Powiem Wam, że robi się coraz gęściej. Niestety, wielu tekstów nie mogę napisać, ze względu na standardy prywatności dzieci, jakie sobie wyznaczyłam (aby nigdy nie były jak synek Edyty Górniak na słynnym zdjęciu…). Ale jest GĘŚCIEJ.
1
Ojciec po obiedzie łazi wokół stołu. Trochę sprząta, trochę wytyka dzieciątku, że nie wykonywało poleceń nauczyciela podczas lekcji pływania.
- Zobacz, kochanie, trzeba robić kick,kick,kick, a nie łazić po dnie – demonstruje dumnie.
- Ale my w basenie nie mamy w ręku patelni, tato – zauważa z uniesioną brwią Starsza, broniąc siostry. – Może dlatego nie wychodzi.
7 lat. To wiek, w którym dzieci już na pewno wiedzą, co to sarkazm.
2
Przymierzam kreację na event w pracy.
- Mamo, mamo, ale pięknie wyglądasz! – zachwyca się Starsza. – Czy jak umrzesz, to mogę sobie wziąć tę sukienkę?
Musiałam wyglądać naprawdę zabójczo.
3
Ogólnie mam chyba sporo ładnych rzeczy.
- Mamo, jak już ciebie nie będzie, mogę sobie wziąć te buty? – pyta Maleństwo.
- Nie – przerywa Starsza. – Ja je biorę. Ale oddam ci, jak mi się znudzą.
Nie mam już nic do gadania.
4
Rozmawiam z dziewczynami w drodze ze szkoły.
-Słuchajcie, “Golden” zostało nominowane do Oscara! – oznajmiam, jakbym rozmawiała z koleżanką.
- A co to jest Oscar? – pyta siedmiolatka.
- To nagroda Amerykańskiej Akademii Filmowej. Bardzo ważna. Będzie rozdanie nagród i mnóstwo osób w pięknych ubraniach.
- Ok, możemy tam pojechać? – pyta czterolatka.
- No…nie możemy. Bo to w Los Angeles.
- Ale prooooooszęęęęę…- mała robi słodkie oczka, którymi najczęściej jest w stanie sporo wyłudzić.
- Kochanie, Los Angeles to kilkanaście godzin samolotem stąd, a poza tym nikt nas nie zaprosił na Oscary.
- Nie?! – obie patrzą się smutno.
- No nie.
- A dlaczego nie?
- Bo to przyjęcie dla znanych aktorów, reżyserów i producentów, a my nimi nie jesteśmy.
- Bez sensu.
Ja też tak uważam. Czekam na zaproszenie na kolejną galę.
5
- Mamo, daj mi to! – krzyczy na mnie wieczorem czterolatka w różowej piżamce w kropki. – Koniecznie, TO!
(Przyznam, że już nie pamiętam czym było “to”, ale prawdopodobnie kolejnym słodyczem, albo zabawką, którą sobie wymyśliła, że mam jej zamówić w internecie.) - Nie. Nie ma mowy kochanie, nie zgadzam się i już. Dość.
- Gdybym ja była mamą, to bym zrobiła wszystko dla mojego dziecka…
6
Moje dzieci bawią się lalkami.
- Ej, moją uderzył piorun w nogi – krzyczy czterolatka. – Musimy ją ponieść!
- Nie będziemy kogoś nieść tylko dlatego, że go piorun uderzył w nogi! – odpowiada oburzona siedmiolatka.
To chyba się nazywa “zimny chów”…
7
Awantury to standard. Oczywiście w formie, że dziecko krzyczy na mnie, bo na przykład nie chcę przynieść majtek z szuflady, tylko wysyłam, żeby samo sobie przyniosło.
- Ja nie chcę być w tej rodzinie! – oznajmia wzburzona majtkami siedmiolatka.
- To możesz iść do sierocińca – rzucam na odczepnego, bo jest rano, jeszcze nawet nie piłam kawy, a już wytoczono ciężkie działa.
Kilka minut później… - Czemu ryczysz? – pytam dziecko zalane łzami.
- Bo pójdę do sierocińca…
- Nikt cię tam nie wysyła, ja chcę mieć cię w rodzinie, to ty na mnie krzyczałaś…
Łezki, tulaski i w ogóle.
Nie ukrywam, że nie mamy w domu równych praw. Ewidentnie ja nie decyduję, komu co przypadnie w spadku i nie mogę powiedzieć nic nawet na odczepnego.
Chyba przestanę mówić cokolwiek, zanim nie napiję się porannej kawy…

