same z siebie
Riennahera

Riennahera

Czasami rzeczy dzieją się same z siebie

Einstein powiedział podobno,że szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów. Podobno, bo jeśli poszuka się źródła cytatu, okaże się nagle, że nikt go nie zna. Właściwie nie ma żadnego dowodu, że to powiedział. Właściwie wydaje się to sprzeczne z częścią jego poglądów. Ale właściwie był mądrym facetem, to też jest dosyć mądre, więc mógł to powiedzieć, no nie?

Czy jest to dosyć mądre? Jak to powiedział inny mędrzec, wiele prawd prawdziwych jest z pewnego punktu widzenia. Tym razem wiemy na pewno, że naprawdę to powiedział. Istnieje dowód w postaci fragmentu Gwiezdnych Wojen Epizodu IV Nowej Nadziei i Obi Wan zdecydowanie to mówi.

Przez ostatnie sześć dni z rzędu miałam temperaturę i nie mogłam spać w nocy, przesypiałam za to cały dzień. Dzisiaj temperatura minęła. Nie zrobiłam niczego nowego. Przez ostatnie osiem lat bloguję sobie spokojnie i blog rośnie, robi się coraz większy, bardziej się klika, powolutku, ale jednak do przodu. Za co Wam wielkie dzięki, ucałowania i ukłony. Przez ostatnie piętnaście lat wymyślałam pewną historię, w tym roku rozrosła się do rozmiarów przynajmniej władcy pierścieni, jeśli nie Harry’ego Pottera czy Gwiezdnych Wojen. Przez wiele miesięcy jej nie spisywałam, czasem siadam i spisuję, częściej nie, ale wierzę, że moment nadejdzie sam. Przez wiele lat nie mogłam iść do pubu czy sklepu czy zoo czy teatru i nie myśleć o tym, ile mogę dzisiaj wydać, żeby nie jeść do końca miesiąca mrożonej pizzy.

I tak dalej, i tak dalej.

Głęboko wierzę w ciężką pracę, wysiłek, próbowanie nowego, chwytanie okazji, przekraczanie strefy komfortu, próbowanie swoich sił jak najczęściej się da. I tak dalej. Coraz częściej czuję jednak, że to nie jest motywacja, a presja. Mocniej, więcej, bardziej. Jaki jest następny krok? Jaka jest nowa recepta na sukces? Jakim nowym pomysłem na siebie błysnę? Co innowacyjnego zaprezentuję światu?

Tydzień choroby, podczas którego nie zrobiłam absolutnie nic ze swoim życiem, blogiem, pracą, pisaniem czy w ogóle czymkolwiek, bo po prostu nie byłam w stanie, utwierdza mnie w przekonaniu, że nie muszę mieć od razu recepty na wszystko. Może właściwie wcale nie utwierdza, bo to nie jest znane mi przekonanie, tylko w ogóle nasuwa pomysł, że bez nieustannej innowacji i dodatkowego wysiłki wcale nie zginę marnie. Jeśli chwilę poczekam i popatrzę, też będzie dobrze. Brzmi to ogromnie patetycznie i, przede wszystkim, jak największy truizm świata, ale w kieracie, który sobie narzucam, wcale nie jest to taką oczywistą oczywistością. Zazwyczaj wyrzucam sobie, że czegoś nie zrobiłam, nie napisałam, nie zaplanowałam, nie zmieniłam. Że wciąż nie wiem kim chcę być. Jak sprawić, żeby moje życie było nie tylko dobre, ale fenomenalne. Żeby nie było tylko życiem, a najlepszą możliwą wersją życia. I topię się w presji tych decyzji, innowacji i zmian, męczę się ze sobą, ze swoim zmęczeniem, koniec końców nic z tego nie wychodzi poza płaczem i zgrzytaniem zębów.

W takich momentach lepiej iść na piwo. Albo dostać infekcji i mieć wypisaną receptę na antybiotyki. A potem poczuć jak wielką radość może sprawić sam fakt, że dało się radę przejść do końca ulicy i z powrotem.

13549255_1302514259778140_1263287238_o

|zdjęcie: Kat Terek|

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

1 thought on “Czasami rzeczy dzieją się same z siebie”

  1. W swoim życiu też przeszłam przez kilka takich infekcji, że nie istniałam ani dla świata, ani dla siebie i trwało to po kilka dni. Moje przemyślenia były podobne – że chociaż świat dla mnie stanął w miejscu (a nawet przestał istnieć), to po tygodniu, dwóch, wszystko wróciło do normy i to, że sobie odpuściłam, nie zniweczyło moich studiów, pracy, hobby. Ale powiem Ci, że gdy kiedyś zmogła mnie poważniejsza kontuzja i trwała dłużej niż tydzień albo i dwa, to moje odczucia były już zupełnie inne – naprawdę miałam wrażenie, że marnuję czas, marnuję życie. Na pewno potęgował to fakt, że miałam wtedy 16 lat i były wakacje (w tym wieku wakacje ograniczone są do 2 miesięcy, a nie jak w pracy – że ma się odpowiednio długie zwolnienie, ew. mogę się zwolnić i ch. z tym) – ale tak, naprawdę czułam, że zostałam w tyle i nigdy już tego nie odzyskam. I trochę tak właśnie było – nikt nie oddał mi tamtego lata.

    Więc jeśli chorować, to krótko (wiadomo). Krótko, intensywnie, a potem zebrać się w troki i ruszyć dalej. A gdy się zmęczymy, możemy znów poddać się chorobie. Albo obejść się bez choroby, po prostu na chwilę odpuścić. Każdy tego potrzebuje.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry