strefa komfortu3
Riennahera

Riennahera

Blaski i cienie wychodzenia ze strefy komfortu

Wychodzenie poza strefę komfortu to nie są same blaski, iskry, błyski i chwalebne zwycięstwa. Choć o nich właśnie lubimy mówić. Pokonywanie własnych słabości i bycie silną jednostką komunikującą się ze światem i radzącą sobie z przeciwnościami niesie ze sobą pewną cenę.

To trochę jak z Portretem Doriana Graya. Zachowujesz piękną twarz bo wszystkie brzydkie rzeczy odbijają się na płótnie. W tym przypadku jesteś osobą pewną siebie, bo wszystkie lęki i niepewności odsyłasz do słoika ukrytego w kącie na strychu lub głęboko w piwnicy. Ale to nie znaczy, że ich nie ma. One tam są. Wiedzą, że wiesz. Wiesz, że wiedzą, że wiesz. 

Wsadzenie lęków do słoika nie pozostaje obojętne dla organizmu. Dzisiaj czuję się bardzo dzielna i zaradna. Pokonałam świat. Przynajmniej na własnym małym podwórku. Mogę zasnąć dumna. O ile dam radę zasnąć. Czuję się też styrana, poraniona i posiniaczona jak po wielkiej bitwie. I wcale nie chce mi się śmiać. I nie mam kiedy się z tych ran wylizać, bo kampania przeciw światu trwa.

Wypracowałam mechanizmy na radzenie sobie z przeciwnościami. Coraz łatwiej mi rozgryźć ludzi. Coraz łatwiej rozgryźć mi siebie. Jestem w stanie być pewna siebie i uśmiechnięta w obecności osób, których się boję. Jestem w stanie pchnąć się do przodu i pewnie odzywać, kiedy w środku tak naprawdę czuję się jak mały przestraszony szczeniaczek. I wiem, że jest to dobre. Wiem, że na dłuższą metę tak należy robić. Nawet jeśli na krótszą metę skutkuje to utknięciem w wannie na wiele wieczorów z mózgiem zmienionym w sito. 

Warto walczyć, warto dawać z siebie wszystko. Ale to nie oznacza, że będziesz zawsze czuć się dobrze i tryskać endorfinami. 

I to jest w porządku. Trzeba tylko nauczyć się z tym żyć. 

W tej chwili przychodzi mi to z pewnym trudem.

|zdjęcia: Kat Terek|

strefa komfortu1

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

7 thoughts on “Blaski i cienie wychodzenia ze strefy komfortu”

  1. Skąd ty to wszystko wiesz? Twoje posty zawsze w przedziwny sposób odnoszą się do tego, co się w moim życiu (realnym albo wewnętrznym) dzieje… Właśnie wyszłam ze strefy komfortu, bo zmieniłam po kilku latach pracę i dzisiaj myślałam o tym, że jest trudniej niż myślałam. A tu wieczorem twój post dziewczyno.

  2. Jest taki cytat: Jeśli chcesz osiągnąć coś, czego nigdy nie miałeś, musisz zrobić coś, czego nigdy nie zrobiłeś. Parę razy porwałam się na zrobienie czegoś, co było ponad moje siły i umiejętności – było ciężko, ale jakoś się udało. Zdarzyło się upaść i przejechać, ale to wtedy dostałam największego kopa – równocześnie w pozytywnym i w negatywnym sensie. I strefa komfortu się poszerzyła. Nie na tyle, żebym teraz była pewna siebie i ambitna, bo nie mam słoiczka z lękami – ja mam całą beczkę. Ale granice powoli pełzną i ta strefa jakoś bardziej pojemna.

  3. Niejednokrotnie naraziłam się na takie turbulencje z okazji siłowania się z moją strefą komfortu, że czasami dochodziłam do wniosku, że może właśnie moja magia znajduje się w środku, tam gdzie bezpiecznie. Oczywiście, że było warto, ale… chyba lubię się czasami oszukiwać.

  4. O tak, tych lęków i niepewności mam już nie słoik, a całą szufladę, ale na szczęście trzymam ją otwartą.
    Wczoraj osiągnęłam kilka małych i jeden duży sukces w nowej (wymarzonej) dziedzinie, ale jakoś radości brak. To znaczy jest, ale przykryta zmęczeniem i zastanawianiem się „ok, alecodalej?”. A na moim profilu tylko triumfalny post z linkiem do pierwszej publikacji.

  5. Wychodzenie ze sfery komfortu to niemal wyłącznie zgrzytanie zębami, gryzienie paznokci i walenie głową w mur;), a blaski, iskry i błyski pojawiają się potem – jak się już wyjdzie:) Świetnie trafiłaś z tematem, bo ostatnio doświadczam wychodzenia ze strefy komfortu – wiąże się ona
    z obecnością w mediach społecznościowych. Przez lata zapierałam się nogami i rękami,
    nie miałam konta nigdzie, nigdzie, blogów czytałam cztery na krzyż i nigdy nic nie komentowałam… A teraz w ramach wychodzenia ze sfery komfortu założyłam bloga, facebooka, youtuba i… zgrzytam zębami, gryzę paznokcie i czekam z utęsknieniem na te blaski, iskry i błyski, bo póki co nijak tego wszystkiego ogarnąć nie umiem. Czy jestem jedyną osobą w sieci, która nie potrafi obsługiwać facebooka? – pytam retorycznie co dnia:). A potem przypominam sobie słowa, które kiedyś wywołały we mnie efekt nazywany w psychologii „lśnieniem” – kiedy czymś się martwisz, z czymś się zmagasz, zapytaj siebie, czy będzie to miało znaczenie za pięć lat. Jeśli nie – nie martw się. Jeśli tak, zrób wszystko by za pięć lat
    być z siebie zadowolonym. Te słowa przyszły mi jako pierwsze do głowy zaraz po
    przeczytaniu Twojego nowego posta…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry