Codzienne rodzinne heheszki i konwersacje ewoluują.

Iona ma coraz więcej do powiedzenia. I jeszcze więcej do zapytania. Granice jej świata poszerzają się, rozumie coraz więcej i chce zrozumieć jeszcze więcej.

Orla zaczyna coraz lepiej się komunikować. Chociaż jej słowa ograniczają się póki co do “mama”, “bye bye” i “cyci”, to jej emocje nie znają ograniczeń. Umie robić śmieszne rzeczy, tylko po to, żeby wywołać śmiech. Nie podoba jej się sporo innych rzeczy i daje nam wyraźnie znać, gdy nie jest zadowolona. Jej repertuar groźnych min powiększa się.

Spodziewam się tutaj coraz lepszych treści. A tymczasem…

Orla przylepia się do gotującego obiad ojca i nie chce mu zejść z rąk. Kiedy odstawia ją na ziemię, bobas rzuca się na nią jak sfaulowany piłkarz.

  • Orczi, może jak Lewandowski nie przejdzie do Barcelony, to ty pojedziesz? Nadawałabyś się – śmieszkuję.
    Siostra patrzy na nią obrażona, siedząc pod kocem na stoliku kawowym (nie pytajcie, taki dzień…).
  • Ja też chcę! – krzyczy Iona.
  • Co chcesz? – pytam
  • Jechać do Barlolony!
  • Ionka, to był tylko żart.
  • Ja też!
  • Ionka, nigdzie nie jedziemy. Taki pan piłkarz negocjuje zmianę klubu, w którym pracuje. Mama tylko żartowała.
  • Ale ja też! Jak Orla to ja też!
  • Kochanie, nigdzie nie jedziemy.
  • Bo nie masz paszportu! Ale jak dostaniesz paszport pojedziemy?

Gdyby ktoś miał pomysł biznesowy na stand up dla dzieci, to jednak nie polecam. Bo może się okazać, że musicie kupować bilety do Barcelony…

Iona ma obecnie manię leczenia poszkodowanych przez życie rodziców, połączoną z pewną fiksacją na wypadkach samochodowych (po tym jak tłumaczyliśmy czemu trzeba uważać przechodząc przez ulicę).
Wieczorem siedzę sobie spokojnie w fotelu, pykam na komputerze, od czasu do czasu popijając herbatę.

  • Mamę puknął samochód! Mamo musisz wsiąść do karetki! – przybiega doktor Iona.
  • Ionka, nie dam rady wsiąść.
  • Trzeba ją drugi raz puknąć he he he – wymądrza się z kuchni obserwujący zajście ojciec, mając brudne myśli.
  • O nie, mamo, jedzie drugi samochód!

Służbę zdrowia ewidentnie toczy ciężka choroba, jeśli po zderzeniu z samochodem trzeba samej załadować się do karetki…Chyba muszę napisać skargę na tę ratowniczkę.

Idziemy sobie piękną ulicą północnego Londynu. Żar leje się z nieba. Wokół nas woń kwiatów. Stajemy na skrzyżowaniu jednej z głównych dróg przelotowych. To oczywiście idealny moment na poważne życiowe rozmowy.

  • Mamo, a czemu nie przyszłaś na urodziny Grogu?
  • No nie wiem, chyba spałam.
  • Ale Grogu miał urodziny trzy razy.
  • A zaprosiłaś mnie?
    Iona mruczy pod nosem.
  • Ionka, a czemu nie zaprosiłaś mnie na urodziny Grogu?
  • Bo spałaś!

Ktokolwiek powiedział, że dzieci nie łapią sarkazmu i ironii, kłamał.

Minęła godzina 22.
Obie córki w końcu poszły spać, chociaż było ciężko. Umęczony mąż też poszedł spać. Siadam sobie spokojnie na kanapie. Tego dnia dużo chodziłam i jeszcze więcej ćwiczyłam, pozwalam sobie zatem na wieczorny treat przed ekranem komputera.
Wtem, ktoś wychyla się zza witryny.

  • Maaaamo, muszę siusiu.
  • Ok, to idź siusiu.
    Ktoś patrzy na mnie z uniesioną brewką.
  • Maaaamo, czy ty jesz popcorn?
    Milczę.
  • Maaaamo, czy to jest jakiś popcorn?
  • Może.
  • Ja też chcę!
  • A siusiu?
  • Już nie chcę.
  • No dobra, bierz garść i idź spać.
    Mała spryciula odwraca się jeszcze w drzwiach i patrzy na mnie groźnie.
  • Mamo, nie jedz już popcornu!
  • Obiecuję, ze ci trochę zostawię.
  • Mamo, nasyp mi do miski! Żeby było na rano, żebyś nie zjadła.


Iona rysuje.

  • Zgadujcie co to!
  • Słoń? Piesek? Las? – naprawdę wysilam wyobraźnię.
  • Nie…bekon! Mamo, zgaduj dalej. Co teraz rysuję?
  • Stonoga? Zebra? Ulica? – mam nadzieję, że w tej rundzie pójdzie mi lepiej.
  • To fala z drzewami!
  • Okeeeeeeej…
  • A to?
  • No to wygląda jak fala z namiotami – stwierdzam triumfalnie, przecież w końcu muszę coś zgadnąć.
  • Nie mamo! Fala ze śmieciami! A to? Co to jest?
  • Bazgrołek. Włosy. Morze! – tracę powoli nadzieję.
  • Nie…koń! Ten zapasowy koń, ma takie coś.

No jasne. Przecież miał takie coś. Oczywiste.


Idziemy do Tesco po kilka podstawowych produktów. Płacimy przy samoobsługowej kasie. Skanuję zakupy, w tym czasie Iona przygląda się rzeczom wystawionym na półce typu “na pewno mnie chcesz, ostatnia szansa”, gdzie stoi między innymi rządek puszek Red Bulla.

  • Oooo! – cieszy się Iona na cały sklep. – Piwo dla koni!


Jestem z siebie ostatnio dumna, ponieważ intensywne spacerowanie z dziećmi i lekkie ograniczenie kalorii przynoszą mi stopniowy spadek wady. Stopniowy, ale widoczny. Przyglądam się sobie w lustrze w łazience, zadowolona z efektów. Wtedy wchodzi Iona, cała na biało.

  • O, mamo, co masz w brzuchu?
  • Nie wiem o co ci chodzi, nic nie mam w brzuchu.
  • Ale o, tu, co tu masz?
    Dotyka mojego najmniejszego od dawna brzucha.
  • Mamo, masz w brzuchu bobasa!
    (Smutny dźwięk zonka)

Przyjechał do nas dziadek, więc w domu jest głośniej i weselej niż normalnie.
Dziadek nie zawsze jednak się słucha Ionki. Czasem rozrabia.

  • Dziadku, oszalałeś!
  • To dzwoń po karetkę, Ionko.
    Wtedy Ionka podejmuje środki zaradcze. Bierze skaner od swojej zabawkowej kasy i dzwoni.
  • Droga karetko, proszę przyjedź, ponieważ mój dziadek oszalał.

Dziadek niesie Ionkę na barana.

  • Dziadku, co to jest? – mała smyra go po głowie.
  • Odrastają mi włosy.
    Iona patrzy na niego z dezaprobatą.
  • Nieee, to nie są włosy. Przecież ty nie masz włosów.

Istnieje szansa, że z tymi zawodniczkami wkrótce też nie będę mieć włosów. Albo będę mieć. Siwe.
Kolejna edycja Scen Rodzinnych wkrótce. Będzie specjalna. Stay tuned.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

1 thought on “Sceny rodzinne 6”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry