mile
Riennahera

Riennahera

Jeśli to nie jest miłe, to nie wiem co jest #3

To okropnie smutne, że złe rzeczy pamiętamy latami, a dobre zlewają się w jedną bezkształtną całość. Że jeden komentarz o tym jaka jestem żałosna, przekreśla dziesiątki polubień, przyjemnych, przytulnych słów, nowych znajomości i uśmiechów. Że motywują mnie do pisania rzeczy nieprzyjemne, a te chwile, kiedy czuję w środku rozlewające się ciepło i błogość pozostają zapomniane. To nie jest sprawiedliwe.

Podobno z powodu dotychczasowych doświadczeń boję się świata i uważam, że czyha na mnie wszędzie niebezpieczeństwo. Jeśli pozwolę sobie na chwilę zapomnienia, wszystko się zawali. Dlatego lepiej wciąż się bać. Nie spać po nocach pilnując, czy aby ktoś się nie włamuje. Utrzymywać samolot w powietrzu nieustannym powtarzaniem w myślach tej samej modlitwy. Ten schemat.

W międzyczasie coraz trudniej jednak ignorować te małe momenty, które chcą mnie uszczęśliwić. Pchają się drzwiami i oknami. Im są mniejsze, tym łatwiej im przecisnąć się przez zapory. Wśliznąć przez szparę w drzwiach.

Taki zapach świeżej bagietki, na przykład. Kupujesz ją w Tesco, zwykła masówka, nic specjalnego. Wracasz do domu i kiedy nikt na ulicy nie patrzy, ukradkiem zaciągasz się jej zapachem. Wścibiasz nos w folię i oddychasz głęboko. Po chwili już nie ma znaczenia czy ktoś patrzy czy nie. I tak sobie razem maszerujemy, bagietka, jej cudowny zapach i ja.

mile

|zdjęcie : Kat Terek|
 Na zdjęciu coś na kształt uśmiechu!

Następnego dnia dostajesz w Starbucksie darmową herbatę, bo akurat trwa promocja. Barista robi umęczoną minę, ale to nie ważne, bo zielona herbata z mlekiem jest cudownie ciepła i kremowa, a rozmowa z towarzyszką się klei. Próbujesz zapłacić za kolejną, ale jak promocja to promocja, pieniądze nie wchodzą w grę. A w ramach przeprosin za wcześniejszego focha na odchodne dostajecie po trzecim kubku. Kiedy wtaczasz się do metra, jestem wielką kremową kulką rozkoszy.

I nagle odkrywasz, że znajdujesz się w dziwnym wirze dobra. Po zakończeniu ciężkich negocjacji, szef zabiera Cię na drinka. Spodnie od dresu są cudownie miękkie. Oczywiście zawsze były, ale nigdy wcześniej ich miękkość nie była tak błoga. W sklepie znajdujesz szal w złote gwiazdy i od teraz możesz owijać się kosmosem. O północy przemierzasz deszczowy Londyn taksówką. Krople bębnią o szybę, a Ty jesteś w samym środku sceny z własnej książki. Światełka nad Tamizą wydają się lśnić tylko dla Ciebie. Rano na dworcu St Pancras ktoś najcudowniej na świecie gra na pianinie. I kiedy mówię najcudowniej na świecie, naprawdę to właśnie mam na myśli. Gra tak, że nie da się nie uśmiechać. I czujesz, że kochasz ten moment, ten miesiąc, to miasto.

To wszystko nic nie znaczy i znaczy wszystko. To wszystko jest dobre i miłe. To wszystko sprawia, że czuję się szczęśliwa. There, I said it. Być może za chwilę wszystko runie. Ale zawsze będę miała dresy, gwiazdki i bagietki. I oto na zewnątrz jesień na całego. Pierwszy raz włożyłam dzisiaj zimowy płaszcz i nie było mi w nim ani trochę za ciepło. A w środku wiosna.

Muszę częściej pisać o tych chwilach.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

28 thoughts on “Jeśli to nie jest miłe, to nie wiem co jest #3”

  1. Kurczę Rien, to strasznie fajnie poczytać, o takich miłych rzeczach, które Cię spotkały. Na serio się teraz uśmiecham, prawie tak, jakbym to ja miała taki dobry dzień, tydzień czy miesiąc. Życzę każdemu, by w najciemniejsze dni pamiętał o swoich bagietkach, pięknych szalach, autobusach, które przyjeżdżają na zawołanie, pięknych puszystych psach, które się mija na ulicy i ulubionych piosenkach, które nagle słyszy się w radiu.

  2. Marta, takie teksty są jak miód na moją duszę. A pierwszy akapit… chciałabym jako reakcję na niego wydusić z siebie takie poetyckie „OCH…!”, ale ponieważ czytam go późną nocą, muszę oszczędzić sobie efektów dźwiękowych, bo mi się Luby obudzi.

    Ale zawsze mogę Ci to napisać, co zresztą czynię niniejszym komentarzem.
    A więc „OCH…!”
    Wspaniale mi się to czytało. Pisz o tym częściej. I tak, ja też uwielbiam zapach świeżej, cieplutkiej, chrupkiej bagietki. I lubię ją rozrywać, wyciągać palcami miękki, ciepły środek i formować duże kulki, które zjadam bez wyciągania z szafki talerza. Widać każdy ma jakiś bagietkowy rytuał.

  3. Taaaaaaak!!! Koniecznie pisz częściej!!!
    Kiedyś byłam dobra w znajdowaniu tych dobrych drobiazgów robiących moje minuty, godziny, całe dnie. Co prawda nigdy nie byłam tak dobra jak moja przyjaciółka, która jest mistrzynią świata w zaciąganiu się bagietką (i czego jej zawsze trochę zazdrościłam), ale byłam w tym naprawdę niezła. A potem złapałam się na tym, że gdzieś mi to ucieka, że częściej mam życiowy listopad niż tę wiosnę… I że to wcale nie jest to, czego chcę, tylko jakoś tak samo się robi… A to nie jest dobre! Chcę bagietek, dresów i wiosny! Za drinki z szefową jednak podziękuję…

  4. Pięknie te wszystkie drobne rzeczy namalowałaś słowami! 🙂 Szczerze mówiąc znacznie poprawiłaś mi tym humor (i już wcale się nie zamęczam wspomnieniem tej durnoty, którą powiedziałam składając życzenia koledze 4 lata temu). Dzięki!

  5. To o czym wspominasz na początku ma nawet swoją nazwę – zniekształcenie poznawcze. Kiedy drobne potknięcia i nieprzyjemne sytuacje przysłaniają wszystko to co dobre. Myślę, że wszyscy poniekąd tego doświadczamy, natomiast niektórzy z nas zbyt intensywnie. Cieszę się, że udaje Ci się dostrzegać i cieszyć z drobnych rzeczy. Ja sama staram się to robić. I choć wiem, że być może za chwilę moja radość runie jak domek z kart, a moje czarnowidztwo wysunie nos zza uchylonych drzwi – co z tego? Dziś w parcy dostałam od klientki bombonierkę. „Bo panie zawsze takie uśmiechnięte i życzliwe, aż miło przychodzić”. Mała rzecz a tyle mówi o nas. Ludzie łakną dobra i życzliwości. Każdy ma swoje podłe dni. Warto chwytać się tych małych promyków bo one sprawiają, że światełko w środku nas całkiem nie gaśnie …Ale ckliwie się zrobiło i powiało patosem. Wybaczcie ale musiałam 😉

      1. Znieksztalcenia poznawcze nie są jednostkami chorobowymi, tylko zafalszowanymi wzorcami myślenia. Warto po prostu mieć świadomość jeśli wpadło się w ich pułapkę i zrozumieć,ze nierzadko to nie rzeczywistość jest taka straszna ale nasze wyobrażenie o niej:) pozdrawiam i życzę jak najwięcej pachnacych bagietek;)

          1. U mnei to głównie kwestia finansów, ale w końcu będę mogła sobie pozwolić bez wizji bankructwa, kwestia czasu myślę…

        1. Si, leczyć w cudzysłowie, wiem, że to nie choroba, ale sama świadomość tego zdecydowanie mi nie pomoże. Poza tym nie określiłabym tego jako wpadanie ich w pułapkę, tylko życie z tym od zawsze, a to już wymaga chyba długiej terapii. Jestem natomiast ciekawa metod naprawiania tego myślenia.

          1. Może terapia poznawczo-behawioralna okazałaby się pomocna. Tak naprawdę, najwazniejsze to znaleźć dobrego terapeutę:)

  6. Ojej, akurat dzisiaj miałam taki moment, który aż zakodowałam sobie w pamięci, żeby potem nie gadać, że moje życie jest smutne 😀 Szłam sobie na uczelnię, rano, przez centrum Poznania, ściskając pod kurtką ciepły rogalik drożdżowy i słuchając tęsknej, żołnierskiej pieśni, śpiewanej przez pewną Ukrainkę. Jej wymowa i brzmienie języka jest po prostu cudowne, równie cudowne co ciepły rogalik i wielki budynek mojego wydziału, na szczęście znajdujący się dodatkowo na cichej uliczce, w otoczeniu parków i zabytków. Takie rzeczy trzeba pamiętać, mi o wiele łatwiej cieszyć się drobnostkami, niż wielkimi sprawami- ze dostania się na uniwerek tak się nie cieszyłam, jak z tego rogalika 😀

  7. Mikrożycie (www.mikrozycie.pl)

    Podoba mi się koncepcja takiego wiru dobra. Jedne miłe momenty pociągają za sobą inne. Sama też jestem raczej typem od bojowej gotowości, ale czasami nie umiem nie być przynajmniej zadowolona. Być może szybciej o tym zapomnę, ale może dzięki temu dobrze rzeczy będą mnie spotykać częściej niż te złe? Ot tak, dla wyważenia, dla równowagi?

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry