aimee1
Riennahera

Riennahera

Łączą nas niechciane penisy

(uwaga, tekst zawiera drobne spoilery serialu “Sex Education)

Popłakałam się, oglądając siódmy odcinek drugiego sezonu “Sex Education”.  

Tak, mam ponad trzydzieści lat i popłakałam się na serialu o nastolatkach. Na scenie, która udowadnia, że niezależnie od wieku, dziewczynki, dziewczyny, kobiety, osoby z piersiami i waginą, a bez penisa, będzie łączyć pewne powszechne doświadczenie. Nazwę je używając wolnego tłumaczenia określenia z serialu – “non-consensual penises”, niechciane penisy. 

Serialowa bohaterka Aimee zostaje zmolestowana w autobusie przez masturbującego się mężczyznę, który brudzi spermą jej jeansy.  Na początku trzyma się dziarsko i wydaje jej się, że to nic wielkiego. Nie chce zgłaszać go na policję, nie chce zawracać im czasu taką bzdurą. Z biegiem czasu Aimee coraz bardziej jednak przeżywa to wydarzenie. Straumatyzowana, nie jest w stanie wsiąć do autobusu i zaczyna chodzić do szkoły na piechotę. Nie jest w stanie znieść intymnej bliskości ze swoim chłopakiem. Wszędzie widzi twarz agresora. 

No i popłakałam się, bo lata temu byłam w podobnej sytuacji. Był 2010 rok, 29 lipca. Moje imieniny. Glasgow. Chwilę po dwunastej. W południe. Wracałam z pracy, w której dorabiałam podczas studiów. Paskudny typ podniósł mi na ulicy spódnicę i zrobił zdjęcie, potem śmiał się ze mnie stojąc po drugiej stronie ulicy. Też wydawało mi się, że to bzdura. Też nie chciałam dzwonić na policję. Ba, rok później napisałam o tym nawet przezabawny wpis, bo taki miałam do siebie dystans. Bo tego się od nas oczekuje, przejścia nad seksualnymi zaczepkami i agresją do porządku dziennego. Ale 29 lipca 2010 roku resztę dnia spędziłam pod kocem, czując się okropnie. To nie jest wyolbrzymianie. To organiczna reakcja. Na ile znam temat, większość osób w jakiś sposób napastowanych czuje się głupio, okropnie, brudno. 

Wtedy czułam, że rozdmuchałam sprawę bardziej niż to było potrzebne, bo przecież oprócz złego humoru i kilku zmarnowanych dni (na leżenie pod kocem, a potem na zgłoszenie na policji), nic wielkiego się nie stało. W 2019 roku “upskirting” oficjalnie stał się w Wielkiej Brytanii przestępstwem. 

W dalszej części odcinka, grupa dziewcząt ma za karę stworzyć prezentację o tym co je łączy jako kobiety. Poruszone wyznanie Aimee odnośnie autobusowego incydentu, zaczynają dyskutować o swoich doświadczeniach i okazuje się, że każda doświadczyła zmacania, ekshibicjonizmu, strachu przed osobą idącą za nimi wieczorem. 

Powiedziałam mężowi, że podobnie jak inna bohaterka, jako dziewczynka miałam nieprzyjemną sytuację na basenie. Ja akurat zostałam chwycona za pośladki na publicznym odkrytym kąpielisku. Kilkukrotnie tego samego dnia, ktoś podpływał pod wodą, chwytał mnie i uciekał. Męża to poruszyło, dopytywał się czy widziałam kto to był i czy komuś powiedziałam. Wzruszyłam ramionami. Oczywiście, że nie, przecież to nieistotna bzdura, prawda? Po co robić dramę i zamieszanie. Nikogo by to nie obeszło, prawda? Poza mną. To miało miejsce dwadzieścia pięć lat temu, a ja nadal pamiętam. 

Nie robię z siebie cierpiętnicy. Naprawdę uważam, że nic strasznego mi się w życiu nie przydarzyło. Bo to co opisałam to naprawdę drobnostki. Czyż nie? Rzeczy, nad którymi jako kobiety musimy po prostu przejść do porządku dziennego. Przyjąć, że tak to już jest, końskie zaloty, boys will be boys i tak dalej. 

Image

Jakkolwiek egzaltowanie to nie brzmi, robi mi się niedobrze, kiedy słucham wypowiedzi mężczyzn o tym, że #metoo zaszło za daleko, już nie można flirtować, nie można prawić komplementów i w ogóle hańba. Rzygam, czytając mansplaining tłumaczący, że kobiety wcale nie są traktowane tak jak napisałam w takim czy innym tekście. Bo to prawie zawsze jest mansplaining. Mężczyzna tłumaczący, że przesadzam, że tak nie jest, że na pewno mam złe środowisko. Mam bardzo fajne środowisko, dziękuję. Niestety muszę też egzystować w społeczeństwie. Na ulicy, w autobusie, na basenie. 

Smutno mi, kiedy przypominam sobie śp. babcię, jak opowiadała o swoim nauczycielu, który sprawdzał czy dziewczęta mają czyste paski od staników. I jak się z tego śmiała, nie rozumiejąc czemu się krzywię i mówię, że to okropne. PRZECIEŻ NIEKTÓRE MIAŁY BRUDNE HE HE. Smutno mi jak mama opowiada o nieprzyjemnych sytuacjach w liceum i z dzieciństwa, które też trzeba było przemilczeć, żeby nie robić dramy. Smutno mi, bo wiem, że na pewno będę rozmawiać o takich sytuacjach z życia mojej córki. Fajne to społeczeństwo. 

Chociaż ich nie mamy, to owszem. Wszystkie nas łączą penisy.  

PS Tak, wiem, że mężczyźni też bywają ofiarami. To nie jest tekst o tym. 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry