Marta Dziok-Kaczyńska

Muminki się cieszą

Picture of Marta Dziok-Kaczyńska

Marta Dziok-Kaczyńska

(wpis wynikły z mojej żądzy herbaty)

(je ne regrette rien)

 

Jakie teksty kultury najbardziej wpłynęły na to jaką jesteś osobą? 

Byłoby elegancko wymienić tutaj całą plejadę artystycznych filmów i alegorycznych powieści. Poezję noblistów i literaturę iberoamerykańską. Reżyserów, przy których Godard i Von Trier są mainstreamowi. Nie jestem elegancka i tego nie zrobię. Inną drogą jest pójście w uczuciowość, literacko-artystyczną egzaltację i realizmy magiczne, żeby pokazać, jaka jestem głęboka i wrażliwa. Pff.

Nie zależy mi na pokazaniu się jako osoba głęboka, wrażliwa czy oryginalna, a nawet (o zgrozo) sympatyczna. Nie znoszę słowa “sympatyczny”. Głęboko wierzę, że stworzyły mnie klasyczne baśnie i stare filmy sci-fi i fantasy. Dziwne książki, wypożyczane przypadkowo z biblioteki – wśród nich zarówno perełki jak i całkowity chłam. Kreskówki z wypożyczalni VHS, które miały na celu głównie sprzedawanie lalek i kucyków. Dużo amerykańskiego badziewia w stylu “Dynastii”. Ostatnio moja teściowa powiedziała, że nie oglądała w latach dziewięćdziesiątych “Dynastii”, bo takie rzeczy jej nie interesowały i wolała czytać. Wyobrażacie to sobie? “Dynastia” kogoś nie interesowała! Alexis i Crystal ciągnące się za kłaki i Fallon porwana przez kosmitów – jak to może nie interesować? 

Specjalne miejsce w krainie mojego dzieciństwa zajmowały skandynawskie bajki i opowieści. Na półce stał od zawsze zbiór baśni „Narzeczony z morza” i opowiadania Astrid Lindgren. Moim ulubionym, jakby zupełnie o mnie, była “Najukochańsza Siostra”. Marzyłam o życiu jak w Bullerbyn i oczywiście przepadałam za Muminkami, wchłanianymi najpierw jako mistrzowska japońska kreskówka, potem też jako książki. 

 

 

Znasz kogoś, kto z pełnym przekonaniem może powiedzieć “nie lubię Muminków” czy „Muminki są beznadziejne”? Jesteśmy w internecie, gdzie na każde retoryczne pytanie musi zostać udzielona odpowiedź i zaraz znajdzie się tłum osób, które powiedzą, że Muminki są żenujące, tylko po to, żeby wywołać burzę. Nawet jeśli tak naprawdę śpią w pościeli z Muminkami, kochają się w Małej Mi i tatuują sobie na ramionach Ryjka z Paszczakiem. Tacy są ludzie, nic nie zrobisz. 

Muminki są niesamowite. Nie fajne, świetne, słodkie i kochane, a właśnie niesamowite – dziwne, trochę straszne. Jak u Edgara Allana Poe – “Dużo Szaleństwa, więcej Grzechu, I Groza – sztuki treść”. Z jednej strony, jest to urokliwa opowieść o urokliwych postaciach żyjących w urokliwym zakątku i widzimy, że to wszystko jest dobre. Z drugiej – nigdy nie bałam się żadnej fikcyjnej postaci tak jak bałam się Buki, a na samą myśl o hatifnatach dostawałam gęsiej skórki. Nie do końca umiem powiedzieć dlaczego, bo w Muminkach przecież wszystko kończyło się dobrze jak w hollywoodzkim filmie. O ile jednak znakomita większość filmów, seriali i innych takich obecnie mnie nudzi, bo przecież i tak wiemy, że jakikolwiek konflikt zakończy się pozytywnie (stąd świetność “Gry o Tron”, naprawdę nie ma znaczącej konkurencji), o tyle kiedy myślę o Muminkach wciąż mam w głowie atmosferę ciemnego lasu i grozy w dolinie. 

 

Uważam, że groza to coś co niesprawiedliwie usuwamy obecnie z dzieciństwa. Klasyczne baśnie są straszne i okrutne, bo próbowały nauczyć czegoś o życiu. Kiedy Keira Knightley powiedziała w wywiadzie, że nie pozwala oglądać córce disneyowskich wersji “Kopciuszka” i “Małej Syrenki” , wywołała medialną burzę. Sama się z nią zgadzam i “Mała Syrenka” zawita u mnie w domu w tej wersji, która uzmysławia, że rezygnacja z własnej tożsamości dla drugiej osoby to nie jest dobry pomysł. Tej wersji, która wzruszyła mnie jako dziecko miłosierdziem głównej bohaterki. Muminki mają jednak moje pełne zaufanie. Będzie czytane i trochę nie mogę się już doczekać. Czekam też na nową wersję animowaną, chociaż podejrzewam, że w mojej głowie nic nie pobije tej z dzieciństwa.  

Dziękuję Coffeedesk za spełnienie moich muminkowych marzeń, bo na widok puszek z herbatą aż mnie skręcało z żądzy i jęczałam „dajcie mie te muminy”. Popijam sobie zielone muminkowe herby na zimno, a na ciepło rządzi wyjątkowa czarna z melonem i morwą. Dla Was mam kod rabatowy MUMINKI ważny do końca maja na wszystkie herbaty firmy Teministeriet –  zapłacicie o 20% mniej.

 

PS Pamiętacie tę kultową szkolną przeróbkę piosenki z serialu? “Muminki się cieszą, że XX (tu wstaw dowolną osobę) powieszą?” i tak dalej? 😉

Podoba Ci się? Udostępnij ten post

Riennahera

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska

Riennahera​

Prowadzę blog, podcast „Korespondencja z Londynu” oraz aktywnie działam w mediach społecznościowych. W Wielkiej Brytanii mieszkam od 2006 roku. Studiowałam historię i filmoznawstwo na Uniwersytecie w Glasgow. Przez wiele lat pracowałam w brytyjskiej prasie, obecnie jestem dziennikarką portalu polonijnego. Wydałam książki fantasy „Elfy Londynu” i „Podróżniczka” oraz non-fiction „Anglia. Czas na Herbatę” i e-book „Londyn z Riennaherą”. Mieszkam w Londynie z mężem i córkami.

9 Responses

  1. Mumiiiiinki. Muminki 🙂 W nocy o północy jestem w stanie zanucić piosenkę z kreskówki. Nie bałam się co prawda Buki, ale straszliwy lęk i koszmary wzbudził we mnie kapelusz, który przemienił Muminka w potworka. Bałam się, że moja młodsza siostra wejdzie do takiego i wyjdzie jako potwór z rogami.

    Mam też teorię, że Lars von Trier, tworząc „Melancholię” inspirował się „Kometą nad Doliną Muminków”. Kiedyś napiszę doktorat na ten temat 😉

    Mam w domu pół szafki puszek na herbatę, ale hej, te są z Muminkami?

  2. Pamiętaj, jak w dzieciństwie dziadek opowiadał mi bajkę o Czujce, Rwij Go i Nieś Go (gdzieś przeczytał, a potem znając jego zdolności do improwizacji, mocno pozmieniał. Zresztą fabuła ulegała modyfikacjom za każdym razem), a ja później zachwycona podzieliłam się nią z rówieśnikami w przedszkolu, a oni powiedzieli, że sępy rozrywające na strzępy strasznych olbrzymów to zbyt straszne i nie powinnam opowiadać takich rzeczy. :/ Ogólnie bardzo jestem wdzięczna rodzicom, że nigdy jakoś specjalnie nie cenzurowali mi lektury, a „Bracia Grimm” u babci na półce to była ta wersja, w której gołąbki krzyczały „Zawracaj koniczka, krew płynie z trzewiczka”.

  3. Uwielbiam Muminki, bo pokazują to, co w fantasy jest dla mnie najważniejsze – rzeczywistość i naturę, która reaguje na bohaterów i żyje razem z nimi. Buki się nigdy nie bałem, może dlatego, że w końcu nawet Muminek przestał się jej bać. Za to przerażają mnie, i to nie w taki horrorowy, ale raczej egzystencjalny sposób późniejsze tomy – Zima, Morze, Listopad… Niby nic złego się nie dzieje. ale są smutne jak cholera.

  4. Ja wychowałam się na mało znanej książeczce z opowiadaniami „Twierdza Surami”. Matko, jakie to było straszne i smutne! Najbardziej utkwiło mi w pamięci to o matce, która chorowała a dzieci jej nie pomagały więc zamieniła się w łabędzia i odleciała. Jako dziecko byłam przerażona, że mama może zostawić własne dzieci! Mam nadzieję, że mam tę książkę jeszcze gdzies w domu, teraz nie znajdzie sie nic podobnego.

  5. W dzieciństwie Muminki były mi obojętne, lekko na plus. Nie czułam do nich nic szczególnego. Dopiero, gdy jako dorosła osoba poznałam książki – byłam pod wrażeniem! Początkowe tomy nie za szczególne, ale to, co jest dalej jest genialne, niesamowite, mądre i takie przenikliwe, że wow.

    Na mnie największy wpływ miała (i ma do dziś :D) Sailor Moon.

  6. Jako dziecko nie cierpiałam Muminków, bo znałam tylko tę ponurą lalkową wersję studia Semafor bodajze. Bardzo dorosła estetyka, ą, ę, bułkę przez bibułkę minimalistycznie ale dla mnie po prostu smętną nudną i trochę przerażającą. Książki przeczytałam później i pełen zachwyt. A teraz fińska telewizja i Sky wypuściły nową wersję, muszę córkom pokazać 🙂 https://www.youtube.com/watch?v=B88jtopjtWg

  7. Rien, a oglądałaś film „Willow”? To jest stary film fantasy, który na długie lata ukształtował mój gust filmowy 😀 Do dzisiaj uważam, że mało jest lepszych filmów tego gatunku 😀
    https://youtu.be/TZFtUwAs0wk

    A Muminki… wiadomo. Kocham! Czytałam już synkowi, jak jeszcze był taki mały, że usypiał go szum inhalatora, suszarki lub mojego głosu. Wtedy mogłam czytać mu cokolwiek i nie denerwował się, że nie ma obrazków na każdej stronie 😉 Do głębi poruszył mnie tom „Tatuś Muminka i morze”. Dla mnie to opowieść o rozterkach rodziców, którym dorastają dzieci. Albo po prostu o dorosłych, którzy orientują się, że już są trochę starzy, ale nie godzą się jeszcze na to. Ryczałam nad tym trochę, bo i po porodzie chormony swoje robiły. I tak bardzo kochałam mamę muminka, która potrafiła w każdych warunkach wprowadzić cudowną atmosferę. I tak mi jej było szkoda, kiedy mieszkała w latarni morskiej, a tęskniła za Doliną Muminków…. I malowała na ścianach ich mieszkanka w latarni swój ogród i dom muminków i uciekała do tego namalowanego przez siebie świata… Cudna książka.

    A taka muminkowa herbata może być dobrym prezentem na urodziny <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *