Wchodzisz tutaj po atrakcje, ciekawostki o mieście i pomysły co tam robić na wyjeździe? Obawiam się, że nie pomogę. Ja tutaj uprawiam nostalgię.

Gdańsk to miasto, w którym się urodziłam. Spędziłam w nim długie lata życia. Z przerwami na Kraków i Rzeszów. Wyprowadziłam się mając dziewiętnaście lat. Potem powracałam regularnie, chociaż w ostatnich latach coraz mniej. Nie z powodu własnych preferencji. Ot, życie. I śmierć. Rodzenie dzieci i pandemia.

Fast forward, dwa lata później, jestem z powrotem. I co teraz?

1

Kiedy ktoś prosi mnie o jakieś polecenie w Gdańsku, nie jestem już w stanie pomóc. Mentalnie wciąż żyję w Gdańsku sprzed piętnastu lat i, szczerze mówiąc, większość rzeczy, które zmieniły się od tego czasu w mieście, nie podoba mi się. Niektóre słusznie (zmiana komunikacji, zakorkowanie), ale większość tylko dlatego, że jest inna niż pamiętam. Że nie jest moja. Ot, odwieczna prawidłowość starzenia się. ZA MOICH CZASÓW było lepiej.
Ale było. Mimo rzekomych udogodnień, była lepsza komunikacja publiczna, a na pewno były lepsze sklepy z tanią odzieżą…Chodziło się do lepszych barów. Z lepszą muzyką, lepszymi ludźmi…
No wiadomo, nie?

2

Wartości gdańskie są dla mnie ważniejsze niż wartości polskie. Oczywiście, gdańskie wartości to sprawa umowna, część jest może moim wymysłem. Dostaję jednak ekscytacji na myśl o sloganie “Miasto Hanzy i Solidarności”.
Co uważam za gdańskie wartości? Otwartość i różnorodność miasta portowego. Dążenie do wolności. A jednocześnie patrycjuszowska godność. Jedno nie wyklucza drugiego, Wolne Miasto było wolne i godne i bogate jednocześnie.
Cóż, dużo w nim ducha protestantyzmu, miasto przesiąkło nim, nawet jeśli dawno nie ma tak bardzo wielu pozostałości po Holendrach, Niemcach i Szkotach, którzy upodobali sobie Gdańsk.

3

Jako dziecko, a jeszcze bardziej jako nastolatka, kochałam gotyckie gdańskie kościoły. Byłam wtedy intensywnie praktykująca, chociaż w lekko “alternatywny” sposób zakładający śpiewanie religijnych pieśni przy akompaniamencie bongosów i w glanach. Dla nastoletniej pretensjonalnej artyzującej duszy, stare kościoły wydawały się, nota bene, miejscem bezpiecznego azylu. Istnieje szansa, że naczytałam się “Katedry Najświętszej Maryi Panny w Paryżu”. Nie zaprzeczam.
Z każdym z tych kościołów miałam coś na kształt relacji. Każdy był dla mnie jak osoba. Święta Katarzyna, Święty Ignacy, Elżbieta, Mikołaj, Jan…Kaplica Wieczystej Adoracji i oczywiście creme de la creme, czyli Bazylika NMP. Z niektórymi widywałam się często, inne były dla mnie nieco pretensjonalne i bywałam “bo wypadało” (serio, na jakimś etapie mojego życia wypadało chodzić do arty kościoła, przynajmniej jednego). Kiedy o tym piszę, wygląda to dla mnie kuriozalnie, natomiast do dzisiaj pamiętam jak czułam się w średniowiecznych murach.
Sądzę, że miało to duże znaczenie dla moich studiów i ogólnych fascynacji życiowych.

4

To chyba zawsze jest tak, że atrakcje turystyczne są zmorą życia mieszkańców. W każdym mieście.
Niemal nigdy w Londynie nie chodzimy do muzeum czy zoo czy innych atrakcji w weekendy. Nie znoszę South Bank latem.
Kiedy w naszej dzielnicy odbywa się festiwal na kilkadziesiąt tysięcy osób, wszyscy go nienawidzą.
W Edynburgu podczas festiwalu żyło się koszmarnie.
Ale odkąd sięgam pamięcią, gdańszczanie z mojego otoczenia nienawidzili Jarmarku Dominikańskiego. Jeszcze chwilowo w gimnazjum kręcił mnie, bo mogłam tam znaleźć coś fajnego na pchlim targu lub wybaczyć rękodzieło albo hipisowską bluzkę. Ale już kiedy miałam 18-19 lat, zdarzyło mi się chyba w ogóle nie odwiedzić wydarzenia.
Z tamtego okresu dokładnie pamiętam za to rozmowy “ale ten Gdańsk jest piękny, zimą, jak pada śnieg i nie ma żadnych turystów”.

Poczułam się milion lat młodsza, kiedy podczas dyskusji logistycznych padały zdania “nie pojedziesz autobusem, bo będzie zapchany, bo otwierają Jarmark” albo “nie wiem czy zacumujemy łódź w marinie, będzie na rzece tłok, BO OTWIERAJĄ JARMARK”.
Narzekanie lokalsów to jedna ze stałych rzeczy w życiu, obok śmierci i podatków.

5

Tak jak wspomniałam, nie jestem odporna na “za moich czasów było lepiej”. Muszę jednak przyznać, że Gdańsk pięknieje. Są zmiany, które nie podobają mi się, ponieważ zabierają mi tereny i krajobrazy dzieciństwa i wczesnej młodości, jednak mimo to muszę przyznać, że miasto wygląda coraz lepiej. I nie dziwię się, dlaczego od “moich czasów” zyskało bardzo na popularności.

6

Nie umiem nie stracić humoru przyglądając się płycie upamiętniającej Pawła Adamowicza. Bo to był w pewnym sensie ktoś bliski. Jasne, jako młodzi ludzie śmialiśmy się, że to “Budyń” i nie była nam obca świadomość, że nie wszystko w jego finansach było krystalicznie czyste. Jednocześnie był politykiem i urzędnikiem blisko ludzi, nawet jako młodziutka osoba miałam okazję widzieć go sporo razy na żywo.
Zatem patrząc na jego płytę czuję jakbym patrzyła na pamiątkę po dalekim krewnym.

7

Zmianą, która fizycznie mnie zabolała, jest usunięcie z Bazyliki kopii “Sądu Ostatecznego”. Wisiała tam odkąd pamiętam. Jako małe dziecko chodziłam go oglądać z babcią czy rodzicami. Jako nastolatka czasem wchodziłam tylko po to, żeby zobaczyć z bliska kopię Memlinga. Przy tej wizycie poszłam do kościoła tylko po to, żeby go odwiedzić…I nie było go.
Cios prosto w serce. Jakby Gdańsk naprawdę oficjalnie ze mną zerwał.

8

Wielkim triggerem pozostanie dla mnie na zawsze nazywanie ogółu historycznej części miasta Starym Miastem lub, co gorsza, Starówką. To jest spór, który rozgrzewa od lat.
Ale pozwólcie, że wyjaśnię. W Gdańsku jest Stare Miasto. Tyle, że nie jest to ul. Długa ani Długi Targ, ani Długie Pobrzeże z Żurawiem, ani nic w okolicy. Stare Miasto znajduje się w okolicach Ratusza Staromiejskiego. A wymienione przed chwilą atrakcje turystyczne znajdują się na GŁÓWNYM MIEŚCIE.
Słyszę czasami, że osoby mieszkające w Gdańsku twierdzą, że potocznie mówi się przecież Starówka. “Jadę na Starówkę”. Od razu widać, że tylko udają gdańszczan, bo każdy prawdziwy mieszkaniec miasta jadąc na Główne lub Stare Miasto mówi…”Jadę do Gdańska”. Nie “do centrum”, nie “na Starówkę”, nie “na Stare Miasto”. Po prostu “do Gdańska”. W przeciwieństwie do jechania na przykład “do Wrzeszcza”, “na Przymorze”, “do Jelitkowa/Brzeźna/Oliwy” i tak dalej.

9

Gdy ktoś pyta za czym w Gdańsku najbardziej tęsknię, odpowiadam, że za ludźmi, którzy nie żyją.
W szerszym kontekście – za światem, którego nie ma. Za moją podstawówką, liceum, za czekaniem w śniegu na autobus, za piciem wina w lesie z przyjaciółmi, za bieganiem ze szczeniakiem po plaży i lesie. Za byciem nastolatką. Za mocnym przeżywaniem najdrobniejszych bzdur, choćby tego jak światło pada przez liście. Za tym jak dorosła się czułam podczas pierwszych kinowych seansów ze znajomymi, w kinie Neptun. Za znajomymi z liceum, którzy byli dzieciakami z liceum.
Nic z tego nie wróci.
Ten nowszy, piękny, atrakcyjny Gdańsk, w którym mieszkania zaczynają się robić jednymi z najdroższych w Polsce, z pięknymi hotelami i cool butikami etycznych młodych marek…On jest nowszy, piękny i atrakcyjny. Ale nie jest mój.

10

Kiedyś gdy wracałam, czułam potrzebę odwiedzenia wszystkich ważnych dla mnie miejsc. Choćby po to, żeby obok nich przejść i nakarmić nostalgię, podtrzymać uczucie przynależności. Podstawówka, liceum, Główne i Stare Miasto, lasy, do których chodziłam z chłopakiem czy znajomymi, wszystkie stare śmieci. Już nie mam tej potrzeby.

Jest po angielsku taka fraza, “don’t be a stranger”. Z niemałą przykrością stwierdzam, że w tej chwili jestem w dużym stopniu taką obcą. Jest w tym duża wina pandemii, która odcięła większość z nas od bliskich (chociaż nie odchodzącego premiera Wielkiej Brytanii HE HE HE) i sprawiła, że świat stał się na kilka lat dużo większy. Nie byłam ani w Polsce, ani w Gdańsku od jesieni 2020 roku. I czuję, że łączy mnie mentalnie i sentymentalnie coraz mniej. Nie jest to żadne wyznanie ideologiczne. Po prostu moja mama wyprowadziła się za miasto. Moja babcia nie żyje. Nasze mieszkanie jest wynajmowane. Kiedy przyjeżdżam do Gdańska, w ogóle nie czuję się już jakbym wracała do domu. Tylko do jakiegoś obrazka, który wygląda trochę jak dom. Bo życie toczy się dalej, a ja żyję tu i teraz.
I tak, jest to dla mnie przykre i smutne.

Zapewne kiedy dzieci będą większe, kiedy nie będzie już nad nami widma pandemii, kiedy zaczniemy znowu być bardziej mobilni, nadrobię nasze zaległości z Gdańskiem. I będziemy jak ci przyjaciele, którzy stracili kontakt na kilka lat, ale potem odnajdują się i czują, jakby nic się między nimi nie zmieniło. Tak, jak czuję się z niektórymi osobami, które wciąż w Gdańsku mieszkają.
Mam nadzieję.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

3 thoughts on “10 myśli o Gdańsku”

  1. Gdańszczanka napływowa pozdrawia! Ja w Gdańsku od 15 lat, za to moje dziecię w Gdańsku urodzone i wie, co jest prawidłową odpowiedzią na pytanie „Które miasto w Polsce jest najpiękniejsze?”. Muszę przemyśleć, to co napisałaś o jechaniu „do centrum”/”na starówkę „/”do Gdańska „.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry