Marta Dziok-Kaczyńska

Sceny Rodzinne 28

Picture of Marta Dziok-Kaczyńska

Marta Dziok-Kaczyńska

Nie będę ceregielić się ze wstępami – wiemy po co tu jesteśmy. No to w drogę.

1

Dziewczyny kłócą się, która z ich zabawek będzie panią, a która panem. Bo zabawa polega na tym, że zabawki się całują. Zaczyna robić się coraz głośniej i bardziej dramatycznie.

  • Moja jest panią! – krzyczy starsza, wskazując na swoją sowę.
  • Nie, moja! – protestuje młodsza, machając kotem.
  • Ale słuchajcie, wiecie, że dwie panie też mogą być zakochane i się całować? – zauważam nieśmiało.
    Córki rozdziawiają buzie z zachwytu. Spór nagle się kończy. Zabawki się całują.
    Dzięki Bogu za LGBT!

2

Uwaga, spoiler serialu “Wiedźmin”.

Istred umiera w ramionach Yennefer, która nagle zaczyna rzucać przypadkowymi słowami.

  • Wziął i umarł, żeby przestała mu już p#ierdolić – rzucam pod nosem.
    Mój mąż patrzy na mnie z czułym wzruszeniem w oczach.
  • No co? – pytam zdziwiona.
  • Od kiedy ty masz w sobie tyle autorefleksji?

Jeśli kiedyś zostanie znaleziony w Tamizie, to tak, to pewnie ja będę sprawcą.

3

Na szkolnym festynie wchodzimy z wizytą do chatki Świętego Mikołaja.
Dziewczyny oczywiście przejęte. Starsza od razu przechodzi do small talku, Młodsza próbuje się schować za mamą. W końcu niechętnie siada obok siostry, która właśnie opowiada Mikołajowi historię swojego życia.

  • Kim chcesz być jak dorośniesz? – wtrąca w końcu przebrany w czerwony kostium umęczony tata któregoś ze szkolnych dzieci.
  • Panią co daje cukierki na Halloween…- zaczyna Starsza. – Chcę też dekorować rzeczy i miejsca…albo pracować w szkole.
  • Bardzo ładnie. A ty? – Święty zwraca się do Młodszej.
  • Ja chcę tylko być w domu – burczy obrażona.
    Mikołaj kiwa głową ze zrozumieniem.
  • Powiem ci, że wielu dorosłych dokładnie o tym marzy…
    I feel you, Mikołaju. I feel you.

4

Wieszamy ozdoby na choince.

  • Mamo, mamo, ten jest do ciebie podobny! – krzyczy dziecko.
  • Ale co, muchomor? – rzucam, w moim zwykłym sarkastycznym stylu.
  • Nie, aniołek!
    I pokazuje drewnianą zawieszkę z całkiem atrakcyjnym aniołem z brązowo-rudymi włosami.

No i jak tu się czasem nie wzruszyć…

5

Słyszę dzikie krzyki z naszej sypialni. To Młodsza buntuje się przeciwko ojcu.

  • Idź sobie, zostaw mnie! – krzyczy na niego.
  • Ale…kochanie…ja cię nie trzymam. Nic ci nie robię. To ty się do mnie przytulasz.

6

  • Mamo dlaczego nie używamy już tego? – pada znamienne pytanie czterolatki, schowanej za kanapą.
  • Co to jest to? – dopytuję, bo nie widzę ani jej, ani Tego.
  • No…klatka na chomiki.
    “To” rzeczywiście stoi za kanapą. Między innymi. Jedno stoi też pod regałem i za lodówką.
  • Kochanie…To jest pułapka na myszy.

7

Córka Młodsza narysowała dużego dinozaura.

  • Mamo, a narysujesz mi obok trzy małe dinozaury? – prosi.
    No to rysuję.
  • I jeszcze czwartego, tutaj.
    No to rysuję czwartego.
  • Mamo, jeszcze tutaj i tutaj.
  • Sześć małych dinozaurów? Może dajmy tej dino mamie trochę spokoju. Jak ona sobie poradzi z sześcioma?
  • Poradzi sobie, spokojnie – przekonuje przysłuchująca się rozmowie Starsza.
  • No nie wiem, ja nie radzę sobie nawet z dwoma…- mruczę pod nosem.
  • Mamo! Wspaniale sobie radzisz z dwoma! – komplementuje mnie pierworodna.
    Już zaczynam się wzruszać, gdy…
  • Mamo, a narysujesz dino mamie małego dinozaura na głowie?
    Zajeżdżą nas te dzieci. I dino dzieci. Trzymaj się, dino mamo.

8

Nic w przyrodzie nie ginie.
Za czasów szkolnych śpiewaliśmy głupoty, typu “muminki się cieszą, że kogoś powieszą, muminki, pętelka na szyję i człowiek nie żyje, muminki”.
Moja córka z kolegami z klasy śpiewa radośnie “Peppa Pig, tripped on a wire, Fell in a fire, bacon strip”.
Wielki życia krąg. Każde pokolenie ma własne głupoty.

9

Oglądamy ulotkę ze wszystkimi istniejącymi Sylvanian Families, bo jesteśmy na etapie tego szału.

  • O, Koty LEJT – śmieje się starsza córka. – Orla, chcesz mieć rodzinę kotów, która zawsze się spóźnia?
  • Hmm…daj mi spojrzeć, na pewno ona ma się spóźniać? – interesuję się.
  • No zobacz mamo, to LEJT Cats Family.
  • Latte, dziecko. Latte, w kolorze kawy z mlekiem, taki kolor nazywa się latte.
  • A, to nie chcę ich.
    Ale zapamiętajcie to hasło. Może to nie Wasza wina, jeśli się spóźniacie. Może pomyliło się Wam LEJT z Latte…

10

  • Mamo, patrz! Naklejka!
    Młodsze dziecię pokazuje mi z radością ubrudzony kawałek papieru z wizerunkiem uśmiechniętego banana.
  • Kochanie, wyrzuć to proszę, to jest jest jakiś śmieć z ulicy.
  • Wcale nie z ulicy! – obrusza się dziewczątko. – Z chodnika!

11

Wracamy ze szkoły.

  • Mamo, a ja chcę być dżuwian – oznajmia starsza.
  • Czym?!
  • No dżuwian, bo oni mają różne fajne rzeczy w religii.
  • Ach, chcesz być żydówką. Ok…ale…czemu?
    Zanim słyszę odpowiedź dzieci postanawiają wspiąć się na murek.
  • No i mamo, dżuwians mają taki dzień…
  • How are you! – z naprzeciwka nadchodzi nasz znajomy pastor anglikański z dzieckiem na barana.
  • Not bad. And you? Iona właśnie oznajmiła, że chce być żydówką.
  • O, a czemu? – interesuje się pastor.
  • Bo oni mają szabas i nie oglądają wtedy telewizji i nie używają elektroniki, no i nie wolno im wtedy sprzątać. Więc nie musiałabym sprzątać mojego pokoju.
  • No cóż, znam gorsze powody do konwersji…- pastor kiwa głową ze zrozumieniem.
    I teraz będę zastanawiała się, jakie mogą być gorsze powody.

Niestety, religijne plany mojej pierworodnej na razie spełzły na niczym. Okazało się, że woli jeść żelki i używać w soboty swojego tamagotchi, niż być pobożną żydówką.

Religijnie moje dziecko w ogóle jest straszną koniunkturalistką. Po jasełkach chciała być chrześcijanką, po uczeniu się o ramadanie – muzułmanką. Żeby nie sprzątać pokoju zostałaby Żydówką.
Ale może to właśnie prawdziwy dialog międzyreligijny…

12

Jest przed ósmą rano. Z półotwartymi oczyma udało mi się zarzucić na siebie jakieś ubranie, wtaczam się do łazienki by ogarnąć twarz przed wyjściem do szkoły.
Nagle, staję oniemiała.
Cała podłoga w łazience zapełniona jest pluszowymi pieskami, w każdym możliwym kolorze i wielkości. Między nimi mała Orla jeździ na szmacie.

  • Co tu się dzieje, kochanie? – pytam, w lekkim szoku.
  • Sprzątam pieskom – oświadcza dziecko. – Ale brudek…

I jak to jest? Sprzątanie pieskom o godzinie, kiedy matka nie wie jeszcze jak się nazywa to żaden problem. Uprzątniecie zabawek popołudniu, po obiedzie i zabawie, żeby włączyć bajkę? Apokalipsa.

Apokalipso – trwaj.

Podoba Ci się? Udostępnij ten post

Riennahera

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska

Riennahera​

Prowadzę blog, podcast „Korespondencja z Londynu” oraz aktywnie działam w mediach społecznościowych. W Wielkiej Brytanii mieszkam od 2006 roku. Studiowałam historię i filmoznawstwo na Uniwersytecie w Glasgow. Przez wiele lat pracowałam w brytyjskiej prasie, obecnie jestem dziennikarką portalu polonijnego. Wydałam książki fantasy „Elfy Londynu” i „Podróżniczka” oraz non-fiction „Anglia. Czas na Herbatę” i e-book „Londyn z Riennaherą”. Mieszkam w Londynie z mężem i córkami.