Im dłużej żyję tym bardziej jedynactwo kładzie mi się na psychikę. Sądzę, że w ogóle pozycja w rodzinnym stadzie kładzie się na psychikę i w dużym stopniu definiuje nasze życie. W wielu przypadkach dość łatwo określić czy ktoś ma rodzeństwo czy nie po krótkiej nawet znajomości z daną osobą.

Bycie jedynakiem ma swoje oczywiste zalety. Wszystkie zabawki moje. Wszystkie cukierki moje. Cała mamusia moja. I tatuś. I babcia. I piesek. Pokój też taki mój. WSZYSTKO moje. Taki stan nieszczególnie mi przeszkadzał w dzieciństwie i nie pamiętam, żebym jakoś szczególnie męczyła rodziców o rodzeństwo. O pieska, to co innego, bite kilka tygodni błagania rano i wieczorem przez pięciolatkę, aż w końcu dostałam jamniczka. Nie zawsze jednak bywało tak różowo.

1. Zabawki innych dzieci są popsute.

Kiedy jesteś jedynakiem oczekuje się od ciebie, że będziesz się godnie zachowywać. Jeśli zepsujesz nowiuśką zabawkę nie masz na kogo zrzucić winy. Chyba, że na psa, ale pies posiada oczywiste ograniczenia w psuciu więc jeśli lalka ma wydłubane oko, a samochód połamane kółka to szanse na ściemę są raczej marne. Poza tym to przecież twoje, tylko twoje zabaweczki, więc po co je psuć.

Problem pojawia się podczas wizyt u innych dzieci. Bo oto wchodzisz do pokoju i widzisz jakiś cudowny samojeżdżący samochód dla Barbie, którego rodzice nigdy nie chcieli Ci kupić. Albo pegaza co macha skrzydłami. Albo śpiewającą serenady żyrafę. Czujesz się jak w siódmym niebie, ależ się dzisiaj wybawisz! A tu dupa. Samochód nie jedzie, pegaz nie dycha, żyrafa nie śpiewa. ‚Oj, popsute’. Bo rodzeństwo walczyło, rzucało nimi w siebie, bawiło się szalenie i nierozsądnie. O ile te sytuacje były dla mnie sporym zawodem, najgorsze jeszcze przed nami. Bo oto rodzeństwa przychodziły czasem pobawić się moimi zabawkami. I jak się bawiło? Oczywiście szalenie i nierozsądnie. I mi psuło.

Stąd właśnie wzięło się powiedzenie „gość w dom, kąpiąca się i machająca rączkami lalka w wanience na baterie do kredensu”.





2. Dorastanie i rozwód

W momencie, kiedy w naszym wieku pojawia się końcówka „naście”, rodzice automatycznie stają się źli i głupi. W moim pamiętniczku stwierdzenie, że mama jest straszna i zupełnie nie rozumie pojawiło się po raz pierwszy dokładnie na dwa tygodnie przed moimi jedenastymi urodzinami. Kiedy rodzice na dodatek się rozwodzą i zachowują, delikatnie mówiąc, idiotycznie, jeszcze ciężej z nimi wytrzymać. Zwłaszcza gdy rozwód przybiera formę wojny totalnej . To był chyba ten moment, kiedy strasznie chciałam mieć rodzeństwo. Z jednej strony oczywiście do dzielenia się żalami i smutkami. Z drugiej strony sprytnie sobie myślałam, że gdybym miała siostrę lub brata to rodzicielskie furie i dziwactwa rozkładały by się jakoś tak po pół. Wtedy też pisałam wiedźmińskie fanfiki i moją elfią sagę i w tych niezwykłych, wybitnych dziełach literackich moje alter ego zawsze miało rodzeństwo. Oczywiście starsze i oczywiście przykoksowane, żeby bronić mnie przed smokiem, strzygą czy rodzicami.

Takiego przykoksowanego obrońcy jednak nie miałam, więc porządnie oberwałam psychicznie.

3. Umiejętności społeczne

Potrafię kłócić się tylko z dwiema osobami, z mamą i z Ellem. Jako dziecko nie musiałam kłócić się z nikim, toteż i się nie kłóciłam. Pyskowałam jak najęta, ale z koleżankami w podstawówce miałam co najwyżej ciche dni lub po prostu zmieniałam koleżankę.

To nie jest tak, że trochę nie potrafię się kłócić. Ja NAPRAWDĘ absolutnie nie potrafię. Potrafię dyskutować, przedstawiać swoje racje i opinie i tak dalej, ale jeśli ktoś mnie denerwuje to nie potrafię mu tego wprost wygarnąć. Żeby w pełni zobrazować dramatyzm sytuacji posłużę się takim oto przykładem. Na trzecim roku studiów miałam współlokatorkę, która była bardzo osobliwą postacią i jedną z tych osób, które słyszały w dzieciństwie ‚dzieci nie chcą się z tobą bawić bo jesteś za mądra’. Owszem, dzieci bywają okrutne, ale w tym wypadku dbały tylko o swoje zdrowie psychiczne. Współlokatorka potrafiła zapukać rano do pokoju, w którym spałam z chłopakiem (mieszkaliśmy w innych miastach i akurat mnie odwiedzał), czekać pod drzwiami, w końcu wejść, siąść na skraju łóżka (tak, wciąż w nim leżymy, w bardzo skąpym odzieniu) i zapytać ‚how are you?’. Przez cały rok nie potrafiłam powiedzieć jej, że jest głupia i jej nie lubię, przez co zrezygnowałam z super mieszkania, które sama znalazłam. Po mojej przeprowadzce do kolegów z roku wynajęła mieszkanie w tym samym budynku…Horror.

Oprócz kłócenia się nie umiem też zbyt dobrze kłamać i zrzucać winy na innych. Można powiedzieć, że zostałam wychowana na bardzo porządnego człowieka. Albo w skrócie – na frajera.


4. Związek

Powiedzmy sobie od razu, że jakikolwiek związek to zachwianie status quo. Nagle ktoś jest równie ważny w relacji jak ty.

Jeśli zwiążesz się z jedynakiem, na początku będą pewnie spięcia, ale zrozumiecie się dzięki podobnym doświadczeniom. Albo i nie. Najgorzej jednak jeśli twoja ukochana osoba miała rodzeństwo. Osobiście cierpię swoiste katusze z Panem Starszym Bratem. Starszy Brat wszystko wie najlepiej, bo przecież ‚brat ci pomoże/pilnuj się brata’. Z tym, że jedynak też wszystko wie najlepiej, bo kto inny ma wiedzieć. Starszy Brat rzuca się na cukierki i je tyle ile widzi. Bo dopóki widzi, będzie zmuszony podzielić się z mniejszymi. Jedynak przeżywa szok, bo brak cukierków w domu jest czymś nie do pomyślenia. Przecież je sobie wkładam do szafeczki, wyciągam kilka kiedy mam ochotę, zawsze je znajdę kiedy czuję potrzebę. A tu dupa. Starszy brat nie raz rzuci ‚spadaj, jesteś głupia’, bo to normalny styl, jakim adresuje się młodsze rodzeństwo. Jedynak nie jest przyzwyczajony do takiego pełnego pogardy traktowania, to dla niego policzek.

5. Aspołeczność

Ja nie jestem aspołeczna, ja mam bogate życie wewnętrzne. Jako dziecko musiałam przez dużą część czasu sama organizować sobie rozrywkę i stałam się swoim własnym idealnym towarzyszem zabaw. Tak idealnym, że nie lubię rezygnować ze swojego własnego towarzystwa dla osób, które są mniej idealne. Tutaj komplement dla znajomych – jeśli chcę z Wami spędzać czas to znaczy, że uważam Was za fascynujące i warte zachodu osoby.

Mam krótką cierpliwość do imprez i jeśli nie jest super i idealnie, zbieram się do domu. Próbowałam z tym walczyć, ale często w takich przypadkach zaczynam czuć nadchodzący atak paniki.

Nie jestem też zbyt dobrym kompanem podróży samochodowych, bo na widok pól, lasów i krówek za oknem wyłączam się i snuję w głowie swoje wyimaginowane historie. Tak, czasem wciąż zdarza się, że wymyślam nowe wiedźmińskie fanfiki. To takie przyzwyczajenie z okresu, kiedy samochodowe rozmowy dorosłych były nudne i mnie nie obchodziły, dlatego z tylnego siedzenia zajmowałam się interakcjami z krajobrazem.

To kilka sztandarowych przykładów. Ciekawi mnie czy inni jedynacy podzielają moje doświadczenia oraz czy konkretna pozycja w rodzeństwie też wpływa mocno na Wasze życie. Piszcie!

Zdjęcia z domeny publicznej. Źródła: 1, 2, 3;

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

46 thoughts on “Przekleństwa jedynactwa”

  1. to ja w takim razie nie wiem, gdzie popełniłam błąd, bo moja niechęć do imprez (z tego samego powodu, z którego wynika Twoja) i moje daydreaming zawsze uchodziło za syndrom dziwactwa i bycia „dzikiem” trzymającym się z dala od ludzi i wcale nie brzmiało tak fajnie, oryginalnie i wyjątkowo jak u Ciebie.. 😛

    1. To nie jest fajne i oryginalne, nie ukrywam bycia dziwakiem, ale „dzikości” mi raczej nikt nie zarzucił 🙂

      1. haha, a ja mam co prawda mam mlodsza siostre, ktora o dziwo troszczy sie o mnie kiedy odlatuje i bujam w oblokach i ciagnie mnie za sznorowki martensow spowrotem na ziemie. rodzenstwo nie nauczylo mnie rozsadku, moze tylko czasem spelnia funkcje zewnetrznego substytutu!

  2. Powiem Ci, że mam podobne odczucia. Jak wiesz nie jestem jedynaczką, jednak duża (12 lat) różnica wieku między mną, a moim bratem , to jest tak jakbym PRAWIE była jedynaczką 😀
    Jeżeli chodzi o kłótnie to kiedyś miałam lepsze skille, teraz muszę być serio mocno wkurwiona, żeby komuś palnąć co o nim myślę, a w sumie to kończy się to tak, że tak naprawdę wcale tego nie myślałam i jest chryja.

    A z tym kompanem do podróży to mówisz nieprawdę bo jesteś najlepszym kompanem do podróży samochodowych, a zwłaszcza tych co się ciągną niemiłosiernie. Wiesz, zaklepywanie plainsów i forestów do MTG 😉

    1. Ty w podróży dużo śpisz, to po pierwsze 😉 A po drugie to były podróże autokarowo-pociągowe! W samochodzie siedzę cicho jak mysz pod miotłą.

  3. też jestem jedynaczką i dobrze wiem, że bycie jedynakiem to nie zawsze kraina mlekiem i miodem płynąca… w moim przypadku najgorsze jest to, że mój tata jest ciężko chory, trzeba się nim praktycznie non-stop zajmować, więc moje plany odnośnie rzucenia wszystkiego i pojechania w podróż dookoła świata dalej stoją w miejscu. oczywiście w życiu nie wybaczyłabym sobie, gdybym ot tak zostawiła tatę w potrzebie, który od dzieciństwa o wszystkie moje potrzeby zabiegał i je spełniał, nawet odejmując sobie… ale mimo wszystko pewien dysonans między marzeniami a rzeczywistością pozostaje. a jeśli ja się nim nie zaopiekuję to kto? rodzeństwa przecież nie ma…

    btw, zapraszam na mojego bloga: kamieverywhere.wordpress.com

  4. Mam młodszego o 1,5 roku brata, ale punkt „Umiejętności społeczne” jest o mnie. Kłócę się z rodzicami i z bratem (jeśli już). Nie potrafię się kłócić ze swoją drugą połówką (ale może dlatego, że jeszcze razem nie mieszkami :P). Z obcymi to już w ogóle.

  5. Heh, ja mam zupełnie inne doświadczenia. Tzn. niektóre zabawki doświadczały ciekawości (na szczęście pluszakom da się przyszyć głowy, więc mają się całkiem nieźle do tej pory), inne albo za bardzo lubiłem albo były zbyt pancerne by je zepsuć. Za rówieśnikami nieszczególnie przepadałem, raczej miałem starsze towarzystwo i na dobre mi wyszło – umiem się targować, knuć i wykłócić o swoje albo i nie swoje. Kłócenie się opanowane do perfekcji – pomagają internety a głupi ludzie w akademiku to już wręcz master classes 😛
    Co do ciastek to wystarczy trening pt. dowolny inny członek rodziny równie lubiący słodycze, wtedy człowiek się dziwi że coś jeszcze zostało 😛 A co do towarzystwa to nigdy dość o ile jest sympatyczne albo własnoręcznie wybrane, chociaż mam jakoś szczęście do pozytywnych zaskoczeń. W podróży dobrze się rozmawia albo śpi, czasem da się czytań książkę, ale na ogół jest niewygodnie bo nie ma łóżka 😛

  6. Zupełnie się zgadzam z punktem 3 i 4, z 5 częściowo. Ja jestem zadowolona z faktu bycia jedynakiem. Najgorsze co mnie spotykało w związku z tym faktem to ludzie, którzy każde nie pasujące im moje zachowanie kwitowali „no tak, jedynaczka”. Jakby Ci najmłodsi nie starali się być ciągle w centrum uwagi a najstarsi nie byli obrzydliwie protekcjonalni 😉

  7. Najstarsza siostra. Przecieranie szlaków mam we krwi. I czerwona lampka pod tytułem odpowiedzialność to nie jest coś co da się wyłączyć. Dlatego nie lubię nigdzie jeździć z siostrami, bo zawsze w tyle głowy jest: co one robią, gdzie są, czy dadzą sobie radę. W większej grupie tendencja do odliczania czy wszyscy są i czy dobrze się mają.
    Ale tworzenie sobie historii w głowie i życie we własnym, niekoniecznie imprezowym, świecie, to tak raczej a parte posiadania rodzeństwa. Wiem co mówię 🙂

  8. Ja mam brata, który jest świetny ale wiele z tych elementów o których piszesz jest dla mnie normą.
    Co prawda rozwód rodziców przezyłam będąc zbyt małym i niekumatym brzdącem, ale zamykanie mnie z bratem na balkonie za zbitą szklanę przez kochanego tatusia to tak się składa, że akurat pamiętam.
    natomiast, ja sobie do dzisiaj (zwłaszcza w podrózy autem) układam historie, bardzo często zaczynają się od jazdy konnej prze pola, które własnie przecina z gracją pociąg.
    A do bycia frajerem to chciałabym CIę pocieszyć, że posiadanie rodzeństwa nie jest gwarantem, że nim nie będziesz 😉
    jestem tego przeykładem bo bardzo dotkliwie odczuwam, że nie nie traktuję ludzi z wzajemnością tylko tak jak ja bym chciała być traktowana i z nadzieją, że się domyślą.

  9. Jakże byłam naiwna myśląc,że jedynactwo nie ukształtowało w ogromnym stopniu mojej osobowości.
    Umiem się kłócić tylko z osobami, z którymi mam bardzo bliskie relacje i też jest to mama i chłopak. Z tatą nie muszę, bo zazwyczaj się ze sobą zgadzamy.
    Miałam identyczną sytuację ze współlokatorką. Nie siadała co prawda na moim łóżku w dziwnych okolicznościach, ale wachlarz jej szokujących zachowań sprawiał, że odbierało mi mowę.Strasznie się wściekałam, ale nie umiałam jej powiedzieć, że jej nie znoszę, że zachowuje się jak wariatka i powinna mieszkać w izolatce. Nie powiedziałam choć nigdy nikt mnie tak nie wkurzał.
    Też odpływam i tworzę w myślach historie. Nie muszę być nawet w podróży, ciągle mi się to zdarza ; )
    Mimo wszystko, gdy wychodzi na jaw, że jestem jedynaczką, to wszyscy są zdziwieni. Może to kwestia podejścia do „ciasteczek”. Mama wytoczyła walkę moim samolubnym dziecięcym zachowaniom i teraz dzielę wszystko po równo.

    1. Mogę dzielić po równo, nie ma sprawy! Z tym, że mój facet nie uznaje po równo, a po tyle, ile każdy jest w stanie zagarnąć garściami. On jest oczywiście w stanie zagarnąć najwięcej i najszybciej. To okrucieństwo i zachłanność dotyczy tylko i wyłącznie słodyczy. Straszne.

      1. Nigdy się nie zastanawiałam nad bagażem starszego brata, ale widzę, że to słodyczowe piętno, to poważna sprawa. Bądź dzielna !

          1. Zupełnie nie. Żyję z bratem środkowym, a jego stosunek do słodyczy jest obojętny, co nadal uważam za skandaliczne.

      2. W identyczny sposób, jak Twój facet, zachowuje się w kwestii słodyczy mój facet, dodam że jedynak. Ja, najmłodsza z trzech cór (ale ze względu na gigantyczną różnicę wieku między nami jestem prawie jak jedynaczka z trzema matkami) dzielę ZAWSZE i KAŻDE słodycze po równo. Rozumiem Twoją frustrację i łączę się w bólu.

        1. Paulina Angelika

          Ja jedynaczka, mam bardzo podobne podejście do słodyczy jak Twój facet. Jeśli pomyślę, że tuczą, to potrafię się powstrzymać, ale bez tego to masakra 😉 Na wytłumaczenie mam ojca, z którym się zawsze musiałam ścigać. Lekarstwem jest dzielenie zawczasu po równo (tak robiła mama, żeby ostudzić nasze zapędy). Tylko te inne części muszą się znaleźć poza zasięgiem mojego wzroku 🙂

  10. Czytając to uświadomiłam sobie jak bardzo twoja w miarę indywidualna historia może stac się nagle uniwersalną wizją każdego everymana, czy w tym przypadku every-jedynaka, dzięki 🙂

  11. Nie pamiętam, żebym Ci kiedyś popsuła jakąś zabawkę, a jeśli tak to wybacz – to wszystko przez posiadanie młodszego brata 😉 A tak na serio, na pewno bycie starszym rodzeństwem to automatyczna nadodpowiedzialność, czasem nadopiekuńczość, ale też szczere pragnienie szczęścia rodzeństwa, a potem w życiu – innych ludzi. I chyba dlatego Starszy Brat czasem narzuca własny pomysł na to szczęście. Ale wcale nie zawsze Starszy Brat wie najlepiej, nieraz to właśnie Młodszy lubi mieć zawsze rację.
    Rodzeństwo nie gwarantuje też uspołecznienia, to bardziej zależy od osobowości. U nas jedno jest bardziej „do środka”, drugie „na zewnątrz”. Jedno wiem na pewno – warto zadbać o relację z bratem lub siostrą, bo są gotowym materiałem na przyjaciół na całe życie i można z nimi stworzyć więź nieporównywalną z żadną inną.

    1. Wasze zabawki chyba w znakomitej większości działały, zwłaszcza wielki samochód dla Barbie! Ale do dzisiaj pamiętam nazwiska niektórych osób, które odwiedziły mnie raz czy dwa i już zdążyły coś zepsuć. Forgiven not forgotten 😉

  12. Wierz mi, mogłabym z Tobą przybić piątkę, jeśli chodzi o „bogate życie wewnętrzne” (fantazje podczas podróży samochodem – strzał w dziesiątkę), problemy z asertywnością itd.

    Mam trójkę rodzeństwa.

  13. Ja mam dwa lata mlodsza siostre. Najgogrsza roznica wieku, permanetna zazdrosc i rywalizacja od 25 lat, od dnia narodzin siostry. O uznanie w oczach rodzicow i dziadkow, o rozszerzenie strefy wplywow. Kazda ma kompleksy – moje zwiazane z jej uroda, talentami, umiejetnosciami organizacyjnymi. Jej sa zwiazane z latwoscia przyswajania wiedzy.

  14. Ja jestem średnia. Kłócę się tylko z rodziną. Jak byłam mała, to biłam się z bratem. Teraz „tylko” się kłócę, ale zdarzają się pakty o nieagresji. 🙂 Z jednej strony śmiesznie jest mieć rodzeństwo (dzielę pokój z młodszą siostrą), ale czasami brakuje mi odrobiny prywatności i swojego pokoju/ przestrzeni tylko dla mnie.

  15. Egoizm – to moje największe przekleństwo jedynactwa. Nie dlatego, że byłam chowana na księżniczkę, ale że za dzieciaka nie miałam z kim kształcić sztuki kompromisu. Podobnie jak Ty głównie sama organizowałam sobie czas, gdzie podczas zabaw mogłam ewentualnie zestawiać ze sobą dwie przeciwne racje, ale każda z nich była moja. Później przekuło się to w podobne problemy w życiu dorosłym, bo o ile truizmem jest to, że należy dbać o własną dupę, to jednak dobrze byłoby czasem przyjąć obcy punkt widzenia. Co więcej – paradoksalnie nie uważam się za osobę mało empatyczną, ale ostatecznie zawsze zdanie drugiej osoby traktuję z dystansem, a ewentualne rady odbieram albo jak próbę ingerencji we własne życie, albo jako ciekawy przerywnik monologu wewnętrznego, nigdy nie biorąc ich do serca, a już a pewno nigdy się nimi nie kierując.
    Drugim istotnym problemem jest to, że do wszystkiego uzurpuję sobie prawo, wkładając w to jednocześnie minimum wysiłku. Serio, idę przez życie oczekując, że spadnie na mnie sztabka złota i jestem wielce zawiedziona, kiedy tak się nie dzieje. Wydaje mi się, że walczące o zabawki czy uwagę rodziców rodzeństwo w przyszłości lepiej radzi sobie w tej kwestii.
    Wybacz ten kotylion znaków, ale uważam, że poruszyłaś szalenie interesujący temat, a jako jedyna córunia pełną gębą mam aż za dużo powiedzenia!:>

    1. Mam zupełnie podobnie, z tym, że jako jedynaczka od zawsze miałam poczucie, że co sobie sama wywalczę, to moje, więc nie oczekuję, że spadnie na mnie sztabka złota, tylko po prostu sobie po nią idę, czasami nie oglądając się na innych – niestety.

  16. mam 2 rodzeństwa, każde z nas jest skrajnie różne, podzielam część opisanych przez Ciebie cech, ale to raczej kwestia introwertyzmu po prostu 🙂

  17. Jestem dzieckiem drugim w kolejności, mam starszą o 2 lata siostrę, po mnie przyszedł na świat mój brat oraz kolejna siostra.
    Uważam, że ma to ogromny wpływ na wachlarz moich zachowań, co obserwuję też u innych „środkowych dzieci”. Przede wszystkim mieliśmy najbardziej przekichane – ani to pierwsze, ani najmłodsze, więc uwagi takiemu dziecku poświęca się stosunkowo mniej niż reszcie. Przez to bardzo często w wieku wczesnej dorosłości mamy przerost ambicji, chcąc udowodnić innym (głównie rodzicom), że jesteśmy godni ich czasu i atencji. Oczywiście to wszystko dzieje się nieświadomie. Musimy być najlepsi, jeśli nie wychodzi w pracy czy szkole, to w kontaktach społecznych. Cokolwiek, co pozwoli nam udowodnić swoją wartość i pokazać innym, że istniejemy.
    Zawsze miałam w sobie najwięcej pokory, zawsze działałam najrozsądniej z całego rodzeństwa. Nie przechodziłam żadnego okresu buntu, za to bardzo często tak jak Ty bawiłam się sama ze sobą, miałam bogate życie wewnętrzne, byłam niesamowicie emocjonalna. To wszystko zostało mi do dziś, więc chyba nie jest do końca tak, że jeśli wychowało się w dużej rodzinie, to od razu człowiek jest super towarzyski, umie się z każdym pokłócić (też mam z tym problem, ale to chyba kwestia tego, że wręcz nienawidzę konfliktów, i wolę się od toksycznej osoby po prostu odsunąć, niż na nią nawrzeszczeć).
    Do punktu z zabawkami odnieść się nie mogę z błahego powodu – zupełnie nie pamiętam jak to jest się nimi bawić, serio! Pamiętam, że z siostrą i koleżanka bawiłyśmy się Barbie, ale jakichś szczególnych problemów przy tym nie było. Nie przypominam sobie sytuacji, żeby któreś z mojego rodzeństwa popsuło moją zabawkę, albo żebym ja popsuła czyjąś. Być może to też jest kwestia tego, że nie potrzebowaliśmy zbyt wielu zabawek, bo mieliśmy siebie nawzajem.
    Pozdrawiam Cię serdecznie, strasznie fajna jesteś, będę zaglądać częściej 🙂

  18. Špecie1lne pomf4cky majfa pri vfdchove a vzdele1vaned telesne posuihnttfdch, chorfdch a zdravotne oslabenfdch jedincov nezastupiteľne9 miesto. Delia sa na:Rehabilitačne9 pomf4ckyKompenzačne9 pomf4ckyOrtopedicke9 pomf4ckyŠpecie1lne pomf4cky slfažia na ne1cvik sebaobslužnfdch činnosted dieťaťa (aby sa vedelo najesť, obliecť, aby zvle1dlo osobnfa hygienu), na vzdele1vanie (držiaky, pere1, stojany na knihy, špecie1lne upravene9 kle1vesnice počedtača a pod), na zamestnanie (špecie1lne upravene9 ne1radie, špecie1lne držiaky pracovne9ho ne1radia), k spoločenske9mu začleneniu (spoločenske9 hry).Nesmieme zabudnfať ani na diagnostickfa funkciu špecie1lnych pomf4cok, ktore9 ne1m pome1hajfa zisťovať faroveň rf4znych vedomosted, zručnosted a ne1vykov dieťaťa, ako sfa napr. faroveň jemnej a hrubej motoriky, priestorovej oriente1cie a pod.zdroj: Mgr. Zuzana Gecziove1

  19. Jestem starszą siostrą, a co gorsza – najstarszym dzieckiem w rodzinie. I owszem odbiło się to na mojej psychice.
    1. Lubię się dzielić, ale jak dorwę już coś co kocham, potrafię to zamyszkować i jeść po cichutku, bo ‚mamo! Ona znowu zjadła moje ulubione ciastka’, a na to ‚oj jesteś starsza, bądź mądrzejsza i odpuść’
    2. Moje młodsze towarzystwo przez długi czas było na tyle młodsze, że aż głupio było się z nim zadawać. Nie te zabawki, nie te tematy. Ich zbliżony wiek sprawił, że teraz są najlepszymi przyjaciółkami, moja ‚inność’ nauczyła mnie, że potrafię siedzieć cicho i czekać na koniec imprezy (gdy dorośli rozmawiali o ludziach któych nie znałam), ale i nawiązywania kontaktu ze starszymi osobnikami
    3. Poza niepewnością, że dziecku się coś stanie pod moją opieką, mogę się opiekować z przyjemnością prawie każdym dzieckiem i często dziecko odwzajemnia moją sympatię. (bądź też to ja odwzajemniam jego)
    Gdyby się zastanowić znalazłoby się tego więcej, ale to pierwsze co mi przyszło do głowy.

  20. Zgadzam się jeśli chodzi o małą cierpliwość do imprez. Muszą być wybitne, żeby mnie zatrzymać. Dogadywanie się z kimkolwiek bywa trudne bo najlepiej dogaduje się sama ze sobą. Sama dla siebie jestem idealnym towarzyszem, ciężko mi wpuścić kogoś innego w strefę komfortu. I te cukierki!!! Chomikowane, dozowanie celem delektowania się, a tu wpada Wielka Siostra Pana Męża i robi czystke…

  21. Nie sądziłam, że to wszystko kwestia jedynactwa, ale… generalnie wszystko się zgadza. No, może poza zamiłowaniem do fanfików 😉 Aspołeczność, dbanie o zabawki, brak umiejętności kłócenia się. Paradoksalnie nawet rozwód rodziców mam na swojej liście 😉 Ale nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek myślała o rodzeństwie. Co więcej 0 patrząc na to, jak zachowują się i jakie wojny toczą znani mi bracia i siostry cieszę się, że mnie to nie dotknie. Im jestem starsza tym bardziej doceniam fakt, że choć wszystko jest tylko na mojej głowie, nikomu nie muszę się tłumaczyć ani podporządkowywać. Ot, taka egoistyczna radość z własnej niezależności 😉

  22. Jestem jedynaczką, ale jednak większość z tego do mnie nie pasuje. A już na pewno aż za bardzo umiem się kłócić, może nie na zasadzie krzyków, ale w kaszę sobie dmuchać nie dam. Jak trzeba, to krzyknę.
    Tak, jako, że bawiłam się sama zwykle, to mam bujną wyobraźnię, choć może to kwestia czytania ogromnej ilości książek za dzieciaka, ale absolutnie nie rozwinęło to we mnie aspołeczności. Tzn. tak, wolę przebywać sama w swoim towarzystwie albo ja plus JeszczeNieMąż, ale jak ktoś mnie zaprasza na imprezę, która jest słaba, to ja i tak znajdę sposób, żeby słaba nie była. Jedne z ostatnich wesel, na których byłam skończyło się pożeraniem ciasta w cichym kącie z książką ;3 I było wspaniale!
    Za to do dziś jak jadę autem, nawet prowadzę, nawet mam pasażera, lubię siedzieć w ciszy, albo tę ciszę zakłóca tylko włączona płyta.
    JeszczeNieMąż jest jedynakiem ze swoimi zasadami („nie, NIKOMU się nie pożycza książek, płyt, NICZEGO”), ale jakoś się przyzwyczaiłam.
    Ale zawsze chciałam mieć rodzeństwo. Gdyby mój ojczym z Mamą mieli dziecko wspólne, pewnie byłby to chłopak i to nie ja musiałabym z Tatą heblować deski, spawać, lutować, kopać doły i w ogóle robić milion beznadziejnych rzeczy, których teraz po prostu nienawidzę. Aż szkoda, że nie wiedziałam, że mogę się zbuntować 😀

  23. Wszystko bardzo tak, certyfikat jedynaczki mam na 100% -_- Szczególnie punkty 3 (najbardziej!) i 4 – ja też związałam się ze Starszym Bratem :v Może poza imprezami – nie wychodzę z nich, bo to przecież nieuprzejme, tylko modlę się, żeby alkohol mnie znieczulił ^^”

  24. Kurczę, nie zarejestrowałam wcześniej / totalnie mi umknęło / zapomniałam, że jesteś jedynaczką! Teraz już wiem, skąd ta duchowa więź z Twoją postacią, tę blogową Riennaherą, bo wiem przecież, że to część Ciebie, a nie cała Ty, ale bardzo tę część lubię i bardzo mi z nią po drodze na ścieżkach mojego życia.

    „Byciem pojedynczym” naturalnie wpisane jest w moją codzienność. Uwielbiam to. Z pieczołowitą starannością pielęgnuję prywatną przestrzeń, broniąc jej zawzięcie. Rozgraniczam życiowe sfery, wyznaczam swoje ścieżki, stawiam granice. Moje życie zaczyna się od “ja”. Jestem w centrum swojego własnego Wszechświata. Wkładam na głowę koronę z gwiezdnego pyłu i rządzę niepodzielnie. Ja, poruszyciel. Konstelacje pomysłów, księżyce wrażeń, planety z najróżniejszych myśli. Ja, królowa. Wprawiam je w ruch i patrzę jak wirują, kręcą się, jak żyją własnym życiem. Zobacz, jakie piękne. To ja, ja sama!

    Nie sposób tego zmienić, ale…

    Przeżywam teraz okres w swoim życiu, gdzie swoje zawodowe siły w ramach własnych projektów łączę z innymi osobami i jest to dla mnie totalnym, pozytywnym szokiem, o ile więcej, lepiej i szybciej można zrobić razem niż samej. Nieustannie mówię do swojej wewnętrznej jedynaczki, żeby se dała siana, jak za bardzo fika, z drugiej strony widzę, że wystarczy dać mi wystarczająco dużo przestrzeni i nie wtryniać i się w mój kącik do zabawy, żebym zgodziła się na wszystko.

    Znalazłam sobie już wiele przyszywanych sióstr 🙂

  25. Mi w byciu jedynakiem przeszkadza brak rodzeństwa teraz, jak jestem dorosła. Czuję, że wszystkie rodzinne problemy spadają na moje barki i nie mam się z kim nimi podzielić. A jak rodzice będą już na emeryturze to w ogóle mnie przygniotą i będę musiała sobie z nimi sama radzić.

    Natomiast z zabawnych rzeczy na temat jedynaków to kiedyś przydarzyła mi się następująca sytuacja; jestem na weselu i palę papierosa, podchodzi do mnie koleżanka i wyjmuje mi go z dłoni po czym ze śmiechem pyta czy jestem jedynaczką. Okazuje się, że jedynacy pozwalają sobie zabierać przedmioty, które trzymają w rękach bez problemu, osoby posiadające rodzeństwo mają odruch obronny. 😀

  26. Chyba nie do końca się zgadzam. To znaczy – oczywiście bycie (albo nie-bycie) jedynakiem/jedynaczką na pewno na nas wpływa, ale raczej nie w aż takim stopniu.
    W teorii wszystko pasuje, ale potem zastanawiam się nad konkretami i cóż… Nie jestem jedynaczką, mam młodszą siostrę. Zupełnie nie umiem się kłócić. Z nią – może trochę tak, ale ta zdolność nie do końca przenosi się na resztę świata. Jak Twoje kłótnie z Mamą czy Ellem.
    Tak samo z aspołecznością, albo skłonnością do odpływania we własny świat – heheh, bardzo ja 😉 Siostra tego nie zmienia.

    Muszę za to przyznać, że z jedną rzeczą się zgodzę – w pewnym momencie powstaje koalicja rodzeństwa przeciwko instytucji mama-tata i jakoś łatwiej jest znieść wszystkie Ogromne Niesprawiedliwości z ich strony, bo nie jest się w tym samotnym. Faktycznie trochę się to rozkłada.

    No i w sumie… Kto wie, może mam te naleciałości z jedynactwa właśnie przez fakt bycia jedynaczką przez pierwsze cztery czy pięć lat życia?

  27. Wiesz co? Dobrze sie odnajduje w tym co piszesz, poza kwestiami rozwodu rodzicow bo tego nie doswiadczylam. Mam mlodszego brata, 5,5 roku. I do nastoetniego angstu na rodzicow oraz odcinania sie od dorosłych nudziarzy dochodzil całościowy, od dzieciństwa, angst na glupiego smarkacza oraz unikanie kontaktu z irytujacym gowniarzem. Mysle ze to co piszesz nie ma zwiazku z posiadaniem lub nie rodzeństwa, tylko z wlasnym charakterem. PS w swoich opkach bylam jedynaczka, bo wiedziałam czym to sie je. Pozdrawiam!

  28. Jestem jedynaczką. Kłócić się umiem i nikt mi w kaszę nie nadmucha. Związek, ten pierwszy poważny, był zachwycający, bo mogłam dbać o drugiego człowieka (psychicznie i fizycznie) i dogadywaliśmy się bardzo dobrze, rozstaliśmy się z totalnie innych względów. Aspołeczna się zrobiłam dopiero po 26tym-7mym roku życia, wcześniej najbardziej aktywna i towarzyska osoba na imprezie.
    Rozwieść się moi rodzice rozwiedli, jak byłam na tyle mała, że nie pamiętam, aczkolwiek ponoć waliłam teksty do mamy w stylu „nie mogę cię puścić, bo nie wrócisz jak tatuś”.
    Mając lat naście był już Tato (czyli ojczym). Ale też no nie, w ogóle się nie buntowalam, Mama od zawsze jest Rodzicem ale i dobrą przyjaciółką. Jedyny przejaw mojego „buntu” to było zrobienie sobie tatuażu jak miałam 19 lat, na którego widok Mama zareagowała „myślałam, że będzie mniejszy” i „chyba sama sobie zrobię” (nie zrobiła niestety).
    Zatem to nie kwestia jedynactwa, ale przeżyć, środowiska, charakteru. Osobnicza, jak ze wszystkim. Bo jakoś tak zrzucasz te wszystkie Twoje cechy na jedynactwo, a dla mnie to po prostu nie jest prawda. I znam jedynaków jak Ty, jak ja, miksy, egoistów, ludzi dzielących się wszystkim, etc.

  29. Fajne te Twoje doświadczenia, bo bardzo pozytywnie malujące jedynacywo ☺ Jako wielodziatka zawsze z pewną irytacją i dozą zazdrości podchodziłam do jedynaków (zwłaszcza tych bardzo niemiłych i bardzo wrogo nastawionych). A teraz z perspektywy czasu widzę ile rodzeństwo dało mi na starcie w interakcjach społecznych. Żyjąc od zawsze w dużej rodzinie nie da się nie myśleć o innych, jakoś kompromisy łatwiej przychodzą.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry