Mój dekalog stylu – 4 lata później

Cztery lata temu napisałam tekst, który na ówczesne standardy tego bloga bił rekordy popularności pod względem odsłon i komentarzy. Uważałam wtedy, że nigdy wcześniej nie ubierałam się równie dobrze. Powiedzmy sobie szczerze, że większość zdjęć z tamtego okresu w najlepszym wypadku nie robi na mnie obecnie wrażenia. Na widok innych mam ochotę zapaść się pod ziemię. Ale czułam się odpowiednią osobą do pisania swoich dekalogów mody.

Cztery lata później jestem w zupełnie innej sytuacji życiowej, zawodowej i finansowej (co sprowadza się w skrócie do tego, że nie jestem już biedną studentką) i, jak zawsze, uważam, że nigdy wcześniej nie ubierałam się tak dobrze jak teraz. Część z zasad sprzed kilku lat zastąpiłabym innymi, a nawet te, z którymi się zgadzam napisałabym na nowo. Moda (w odróżnieniu od stylu) obchodzi mnie w dużo mniejszym stopniu, zmieniły mi się też nieco priorytety. Z zatrważającą przewagą podejścia “jak robić, żeby się nie narobić, a dobrze wyglądać”. I piszę swój dekalog od początku. Żeby za cztery lata spojrzeć na niego i przepisać po raz kolejny.

jak sie ubierac 8

I. Czcij sylwetkę swoją

Tutaj bez zmian. Znajomość walorów własnej sylwetki to podstawa. Alexa Chung twierdzi, że jej kultowy styl to nic innego jak próba noszenia się tak, by jej chude nogi i brak piersi prezentowały się dobrze. Jak się prezentują każdy widzi, wiele kobiet dałoby się pokroić, żeby prezentować się jak Alexa z jej “wadami”. Przy czym słowa Alexy powinny sobie wziąć do serca jej fanki i naśladowczynie, które nie mają chudych nóg i mikrej klatki piersiowej.

Przyznam, że odkąd zdjęcia mojej osoby przestały być elementem każdego wpisu, częściej czuję się dobrze w swojej skórze i nie analizuję każdego elementu ciała porównując go do odpowiedniego elementu Anji Rubik. Rzadziej niszczę sobie nastrój wychodząc na zdjęciach jak koczkodan, bo po prostu rzadziej robię zdjęcia, a to co mam na sobie interesuje mnie jedynie jako jeden z elementów fotografii. Ale i tak stronię od długości midi, która masakruje moje łydki. Noszę ją tylko z bardzo wysokimi obcasami. Czyli prawie w ogóle. Uważam, że jeśli już coś warto u mnie podkreślać, to raczej nogi, a z pewnością nie talię. I czasem z zazdrością patrzę na koleżanki w midi i w obcisłych sukienkach. Ale za to patrząc na siebie dość rzadko widzę Pokemona.

jak sie ubierac4

II. Na różne okazje zakłada się różne ubrania

To może być kontrowersyjny punkt, ale trudno, przeżyję. Wiem, że nie każdy chce mieć wielką szafę, wiem, że nie każdego stać na mnóstwo ubrań, ale zastanawia mnie zawsze kiedy widzę takiego delikwenta, czyli właściwie codziennie, dlaczego ludzie idąc ulicą w środku miasta chcą wyglądać jakby byli na wyprawie arktycznej. Ja wiem, że komfort, że wygoda. Mnóstwo ubrań jest wygodnych nie będąc z goretexu. Nazwijcie mnie pustakiem, ale nie rozumiem chodzenia do kościoła w adidasach. Albo dlaczego ludzie idą na spotkanie z prezydentem w swetrze z golfem. Tu już nawet pieniądze nie są specjalnym usprawiedliwieniem, bo myślę sobie, że gdybym szła na spotkanie z prezydentem, królową czy innym Tuskiem to nawet posiadając jeden sweter z golfem postarałabym się przynajmniej pożyczyć coś bardziej odpowiedniego.

Są ubrania do miasta, na plażę, na wyprawę polarną, na konia, na wojnę, na operację i tak dalej. Kurtka puchowa na każdą okazję to nieszczególna nonszalancja.


jak sie ubierac 9

III. Nie ma czegoś takiego jak obciach

To znaczy jest, jeśli nie myśli się o tym jak się wygląda i idzie po ziemniaki w sportowych skarpetkach i klapkach Kubota. Chociaż ziemniaki to ziemniaki, wybaczą. Nie znoszę jednak wszelkich nakazów, zakazów i wyśmiewania się ze skarpetek do sandałów, bo wszystko naprawdę zależy od osoby i jej stylu. Mam też wrażenie, że najwięcej o obciachu mają do powiedzenia osoby nieszczególnie odważne.

jak sie ubierac2

IV. Lepiej kupić jedną dobrej jakości drogą rzecz niż pięć tanich substytutów

To jest ciężki w realizacji punkt, ale za każdym razem, kiedy mi się to udaje, przekonuję się, że było warto. Psychicznie ciężej jest wydać dużą sumę, przynajmniej mnie jest ciężej, niż wiele razy wydać sumę mniejszą. Trudniej planować duże zakupy i wydatki niż regularnie poprawiać sobie nastrój. Ale o wiele przyjemniej nosić coś z miłością i być zadowolonym z idealnego zakupu, niż rzucać kolejną rzecz na dno szafy.

Gdyby zsumować roczne wydatki na ubrania i zamiast dzielić je między mnóstwo rzeczy podzielić je na, powiedzmy, pięć rzeczy, to okazałoby się nagle, że dobre drogie rzeczy wcale nie są poza zasięgiem.

Przy czym idealistycznie utożsamiam tutaj jakość z ceną. Nie zawsze tak jest, chociaż jednak za jakość często trzeba zapłacić.

jak sie ubierac3

V. Wyprzedaże się nie opłacają

Ten punkt jest naturalnym przedłużeniem poprzedniego. Wielokrotnie łapałam się na myśleniu, że nie kupię przecież tej sukienki, bo mnie nie stać na takie drogie rzeczy, a potem wydawałam niemal tyle samo na trzy inne sukienki z przeceny, bo przecież są tanie. A do tego jeszcze koszulkę, spodnie, torebkę i szalik. Bo tanio. Koniec końców wydawałam więcej pieniędzy na rzeczy, które podobały mi się mniej.

Jeśli nie kupiłabym danej rzeczy w jej oryginalnej cenie, to znaczy, że tak naprawdę jej nie chcę. Wyprzedaż sprawia, że wpadam w szał i zagarniam z wieszaków ubrania, na które inaczej bym nie spojrzała, bo nie są w moim stylu. Tańsze nagle stają się bardziej atrakcyjne. Poza tym widząc rzędy ubrań czuję niezdrową ekscytację z polowania na okazję i wygrzebywania najlepszych okazji. Dziękuję, przyjdę kiedy indziej.

jak sie ubierac 7

VI. Zestawy bezpieczeństwa

Uwielbiam to uczucie, kiedy nie muszę myśleć co na siebie włożyć, bo czeka na mnie ulubiona koszula z ulubionym swetrem i dowolnym dołem. Albo ta sukienka, w której zawsze wyglądam dobrze i która ze wszystkim pasuje. Najpiękniej jest latem – bielizna, sukienka, baletki i ruszam ku przygodzie. Marzę, by cała moja szafa składała się z takich zestawów.

Podstawową zasadą do osiągnięcia tej nirwany jest posiadanie ubrań, których nie trzeba prasować. Wszystko co wymaga prasowania jest złem i przeszkodą na drodze do szczęścia.

jak sie ubierac 5

VII. Pierwsze wybieram buty

Wyboru dokonuję na podstawie planu na dany dzień. Kiedyś nie przeszkadzało mi pokonywanie kilometrów w szpilkach, ale starzeję się i już nie mam motywacji. Poza tym wiem, że w delegacji na pewno będę biec na pociąg.

jak sie ubierac1

VIII. Komponując strój myśl o postaci, którą chcesz być tego dnia

To był najlepszy punkt poprzedniego zestawienia i właściwie wciąż się z nim zgadzam. Tyle, że może postaci, którymi chcę być są mniej fantazyjne. W końcu i tak co miesiąc trzydzieści osób wchodzi tutaj po haśle “żona Thranduila”, więc jakiej jeszcze fantazji mi trzeba.

Mam zatem zbroje na spotkania biznesowe, zwiewne sukienki, kiedy czuję się kobieco, puchate swetry na mrozy i chandrę, kolory na radosne dni i tak dalej.

jak sie ubierac 6

IX. Nie kupuję w internecie

Na studiach przeszłam przez szał zamawiania na ASOSie. Paczki przychodziły dniem i nocą. Szalałam na przecenach, podczas których ceny spadały o 70%.

Od kilku lat te zakupy drastycznie się ograniczyły. Z jednej strony po prostu wolę inaczej spędzać czas niż oglądając sukienki. Ale też za każdym razem, kiedy jednak kupuję coś w internecie, kończy się na odesłaniu tego z powrotem i tylko muszę nachodzić się na pocztę. Na zdjęciu nie widzę jakości, na modelce wszystko wygląda zawsze idealnie, kiedy przychodzi co do czego to zawsze kończę z produktem, którego nie kupiłabym w sklepie.

jak sie ubierac10

X. Mniej znaczy więcej

Mam teraz taką szaloną fantazję. Gdybym pozbyła się wszystkim ubrań, które trzymam, bo darzę je sentymentem, bo są ładne, bo może kiedyś je założę, moja szafa byłaby malutka, zawsze wiedziałabym co gdzie jest i miałabym idealny porządek. Byłabym wolna jak nigdy dotąd.

Ta sama zasada tyczy się makijażu. Zarówno pod względem zawartości kosmetyczki jak i rzeczy nakładanych na twarz.

Może kiedyś.

Jakie są Wasze zasady? Czym się kierujecie?

|zdjęcia: z mojego instagrama |

  • 1. nie zakładaj kiecki do pracy, bo na stówę skończysz akurat tego dnia jako magazynier, rozczochrasz się i podrzesz rajstopy (to zasada do stosowania i prawo Murphy’ego w jednym!)
    2. jeśli nie czujesz się w czymś dobrze, nie będziesz dobrze wyglądać, czyli komfort jest najważniejszy (ciekawy fakt: nie działa to w formie: „jeśli czujesz się w czymś dobrze, to dobrze w tym wyglądasz”
    3. jeśli element odzieży pasuje do twoich ukochanych butów, pasuje do ciebie
    4. nie kupuj impulsywnie (nie dotyczy ciuchów sportowych z Lidla, bo są tanie i się przydają) – na ostatni „większy” zakup (buty) śliniłam się trzy miesiące, zanim zdecydowałam, że owszem, są piękne, kochamy się i musimy zostać na zawsze razem

    • Na Punkt jeden znalazłam rozwiązanie – praca, w której nie ma magazynu i nie da się niczego nosić 😉

      • migi

        No chyba że masz pracę, w której jednego dnia nurkujesz w paletach a drugiego siedzisz przy stole i zawijasz światłowody 🙂

        • Nurkowanie w paletach wystąpi w 70% przypadków, kiedy ubiorę się bardziej elegancko niż dżinsy i sweter.

      • To jest bardzo dobre rozwiązanie i wiem, że kiedyś w końcu je zastosuję.

  • Maja Sokół

    1. Pod żadnym pozorem nie kupuj spodni, w których nie możesz wykonać najbardziej ekstremalnych figur podchodzących pod jogę w przymierzalni.
    2. Jeśli masz dylemat pomiędzy dwiema rzeczami i naprawdę nie możesz zdecydować, która bardziej Ci się podoba, to znak, że nie podoba Ci się żadna z nich. Wyjdź ze sklepu, znajdziesz trzecią – lepszą, za kilka miesięcy.
    3. Nie kupuj ubrań tylko dlatego, że widziałaś kogoś, kto wygląda w tym czadowo (ślinię się na widok mom jeans od kilku sezonów, ale moja figura zostałaby skrzywdzona).
    4. Jeśli ubzdurałaś sobie, że znajdziesz w jakimś sklepie zielono-czerwono-różowo-złoty sweterek z reniferem przebranym za kotka to znak, że nie znajdziesz go w żadnym sklepie, ale kilka miesięcy później w lumpeksie. Bo lumpeksy spełniają te najskrytsze zachcianki, tylko z opóźnieniem.
    5. Nigdy nie słuchaj ekspedientek o zdanie. One zawsze kłamią.

  • Zwierz

    1. Nie noś niczego w czym nie czujesz się dobrze, nawet jeśli znajomi mówią że wyglądasz dobrze – człowiek w ciuch w którym nie wygląda dobrze zawsze czuje jak ostatni idiota.
    2. Jak już idziesz do przymierzalni to weź jedną rzecz z fasonu którego nigdy nie nosisz. Może nie wiesz że jest ci w nim dobrze.
    3. Miej jedne za duże spodnie. Są dni kiedy człowiek musi mieć odrobinę za szerokie spodnie
    4. Nigdy nie kładź się spać nie mając choć mglistego pojęcia co możesz na siebie założyć
    5. Zawsze miej w szafie jedną nie gniecącą się spódnicę lub sukienkę do założenia wtedy kiedy naprawdę zdarzyło się zaspać do pracy.
    6. Dobre rajstopy to podstawa szczęścia i jedna z tych rzeczy na których nigdy nie należy oszczędzać.
    7. Fajna kurtka dodaje +10 do pewności siebie więc trzeba mieć conajmniej jedną fajną kurtkę
    8. Raz na kawartał kupić sobie coś w innym kolorze niż czarnym (to ja bo ja zawsze chodzę w czarnym)
    9. Życie jest za krótkie na nudne kolczyki.
    10.Długie spódnice są najwygodniejszą rzeczą jaką stworzył Bóg. W zemście na mężczyznach chodzć w nich jak najczęściej.

    • Punkt nr. 4 najważniejszy! Zdarza mi się czasem ze zmęczenia bądź zwykłego lenistwa pominąć rytuał wieczornego stania przy szafie i rozmyślania nad jutrzejszym strojem co się najczęściej kończy spoznieniem do pracy, niezjedzonym sniadaniem, bólem głowy i zestawem ciuchow prosto jak z Ulicy Sezamkowej.

    • Kurtka i rajstopy to podstawa,tak.

    • Zdecydowanie 4. to wspaniały punkt. Często popełniam ten błąd i potem rozpaczam pod szafą…

  • Punkt pierwszy i najważniejszy: To, że coś jest „na po domu”, nie zanaczy, że może być brzydkie i zniszczone. Zwłaszcza jeśli twoje miejsce pracy mieści się w dużym pokoju.
    Punkty dalsze, w losowej kolejności:
    Jeśli coś jest niewygodne (nie w sensie „nie jest adidasami, bluzą i kurtką z goreteksu” tylko „drapie, gniecie, wbija się i uwiera”), nie ma sensu tego kupować, a tym bardziej nosić. Niby oczywistość, ale w liceum zdawałam się o tym nie wiedzieć.
    Jeśli nie wiesz, w co się ubrać, pomyśl o tym, jakiego koloru brakuje ci do skompletowania kolejnego wsadu do pralki. Może nie będziesz wyglądać jak milion dolarów, ale zyskasz poczucie dobrze spełnionego obowiązku.
    Zimowe okrycie wierzchnie powinno zasłaniać przynajmniej połowę pośladków. A najlepiej, jak zasłania całe i jeszcze spory kawałek nogi z uwagi na bycie płaszczem.
    Jeśli coś, co ci się podoba, jest akurat modne, nie biadaj nad tym, że nie będziesz oryginalna, tylko kupuj. Moda przeminie, fajny ciuch pozostanie.

    • Motywacja wsadowo-pralkowa jest wspaniała! Nie wpadłabym na to mimo faktu, że mam parę rzeczy, które nie wiadomo z czym prać! Ha! Dzięki! 🙂

  • Asos to ma jednak jeszcze w miare porzadne rzeczy, gorzej z tymi azjatyckymi sklepami typu sheinsde i romwe… sprobowalam raz czy dwa i od tamtej pory omijam je szerokim lukiem i szczerze dziwie sie ze one nadal funkcjonuja… sprzedaja calkiem co innego niz pokazuja na stronie. ja np zamowilam „sweater dress” a dostalam hmmm szary podkoszulek ktory siega mi ledwo za tylek… 🙂
    wiec tez wole stacjonarne zakupy.

  • Alicja

    1. na zakupy chodź sama. W przymierzalnie jest tyle luster, że obejrzysz się ze wszystkich stron, tylko trzeba brac poprawkę na poprawiające nasz wygląd oświetlenie i lustra. Mąż, koleżanka zamiesza w głowie i wybierzesz to co zasugeruje albo przeciwnie ale nie nie usłyszysz siebie samej czy to ci sie podoba, czy dobrze się czujesz i wyglądasz i czy jest ci potrzebne i czy chcesz na to wydać ciężko zarobioną kasę. No chyba, że masz sponsora wtedy to pewnie on wybiera w czym chce Cię widzieć i za co zapłacić. Ale najgorszym doradcą jest sprzedawca.
    2. zanim zabierzesz milion rzeczy do przymierzalni zrób selekcję przy wieszaku, zawsze w pobliżu jest lustro. Przyłożenie rzeczy do siebie pozwoli wyeliminowac, rzeczy w kolorach, w których ci nieładnie, rzeczy o złej długości, proporcjach
    3. decyzję podejmuj raczej przy kupnie. Kobieta ma to do siebie, że ciężko jej wydac ale gdy już wyda, odniesie tylko w skrajnych przypadkach, przeważnie wybierze posiadanie rzeczy niż kasy. Pomyśl ile razy zrezygnowałaś z zakupu a ile razy rzecz zwróciłaś. Nie wykluczone, że w twoim przypadku jest na odwrót
    4. staraj się wyobrazić sobie, daną rzecz w pomieszczeniu zwyczajnym, bez błyszczących podłóg, glamurowych lamp, luster i świateł – od razu powszednieje, teraz wyobraź sobie ją pośród innych rzeczy w twojej szafie a nie na wieszaku z idealnie skomponowanymi kolorystycznie i graficznie elementami całej kolekcji
    5. rozsądnie korzystaj z wyprzedaży. To jest czas by skłonić cie do kupienia tego, czego normalnie byś nie kupiła. Nie pozwól na to. Jednak warto pobuszować bo wtedy trafic można na rzeczy, które pozostały nie dlatego, że sa nieciekawe, brzydkie i tandetne ale być może dlatego, że na wieszaku wyglądają mało atrakcyjnie za to leżą idealnie na niektórych figurach – może właśnie na twojej? Ja w ten sposób nabyłam najlepsze rzeczy w swojej szafie, normalnie bym nie zwróciła na nie uwagi.
    6. jeśli nawet na wieszaku w sklepie gdzie mają super nowoczesne prasowalnice rzecz wygląda jak psu z gardła – nie kupuj. Prawdopodobnie nigdy jej dobrze nie rozprasujesz i zawsze cie to będzie wkurzać. Niektórych rzeczy, które w sklepie są uprasowanie na parowych manekinach też w domu nie uprasujesz trzeba nauczyć się to przewidywać
    7. nie chodź na zakupy, ze świeżym makijażem i ekstra fryzurą – w zbyt wielu rzeczach będzie wyglądać dobrze. Jeśli kupisz rzecz w nienajlepszej swojej osłonie to „zrobiona” na pewno będziesz wyglądac super. To samo dotyczy butów. Po buty tylko po całym dniu chodzenia!
    8. jeśli znajdziesz buty pasujące do wszystkiego, piękne, ciepłe zimą, chłodne latem, dodające nogom długości i tak wygodne jakby ich nie było – koniecznie daj znać, od lat takich szukam bezskutecznie.

    • makate

      Punkt 7 ciekawy – zgodzę się w 50 % 😉 faktycznie lepiej iść w wersji normalnej, żeby zobaczyć jak ten ciuch wygląda na nas przy zwykłym makijażu a nie takim który robimy raz na pół roku. Ale kiedyś zauważyłam że zakupy są fatalne gdy ja wyglądam fatalnie – jak po całym dniu chodzenia w czapie moje włosy są w kiepskim stanie to po przymierzeniu trzech bluzek są już tak naelektryzowane i posklejane, że nie mogę się skupić na ciuchach i myślę jedynie o tym jak strasznie wyglądam 😉

      • Fatalnym pomysłem jest tez chodzenie na zakupy tuż przed okresem, kiedy człowiek jest zwykle opuchnięty. Wtedy nic nie wygląda dobrze i można się tylko podłamać. A kiedy się ma pmsa, podczas którego jest się płaczliwym mięczakiem (jak ja), można naprawdę złapać doła i wrócić do domu załamanym… Lepiej więc sobie tego nie robić ;).

  • Konstancja Gierba

    O ile z większością się zgadzam – a zwłaszcza że z fragmentem o prasowaniu, jakiś czas temu odkryłam, że jestem na etapie, gdzie naprawdę lubię 99% rzeczy z mojej szafy, ale większości nie noszę, bo właśnie trzeba je prasować…- to muszę stanąć w obronie kurtek puchowych. Zawsze wydawały mi się obrzydliwe i pogrubiające, ale odkąd upolowałam wreszcie wyglądającą po ludzku i do tego mega ciepłą puchówkę, zimą się nią nie rozstaję. Wełniany płaszcz daje radę, ale do -5 stopni, a ja chyba wolę ciepło niż styl :D.

    Z moich zasad stylowych dodam:
    – odkryj sklep, w którego ubraniach zawsze wyglądasz dobrze. Odkąd zauważyłam, że większość sukienek Orsaya pasuje na mnie jak szyte na miarę, zawsze sprawdzam asortyment tego sklepu i poluję albo w cenie regularnej, jak już nie mogę wytrzymać, albo na wyprzedażach.
    – przekonaj się do spodni innych niż dżinsy, naprawdę warto.
    – buty na wysokich obcasach to nie zawsze jest dobry pomysł, choć warto zainwestować w buty z obcasami kauczukowymi (Vagabond ma botki z takim podbiciem, a ostatnio znalazłam właśnie piękne, 8-9cm czółenka w Ecco, w których w ogóle nie czuć wysokości ani zmęczenia stopy)
    – no i tradycja, nie kupuj czegoś tylko dlatego, że jest tanie. Miałam kiedyś fazę na lumpy i moja szafa przeżywała wówczas straszne katusze.

    Paczek do mnie przychodzi multum, ale raczej z perfumami, bo etap polowania na ciuchy na allegro mam już za sobą. 😉

    Pozdro Riennahiero,
    Stannzig

    • Puchówka na mróz jest stworzona, osobiście nie doświadczam mrozu, więc nie mam i nie potrzebuję. Ale jeśli mamy temperaturę powyżej zero i widzę tłum puchówek z jeansami i adidasami to nie ogarniam.

      • Konstancja Gierba

        a, no to i racja, zwłaszcza w połączeniu z adidasami… brr! 😀

      • Ironistka

        Moja mama na puchówki, a zwłaszcza puchowe płaszcze, mówiła „śpiwór”. Nie chodziłabym w śpiworze po ulicy, chyba że na spacer z psem.

  • Niektórym punktom zdecydowanie mogłabym przybić piątkę. W szczególności jeśli chodzi o ponadczasowe, klasyczne modele, które mamy ochotę nosić zawsze i wszędzie a nie robimy tego tylko dlatego, że czasem jednak wypada ubrać coś innego. Ciągle żałuję że mam za mało takich rzeczy w swojej szafie. Nie mam w zwyczaju magazynowania ubrań ale niejednokrotnie zdarzyło mi się mieć zaćmienie umysłowe i kupic coś co nie jest ani zbyt ładne ani zbyt wygodne a po miesiącu nie mam juz ochoty na to patrzeć. Nie zgodzę się jednak z kwestią wyprzedaży – dla mnie to okazja kupienia czegoś co od dawna mam upatrzone a co wcześniej było dla mnie nieprzyzwoicie za drogie:)

    • juliettecookie

      Dokładnie! Wyprzedaże, outlety i tk maxxy działają dla mnie właśnie na takiej zasadzie 😉 (szukania tych wymarzonych i dobrych jakościowo rzeczy za niską, czy raczej normalną cenę:) )

  • 11. Nie kupuj ubrań w ostatniej chwili na konkretną okazję. Lepiej zadbać o na tyle uniwersalną szafę, żeby nie było takiej potrzeby. Bo po 12. Nie ma nic gorszego jak wpaść do centrum handlowego dzień przed obroną czy rozmową o pracę, mając w głowie dokładną wizję ubrania, którego się potrzebuje, i nie znaleźć odpowiednika tej wizji na wieszaku. Nawet jeśli chodzi o zwyczajną białą bluzkę.

    • Beware of all enterprises that require new clothes 😉

    • Ironistka

      Nie ma czegoś takiego jak „zwykła” bluzka. Ani „zwykłe, czarne buty”, ani „zwykły, czarny sweterek”. NIE MA. Ilekroć próbuję kupić taki „basic”, one magicznie znikają ze sklepów.

      • O, akurat znalazłam bardzo dużo, zmierzyłam kilkadziesiąt. Tylko nagle okazało się, że wszystkie są szyte na Anję Rubik, czyli długaśny tułów, ramiona orangutana i brak biustu 😛

        • Ironistka

          No właśnie. Czyli nie ma. 😉

  • 1. mniej i drożej, za to lepiej jakościowo (jednak wciąż zdarzają mi się zakupowe wpadki)
    2. moja szafa to głównie czerń, biel, szarość, beż – większość pstrokatości wywaliłam,
    dzięki czemu łatwiej mi cokolwiek skomponować o 7 rano 😉
    3. zdarza mi się kupować w sieci (np. w Zalando – komfort odesłania bierze górę), ale buty tylko stacjonarnie
    (niekoniecznie zawsze baleriny) 😉
    4. wyprzedaże? wciąż niestety jestem na nie łasa

  • goldie

    1.Nie kupuj butów z odkrytymi palcami, bo potem i tak nie będziesz w nich chodzić. Ani niewygodnych butów. Ani kolorowych butów.
    2.Kieszenie są ważne – w spodniach takie normalne, w kurtkach/ płaszczach taka „na papierosy” w środku to konieczność.
    3.Zawsze miej czarne kryjące rajstopy i cienkie czarne rajstopy.
    4.Adidasy są idealne do jeżdżenia samochodem. I tyle.
    5.Okulary przeciwsłoneczne dodają +10 do pewności siebie.
    6.Taliowane płaszcze to zło.
    7.Nie potrzebujesz kolorowej „plastikowej” biżuterii.
    8.Mała ilość „konkretnych” dodatków jest najlepsza: jeden porządny pasek, 2-3 szaliki, jedne okulary przeciwsłoneczne. Portfel i słuchawki też się liczą.
    9.Wygoda jest ważna. Wygoda, nie „rozmemłanie”. Nie dresy. Nie jeansy i tiszert. Albo bluza. Koszula w kratę to nie rozmemłanie!
    10.”If your parents like what you are wearing, you are clearly doing something wrong.” Przynajmniej dopóki jesteś nastolatką.

    • Adidasy są bardzo w porządku od jakichś dwóch sezonów, ale trzeba mieć genialny styl, żeby to wyglądało dobrze.

    • alicja

      Ale dlaczego nie będę chodzić w kolorowych butach? Ja mam mnóstwo butów, więc siłą rzeczy kolorowe też – lakierki fioletowe, czerwone, czarno białe, letnie buty w każdym kolorze tęczy właściwie, koturny od żółtych, zielonych, brązowych, białych, czarnych po pomarańczowe i w serduszka i paski i czaszki i panterkę i w ogóle. Kolorowe buty są spoko! Lubię kolorowe ciuchy i kolorowe buty i dzięki nim ja przynajmniej czuję się bardziej obudzona i szczęśliwsza 🙂
      Dlaczego taliowane płaszcze to zło? Mam tylko takie, wtedy niezależnie od tego co mam pod spodem czuję się jakoś tak „schludniejsza” i szczuplejsza, bo zawsze mogę zawiązać się w pasie 🙂

      • goldie

        Tak, nie są to obiektywne zasady, to te którymi ja kieruję się, czy może raczej staram się kierować podczas zakupów/ubierania się. Forma mogła być trochę myląca 🙂 Kolorowe buty mogą być naprawdę ładne, ale nawet jeśli mi się podobają to później i tak z nich nie chodzę, więc wolę ich nie kupować. Na innych mogą wyglądać super 🙂

  • warpaint

    Ojej, punkt VIII to mój ulubiony i na dawnej liście i na tej. Nie sądziłam, że ktoś się tak ubiera. Tj. nigdy nie spotkałam osoby, która wybierała postacie nie na zasadzie „ubiorę się jak gwiazda rocka”, ale podchodziła do tego głębiej tak jak Ty (dziecko z Bullerbyn, Czeburaszka, dzieciak ze Skins).

    Moje punkty mogłyby być takie:

    1. Jeśli czujesz się w czymś dobrze – możesz to nosić.

    Ja wiem, że to nie zawsze się sprawdza tj. nie zawsze ktoś wygląda wtedy oszałamiająco, ale wszyscy znamy te listy, w których osoba o danej sylwetce, wzroście, kolorze włosów nie powinna czegoś nosić, bo źle wygląda. Ostatnio zresztą przeczytałam pod postem Horkruks, że nie powinna nosić czegoś tam, bo jest na to za gruba i dana rzecz wygląda dobrze tylko na chudych, wysokich modelkach. Jako osoba niskiego wzrostu słyszałam wiele takich „rad dla mnie” i wynikałoby z nich, że powinnam nosić tylko i wyłącznie wysokie buty, najlepiej wydłużać sobie sylwetkę wszystkim czym się da itepe. A guzik.

    2. Sprawdzaj wszystko na sobie.

    To częściowo łączy się z punktem wyżej. Tak jak napisałaś w pierwszym dekalogu – analiza kolorystyczna itp. są pomocne, znajomość swojego wyglądu też i jeśli w każdym fioletowym swetrze wyglądałaś słabo to w kolejnym fioletowym swetrze najpewniej też, ale niektóre wybory są zaskakujące, więc jeśli coś naprawdę wpadło Ci w oko to nie zaszkodzi przymierzyć, efekt może być zaskakujący.

    3. Rób racjonalne zakupy.

    Czy to w sklepie, w lumpeksie, czy w internecie. Wszędzie, w szczególności w przypadku niskich cen w lumpeksach czy na wyprzedażach można wpaść w zakupowy szał, bo jak tanie to nic nie stracę, ale chyba lepiej zastanowić się trochę dłużej, czy na pewno założysz więcej niż raz tę sukienkę z frędzlami. W internecie wciąż kupuję, ale tylko rzeczy, których jestem pewna. Jeśli mam już buty danej firmy to mogę je równie dobrze kupić przez internet bez przymierzania, jeśli znam swój rozmiar w danym sklepie – też. A jeśli chodzi o okazje w internecie: gdy jestem przekonana, że te buty są moimi wymarzonymi daję sobie mimo wszystko kilka dni na zastanowienie, czy rzeczywiście te buty spędzają mi sen z powiek, czy równie dobrze mogę się bez nich obejść.

    4. Cytując komentarz zwierza: „Nigdy nie kładź się spać nie mając choć mglistego pojęcia co możesz na siebie założyć.”

    5. Zadbaj o to, by mieć takie ubrania, w których zawsze czujesz się dobrze. Które są w miarę uniwersalne. U mnie jest to np. granatowy sweter, który sprawdza się dobrze i kiedy mam ochotę schować się w ubraniu przed całym światem i kiedy chcę wyglądać najlepiej na świecie.

    6. Cytując kolejny komentarz: „Jeśli coś, co ci się podoba, jest akurat modne, nie biadaj nad tym, że nie będziesz oryginalna, tylko kupuj. Moda przeminie, fajny ciuch pozostanie.”

    7. Miej ubrania na różne okazje. I wcale nie na obiad u królowej Elżbiety, ale na najzwyklejsze. Nawet na okresy przejściowe. Jeśli pogoda się zmienia i cały dzień jest gorąco, ale wieczorem będzie lodowato to weź ze sobą sweter, kurtkę etc. Jeśli masz spódnicę załóż albo miej przy sobie rajstopy (to sprawdza się u mnie w przypadku festiwali, gdzie niby jest upał, ale większość koncertów odbywa się w nocy i wtedy nie jest już tak wesoło, gdy stoisz z gołymi nogami przez kilka godzin.)

    8. Miej więcej niż jedną parę butów. Kiedy byłam mała rzeczywiście wystarczała mi jedna para na ciepły okres i jedna na zimny, ale mój tryb życia już dawno się zmienił i jedna para butów to za mało. Fajnie jest mieć buty, które możesz założyć właściwie zawsze (dla mnie takimi butami są krótkie martensy), ale warto też mieć wygodne buty, które przydają się wtedy, gdy czeka nas masa chodzenia (i wcale niekoniecznie na wyprawę w góry, ale chociażby podczas długich spacerów po mieście, szczególnie w trakcie jego zwiedzania) i takie, w których jest ciepło, kiedy nadchodzą chłodne dni.

    9. Nie bój się ubrań innych niż te, które zazwyczaj nosisz.

    Istnieje jakaś niewypowiedziana presja, która każe nam robić to, co zawsze lubiliśmy, czy ubierać się w taki sposób, w jaki zwykliśmy się ubierać. Czasami ciężko założyć daną rzecz, kiedy wiemy, że nie przejdzie ona niezauważona i czeka nas masa komentarzy. Nawet miłych, ale jednak stawiających nas w centrum uwagi akurat wtedy, kiedy nie mamy na to ochoty. Jeśli założenie tego kapelusza sprawia, że czujesz się ładnie i jesteś szczęśliwa to go załóż. Jeśli zawsze nosisz spodnie, a dzisiaj masz nastrój na sukienkę to ją załóż. Nieważne, czy chodzi o jednorazowe zmiany, czy kiedy Twój styl gwałtownie się zmienia – nie bój się.

    10. Rób co jakiś czas sprzątanie szafy 🙂

  • „Wszystko co wymaga prasowania jest złem i przeszkodą na drodze do szczęścia.” zrobię sobie z tego cytatu plakat

  • Anna Maria Suska

    Ja mam jedną zasadę – polar tylko jako podpinka kurtki na narty (serio, najbrzydszy, choć praktyczny, element garderoby) A najlepiej pozbyć się polarów z szafy, żeby nie kusiło 😉

  • Ironistka

    Ten dekalog jest _bardzo_ indywidualny. Tak naprawdę nie jest dekalogiem. Najważniejsze punkty są dwa: jeden zapożyczony od Julka, a drugi z jakiejś amerykańskiej głupiej książki o panienkach z Nowego Jorku.
    1. Ubieraj się tak, żeby czuć się dobrze w każdej sytuacji. Koleżanka nazywa to „herbatką z dziekanem” (bądź wpadnięciem na aktualną dziewczynę swojego eks) – bądź zawsze gotowy, że coś takiego może cię spotkać. Oczywiście to jest bardzo trudne do pogodzenia z założeniem, że na każdą sytuację potrzebny jest inny strój, ale z wyjątkiem sytuacji skrajnych (jak bal sylwestrowy albo wypad do stajni) zazwyczaj nie jest to niewykonalne. Co nie znaczy, że nie należy różnicować stroju w zależności od planów. Ale wiecie co? W naprawdę dobrze dobranym stroju jeździeckim też można się pokazać publicznie. Tylko trochę się śmierdzi.
    2. (Teraz będzie z czytadła amerykańskiego) – kupuj tylko takie ubrania, na widok których chce ci się tańczyć i bez których umrzesz samotna i nieszczęśliwa. To rozwiązuje problem wyprzedaży, stosunku ceny do jakości itp.

    Prywatnie dodałabym jeszcze punkt 3. Sukienki są najwyższym dobrem, szanuj je, kochaj i miej ich pełną szafę na każdą okazję. Osobiście staram się nie pokazywać na wyjściach dwukrotnie w tej samej, ale sama sobą gardzę z tego powodu.

    • Ironistka

      A, i jeszcze jeden mały PS. Krótkie i bardzo krótkie spódnice NIE SĄ eleganckie. Mogą – w zależności od nosicielki i modelu – być ładne, atrakcyjne, super, świetne, wygodne, idealne – ale nie są eleganckie.

  • 2, 3 i 8 – pozornie te zasady są trochę ze sobą sprzeczne, ale za to jak już się je pogodzi, to chyba to jest właśnie mieć swój styl.
    Poza tym ja tak zrobiłam, że aby uniknąć niekorzystnego wyglądu w sytuacjach, kiedy dobranie rano góry do dołu przekracza moje możliwości, pozbyłam się wszystkich ciuchów, które same w sobie są zupełnie nijakie i bezkształtne albo z kolei za bardzo jak na mnie krzykliwe i nie pasujące do niczego innego – bo jak się założy akurat parę takich na raz, to pozostaje się modlić, by nie spotkać nikogo znajomego. Tak samo „domowe” ciuchy nie są u mnie zupełnie inne, niż te do ludzi. To po prostu bardziej wysłużone rzeczy codzienne, których kupiłam już nowsze wersje (no i nie przebieram się zawsze jak tylko wejdę do domu. Tylko kiedy akurat wyszłam w czymś wyjątkowo delikatnym albo robię coś, przy czym mogę się wybrudzić, albo kiedy trzeba dodatkowej warstwy czegoś ocieplającego). No cóż, najlepszą zasadą stylu jest: Bądź zawsze ubrana tak, żebyś była gotowa wyruszyć w podróż, gdyby pod twoim oknem wylądowała Tardis. 🙂

  • Zasada dopiero co zdemaskowana: kup coś na pierwszym roku studiów, później będzie łatwo liczyć ile przetrwało. Pozbyłam się już większości oszczędności i zarobionych pieniędzy na skórzane i filcowe torebki, buty z przędzy lnianej, bawełniane koszule, dwie pary okularów (ostatnie kupili mi rodzice „w szóstej klasie”, przetrwały 7 lat, jak łatwo idzie liczenie…). Teraz jeszcze zbieram na sukienkę od Moniki Kamińskiej i extra kawiarkę. Dobrze, że ten rok akademicki za niedługo się kończy.

    • <3 mega mi miło 🙂 Też mam takie ubrania z 1 roku studiów 😀

  • Życie jest ciężkie. Ostatnio przechodzę odzieżowy kryzys (również ze względu na to, że czuję, że chyba przytyłam – piszę „chyba”, bo nie mam wagi i dla zasady się nie ważę) i znów zaczynam chować się pod ubraniami, co powoduje, że większość rzeczy, które mam już mi nie odpowiada.
    Poluję na spodnie z wyższym stanem (całe szczęście, że są modne i da się je w końcu kupić!), bo nic mnie bardziej nie rozwala, jak wylewający się przedział (biodrówki mają dar ściągania majtek z tyłka) – nawet mimo faktu, że zawsze mam na sobie, coś co zakrywa tyłek. Zresztą nawet z małą ilością tłuszczu na brzuchu, przy biodrówkach robi się podła oponka.
    Kolejnym punktem jest zakrywanie tyłka właśnie – kolekcjonuję wszystkie długie bluzki/t-shirty, a ponieważ lubię ciuchy wyfluczone, nie mam problemu z tym, że koszulka się spiera i wyciąga – tym lepiej dla mnie! Często więc kończy się na kupowaniu męskich t-shirtów w h&m (zwłaszcza z działu dla satanistów – jak to nazywa moja koleżanka 🙂 ).

    Dodatkowo, ponieważ śmieję się, że mam menopauzę i ciągle mi gorąco najlepiej jeszcze jak wszystko mam z dużym dekoltem na plecach (i z przodu), a do tego jeszcze wychapane pod pachami.
    Ze względu na traumatyzującą historię zdrowotną, kupuję aktualnie antyperspiranty bez soli glinu (nie ma dowodów na to, że powoduje raka, ale nie ma też dowodów, że tak nie jest). Niestety okazuje się, że sól glinu jest właśnie tym składnikiem antyperspirantów, który faktycznie redukuje pocenie się (rak albo pot, wybór trudny w sposób nieoczywisty) dlatego jako osoba, której ciągle jest gorąco cenię sobie ubrania, które po jednym założeniu (nawet jeśli nie biegniesz maratonu) nie zaczynają od razu pachnieć. Tu niestety działa ślepy traf i nie da się tego przewidzieć, do tego stopnia, że posiadam dwa identyczne swetry (tylko w innych kolorach – dość powiedzieć, że drugi kupiłam na przecenie za 1/10 ceny pierwszego [*] – przeceny są jednak ważne, bo potrafię polować, na rzecz, która jest za dla mnie początkowo droga podczas przecen – z sukcesami), z czego pierwszy po jednym noszeniu nadaje się do prania, a drugi można założyć parokrotnie… Skład mają taki sam, nie wiem więc na czym polega różnica…

    Tu punkt najważniejszy – ubranie musi być milutkie dlatego moim guilty pleasure są kudłate sweterki. Nie mogę się opanować, by jakiegoś nie kupić. Naprawdę. To już choroba. Ale przynajmniej fluffy choroba :).

    • PS Najchętniej chodziłabym tylko w jegginsach (okrutna nazwa, wiem) z gumką, bo zapinanie i rozpinanie spodni, guziki, suwaki to straszne zawracanie głowy… Tak, to już lenistwo.

  • Elllie

    Zasady super,ale ja nie mogę oderwać wzroku od samych ciuchów, zwłaszcza że sylwetkę mam chyba podobną <3 Skąd czapka, kozaki, płaszcze? 😮

    • Czapki robi mama. Które kozaki, które płaszcze? 🙂

  • ika_901

    Świetny wpis! Ale jeszcze ciekawsza okazała się dla mnie lektura komentarzy. Tak wiele różnych, czasem sprzecznych ze sobą zasad i poglądów. Dla mnie to dowód, że tak naprawdę nie istnieją żadne uniwersalne ramy i klasyki. Każda z nas ma swoje własne. I fajnie, bo inaczej było by nudno 😉

  • Emilia Maciejewska

    1. Poza trzema sytuacjami:
    – masz wielgachną plamę na pół ubrania
    – ubranie nie pasuje do sytuacji
    – na co dzień nosisz się luźno a teraz masz coś ultra kobiecego na sobie
    nikt nie zwraca uwagi co masz na sobie.
    2. Skoro nikt nie zwraca na to uwagi to noś to, co lubisz nawet jeśli są to pumpy w kolorze fuksji i fioletowy t-shirt
    3. Jeżeli jakieś ubranie utrudnia Ci funkcjonowanie to jest to złe ubranie. Pozbądź się go.
    4. Jeżeli ubranie, które chcesz kupić nie pasuje do niczego co masz już w szafie, nie kupuj go.
    5. Jeżeli ubranie podoba Ci się na wystawie koniecznie je przymierz zanim wyobrazisz sobie jak olśniewasz wszystkich
    6. Jeżeli owo przymierzane ubranie juz na etapie przymierzania generuje problemy (bo np. trudno je zapiąć) i Cię wkurza, nie kupuj go
    7. Przeceny są złe. Kupuj wtedy, gdy rzeczywiście potrzebujesz
    8. Nigdy nie kupuj taniej bielizny i tanich butów – to nie są rzeczy które powinnaś po miesiącu wymieniać.
    9.Jeżeli potrzebujesz ubrania na specjalną okazję, nie idź na zakupy. Pożycz od koleżanki, która nosi ten sam rozmiar
    10. Szpilki są niewygodne więc służą tylko noszeniu ich wtedy, gdy można je szybko zdjąć. Lepiej wyposażyć się w klasyczne pantofle na słupku z zaokrąglonym noskiem (jeżeli ktoś wie gdzie teraz za rozsądną cenę da się kupić skórzane, czarne klasyki to niech mówi prędko!)

Loading..