• w kultura
  • w dniu

Pożegnanie z Downton Abbey

Jest rok 1927. Do Downton Abbey przychodzi list. Oto na dniach zawita tam sam król! Zanim się to jednak stanie, trzeba czeladkę zebrać i stoły pownosić. Oczywiście nie obejdzie się bez spięć w rodzinie i między służbą. Podczas samej wizyty śmiechu będzie co niemiara, kłopotliwych sytuacji również. Dzięki dzielności i przebiegłości naszych bohaterów zapobiegniemy tragedii oraz utrzemy nosa komu trzeba.

Ciężko uznać to streszczenie za spoiler, bo tam mniej więcej wyglądał każdy sezon serialu. Bywało dramatycznie, bywało groźnie, bywało smutno. Jak to w melodramacie. Jednak dzięki dobremu sercu, wpojonym wartościom i wzajemnemu wsparciu służby i państwa w różnych konfiguracjach, Downton Abbey zawsze wychodziło jakoś na prostą. Zarówno w znaczeniu miejsca jak i ludzi. 

Downton Abbey od samego początku było eskapistyczną bajką o dobrej arystokracji i szczęśliwych służących.

Nawet kiedy działo się źle, na końcu wszystko było dobrze. Z rodziną Crawleyów i wszystkimi ich domownikami przeżyliśmy wiele. Według kalendarium świata przedstawionego, piętnaście lat. W tym czasie zdarzyło się wszystko, od zatonięcia Titanica, przez wojnę, szofera poślubiającego młodą lady, jazz, gwałt i dramatyczne śmierci. Nigdy nie zapomnę tych świąt, kiedy zasiadłam zadowolona przed telewizorem czekając na odcinek specjalny, zajadając pod kocem pierniczki, a grubo ponad godzinę później siedziałam przed ekranem z szeroko otwartymi ustami i łzami w oczach. Mój mąż i teść, którzy serialu nie śledzili, byli równie wstrząśnięci. A święta zepsute. Dla mnie i dla stu dwudziestu milionów widzów w dwustu krajach ten serial był bliski, był ważny, był jak “Gra o Tron” tylko z lepszymi manierami i zakrytymi cyckami. 

Czy Downton Abbey to film, który trzeba obejrzeć?

Jeśli jest się fanem serii telewizyjnej i obejrzało się z zapartym tchem wszystkie sezony – nie zaszkodzi. Dostajemy to co lubiliśmy oglądać w telewizji, chociaż oczywiście w skondensowanej formie. Sama obejrzałam film bez żadnej żenady i nie bez przyjemności. Znane nam postaci pojawiają się na ekranie tak naprawdę na chwilę, bez wątków umożliwiających na ukazanie jakiejś psychologicznej głębi. Tyle, że my ich głębię po sześciu sezonach znamy. Wszyscy są tacy jak być powinni. Nieco więcej miejsca dostają Tom i pan Barrow, ku pokrzepieniu serc.

Czy jest to film, który można obejrzeć bez znajomości serialu?

Nie. Nie bardzo jest sens. To jest bardziej odcinek specjalny wyświetlany w kinie zamiast w Boże Narodzenie w telewizji. Wszelka fabuła jest szczątkowa, a przyjemność oglądania wynika ze znajomości przeszłości postaci. Bez niej ciężko byłoby połapać się kto jest kim i po co w ogóle oglądać przepychanki służących. Nie będzie wiadomo czemu ktoś ma o Barrowie taką, a nie inną opinię, czemu pani Baxter uśmiecha się do pana Molesley’a, dlaczego Carson zrobi wszystko dla Lady Mary, jak bardzo krzepiącą sceną jest kiedy siostry Crawley wspólnie chichoczą, jakim świetnym teamem są Lady Violet i pani Crawley i tak dalej, i tak dalej. 

Chociaż obejrzałam film nie bez przyjemności, to jednak czuć, że to forma z trochę innej epoki. To jest rodzaj produkcji kostiumowej, który dostarczał przyjemności w 2010 roku, ale w 2019 jest już mocno przestarzały. Postaci, które mogły być w naprawdę kontrowersyjne, zawsze były w końcu pacyfikowane (jak irlandzki szofer, a potem “panicz” Tom) lub ukazywane jako niedorzeczne i niegrzeczne. Geje i czarnoskórzy pojawiali się raz na jakiś czas, głównie po to, aby podkreślić dobre serca i tolerancję Crawleyów, nawet jeśli świat wokół był okrutny. Film próbuje może minimalnie to zmienić, bo wątek LGBT jest mocniej nakreślony, ale to nie jest żadna rewolucja. 

Końcówka filmu łagodnie choć dobitnie oznajmia nam, że zamykamy za sobą drzwi posiadłości. Skończyła się ta bajka. Niech pozostaną z nami piękne jak pocztówka wspomnienia. I chyba to dobra decyzja. Na seansie dla rodziców z niemowlętami w bardzo cool kinie, w bardzo cool zakątku Londynu, byłyśmy z córką same. I choć bardzo podobała się nam ta ekskluzywność, to po sentymentalnej podróży, czas na nowe opowieści. 

Loading..