Na co jest czas kiedy urodzi się dziecko

Kiedy nie byłam jeszcze matką, obiecałam sobie, że zrobię kiedyś wpis o tym na co jest, a na co nie ma czasu, kiedy już ma się dziecko. Od serca, szczerze. Dla tych osób, które nie lubią czytać “jak będziesz mieć dziecko, to zobaczysz”. Na pohybel wszystkim, którzy twierdzili, że nie da się oglądać serialu, czytać książek, być na bieżąco z wiadomościami, zrobić paznokci. Bo mnie się wydawało, że jest czas na wszystko i jest to w gestii każdej osoby, jak się z tym czasem obchodzi. Obiecałam sobie, że wszystkim tym, którzy nie mają pojęcia, bo nie mają dzieci, tym wszystkim bezdzietnym lambadziarom, napiszę jak to jest. Żeby mieli pojęcie. 

Tak więc dokonało się i jestem po drugiej stronie. Oto teraz mam dziecko, od rana do nocy, więc już wiem. Jestem częścią klubu i mogę się wypowiedzieć. 

 

Czy miałam rację w kwestii czasu? 

 

Tak i nie. Jest czas na dużo rzeczy. Problem w tym, że nie wiadomo kiedy będzie ten czas i w jakich interwałach. Jeśli zatem nadarza się chwila, która sprawia wrażenie wolnej od potrzeby bycia do dyspozycji małego tyraniątka miłości, warto od razu zabrać się za robienie tego wszystkiego, co ma się potrzebę czy ochotę zrobić. To niezły sposób na pokonanie prokrastynacji – zrób coś teraz, albo potencjalnie nigdy. 

Kilka dni temu dziecko przespało większość dnia w kilku konfiguracjach, z przewagą pozycji w chuście na piersi ojca oraz pod kocykiem na naszym łóżku. Ogólnie ujmując – wszędzie poza swoim koszykiem. W ten dzień miałam czas posprzątać łazienkę, wyrzucić wszystkie stare kosmetyki, poukładać te co pozostały na półkach, zrobić pranie i pomalować paznokcie. Mogłabym napisać tekst, ale nie miałam pomysłu, więc nie napisałam. 

Następnego dnia dziecko prawie nie spało, co ciągnęło się aż do północy i było połączone z łącznym czasem pięciu godzin przy piersi. Nie miałam czasu absolutnie na nic. Poza filmem. Podczas karmienia da się oglądać film. Albo serial. Albo czytać. Albo dodawać zdjęcia na instagramie. Jeśli karmienie trwa dziennie do pięciu godzin (zwykle nie, ale raz na jakiś czas się zdarzy), to wręcz trzeba coś robić, żeby nie zwariować. 

Pamiętam jak dziś matkę piszącą u Zwierza Popkulturalnego, że nie ma czasu na seriale bo ma dzidzię. Jeśli pisała to w internecie to rzeczywiście, mogła nie mieć czasu. Social media to zdradziecka bestia, bo siądziesz na chwilę i po godzinie orientujesz się, że koniec drzemki i koniec jakiegokolwiek czasu na co innego poza tulaniem. I karmieniem. I tulaniem. I uspokajaniem. I karmieniem. I tak dalej. Social media staram się zatem ograniczać do momentów, kiedy robię też coś innego. Staram się, co nie znaczy, że zawsze się udaje. Żeby było zabawniej, właśnie w internecie znalazłam tekst o najgorszych sposobach krzywdzenia dziecka i korzystanie z social mediów przy okazji na przykład karmienia były bardzo ważnym punktem. Bo podczas karmienia trzeba patrzeć dziecku w oczy z miłością. Byłam już gotowa uznać, że jestem najgorszą matką świata i zrezygnować z  internetów do momentu pójścia dziecka na studia, ale wtedy coś zauważyłam. Moje dziecko podczas karmienia większość czasu ma zamknięte oczy. 

Zdecydowanie jest czas na spacery, kawy, herbaty, naleśniki, ciastka, zakupy, więcej spacerów, kolejne spacery. I jeszcze na spacery. Posiłki niestety często trzeba jeść jedną ręką. Są dni, kiedy od 10 do 12 jestem na zajęciach dla dzieci, a od 12 do 16 bujam się po dzielni z innymi matkami. Właściwie im więcej się bujam, tym więcej czasu mam potem w domu, bo przewietrzone dziecko dosypia po powrocie. Chyba, że nie dosypia. Jest jednak większa szansa na spanie niż jeśli będzie się cały dzień w domu. Wtedy nie ma czasu na nic. 

Zamieściłam na fanpage’u wpis, w którym zastanawiałam się co robić jak dziecko śpi. Pojawiło się sporo osób głoszących, że należy spać. Ten problem szczęśliwie mnie nie dotyczy, ponieważ noce mam stosunkowo spokojne. Zdarzają się takie z sześcioma godzinami nieprzerwanego snu na zmianę z takimi, kiedy wstaję co dwie godziny. Nie jest to wielki problem, bo nawet z przerwami śpię przyzwoicie. Jeśli ma się takie noce, automatycznie jest więcej czasu na wszystko inne. Wiem, że wiele osób nie doświadcza luksusu snu, ale ja nie mam na przykład w okolicy luksusu rodziny do pomocy i tak dalej. W dzień chcę żyć, nie spać. 

Oczywistą oczywistością jest to, że w internecie zawsze znajdzie się ktoś, kto żyje bardziej, lepiej i prawdziwiej niż Ty. Ironicznie i nieironicznie, niektórzy lubią być ofiarami, inni naprawdę mają ciężej. Nie uzurpuję sobie pozycji do mówienia jak kto ma żyć. Koniec końców, przekonasz się jak to jest jak już będziesz mieć dziecko. I swoje sposoby na ułożenie sobie z nim życia. 

Ja mam czas na serial. 

PS Naprawdę chciałabym pisać o czymkolwiek innym. Staram się. Słabo idzie. 

  • Ola

    Och! ile ja seriali obejrzałam podczas karmienia! Np. wszystkie sezony Gilmore Girls. Zaliczyłam też bardzo dużo poziomów w Angry Birds oraz przygotowałam się do egzaminu radcowskiego. Także zawsze powtarzam, że właśnie gdy się karmi piersią ma się najwięcej czasu dla siebie. Także może ta mama, która pisała o dzidzi miała na myśli już większe dziecko? Bo niestety jak już dziecko zacznie się poruszać, nawet na czworakach, to czas na seriale topnieje. Dzieciaki zaraz zauważą, że gdzieś miga ekran i się zagapiają. Ale w tym czasie oglądałam seriale, kiedy Młoda drzemała. Ona akurat od zawsze kiepsko sypiała, więc bardzo często musiałam przez całą jej drzemkę być blisko i ją przytulać. Wtedy zbawieniem okazał się Netflix na telefonie:) Z wyłączonym dźwiękiem i napisami obejrzałam na drzemkach chyba pół sezonu Doktora Who;)

    • I nie patrzyłaś w oczy!

      • Ola

        Nie patrzyłam a dziecko i tak mnie kocha – gdzie popełniłam błąd?😉 A tak na serio to nie wiem kto wymyślił tą gadkę o patrzeniu w oczy. Raz że dzidziuś zazwyczaj właśnie ma zamknięte oczy a dwa że w tej klasycznej pozycji to przy karmieniu dziecko raczej ma skierowane oczy na nasz tors. Więc chyba żeby spojrzeć na mamę z miłością musiałoby jej wykręcić sutka – czego nikt by nie chciał.

      • Sylwia Jaworska

        Ja mojej małej nie patrzyłam w oczy bo gdy tylko nawiązałyśmy kontakt wzrokowy zaczynała się do mnie śmiać. Nie dość, że karmienie się przez to wydłużało, to jeszcze nieraz zdarzyło jej się zadławić mlekiem. Za to mocne przytulenie i mizianie rekompensowało ten okropny brak czułości w postaci nie patrzenia w oczy;)

    • Jana

      To prawda, wczesne niemowlęctwo to paradoksalnie był czas największej swobody- tzn dziecko można było zabrać wszędzie, spało gdziekolwiek, byle w chuście czy na rękach, nawet kino wchodziło w grę (jakiś spokojny film, kino studyjne).
      Mnóstwo wtedy czytałam, ale głównie relaksacyjnie, przerywane noce jednak dawały w kość…

  • elaJF

    Coś o czym ja nie wiedziałam, jak młoda mama, a nie wiadomo skąd wszystkie inne kobiety wiedziały, a co bardzo ułatwia życie- to wprowadzanie rytuałów, czyli przejścia od obsługi all inclusive do organizatora czasu. Czyli wstsjemy o konkretnej porze, o konretnej idziemy na spacer, o konkretnej kładziemy spac, o konkretnej kąpiemy. I tu było wielkie wow,że ten mały dyktator w ciągu tygodnia pojmuje o co chodzi i zaczyna się stosować (nie w 100% oczywiście) i zdecydowanie mozna sobie już wtedy pewne rzeczy zaplanować i odzyskuje się część swojego życia sprzed urodzenia dziecka.

    • Trzeba jeszcze lubić taką organizację, ja nie do końca lubię. Na razie chodzimy spać o konkretnej porze, potem się zobaczy.

  • Znalazłam kiedyś porównanie, że rzeczywistość przed i po dziecku jest jak porównanie seksu tantrycznego z szybkim numerkiem w windzie. I coś w tym jest. Na pewno pojawienie się „dzidzi” nie oznacza kompletnego końca rozrywek. Po prostu trzeba wyszarpywać czas na nie i łapać chwile, nawet jeśli nie są do końca idealne 😉

    Patrzenie w oczy przy karmieniu to w moim przypadku jakoś tak koło roku dopiero. Wtedy było uszczęśliwione spojrzenie „nareszcie jesteś!”, a nie odpływanie w sen w ciągu minuty albo jakieś dzikie wrzaski, wicie się i plucie piersią.

    W sumie trochę zazdroszczę osobom, które mają takie doświadczenia z początków karmienia – może by mnie mniej wkurzało, gdyby bardziej przypominało chwile z reklamy 😀

    Ale obejrzałam 2 sezony „Gossip Girl” tuż po porodzie, kiedy dziecko na mnie spało. A ostatnio zaliczyłam pierwszy binge watching. Przy prasowaniu co prawda, ale połączyłam przyjemne z pożytecznym 😉

  • Karola

    o. A na takie zajęcia warto z takim maluszkiem? Bo ja ciągle się waham czy już się zapisywać do Children Trust czy jeszcze nie ma sensu (Młoda ma niecałe 2 miesiące więcej niż Twoja). Jak to wygląda? U mnie też spacery, komórka i aplikacje na zakupy są super (w sklepie wytrzymuje parę minut i nie należy się zatrzymywać, choć już jest lepiej) 🙂

  • Aleksandra

    Twoje przeżycia z wczesnego okresu macierzyństwa sprawiają, że przychylniej patrzę na perspektywę zajścia w ciążę. Może nie jest tak źle jak się wydaję i może nie trzeba robić „jak wszyscy”. Bardzo pokrzepiające są Twoje teksty. Dziękuję

  • Zaraz po porodzie wróciłam do pracy (pracuję w domu), więc nie miałam czasu na takie rozkminy na szczęście. I na pół roku odcięłam „parentingowy” internet poza blogami znajomych i chyba dzięki temu się niczym nie frustrowałam. Zwłaszcza zanikiem pokarmu, który zniknął (chyba na złość pani od laktacji, która mi pomagała) w kilka dni. Ot tak, cycki pokazały faka i do widzenia. Ale spałam, dużo spałam, w każdej wolnej chwili, bo wiem że urodzenie dziecka to nie jest wyjście do kina i organizm potrzebuje nawet kilku lat, by dojść do siebie po tym wydarzeniu. Tak, kilku lat, a nie miesiąca, jak wmawiają niektórym kobietom „pisemka dla prawdziwych matek”. Dlatego się zawsze domagam snu i odpoczynku oraz pomocy dla młodych mam ze strony otoczenia. Sen, dobre pożywienie i wsparcie są potrzebne młodej mamie tak jak pokarm i bliskość dziecku. Pamiętając o dziecku nie wolno zapominać o sobie. Zwłaszcza przy karmieniu piersią zresztą, bo tu się najszybciej brak formy mamy odbija na jakości pokarmu. Bo nie, to nieprawda, że pokarm jest zawsze dobry. Jest zły, jeśli mama nie dosypia, nie dojada (nie daj sobie wmówić, że przy kp należy rezygnować z jakiegoś jedzenia tylko dlatego, że dziecko czasem ma kolkę), jest zestresowana i przemęczona. Zdrowa mama to zdrowe dziecko. Dlatego w samolotach mówią, żeby najpierw założyć kamizelkę sobie, a dopiero po tym dziecku.

Loading..