Czy analizowanie siebie jest dobre? 

Pytanie padło podczas jednego z instagramowych live’ów. A może podczas instagramowej sesji pytań? Mam wrażenie, że nie padło raz. W piśmie i na żywo powraca jak bumerang. Czy nie uważam może, że należy po prostu żyć? Za dużo tego analizowania? Czy na pewno potrzeba tych wszystkich terapii? Tyle myślenia i grzebania? “Zdrowy organizm żyje i działa. Dopiero chory zastanawia się nad sobą”. Czyż nie? 

A właśnie, że nie. To podejście nie mieści się już w głowie. Jakby myślenie nad tym co się czuje i rozkładanie tego na czynniki pierwsze było jakimś obciachem i wstydem. Obciachem i wstydem, a na pewno zjawiskiem niebezpiecznym, jest już raczej unikanie autorefleksji, niż dążenie do zrozumienia mechanizmów. Jeśli nie wiem jak działa jakikolwiek sprzęt, szukam do niego instrukcji. A człowiek jest ważniejszy niż sprzęt. Ważniejszy niż stacja kosmiczna albo zderzacz hadronów. Przynajmniej w moim idealistycznym świecie, bo z pewnością znalazłby się ktoś, kto dla kosmosu czy hadronów poświęciłby tłumy. Analizowanie siebie jest bardzo dobre, wręcz wspaniałe. Ba, analizowanie siebie to niezbędna życiowa umiejętność. Chciałabym ją widzieć często w przestrzeni publicznej, przynajmniej tak często jak analizowanie i rozkładanie na czynniki pierwsze innych. Jest to egocentryzm, ale jak być zdrową jednostką bez odpowiedniej dozy egocentryzmu?

 

Analizowanie siebie rozwiązuje mnóstwo problemów 

 

Dzięki temu udaje mi się egzystować. Często nawet szczęśliwie. Może ostatnimi czasy nie udawało mi się to zbyt dobrze o 3 rano, kiedy od dwóch godzin próbowałam ułożyć dziecko do snu, po policzkach leciały mi łzy, na usta cisnęły się brzydkie słowa, a fizyczny ból nie odpuszczał. Ale w końcu się udało. Przez ostatnie dni bywałam psychicznie i fizycznie w rejonach, przy których wcześniejsze doświadczenia depresji wydawały mi się przyjemnością. Moja świadomość zahaczała o stany , w których samounicestwienie wydawało się jakimś wyjściem. I można pójść tym tropem, załamać się i poddać. Można też stanąć z boku i przeanalizować. 

Dzięki analizie okazuje się, że nie ma dramatu. Jest zmiana, strach i zmęczenie. Jest potrzeba pokonania bólu i usłyszenia, że nie jestem sama. Że sobie radzę. Problem rozłożony na małe kawałeczki da się łatwiej pokonać. Czasem nie jest nawet problemem, tylko zagmatwanym kłębkiem uczuć. 

Wiele problemów jest tylko w naszej głowie. Nie znaczy to, że są nieważne. W ogóle nie chodzi o to, żeby “wziąć się w garść” i przestać o nich myśleć. Wręcz przeciwnie, dobrze pomyśleć o nich jeszcze intensywniej, ale od innej strony. Wielu osobom przydałoby się trochę refleksji nad tym dlaczego zachowują się w taki, a nie inny sposób i jak reagują na innych. Wielu osobom przydałby się ktoś, kto im to zasugeruje i ich do tego popchnie. Posiadanie wokół siebie takich osób jest niezwykle istotne. 

