po czterech wypadach w poszukiwaniu kufra, wciąż go nie znaleźliśmy poza internetem (nie zdecydowaliśmy się jeszcze, bo są daleko, np. w Walii, przy takim wydatku wolałabym zobaczyć go na żywo). Tym bardziej doceniam Ikeę. 

 

 

Nie ma takiej ilości owczych skór, przy której można powiedzieć “mam ich już wystarczająco dużo”. 

 

 

Pojechanie do Ikei i ominięcie restauracji jest zupełnie bezsensowne, nielogiczne i bez serca. 

 

 

Z fotelami jest jak z mężczyznami. Marzysz o jednym od dawien dawna, bo kochają go wszyscy, a potem okazuje się, że całkiem inny pasuje lepiej do Ciebie, Twoich potrzeb i stylu życia. 

 

 

Czasami najlepszą decyzją jest nie kupić żadnego fotela, ani nie być w danym momencie z żadnym mężczyzną. Tylko ty i kanapa. Kiedy poczujesz, że to odpowiedni moment, przyjdzie czas i na fotel. Dlatego, że go chcesz, nie dlatego, że musisz wybrać teraz i zaraz. 

 

 

Jest coś smutnego w tym, kiedy pół mieszkania masz w kolekcji Hemnes, ale pamiętasz też nazwę stołu Lisabo, regałów Billy i krzesła Ekenaset, nie wspominając o owczej skórze Ludde. Pewnie również wielu innych. Zarazem jest to śmieszne, kiedy rozumiesz Deadpoolowy żart o najgorszych komodach. Superbohater, który w filmie żartuje z mebli z Ikei –  jeśli to nie oznacza, że sklep jest kultowy, to nie wiem co to znaczy być kultowym. 

 

 

Jestem w związku, w którym udaje nam się przejść przez większość Ikei bez wielkich sporów. WIĘKSZOŚĆ, nie przez cały sklep. Focha dostaję zwykle w okolicy owczych skór (mąż sugeruje, że możemy kupić jeszcze jedną, ale mi szkoda pieniędzy, ale ją chcę, ale szkoda, ale sobie sama nie pozwalam, więc foch na świat), apogeum następuje wśród szkła (tak, będę pić wodę z owocami ze szklanej butelki, skoro mówię o tym od kilku lat, nie piję bo nie mam butelki!) lub ramek (tak, potrzebuję ramek ZANIM kupię obrazki). Ale to drobiazgi. Ważne, żeby zgadzać się przy łóżkach, stołach, kanapach i fotelach. 

 

 

Kiedy myślisz, że jesteś w miejscu, gdzie niczym w Disneylandzie spełniają się marzenia, zaczynasz w końcu dostrzegać, że właściwie po prostu jesteś w Disneylandzie. Ta karuzela nie działa, tam odłazi farba i właściwie nie wiesz czego chcesz. Tak naprawę mnóstwo rzeczy wygląda ładnie tylko dlatego, że jest ich bardzo dużo, nie możesz znaleźć żadnej przyzwoitej doniczki i wiele rzeczy przy bliższym obejrzeniu bynajmniej nie zachwyca. Od miesięcy nie potrafię kupić nowej narzuty na łóżko, bo przy bliższych oględzinach żadna nie jest ładna. Przypominam sobie jednak życiową mądrość króla Juliana, która zawsze ratuje mnie w podobnych sytuacjach: „Teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu.”

 

 

Ikea jest jak krąg życia. Kiedyś największą ekscytację budził we mnie dział z zabawkami. Na pewno podczas pierwszych wizyt. Podczas ostatniej, najwięcej nadenerwowałam się na tym samym dziale, nie mogąc zdecydować się na to jaki przewijak będzie nam potrzebny. Dalej nie mam pojęcia, ale w całej sytuacji jest coś lekko wzruszającego. 

 

  • Jeśli uszak miał być fotelem do karmienia to po pierwsze odradzam bo nie jest wcale wygodny na dłuższą metę a po drugie odradzam kupowanie takiego sprzętu przed powiciem gdzyz może się okazać, że wasz elf jada jedynie na leżąco, podobnie jak nasz i wtedy leżąc na wyrku z latoroślą kątem oka zaledwie fotel dostrzeżesz. Powodzenia !

  • A mnie Ikea stresuje. Serio, zawsze się gubię, wszędzie są jakieś rodzinne wycieczki, wrzeszczące bachory i prababcie kłócące się z młodymi małżeństwami o kolor zasłon. Chodzenie do Ikei to jskiś sport rodzinny, będąc studentem bez rodziny i bez pieniędzy czuję się nieswojo.
    A ostatnio misłam test na dorosłość – samodzielne złożenie trzyelementowego stojaka na papiery – zakończone wynikiem 1:0 dla Ikei. Za dużo stresu…

    • Trochę wprawy i będzie dobrze. Jeszcze wystartujesz w mistrzostwach ikei w składaniu mebli na czas (serio, coś takiego istnieje :D)

  • Ojej, ja też lubię Ikeę. Czekam aż nasza przeprowadzka na dobre dojrzeje do fazy Ikei. Na razie mogłabym napisać tekst „wizyty w Leroy jako metafora piekła”

    • Shakuahi

      Całkiem niedawno ukończyłam ten etap, tylko u mnie metaforą piekła stała się Castorama.
      Etap Ikei podtrzymywał mnie w chwilach remontowego zwątpienia. Obecnie trzeci tydzień wybieram sofę i zaczynam i to przeklinać. 😉

  • Słyszałam ostatnio o przypadku wyroku sądowego dla mężczyzny, który poprzeklejał strzałki w Ikei tak, że stworzył się labirynt bez wyjścia. Nie wiem, czy to prawda, ale sounds like fun 😀

  • Joanna Łuszczyk

    Dobrze, że Ikea jeszcze przede mną, bo dopiero czeka mnie i męża przeprowadzka do mieszkania (kiedy już je kupimy). Aczkolwiek na początku pewnie i tak będziemy zbierać graty skąd się da, zanim wszystko urządzimy po swojemu 😛

    • Michalina

      Zawsze można oszukać system tak jak my – kupić używane graty z Ikei za jedną trzecią ceny.

      • Joanna Łuszczyk

        O, o tym nie pomyślałam. Genialne! 😁

  • Ach te wakacje w Gdańsku za czasów nastoletnich i odkrycie Ikei – wow, osobny autobus tam zawozi ludzi, można tam zjeść ciasto!!, jak tam jest fajnie! 😀 Teraz niby nie jaram się, ale np. regał Billy dumnie trzyma książki, a mnie zachwycają pluszowe warzywa i owoce-super do pracy z małymi dziećmi.

  • Karina M-S

    Polecam pluszowego rekina – idealna podusia. Nocami w łóżku tylko ja, mąż i wojna o rekina.

  • aHa

    Materace! Dział z materacami w Ikei pełen turlających się po nich ludzi jest jak wyjęty z jakiegoś surrealistycznego snu (ewentualnie filmu o szpitalu psychiatrycznym).

Loading..