nie jestem jak w internecie 2
Riennahera

Riennahera

Nie jestem jak w internecie

Podczas jednego ze spotkań autorskich usłyszałam, że nie jestem jak w internecie. Bo jestem, hm…Mam lepszy vibe. Na plus.

I powiem Wam, że mi to zabiło ćwieka. Myślałam, że realne życie mnie już nie zaskoczy, a jednak. Bo w internecie to co chwilę wyskakuje zza winkla jakieś nowe zaskoczenie, chociaż najczęściej niestety to nowy poziom dna. Ale zdarzają się i pozytywne wyjątki.

Zwykle presja dotyczy bycia wystarczająco fajnym i dobicia do poziomu swojej kreacji. Bo cóż, nawet starając się być szczerą, tworzę jakąś kreację z wycinka mojej rzeczywistości. Doba ma dwadzieścia cztery godziny, internet nie pokazuje nawet godziny mojego życia dziennie.

Egzystuję w internecie od 13 roku życia.

Wtedy zarejestrowałam się na forum na stronie sapkowski.pl jako elaine_blath_iris. Na stronie było moje zdjęcie. Pierwszy raz nie byłam totalnie anonimowa. Twórcą internetowym, w dzisiejszym rozumieniu, zostałam chyba rok później. To ponad dwadzieścia lat. Byłam wtedy dzieckiem. Internet towarzyszył mi przez całe dojrzewanie. Nie tylko jako źródło informacji i treści, ale też jako miejsce wystawiania własnej twórczości różnego typu.

Przeszłam przez cały wachlarz reakcji na moją osobę. Większość była pozytywna. Większość czasu. Internet okazał się kopalnią przyjaciół i nieocenionym źródłem budowania realnych relacji po wyjeździe z Polski. A potem po przeprowadzce ze Szkocji. A potem już w Londynie. Okazał się niewyczerpaną studnią wsparcia w ciężkich momentach depresji i wczesnego macierzyństwa, co staram się zresztą replikować dla innych własną postawą.

Jednak nie wszystko było pozytywne. Nikt nigdy w realnym życiu nie powiedział mi, że jestem brzydka. W internecie – wiele razy. W twarz (internetową…) lub za plecami (internetowymi…). Dziesięć lat temu płakałam czytając, jaki mój facet jest chujowy na jakimś forum wizażu czy innym badziewiu. Potem w podobnym miejscu czytałam jak beznadziejnie wyglądałam na ślubie. I tak dalej. Nie zliczę komentarzy na blogu analizujących całą moją osobowość na podstawie tekstu na pięćset słów. Nie oceniających mój tekst jako zły, ale właśnie mnie jako zadufaną w sobie, chorą psychicznie, narcystyczną, dopiszcie tu sobie co chcecie, albo skreślcie niepotrzebne.

O ile na co dzień dla każdego z kim mam jakąś interakcję staram się być miła i uśmiechnięta, pokonałam w sobie niechęć do ludzi oraz inne lęki i nawet pokonałam resting bitch face (leki to jednak cudo), to w internecie mam niską granicę tolerancji. Na żywo mogę dyskutować z różnymi opiniami dla czystej przyjemności interakcji z drugim człowiekiem i próby zmiany czyjegoś zdania. W internecie – nie.
Kiedyś byłam inna. Wdawałam się w długie tyrady. Obecnie odchodzę.
Jeśli ktoś sprawia, że czuję się niekomfortowo, odchodzę.
Jeśli ktoś specjalnie i z premedytacją sprawia mi przykrość, banuję.
Jeśli ktoś jest rasistą, homofobem i tak dalej, banuję.

Przekonuję się jak bardzo cięte mamy klawiatury, a w codziennym życiu gęba się nie otwiera. Byłam sparaliżowana strachem po raz pierwszy jadąc do Polski samej z niemowlęciem (bo jednak przy moim mężu, 192 cm wzrostu, żadna gęba nigdy się nie otwiera). Byłam pewna, że jak tylko zacznę karmić piersią w samolocie lub miejscu publicznym, spalę się ze wstydu pod spojrzeniami innych osób. I cóż, przez prawie cztery lata karmienia łącznie (15 miesięcy + 21 miesięcy) nikt mi nic nie powiedział, ani w samolocie, ani na deptaku nad polskim morzem, ani w smażalni ryb, ani w gdańskiej galerii handlowej ani w ogóle nigdzie. A to co kto sobie pisze w zaciszu domu to już nie mój problem.

Paradoksalnie zatem w życiu codziennym, przez większość czasu, Marta musi dbać o swój dobrostan psychiczny w o wiele mniejszym stopniu niż Riennahera. Na żadnym spotkaniu autorskim czy evencie blogerskim nie robiono mi specjalnych przykrości.
I ja wiem, ja wiem, jak się chcesz publicznie pokazywać, to MUSISZ liczyć się z tym, że będziesz krytykowana. To znaczy, cóż, jak wspomniałam, krytyka to “nie zgadzam się z x,y i z”, a nie “twój facet jest żenujący, a ty gruba”. Poza tym, mierzę innych swoją miarą i jak ktoś mnie z całych sił wkurwia i uważam daną osobę za żałosną, a są takie osoby, to po prostu wychodzę, zamiast dać jej o tym znać. Ale to tylko ja. Może niesłusznie oczekuję tego od innych.

Jaka jestem NAPRAWDĘ?


Większość czasu staram się, żeby inni wokół mnie czuli się miło. Przeklinam, choć nie przesadnie. Nie jestem do rany przyłóż. Pocieszę znajomych i jeśli mogę pomóc im rozwiązać problem, to chętnie to zrobię. Jeśli mogę coś dla nich zrobić, chętnie pomogę. Jeśli chcą utopić smutki w winie i usłyszeć, że dadzą ze wszystkim radę, będę. Ale nie jestem najczulszą osobą, z którą możesz przytulać się i wołać jak bardzo się kochacie. Raczej wolę się nie przytulać, poza powitaniem. Ułożę z Tobą plan działania, ale nie popłaczę z Tobą, nie będę głaskać po twarzy i spać w jednym łóżku. Chociaż jeśli chcesz zadzwonić o 2 nad ranem, to odbiorę. I o niewiele rzeczy się obrażę. Mało co mnie urazi.

I jestem nieśmiała. Jestem introwertyczna, większość czasu. Dobrze znoszę polemikę, ale źle krytykę, tym gorzej, im mniej jest merytoryczna. Nie jestem duszą towarzystwa, nieznajomi mnie stresują. Jeśli muszę, wychodzę ze swojej strefy komfortu. Jestem w stanie prezentować przed publicznością, jestem w stanie rozmawiać publicznie na różne tematy w panelach dyskusyjnych. Często to lubię. Ale najbardziej lubię siedzieć w kółeczku wzajemnej adoracji. Nie krzyczę na dzieci, chociaż czasem jak mnie zdenerwują, to może się zdarzyć.

Tyle.

Publikuję jakieś dwa-trzy teksty tygodniowo. I dwa-trzy zdjęcia na instagramie. Nagrywam około pół godziny podcastu. Dzielę się na stories średnio dziesięcioma sprawami dziennie.

Jestem tylko człowiekiem. Ale i aż człowiekiem. Nie mam się za niewiadomo kogo, staram się mieć spoko życie i nie psuć życia innym. Ale mam uczucia i też bywa mi przykro.

Nie jestem jak w internecie, bo w internecie jest Riennahera, która dostarcza kontent tak, aby mieć czyste sumienie (bo wiemy, że najlepiej klikają się cycki i afery), ale przy okazji zaciekawić publikę. Riennahera balansuje między autoekspresją, a ochroną swoich uczuć. Może Riennahera uważa za ciekawe rzeczy, który wcale nie są aż tak ciekawe? Ma grubą skórę, bo przecież każdy ma prawo mieć o niej zdanie.

Na żywo jest Marta, której nikt nie powiedział nigdy w twarz, że jest głupia i brzydka i beznadziejna. Na żywo trwa chwilę i nie muszę martwić się lajkami. W najgorszym razie zabiorę się i wyjdę.

Zastanawiam się po co to wszystko piszę i dochodzę do wniosku, że dla siebie.

Nie, nie jestem jak w internecie. Na zdjęciach się nie uśmiecham, bo tak ładniej wyglądam, a na co dzień śmieję się jak głupia. Śmiałam się nawet jak miałam paskudne zęby, bo nikt w moim otoczeniu nie mówił “masz paskudne zęby”. Bo ufam otoczeniu, które tworzę, ludziom, którzy żyją obok. A internetowi nie ufam. I nie czuję się w nim tak samo bezpiecznie jak w rzeczywistości. Daje mi jednak rzeczy, które sprawiają, że moja rzeczywistość kwitnie.

Win some, lose some, jak to mówią.

Zdjęcia Paulina Tran

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Newsletter

Subskrybuj Elfią Korespondencję

Czymże jest newsletter? Może być różnymi rzeczami. Może być sposobem na zawalenie skrzynki i wciskaniem swojego produktu przy każdej możliwej okazji. Może być wspaniałym narzędziem do budowania bliskiej relacji ze społecznością. Albo czymś pomiędzy. Czasem nawet czymś fajnym. I o to będę walczyć.

Zapraszam Cię do zapisania się na mój newsletter Elfia Korespondencja. Wchodzisz w to?

Administratorem danych osobowych podanych w formularzu jest Marta Dziok-Kaczyńska, Ellarion Cybernetics Ltd., Paul Street 86-90, London, United Kingdom. Zasady przetwarzania danych oraz Twoje uprawnienia z tym związane opisane są w polityce prywatności. Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA. Mają zastosowanie polityka prywatności oraz regulamin serwisu Google.
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Scroll to Top