Spojrzenie na siebie z boku pozwala nie tylko ratować się z kryzysów. Na co dzień pozwala zmienić się na lepsze. Pytanie “czy jestem taką postacią, którą chcę być” pozwoliło mi zwalczyć zachowania, które mnie niszczyły i których w sobie nie znosiłam. Uporać się z zazdrością, zgorzknieniem, złośliwością. Zaczęłam być o wiele milsza dla innych, bo chcę, żeby było im ze mną dobrze. Mam bardzo konkretne przykłady. Zauważyłam, że często znajdowałam w życiu “kozła ofiarnego” wśród współpracowników czy znajomych. Wszystko co robiła ta osoba było złe, irytowało mnie każde słowo. Zwykle dlatego, że zrobiła raz coś, co mi się nie spodobało i kładło się to cieniem na całą resztę relacji. Jednak fakt, że czułam agresję wynikał ze mnie, nie z niej. Ten moment, kiedy przestajesz czuć agresję? To wspaniały moment. 

Przerażają mnie osoby, które uważają się za skończone, idealne, zamknięte byty, niewymagające żadnych zmian. Przerażają mnie osoby, które są niezłomnie pewne swego i nie kwestionują swoich racji. To tych osób można się bać, nie tych, które grzebią w swoich uczuciach. 

  • ja mam wrażenie, że analizuję i racjonalizuję siebie coraz częściej, a co za tym idzie – poznaję siebie i rozumiem coraz lepiej. no, z tym rozumieniem to daleka droga, ale sama staję sobie bliższa. trzeba ze sobą rozmawiać i dziwię się, że ludzie tego nie robią tylko opierają się na innych.

  • Ostatnio miałam podobną refleksje gdy zobaczyłam w kilku miejscach pogardę z tego, że ktoś chce poznać i zrozumieć siebie. Żarty i wywyższanie się z tego, że chce się czy uważa się, że każdy powinen znać siebie, rozwijać się, rozumieć i mówić o tym.
    I przyszło mi do głowy,że może beka z takiej rzeczy i jej potrzeby to naprawdę krzyk przerażenia żeby tylko nie stanąc twarzą w twarz ze sobą i zobaczyć że nie się pięknych i bogatych szat bo się dużo książek przeczytało; tylko jest się nagim z wiedzy o własnym człowieku.

  • Ewelina

    Dziękuję Ci za ten tekst. Napisałaś właśnie to, co potrzebowałam przeczytac. Dodało mi to bardzo dużo otuchy w nie najłatwiejszym okresie. Uświadomiłaś mi tez, że ostatnio przestałam analizować z boku na trzezno, a skupiałam się tylko na przytłaczającym emocjach i wyolbrzymiałam pewne rzeczy. Dziękuję i życzę samych dni z tej lepszej kategorii, gdzie daje się radę i jest jako znośnie i lżej

  • Ewelina

    Dziękuję Ci za ten tekst. Napisałaś właśnie to, co potrzebowałam przeczytac. Dodało mi to bardzo dużo otuchy w nie najłatwiejszym okresie. Uświadomiłaś mi tez, że ostatnio przestałam analizować z boku na trzezno, a skupiałam się tylko na przytłaczającym emocjach i wyolbrzymiałam pewne rzeczy. Dziękuję i życzę samych dni z tej lepszej kategorii, gdzie daje się radę i jest jako znośnie i lżej.

  • Ostatni akapit tak bardzo! I tak bardzo się takich osób boję. A jednocześnie dbam o to z całych sił, by taką osobą się nie stać.

  • Olgeue

    Myślę, że autorefleksja przydałaby się każdemu w społeczeństwie, najlepiej sesja z psychoanalitykiem co jakiś czas. Zatrzymanie się i spojrzenie z boku na swoje czyny i przekonania. Czemu urywam ciemną końcówkę banana? Czemu warczę na wszystkich dookoła? Czemu codziennie piję i odpycham od siebie wszystkich, przy czym twierdzę, że ze mną wszystko ok? Każdy powinien mieć kogoś obok, kto skłania do myślenia o sobie. Ja na szczęście mam. Uważam to za najlepsze, co mi się przydarzyło, choć początki były niesamowicie bolesne dla obu stron 🙂

Loading..