Processed with VSCOcam with a5 preset
Riennahera

Riennahera

Ludzie z Południa, ludzie z Północy

Nigdy nie przestaje mnie zaskakiwać, że ludzie są różni. Niektórzy rozumieją matematykę. Niektórzy nie są w stanie napisać kilku tysięcy słów w kilka godzin. Niektórzy potrzebują mieć bardzo szczegółowy plan działania. Niektórzy lubią sprzątać. Niektórzy lubią dzieci, paprykę i Jarosława Kaczyńskiego. Są nawet takie osoby, które nie lubią rodzynek albo miodu. Niesamowite, prawda?

Po tym jak pierwszy raz obejrzałam “Wiernego Ogrodnika”, nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego ktokolwiek jest w stanie psychicznie znieść mieszkanie w Wielkiej Brytanii, kiedy istnieje Afryka. Kiedy choć raz się ją zobaczy. Sama co prawda nie widziałam Afryki, ale myślę, że musi być piękna. Te wszystkie kolory, te przestrzenie, w filmie kontrastują bardzo mocno z szarością biur nad brzegami Tamizy. Palące słońce pokonuje mdłe i niewyraźne chmury. Afryka, Azja, Ameryka Południowa. Te klimaty. Zupełnie jak w tej scenie z serialu Cuckoo, kiedy teść zabiera zięcia włóczykija do swojego ulubionego miejsca w okolicy, żeby mogli szczerze porozmawiać. Miejsce jest cudownym przykładem piękna brytyjskiej przyrody. Zięć oświadcza, że to kwestia perspektywy, bo jeśli spędzi się dwa miesiące w Himalayach na grzbiecie jaka, takie miejsca wyglądają, “a bit…shit, you know”.

No i tu taki klops. Spędziłam tydzień w Barcelonie. Było całkiem przyjemnie. Choć nie na tyle, żeby chciało mi się dzielić wrażeniami, robić na temat miasta wpis i edytować zdjęcia. Po prostu było przyjemnie. I tyle. Z jeszcze większą przyjemnością wróciłam Londynu, który ze swoimi taksówkami w deszczu i dziesiątkami teatrów wydaje mi się najwspanialszy w Europie (oczywiście dopóki nie odwiedzę Glasgow czy Edynburga, jednak to debata na inną okazję). Ale wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkali w Londynie i dobrowolnie przeprowadzili się do Barcelony? Wyobrażacie sobie, że są osoby, które mieszkają w jeszcze innych różnych miejscach i też marzą o Barcelonie? Ja sobie nie wyobrażałam, ale znam je, widziałam na własne oczy.



Spędziłam też długi weekend w Peak District w hrabstwie Derbyshire. Podczas gdy w Londynie temperatura wynosiła sporo ponad dwadzieścia stopni, moje nieodpowiednie do wędrówek buty były całe przemoczone i utaplane w błocie, nakładałam na siebie bluzę i kurtkę przeciwdeszczową i byłam najszczęśliwsza na świecie. Uśmiech zrzedł mi dopiero, kiedy wyszłam z pubu do ogródka i deszcz zaczął mi kapać do piwa. No bo to nieładnie tak rozcieńczać. Za ciszę wzgórz Derbyshire oddałabym wszystkie cuda Rzymu, całe jedzenie Barcelony. Może i krajobraz jest “a bit shit” w porównaniu z cudami Azji, Afryki czy Ameryki Południowej. Mnie wzrusza jednak bardziej niż zdjęcia małych szczeniaczków.

Jasne, wszyscy wolimy jak jest ładnie i słonecznie niż gdy jest zimno i pada. Ale w trzydziestostopniowym upale moja skóra nabiera nieprzyjemnego odcienia, stopy robią się brązowe, a twarz permanentnie czerwona, niczym po całonocnej libacji. Wyglądam lepiej w płaszczu, czapce i szaliku niż w skąpych sukienkach. Funkcjonuję bardziej efektywnie po przejściu kilkunastu kilometrów wśród owiec niż po wyjściu na zewnątrz na kilka godzin w trzydziestostopniowym upale. Nawet najlepsza plaża nie ekscytuje mnie bardziej niż pole pełne białych beczących potworków. Poza tym za każdym jednym razem wybieram zblazowanego Pana Darcy ponad latynoskiego lowelasa. Ale to już zupełnie inna historia…

Wczoraj było mi za ciepło w sandałach i letniej sukience. Dzisiaj Londyn poczuł pierwszy powiew jesieni. Jestem tak bardzo, tak bardzo podekscytowana.

Po jakiej stronie się opowiadasz? Jesteś człowiekiem z Północy czy z Południa?

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry