• w styl
  • w dniu

10 myśli o posiadaniu własnego stylu

Kolejna przeprowadzka zmusiła mnie do spakowania szafy. Po raz kolejny obiecałam sobie, że pozbędę się wszystkiego, co do mnie nie pasuje, wszystkiego czego nie noszę. Co gorsza, zmusiła mnie również do rozpakowania wszystkiego, co (myślę, że) noszę po rzekomo ostrej selekcji. Porozwieszałam nawet wszystko kolorami, wciąż jednak widzę głównie chaos, nie żaden styl…

 

 

O wiele łatwiej dostrzec czyjś styl niż swój. Nie mam na myśli tego, że nie wiemy co nam się podoba, bo wiemy. Po prostu ciężko ocenić całokształt siebie. Jestem w stanie spojrzeć na znajomą albo na osobę publiczną i powiedzieć “tak, to jest super styl i zawsze super wygląda” niż dostrzec spójność w sobie. Czasami oglądając własne stare zdjęcia spojrzę na siebie jak na kogoś obcego i pomyślę “o, to wygląda naprawdę super”. Jednak kiedy patrzę w lustro widzę jednak tylko siebie, nie żaden styl.

 

 

Styl i moda mają punkty wspólne, ale nie są tożsame. Moda ma przy tym wiele znaczeń, które mogą być całkiem sprzeczne.

Nie pamiętam już tytułu programu telewizyjnego, który widziałam wiele lat temu. Było to reality show, w którym kilka brytyjskich dziewczyn musiało wykonywać zadania, żeby zasłużyć na współpracę przy pokazie Missoni. Dziewczyny twierdziły, że kochają modę i zakupy, ale żadna z nich nie wiedziała, kto to i co to jest Missoni. Nikt mnie ma oczywiście obowiązku tego wiedzieć, ale to dla mnie jest zainteresowanie byciem konsumentem, a nie modą jako sztuką, ani nawet jako przemysłem. Nie jestem specjalnie zainteresowana byciem konsumentem.

 Jednym z kluczowych zdań mojego życia była złota myśl wypowiedziana przez mojego dziadka ze strony ojca, gdy miałam jakieś dwanaście lat: “ubrania nie mają być modne, tylko takie na jakie stać rodziców”. Takie złote myśli są straszne, bo mają na celu ustawić w szyku i zabić fantazję.

Pieniądze pomagają w wyglądaniu stylowo, ale nie są do tego niezbędne. W okresie gimnazjum moimi ikonami były dwie koleżanki, które zdecydowanie miały niewiele pieniędzy i ubierały się prawie wyłącznie w taniej odzieży.

 

 

Są sklepy, w których ubieram się regularnie, a także takie, do których prawie nigdy nie zaglądam. Raz na jakiś czas warto jednak zajrzeć w nowe miejsce, bo nigdy nie wiadomo, gdzie czeka na nas coś niespodziewanie idealnego. Nie chodzę na przykład zbyt często do sklepów sportowych, a nie wyobrażam sobie jesieni bez wielkiego płaszcza z taniej odzieży noszonego z bluzą Adidas, a końca lata bez bluzy w komplecie ze zwiewnymi sukienkami. Łączenie ubrań z pozornie różnych rzeczywistości to moja recepta na sukces.

Jeśli szukacie wyjątkowych ubrań i dużych zniżek, zajrzyjcie do klubu Zalando Lounge   , gdzie codziennie czeka na Was coś innego – polska strona:  Zalando Lounge , a brytyjska tutaj: Zalando Lounge.

 

 

Niespecjalnie wierzę w to, że rodzimy się ze stylem czy gustem. Można mieć pewnie jakieś predyspozycje, tak jak ma się predyspozycje do pisania, śpiewania czy sportu, ale nie znoszę mitu elitarności tego, że ktoś umie dobrać ubrania. Jeśli mam jakikolwiek styl, to jest on wynikiem lat przeglądania kolorowych czasopism, chłonięcia inspiracji z filmów, obrazów, zdjęć, teledysków i dziesiątek, setek prób i błędów.

Kiedyś myślałam, że własny styl polega na wyglądaniu inaczej niż wszyscy, odważnie, krzykliwie, wyjątkowo. W skrócie – po prostu dziwnie. Więc często tak wyglądałam. Teraz wcale tak nie uważam. Kilka lat temu po odwiedzeniu London Fashion Week zauważyłam, że krzykliwych Pokemonów stylu jest tam sporo, bo w ten sposób łatwiej się załapać w obiektyw fotografa. Mają na szyjach głowy lalek, mają neonowe ubrania czy różne inne wariactwa, ale koniec końców są przewidywalne w swojej krzykliwości. I w ogóle mnie nie ciekawią. Osoby, które mnie zachwycały, siedziały na uboczu popijając kawę albo przemykały od pokazu do pokazu, w cudownie skrojonych płaszczach i delikatnych butach, w lekkich jak mgła swetrach, z prostymi, choć idealnie ułożonymi fryzurami, wyglądając naturalnie, bezpretensjonalnie i nonszalancko. Do takiego stylu chcę aspirować.

 

 

Jeśli WSZYSCY coś noszą, to najlepszy powód, żeby tego nie nosić. Albo przynajmniej poczekać. Niektóre rzeczy staną się klasykami, jak obecnie ramoneski. Inne trafią do lamusa (jestem pewna, że ten los spotka okrągłe torebki z rafii czy wikliny).

 

 

Zasady się zmieniają. Zasady są od tego, żeby je łamać. Kiedyś torebkę dobierało się kolorem do butów. Kiedyś skarpety w sandałach były wielkim obciachem. Ani jedno ani drugie nie jest już aktualne. Piękne skarpety z odpowiednimi sandałami to jedno z moich ulubionych ubraniowych połączeń, a jedne z najlepszych jego wersji pochodzą od Prady.

 

 

Nie ma takich rzeczy, które musisz mieć w szafie albo nie jesteś osobą stylową. Nie cierpię wszelkich takich polecajek, w których królują prochowce, jeansy i białe koszule oraz T-shirty. Co prawda kocham prochowce, kocham dobrze skrojone jeansy i białe koszule, ale byłabym wielce nieszczęśliwa w jeansach, białej koszuli i prochowcu. Prochowiec i hipisowska sukienka – to już inna sprawa!

 

 

Ubrania, które masz w szafie od pięciu, siedmiu, dziesięciu czy więcej lat, ze zdumieniem orientujesz się ile czasu je masz i wciąż są równie modne co w momencie zakupu – to są właśnie stylowe ubrania.

 

 

Chciałabym powiedzieć, że właśnie one ostały się w mojej szafie, ale chyba nie do końca. Wciąż mam wielką szufladę rzeczy „po domu” (w których chodzę właściwie tylko kiedy jestem chora), sporo wieszaków ubrań, które kiedyś mi się spodobały, których nigdy nie pokochałam, ale „szkoda oddać” i mnóstwo, mnóstwo ubrań sentymentalnych. Nikt nie powiedział, że zarządzanie szafą to łatwa sprawa…

wpis we współpracy z Zalando Lounge

Loading..