Riennahera

Riennahera

Szczęście na emigracji – od czego zacząć?

Temat strajku Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii czai się po internecie od jakiegoś czasu. Generalnie chodzi o to, że Brytyjczycy tak bardzo nas nie szanują i szykanują, że trzeba nam bronić swojej godności. Najlepiej przez pokazanie im figi i nie przyjście do pracy. Ten pomysł zarazem strasznie mnie bawi i smuci na wielu poziomach. Ale ja jestem szczęśliwą kosmopolitką, więc może nie jestem reprezentatywna.

Emigracja to jest bardzo skomplikowane zagadnienie i z pewnością każdy czuje ją na swój sposób. Przyznaję bez bicia, że mimo lepszych i gorszych okresów w życiu nie jestem i nigdy nie byłam uboga. Głodna chodziłam na studiach kiedy nie chciało mi się albo zapomniałam iść do sklepu, ewentualnie kiedy wolałam wydać wszystko na balangę i żal mi było na kanapkę poza domem. Nie wyjechałam z Polski za chlebem, tylko na uczelnię i nie musiałam wysyłać rodzinie pieniędzy, tylko dostawałam od niej przelew na konto. Opuszczałam Ojczyznę zupełnie dobrowolnie i bardziej niż chętnie. Stąd moje prawdy są moim punktem widzenia.

Nie opieram podstaw swojej tożsamości na byciu Polką. Nie widzę w tym żadnej zasługi. Ani się tego nie wstydzę, ani nie jestem z tego dumna. To taki sam fakt jak to, że jestem kobietą, mam dwie ręce, duży nos i nie jem papryki. Nie ma czym się chełpić. Z pewnością narodowość, poprzez wychowanie w danej kulturze, ma wpływ na moje zachowanie i koloryzuje postrzeganie świata. Ale, z całym szacunkiem do Polski, jestem całym wszechświatem upodobań, poglądów i zależności. Niektórych polskich, niektórych nie. Tak jak każdy.

londynskiautobussmall

Smuci mnie pomysł strajku pracujących Polaków, bo to sprowadzanie swojego jestestwa do roli Polaka i roli pracownika. Tworzenie dychotomii my Polacy kontra oni – reszta świat. Albo wręcz oni – ciemiężący nas Brytyjczycy. A skoro nas ciemiężą, to jesteśmy ofiarami, ba, ofiarami, jesteśmy narodem wybranym. Nie to co oni, brzydcy, grubi, głupi Brytole. Na tej dychotomii wspaniale buduje się złudne poczucie własnej wartości i przekonanie, że jesteśmy tacy wielcy i mądrzy, że bez znajomości języka przyjmą nas zaraz na drugi rok studiów. Ta dychotomia pozwala sobie wyjaśnić mnóstwo niepowodzeń i niedogodności. Oczywiście, pewna część osób spotka się ze złym traktowaniem ze względu na narodowość. I to jest beznadziejne i niesprawiedliwe, należy mówić o tym głośno i piętnować takie postawy. Ale są też osoby, które uważają, że kierowcy Ubera nie chcą ich wozić jako klientów, bo widzą że są z Polski (???), a nie dlatego, że kiedyś po pijaku zwymiotowali w aucie zamówionym przez aplikację. True story.

Poczuwanie się do roli ofiary uważam osobiście za niebezpieczny stan. Bo ofiara jest skrzywdzona, poraniona, złamana. Nie jest oczywiste, że walczy o siebie i swoje przetrwanie. Ofiara może długo akceptować bardzo złe rzeczy, które się jej przydarzają. Tym samym mimowolnie prowokując pewne postawy względem siebie. Nie chcę nigdy być ofiarą. Wolę już być pewnym siebie i zblazowanym elfem pogardy. Mam wrażenie, że elfy pogardy przyciągają do siebie mniej osób, które mają ochotę je skrzywdzić.

Nie obraża mnie atakowanie Polaków w szmatławcach, bo i nie zależy mi na opinii czytelników szmatławca. Obrazić mogę się na coś powiedzianego mi prosto w twarz. Przez dziewięć lat pobytu w Wielkiej Brytanii nie miałam okazji się obrazić. Ktoś raz kiedyś próbował się śmiać z mojego akcentu. Bardzo krótko przebywał w mojej grupie towarzyskiej. Pomaga otaczanie się odpowiednimi osobami z odpowiednimi wartościami.

Mam wrażenie, że emigranci dzielą się na dwie główne grupy. Tych, dla których wszystko co polskie jest cudowne i tych, dla których wszystko co polskie jest najgorsze. Pierwsi są nieszczęśliwi, drudzy są nieznośni.

londyn czy warto 2

Kilka miesięcy temu na Camden miałam okazję spotkać chłopaka z Polski, który sprzedawał koszulki na jednym ze stoisk. Zdziwił się gdy zaczęłam rozmawiać po polsku z moją towarzyszką, zaraz potem oferował nam upust cen, bo jesteśmy z Polski. Po tym raczej miłym geście nastąpiło coś dziwnego, bo ta sama osoba, która jeszcze przed chwilą wydawała się cieszyć widząc Polki, poczęstowała nas litanią żalów i oskarżeń pod adresem właśnie Polaków. Jacy są straszni, jacy są prostaccy, cwani, nieuczciwi, jak bardzo się do nich nie przyznaje. Oczywiście co złego to nie on i jest zadowolony z tego jak wspaniale sobie radzi. Bycie świadkiem takiego wewnętrznego negocjowania tożsamości jest dziwne, bo oto na Twoich oczach zachodzi proces dość intymny. Jest też niezręczne. Oraz odpychające. Nie jestem fanką fałszywej skromności, ale w życiu zawsze znajdzie się większa od Ciebie fisza, która to właśnie Ciebie może nazwać burakiem. Myśl sobie co chcesz o kim chcesz, ale przy dzieleniu się myślami ze światem pewna doza taktu jest bardzo wskazana. Dla własnego dobra.

Nie twierdzę, że moje podejście jest najlepsze i mam monopol na wiedzę jak żyć na emigracji. Ale nie jestem nieszczęśliwa, często nawet bywam szczęśliwa. To niezły początek.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

14 thoughts on “Szczęście na emigracji – od czego zacząć?”

  1. Na sytuacji Polaków w Wielkiej Brytanii się nie znam, więc się nie wypowiem, ale antypolski dyskurs jest tam dosyć wyraźny – przynajmniej z mojego poziomu, czyli z poziomu internetów. Porównuję to sobie z Irlandią, gdzie jestem obecnie, i tu tego nie dostrzegam. Pewnie dlatego, że historia Irlandii jest dużo bardziej podobna do historii Polski, a Irlandczykom emigracja za chlebem nie jest obca. Brytyjczykom z kolei takiego doświadczenia brakuje i zapewne stąd wynika tamtejsza niechęć do imigrantów, która wylewa się z komentarzy w sieci. Dlatego też jestem w stanie uznać strajk za uzasadniony – ale bardziej podoba mi się akcja oddawania krwi, bo taki gest mówi dużo więcej. 😉

    1. Po pierwsze – tak, pozytywna akcja jest o wiele lepszym pomysłem na zjednanie sobie społeczeństwa niż krzyczenie. Wszyscy wolimy coś wzruszającego niż kłótnie.

      Po drugie – internet to internet. Jak wejdziemy na komentarze na Wyborczej czy Pudelku to jednak poziom dyskusji jest zatrważająco niski. Nie budowałabym na tym jakichś glębokich analiz.

  2. Kilka osób z dawnych szkolnych znajomych, którzy znaleźli się w Anglii na emigracji, żyje tam od kilku lat i wciąż nie umie dogadać się po angielsku. Narzekają i na Polskę i na Wielką Brytanię. Pierwszy kraj jest winny, bo nie ma dla nich pracy, a drugi sama nie wiem dlaczego. I tak od lat żyją, otaczając się tylko swoimi rodakami, których przecież wcale też nie lubią. A jeszcze bardziej nie lubią innych emigrantów. Idealny przepis na beznadziejne życie.

    1. A ja też tego nie rozumiem, moi znajomi narzekają, że nie ma dla nich pracy w Polsce, podczas gdy po dwóch pytaniach okazuje się, że a) wyjechali z Polski nie szukając pracy, zaraz po tym jak weszliśmy do Unii, b) nie próbują jej szukać również teraz.

    2. Też mam wrażenie, że wielu osobom nie dogodzi nic. Nigdy.
      Nie rozumiem też tworzenia enklaw, cały świat przed człowiekiem, a on będzie spotykał się tylko z Polakami i kupował tylko polskie jedzenie.

  3. Ja nie wiem gdzie ja się podziewałam, że o całej tej sprawie z protestem Polaków nie widziałam ani jednej wzmianki. Dobrze, że mam Ciebie! 😉 O emigracji nie wiem za wiele, bo w Anglii mieszkałam zaledwie cztery miesiące. Emigrantka ze mnie żadna. Niemniej jednak zdążyłam zaobserwować wiele zjawisk, o których tutaj wspominasz. Polaków narzekających na Brytyjczyków i Polaków narzekających na… Polaków. To aż dziwne. Wychodzi tak jakby nikt nam (może w tej kwestii ‚im’) nie pasował. Jest to jednak lekkie uogólnienie, bo mimo wszystko spotkałam się z ludźmi odbiegającymi od tego schematu, którzy po prostu nie szukają dodatkowych problemów.

    Pozdrawiam,
    http://www.VANILLAMADNESS.com

  4. Ja mam wrażenie, że niektórym ludziom myli się emigracja z Wielką Emigracją – czasem, gdy nie można było wrócić, gdy pobyt na obczyźnie oznaczał tęsknotę, wyrzeczenia, biedę i Pana Tadeusza. Cholera, dziś w takim Londynie można nie tylko pracować na zmywaku, ale też studiować, uczyć się języka i ogólnie rozwijać się. I mam też wrażenie, zwłaszcza czytając listy czytelników na Gazeta.pl (i nie tylko), że aby przypodobać się narzekaczom pisze się liczne artykuły o „typowo polskich” zachowaniach, aby z jednej strony utwierdzić rodaków w kompleksach, z drugiej – utwierdzić tych, których to nie dotyczy, w przekonaniu że są lepsi od innych. Nie, nie ma zachowań typowo polskich. Parawany na plaży, skarpety do sandałów, narzekanie, otyłość i miłość do papieża nie są zarezerwowane dla naszej nacji 😉

  5. Ja tez nie slyszalam o tym strajku. Postaw i opinii na temat emigracji jest tyle ilu ludzi w UK.

    Ostatnio w szpitalu mialam pacjenta z zaawansowana demencja ktory spytal skad jestem. Powiedzialam ze z Polski a on na to: Polish pilots were some of the best during the war. They’re now saying that Poles are coming here and taking our jobs, but nobody remembers they fought for our country.

    Powiedzial, a potem wrocil do swojego normalnego stanu patrzenia sie w sciane blednym wzrokiem.

  6. Ja zyje w Londynie juz 10 lat. Znam Brytyjczykow, ktorzy sa totalnymi idiotami i takich, ktorzy sa wspanialymi ludzmi. Poznalam tu wspanialych Polakow i takich, ktorych mam nadzieje juz nidgy nie spotkac. Zdziwilo mnie bardzo, ze Polacy chca strajkowac (?) ale ucieszylam sie, kiedy zmieniono strajk na oddawanie krwi- bardziej to pozytywne. Pod pewnymi wzgledami Polska jest lepsza od UK, pod innymi Uk lepsz od Polski, ale pod wieloma wzgledami sa takie same! Dostalm od jakiejs idiotki w gebe za to ze jestem Polka- oddalam. I z tego calego doswiadczenia najbardziej dziwi mnie to, ze to wcale nie bolalo. Idioci zyja we wszystkich krajach swiat, wystarczy spojrzec na Trump’a.

  7. Dominika Pieszak

    Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, jak to sie zwyklo mawiac. Piszesz, ze nie przyjechalas za chlebem, a rodzina posylala Ci kase na studia – mialas to szczescie. Jestec mega inteligentna, swietnie znasz jezyk, zapewne szybko sie uczysz – Twoj plus. Plus, ktory daje Ci opcje pracy w zawodzie, z ludzmi na poziomie. Niestety, na emigracje zarobkowa nie wybrali sie z Polski sami prawnicy, lekarze czy spece od IT. W 90% to ludzie bez konkretnego fachu, liczacy na prace w fabryce,’na kuchni’ czy innych tego typu pozycjach. Z doswiadczenia (9 lat na emigracji w Szkocji) znajomych wiem, ze w takich miejscach pracy Polacy sa traktowani jak ludzie ‚drugiej kategorii’, czyli: ci od wykonywania najgorszej roboty,niby rowni, ale w praktyce ci gorsi, bez prawa do awansu. Marto, na szczescie nie mialas okazji pracowac w miejscach, gdzie za dobra i szybko wykonana prace zostajesz tylko poklepana po plecach, slyszac:’good job’, natomiast awans dostaje Twoj bezzebny, zjarany szkocki kolega… Nie pisze z pozycji ofiary, bo nie sa to moje odczucia. Jestem dziewczyna po dwoch kierunkach studiow w Polsce, ze zdanym na A CAE, ale… pracujaca ponizej kwalifikacji (nie narzekam, to moj wybor, byc moze wkrotce to zmienie). To odczucia bliskich mi ludzi, ktorzy bardzo dobrze wykonuja swoja prace, a w zamian slysza tylko, ze zabieraja zatrudnienie lokalnym. Nie twierdze, ze pomysl strajku byl dobry. Jednak czytanie w prasie, sluchanie wokol jak to emigranci (nie oszukujmy sie, chodzi o Polakow, jest nas tu w koncu najwiecej), sa przyczyna kryzysu gospodarczego UK, przyczyna bezrobocia i wogole wszelkiego zla, jest dobijajace, Kazdy chce byc doceniany za swa prace, niezaleznie od tego, czy sprzata, czy przeszczepia ludziom serca. Ci ostatni moze to dostaja. Ci pierwsi, niestety nie. Pozdrawiam serdecznie.

  8. Aleksandra Korolczuk

    od jakiegoś czasu mieszkam w Kanadzie, gdzie wakacje spędza dużo ludzi z UK. Każdy z nich zna jakiegoś Polaka, oczywiście 🙂 Może to kurtuazja i nie chcą powiedzieć mi w twarz, że nienawidzą Polaków i generalnie powinniśmy wracać skąd przyszliśmy, ale zwykle wyrażają się o nas naprawdę ciepło i życzliwie, że przyjeżdżamy i ciężko pracujemy, znamy język, staramy się zasymilować. Ostatnio nawet starszy pan z Londynu zapewnił mnie, że w razie ataku Putina na Polskę Anglicy i NATO na pewno przyjadą nas ratować i mamy się nie martwić… 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry