2022_04_18Marta&Mateusz-08
Riennahera

Riennahera

Związek idealny – czy istnieje?

Nie, wiadomo, że nie istnieje. Możesz dalej nie czytać.

Związek idealny nie istnieje, jeśli rozumiesz przez to brak problemów, nieustannie najlepszy w życiu seks i motyle w brzuchu. Nie będzie takiej relacji, w której nikt na nikogo nigdy nie burknie, nie przewróci oczami czy chociaż na chwilę nie będzie zirytowany. To chyba jasne. Ludzie są ludźmi i robią ludzkie rzeczy.

O co mi zatem w ogóle chodzi? To, że nie ma kryształowych ideałów bez rysy nie oznacza, że nie warto ich szukać i że trzeba się cieszyć tym co jest bo mogłoby być gorzej. Jasne, docenianie prostych przyjemności jest wspaniałe, polecam. Pogodne akceptowanie swoich wad i niedoskonałości też. Rezygnacja z własnych standardów i potrzeb w imię zasady “no tak to już w związkach jest”, “tacy są faceci/takie są kobiety”…już nie.

Co zatem w ogóle znaczy “związek idealny”?
Dla różnych osób będzie znaczył różne rzeczy. Banał, co? Wiem co znaczy dla mnie.

Dla mnie oznacza bycie z osobą, której mogę powiedzieć wszystko. Albo prawie wszystko. A czasem nie muszę nic mówić. Co nie znaczy, że zawsze się zgadzamy i nigdy nie kłócimy.
Oznacza, że nie muszę się bać. Oznacza intymność, własny świat, własne rytuały. Granie do jednej bramki. Jednocześnie ta bramka może się zmieniać z czasem, przy zrozumieniu własnych potrzeb i ograniczeń. Ale do tego trzeba rozmawiać…Zatem wracamy do poprzedniej myśli.

Szczegóły różnić się będą dla każdej pary. Chodzi mi raczej o ogół. Jestem głęboko przekonana, że niemal każdy człowiek chce czuć się chciany, kochany i bezpieczny. Bez oszukiwania się i wątpliwości. Dla jednego będzie to codzienny seks i wspólne imprezowanie, dla drugiego wspólne kopanie ogródka i seks raz na kilka tygodni. I wszystko co pomiędzy. Nie wnikam.

Nie, idealny związek nie spada z nieba.
Wkłada się w niego wysiłek i przekracza granice komfortu. Kiedy czegoś nie wiesz, kiedy czujesz coś nieprzyjemnego, kiedy masz obawy, kiedy masz problem, mówisz o tym. Rozmawiasz. Kiedy chcesz czegoś czego nie dostajesz, informujesz o tym. Czasami te rozmowy nie są miłe. Czasami są. Jeśli boisz się powiedzieć cokolwiek ważnego dla Ciebie drugiej osobie, to nie jest związek idealny. Nawet jeśli seks jest świetny i co tydzień dostajesz bukiet świeżych kwiatów.

I musisz liczyć się z tym, że druga strona jest osobną jednostką, która ma swoje potrzeby i preferencje. Sprawianie, żebyś była szczęśliwa, nie jest jej jedynym życiowym celem i sensem życia. Ja wiem, że “jesteś dla mnie całym światem” to fraza, którą uważamy za romantyczną i wydaje nam się, że tak powinien działać związek. No więc nie zgadzam się. “Chcę z tobą dzielić mój świat” (niekoniecznie cały…) albo “chcę żebyś była ważną częścią mojego świata” jest dużo lepsza.

Kiedy ktoś twierdzi, że namiętnie się kłóci i ta namiętność jest do życia potrzebna – to dla mnie ciężkie do ogarnięcia bo mam zupełnie inne potrzeby. Ale nie muszę ogarniać. Rozumiem, że jeden człowiek do szczęścia potrzebuje ciszy, spokoju i domu na uboczu z ogrodem, a inny zgiełku, tłumu i fajerwerków. A pomiędzy tymi dwiema opcjami jest wachlarz miliona możliwości.

Uważam, że każdy powinien zrobić sobie uczciwy rachunek własnych potrzeb i wartości zamiast zdawać się na ślepą miłość. Bo zupełnie nie wierzę w to, że miłość jest ślepa. Nie w sensie, że zakochujemy się w przypadkowej osobie. Możemy przymykać oko na wady ukochanego, oczywiście. Zwłaszcza w stanie zakochania, kiedy jedziemy na endorfinach.

Paradoksalnie zatem będę zupełnie nieromantyczna i stwierdzę, że do związku najlepiej podchodzić pragmatycznie.
Zanim nazwiesz mnie pustą materialistką, zwrócę uwagę, że mówię o wartościach. Które wychodzą w rozmowie. W obserwacji. W trzeźwym spojrzeniu.

W niedawnym tekście o mężczyznach pisałam, że kiedy się w życiu zakochiwałam, były to osoby, który brały słabszych pod opiekę. Nie wyobrażam sobie zakochać się w kimś, kto się nad słabszymi znęca. Wyobrażam sobie namiętny seks z kimś, kto jest moim wrogiem i prezentuje sobą wszystko z czym się życiowo nie zgadzam. Kto nie traktuje mnie dobrze. Kto zachowuje się sprzecznie z moimi standardami i potrzebami. To motyw, który świetnie wygląda w literaturze lub na ekranie. Ale nie wyobrażam sobie gotować komuś takiemu obiadu. Rodzić komuś takiemu dzieci. Chodzić z nim w niedzielę na spacer.

Kiedy zaczęłam “chodzić” z moim chłopakiem, późniejszym narzeczonym, obecnie mężem, oboje byliśmy dzieciakami z blokowiska na gdańskiej Morenie. Jak prawie wszyscy nasi znajomi. Na studiach mój mąż żywił się najtańszymi mrożonkami i kukurydzą z sosem sałatkowym (do dzisiaj na myśl o tym mi niedobrze, po tym jak dostałam niegdyś od tej potrawy rozstroju żołądka). Przez kilka lat w wakacje mieszkał u mnie w wynajmowanym pokoju. Nie jestem zatem taką wielką materialistką, co? Ale przez te wszystkie lata wiedziałam, że jest uczciwy, honorowy, dzielny, odpowiedzialny. I bardzo inteligentny.
Przez całe życie nie spotkałam nikogo, kto miałby bardziej dla mnie atrakcyjny zestaw cech od niego. I kiedy mnie denerwował, a przez osiemnaście lat denerwował mnie niejednokrotnie, a ja jego jeszcze bardziej, myślałam sobie, że chcę rozwiązać problemy, bo mi na takim człowieku zależy.
Za każdym razem, kiedy piszę o związkach, dostaję komentarze, że ja się nie znam. Że ja nie wiem jak to jest. Bo ja miałam SZCZĘŚCIE i spotkałam swoją osobę szybko. Szczęście w znalezieniu się było może połową sukcesu.
Może i miałam szczęście. Ale widziałam związki, które były diametralnie inne. Wychowywałam się w domu, w którym było zupełnie inaczej. I obiecałam sobie, że nie będę tak żyć.

Mąż mojej babci powiedział mi kiedyś, że jeśli nie będę gotować, to nikt mnie nie zechce. Odpowiedziałam, że nie interesuje mnie związek, w którym ktoś jest ze mną dla gotowania. Czasem gotuję. Ale mój mąż gotuje dużo lepiej.
Mój świętej pamięci wujek powiedział mi kiedyś, że jeśli będę mieć “takie obrzępolone paznokcie” to nikt mnie nie zechce. No więc jasne, nie jestem żadną wielką uwodzicielką, ale odkąd mam kilkanaście lat prawie zawsze ktoś mnie jednak chciał. Mniej lub bardziej, ale nie narzekałam. I nigdy nie wydawało się chodzić o paznokcie.

To jest chyba dobre podsumowanie o co chodzi dla mnie w związku idealnym. O ciebie jako o osobę. I bycie z kimś dla tego jaką osobą jest, a nie dla funkcji, jakie ma wypełnić. Nie dla bycia gospodynią domową z ładnymi paznokciami. Ani facetem, z którym będzie można się pokazać na weselu i który po prostu będzie, żeby babcie, ciocie i kuzynki nie pytały kiedy w końcu sobie kogoś znajdziesz. Bo jeśli chodzi głównie o to i jesteś z kimś nie dlatego, że jest jakiś, a pomimo tego, to naprawdę wolałabym być sama i robić sobie sama obiady i paznokcie. Dla siebie. Idealny związek istnieje, jeśli masz na myśli najlepszą w życiu przyjaźń i kogoś, kto zawsze będzie po Twojej stronie. Co będzie czasem oznaczało wskazanie, że nie masz racji.
Jeśli przyjmiemy taką definicję, uważam, że nie warto w życiu marnować czasu na jakikolwiek związek poza tym idealnym.

zdjęcia Paulina Tran

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń do góry