med1a
Riennahera

Riennahera

Moje dziesięć lat w Wielkiej Brytanii. Część II

Tego dnia dziesięć lat temu obudziłam się po raz pierwszy w akademiku. Założyłam wełniane brązowe spodnie i beżową koszulkę oraz czarną bluzę i wyruszyłam zobaczyć na własne oczy uczelnię, na której spędzę kolejne lata. Pamiętamy co robiliśmy w wyjątkowo dramatycznych momentach w dziejach ludzkości.

2011 Żegnaj Szkocjo, witaj Anglio

Czasami zbiegi okoliczności są zbyt idealne, żeby mogły być zbiegami okoliczności. Ja na przykład w ten dzień, kiedy oddałam pracę magisterską i jechałam taksówką na dworzec z moją ostatnią walizką rzeczy z Glasgow. Ostatnia trasa. A w głośnikach leci “Save Tonight” Eagle Eye Cherry.
Tak jak nie przerażał mnie wyjazd z Polski i rozstanie z rodziną, tak do dzisiaj na myśl o opuszczeniu Glasgow i świata, który od początku do końca zbudowałam sobie sama, na swoich zasadach, sprawia, że chce mi się trochę płakać. Oczywiście dziś ten świat nie istnieje. Nie istniałby nawet gdybym tam została. A kiedy wracam, a wracam dość regularnie, ocieram się tylko o jego skrawki. Bo nie mieszkam tam, gdzie mieszkałam. Nie ma już tam wielu spośród osób, które były wtedy i nigdy nie znajdę już ówczesnej drużyny. Nie mogę wejść na mój wydział i siedzieć pod gabinetem promotora albo czekać na zajęcia. Nie wpuszczą mnie nawet do unii studenckich.
Czuję do Szkocji mniej więcej taką miłość, jaką podmiot liryczny odczuwa do Litwy w inwokacji. Myślę, że najpiękniejszym momentem mojego życia jako takiego było spojrzenie w oczy olbrzymiemu jeleniowi, kiedy schodziłam ze znajomymi z jednego z highlandzkich szczytów. Tak, jestem obrzydliwą kosmopolitką.
marta56

2012 Depresja

Gdybym miała zmienić w życiu cokolwiek, wycięłabym z niego okres spędzony w Surrey. Na pewno są osoby, które lubią małe miasteczka i żyją sobie w nich spokojnie i szczęśliwie. Ja nie znoszę. Wychowywałam się w Gdańsku, spędziłam pięć lat w Glasgow i fakt, że kiedy wychodziłam w Woking na ulicę, w dziesięć minut można było przejść z jednego krańca miasteczka “centrum” do drugiego dosłownie mnie zabijał. Po kawałeczku.
Surrey ma też tę specyfikę, że jest najbogatszym hrabstwem w Anglii i wszystko jest w nim takie trochę jak z serialu o bogaczach napisanego przez kogoś, dla kogo wyznacznikiem dobrego stylu jest “Keeping Up With The Kardashians”. Wysztafirowane, wyniosłe, bardzo, bardzo drogie i ekskluzywne, ale bez klasy. Jane Austen opisywała Surrey w “Emmie” i jest to cudowna analiza tego miejsca. Właściwie zero akcji, a cała drama pochodzi z intryg, sympatii i antypatii znudzonej bogatej dziedziczki. Nie sposób nie kochać Austen.
Są w Surrey miejsca śliczne niczym małe klejnociki. Są lasy, po których biegają sarenki. Są malownicze zakątki. Moje skłonności do depresji nie wzięły się stąd i nie odeszły w zapomnienie po wyprowadzcel. Ale nigdzie nie byłam tak nieszczęśliwa jak tam. Co jest w sumie przykre, bo patrzę na zdjęcia z tego okresu i nigdy wcześniej i nigdy później nie wyglądałam tak ładnie. Tak się zmarnować!
med1a
cze2a
flo3
las7a

2013 Londyn

O Londynie piszę dużo i często. Wystarczy prześledzić teksty w tagu Londyn i Emigracja. Do czasu wyprowadzki ze Szkocji nie był dla mnie żadnym El Dorado. Choć w przedszkolu rysowałam czasem Pałac Westminsterski. Kiedy mieszkałam w Surrey był już w mojej głowie Królestwem Niebieskim. Czy był wszystkim, czym go sobie wyobrażałam? Tak. Czy był spełnieniem marzeń? W dużej mierze. Czy wyleczył mnie z depresji? Raczej pomógł niż przeszkodził.
Myśl o mieszkaniu gdzieś na zawsze wywoływała we mnie niezbyt przyjemne myśli. Do teraz.

2014 Strefa Komfortu

Kiedy zaczynałam obecną pracę uważałam, że absolutnie nie nadaję się do dzwonienia do obcych ludzi, do spotkań, negocjacji, prezentacji i innych takich. Dzisiaj jestem święcie przekonana, że do znakomitej większości rzeczy nadaje się znakomita większość osób, jeśli tylko włoży w to wystarczająco dużo wysiłku. I że satysfakcję można czerpać z najróżniejszych źródeł, których istnienia nawet się nie podejrzewało. To nie jest wcale coś oczywistego. To nie jest nawet coś, czego się nas uczy. I potem mnóstwo zdolnych, młodych osób wypowiada kwestie typu “nie będę tego robić, nie będę tego próbować, bo to nie dla mnie i na pewno mi się nie spodoba”. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że się nie spodoba. Ale nawet jeśli, to doświadczenie i tak może się przydać.

2015 Młodość czy starość

To jest taki ciekawy dysonans, że w Wielkiej Brytanii jestem na wiele rzeczy za młoda, a w Polsce niemalże za stara. Ślub, dzieci, takie sprawy. Ludzie około trzydziestki o takich rzeczach w Londynie nie myślą. Ludzie około trzydziestki w Polsce takie rzeczy mają dawno za sobą. Oczywiście w jednym i drugim przypadku jest to tylko kwestia percepcji czy indywidualnych oczekiwań, a nie jakieś społeczne status quo. Osobiście nie wiem czy jestem stara czy młoda. Od 2006 roku czuję się mniej więcej niezmiennie, tylko rzadko teraz sięgam po mrożoną pizzę.

2016 Czas teraźniejszy

Tak minęły wieczory i poranki. Lat dziesięć. Co dalej? Nie wiem. Zobaczymy. Coś wymyślę.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry