28.12.12

Noworoczne postanowienie : mój odwyk od ubrań.



Jako dziecko nie mogłam spokojnie przejść obok sklepu z zabawkami, a kiedy byłam już w środku zawsze znalazłam coś co stawało się moją nową obsesją. Raz było to neonowo różowe prosię (jak ja cierpiałam czekając na Gwiazdkę!), innym razem kudłaty brązowy miś z brzuszkiem w kolorze fuksji. W każdym razie musiałam to mieć i nie mogłam spać po nocach.
W którymś momencie zabawki dość płynnie zastąpione zostały przez ubrania. Było to chyba wtedy, gdy w telewizji zobaczyłam teledysk do ‘Wannabe’ Spice Girls i doznałam olśnienia. W każdym razie MUSIAŁAM mieć bluzeczkę ze sklepu indyjskiego, kurtkę Americanos czy sukienkę z jarmarku. W czwartej klasie miałam wyjątkowo dziwny plan lekcji, codziennie na jedenastą, i do dzisiaj pamiętam jak niejednokrotnie wstawałam o ósmej i przez dwie godziny myślałam w co się ubrać. Horror.


W tamtym okresie doskonałym buforem ochronnym byli rodzice i kieszonkowe, więc nowe ubrania pojawiały się w razie potrzeby, z konkretnej okazji lub po odpowiednio długim ubłaganiu. Wiadomo, że im jest się starszym tym kieszonkowe większe, a rodzice mniej straszni, więc ciuszków wpadało nieco więcej, ale wciąż było to pod kontrolą. Od czasu wyprowadzki na studia z kontrolą było różnie, nieobce było mi podejście Carrie Bradshaw, że lepiej kupić Vogue/nową sukienkę/śliczne buciki niż obiad.


Sześć lat później wygrałam walkę z moim ukochanym wrogiem Primarkiem i odkąd chodzę tam właściwie tylko po rajstopy uznałam, że moje życie podąża właściwym torem. Jednak w momencie, kiedy przed zaraz przed Wigilią kupiłam na wyprzedaży w Topshopie kolejną koronkową sukienkę, żeby mieć w czym siąść do stołu, na nowo stwierdzam, że coś jest nie tak. Przypomniały mi się znamienne słowa mojego ojca sprzed prawie piętnastu lat, że mam tyle ubrań, a właściwie chodzę cały czas w tym samym, tylko w nowej wersji. Oczywiście bordowej koronkowej sukienki jeszcze nie miałam, ale miałam ze trzy inne koronkowe sukienki...


Podobno każdy jeden człowiek ma swoje uzależnienie, które ciężko mu kontrolować. Alkohol, papierosy, w gorszej wersji narkotyki, Ell ma czekoladę (przez co nie może być moim narkotykiem, bo byłabym wiecznie na głodzie). Ubrania to może niezbyt groźny nałóg, ale nie chcę żeby mnie kontrolował. Obkupiwszy się na wyprzedaży postanowiłam zatem zrobić odwyk ubraniowy. Mam zamiar nie kupować żadnych ubrań przynajmniej do Wielkanocy. Oczywiście wiem, że cały świat sprzysięgnie się przeciwko mnie, więc EWENTUALNIE dopuszczalne są jedynie ubrania z listy, którą noszę od dawna w komórce. Lista jest dość długa, więc szukanie tych rzeczy w sklepach nie wchodzi w grę, bo pewnie wcześniej czy później je znajdę, a tego nie chcemy. Muszą pojawić się same, mogę je kupić tylko jeśli będą idealnym spełnieniem marzeń za bezcen albo ktoś będzie mi je wciskał trzymając pistolet przy mej skroni.


Oto i lista:
- Kamizelka kiziacza (czyli, że futrzak) zapinana na sprzączki
- Sukienka serialowa w wydaniu czarnym
- Idealna niebieska czapka (i tak zrobi ją mama, więc w sumie jest tu tylko dla formalności)
- Skórzane oficerki do kolan ('bezcen' nie wchodzi w grę...)
- Raglanowy t-shirt
- idealna jeansowa sukienka
- sukienka jak ta z Levi’sa
- idealna cekinowa spódnica (ta z Zary daje radę)


Właściwie jestem podekscytowana perspektywą oszczędzenia mnóstwa pieniędzy, które będę mogła przeznaczyć na przykład na wyjazd do Szkocji czy Paryża. Ekscytuje mnie też zmuszenie się do założenia pewnych rzeczy, które tkwią w szafie, są ładne, a jednak nigdy ich nie noszę. Jeśli ten eksperyment nie zmusi mnie do ich założenia to znaczy, że czas dać im nowe życie u kogoś innego.


Oczywiście przyda się Wasze wsparcie. Komentarze w stylu ‘ten płaszcz jest taki piękny, że mogłabyś całe życie chodzić tylko w nim’ na pewno pomogą ;)


Próbowaliście kiedyś walczyć ze sobą w ten sposób? Jak Wam szło?



Photo by Miss Playground

36 comments:

  1. bede wspierac!
    ja mam zasade, ze kupuje cos nowego dopiero jak posprzedaje niechciane i niekochane juz rzeczy!

    ReplyDelete
  2. Mój tata ma zasadę, że za każdym razem jak kupi nową koszule(w pewnym momencie miał ich baaaardzo dużo, nie wiem z czego to wynikało) wyrzucał inną, w której już nie chodził.

    ReplyDelete
  3. kciuki trzymam!

    głównie dlatego, że sama mam odwyk, chociaż przymusowy. mój stan konta mówi wszelkim pokusom "fuck off" i jestem zmuszona do noszenia tego, co zalega w szafie. i, co ciekawe, świat się jeszcze z tego powodu nie zawalił, co mnie w sumie dziwi, bo do tej pory każdego miesiąca musiałam mieć nowy ciuch (w liczbie mnogiej, najlepiej). nie odmówiłam jedynie nowej torbie, która zastąpiła starą, i nie odmówię chyba jakiejś wyprzedażowej kurtce zimowej (ale to w styczniu, po wypłacie, ech). a tak, to zostają chyba tylko lumpeksy :)

    nie jest tak źle wbrew pozorom. odkrywam swoje ciuchy na nowo i zaczynam na przykład widzieć sens w tym, co od jakiegoś czasu promuje Styledigger. poza tym zawsze lubiłam tzw. basic, przestałam szaleć odkąd zamknęłam szafiarskiego bloga i chyba stan mojej szafy się poprawił. jeszcze tylko muszę sobie zrobić odwyk od badziewiarskiej biżuterii i będę spełniona :D

    ReplyDelete
  4. Ja wytrzymałam kilka ładnych miesięcy bez zakupów i nie żałuję:) A można, po prostu omijaj sklepy;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. To jedna z opcji zdecydowanie. Niestety pozostaje internet.

      Delete
    2. ebay to zlo.zapomnnij o karcie! ja bylam duzo badziej oszczedna dopoki nie otworzylam konta w banku po przeprowadzce do uk. 3mam kciuki! ;)

      Delete
    3. powiedziala i wylicytowala 2 welniane opaski (bo zatoki zatkane na amen). ;)

      Delete
  5. Próbuje. Codziennie, przy każdych zakupach. O dziwo mmo początkowych porażek idzie mi coraz lepiej. Nie kupuje kompulsywnie "bo są wyprzedaże", jestem o wiele bardziej wybredna i potrafie schodzić cały sklep z ciuchem by go w końcu odłozyć stwierdzając, że jednak mi się nie przyda, nie mam do czego założyć albo mam watpliwości. Postawiłam sobie jedno podstawowe założenie "coś musi być na sto procent takie jak chce inaczej tego nie biore". jasne zdarzają mi się czasem odchyły i kupię coś roboczego za 20 zł co szybko zniszczę w pracy albo o dziwo będę nosiła do końća świata prawie ale to rzadkie wyjątki.
    Ja mam też problem taki, że często potrzebuje gratyfikacji po wypłacie. Szczególnie gdy się z czymś bardzo narzeźnie. Na szczeście wtedy rzadko mi się coś podoba i obkupuje się w sprzęty do pracy ;) Lepsze to niż ciuchy ;)
    tak więc zdecydowanie będę trzymać kciuki, jako, że tuz przed świętami rozpoczęłam bezsentymenalne wyrzucanie cicuhów do wora celem oddania ich do domu matki i dziecka żeby ktoś inny się nimi cieszył. Bo skoro leza w szafire od roku i nawet nie pomyślałam, że tam są należy ucieszyć nimi kogoś innego :)

    ReplyDelete
  6. Po przeczytaniu tego zaczynam bać się o swoją przyszłość.
    Przeurocze jest to zdjęcie.

    ReplyDelete
  7. No cóż, w młodości miałam łatwiej, bo cierpiałam na permanentny brak forsy, kieszonkowe nie istniało, bo na jedzenie ledwo starczało. Wiesz, że pierwszą kieckę w życiu kupiłam sobie po drugim roku studiów? Za drugą pensję (pierwsza poszła na rower), resztę dochodów pochłonęły studia i życie. Jeśli miałam ciuchy, to od kogoś w prezencie, albo jakieś stare znoszone łachy (bywały czasy, gdy miałam jedną parę jeansów, jak była w praniu to chodziłam w rajstopkach po domu i czekałam aż wyschną). Dopiero jak zaczęłam normalniej pracować, zaczęły się zakupy ciuchowe, ciężko mi nad tym zapanować, bo nareszcie mogłam kupować bez ograniczeń. I nareszcie w sklepach pojawił się mój rozmiar, kiedyś dostać szczupłe spodnie na moją długość nóg było niemożliwością, kiecki w rozmiarze 36 tez niemal nie istniały (zwłaszcza w tanich sklepach). No i jeszcze to allegro... odetnę sobie kiedyś łapki ;)

    ReplyDelete
  8. Ja trzymam kciuki! Moja znajoma miała postanowienie, ze nie kupi ŻADNEGO ciucha w całym 2012 roku, poza bielizną i wytrzymała :D ale przypuszczam, że jej nałóg był mniejszy od Twojego, ale może to Cię zmotywuje :D

    ReplyDelete
  9. ha, ileż to razy wmawiałam sobie, ze w tym miesiącu na pewno nie..ani nawet nie spojrzę, nie będę prowokować, nie wejdę żadną stronę.. tym razy chcę powalczyć wpierw z formą, by wiosną na nowo otworzyć szafę. może okaże się dobrym tropem ;)

    także...ściskam kciuki!

    ReplyDelete
  10. Nigdy nie wyszedł mi taki odwyk, odnośnie czekolady również jestem nałogowcem, czasem tylko udaje mi się przez jakiś czas nie myśleć o ciuchach (wbrew pozorom kiedy mam spadki nastoju), ale najgorzej jest jak zaglądam do Ciebie i moja lista potrzeb ciągle rośnie, bo masz tyle fajnych rzeczy:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Twoje potrzeby rosną, moje maleją...Szansa na interes ;)

      Delete
    2. Za wielki mam tyłek i za małą stopę na ten interes:)

      Delete
  11. Trzymam kciuki! Też mam postanowienie żeby mniej kupować a zacząć ubierać to co mam a nie noszę :)

    ReplyDelete
  12. Hahaha powodzenia powodzenia trzymam kciuki ;) Właściwie od sierpnia do końca listopada nie byłam na porządnych zakupach, za ały ten czas kupiłam (chyba) tylko dżinsową sukienkę i spodnie, dałam radę ; D

    ReplyDelete
  13. trzymam kciuki! ja jakieś trzy może cztery lata temu nie kupiłam nic przez ponad rok bo jakoś czasu nie miałam he he. A teraz tez mi się zdarza nawet do ciuchlandu nie zajrzeć przez trzy miesiące, bo śnieg, bo mróz (a może to się lenistwo nazywa he he)

    ReplyDelete
  14. ja mam permanentny odwyk i nic :( rzadko do sklepów zaglądam, ale te internetowe i aukcje "tylko zobaczę co jest" zawsze wygrają. Albo na algiero pojawi się sukmana z zagramanicznego sklepu w doskonałej cenie, albo coś po prostu jest jedyne i piękne, albo po prostu muszę ;D

    ReplyDelete
  15. walczę, walczę, cały czas walczę...jest ciężko ;)

    ReplyDelete
  16. W wakacje wpadłam w kosmetykowy nałóg i do dziś walczę! Z dumną muszę przyznać, że dziś rano powiedziała tacie, iż nie jadę z nim do Galerii Malta, bo z pewnością wpadłabym tam do Sephory i wydała kolejne pieniądze. Tak samo mam z Empikiem, kiedy wejdę, pewne jest, że wychodząc zahaczę o kasę.. Ah, te nałogi.. Ale czy świat bez nich byłby taki sam?

    ReplyDelete
  17. "to znaczy, że czas dać im nowe życie u kogoś innego."- Piękne słowa, zabieram je sobie i wkładam do serduszka.

    ReplyDelete
  18. Ja znalazłam sobie nowy, dość drogi cel - konkretnie dość drogi, stylowy rower w typie beach cruiser - co najmniej z 2 kafelki trzeba na to mieć. Tylko musi być to coś tak silnego i wymarzonego, że pójście na wyprzedaż wywołuje u Ciebie rezygnację a nie podniecenie:D E.

    ReplyDelete
  19. i jak się teraz ma moje oszczędzanie na jedzeniu do oszczędzania na ubraniach. eh ^^ przez ostatnie 4 miesiące zaoszczędziłam na niepotrzebnym niezdrowym jedzeniu i słodyczach jakieś 400 zł i kurde, poszłam do galerii. i tyle je widziałam.
    szczerych życzeń powodzenia i wytrwałości nigdy dość, więc przesyłam :)

    ReplyDelete
  20. Replies
    1. Wyraz mojego idiotyzmu. Wiedziałam, że coś jest nie tak i że po wpisaniu w google powinny wyskoczyć ich tysiące, a nie wyskakiwały. To w mojej głowie są oczywiście stare dobre sprząCZki. Szkoda, że ponad dwadzieścia komci i nikt nie zwrócił mi wcześniej uwagi, że jestem głupia. Dzięki!

      Delete
  21. tez szukam futrzanej kamizelki ale nie wiem czy jak ja wkoncu kupie to czy ja zaloze chociaz raz :P fajny blog ;> zapraszam do siebie

    ReplyDelete
  22. najpierw patrzyłam na ten trend zakupowego minimalizmu z oddali, później coraz bardziej stawał mi się bliski zamysł niekupowania tylu ciuchów w tak chaotyczny sposób i posiadania porzadku w szafie. nawet nie chodzi o hajs, to nigdy nie były wielkie pieniądze w moim wypadku. predzej o ten pret w szafie ktory trzy razy spadł bo nie wytrzymał napięcia. i im bardziej to myślenie jest moje, tym większa staje się pewność, że to kwestia dorastania. a wiadomo, że dzieciństwo ciężko zostawiać za sobą, nawet mając w perspektywie mniejsze wydatki i bardziej sensowny wygląd ;D ale raczej już za późno, to się samo dzieje. najgorsze ("najgorsze" w sumie!) nadal sa moje zmienne nastroje co do ciuchow, bo raz motywem jest dresiara, innym razem kowboj a kiedy indziej ksiezniczka. ale jak juz to mi sie wyklaruje to bede zupelnie stara, wiec nie ingeruje az tak bardzo w ten proces.

    ReplyDelete
  23. Już się obawiałam,że odstawiasz Kiziaka! Ro byłoby dopiero breaking news szafiarskiego światka - Riennahera na detoksie! Jakby ying rozeszło się z yang, albo czerwona podeszwa ze szpilkami mistrza Louboutin. Czy coś.

    A tak serio to trzymam kciuki za Twoje postanowienia. W razie "głodu" służę wirtualnym rozgrzeszeniem :)

    ReplyDelete
  24. hahaha mam ten sam problem. Ze mną jest trochę jak w tym filmie "wyznania zakupoholiczki", a że teraz nie mam pieniędzy to nawet jakbym chciała to nic nie kupię :P Ja swoje postanowienia noworoczne wypisałam na blogu, żeby mnie bardziej zmowywowało do działania :P pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do siebie :) Szczęśliwego Nowego Roku!

    ReplyDelete
  25. aaa i dodaję do obserwowanych oczywiście :D

    ReplyDelete
  26. A ja uważam, że w Primarku rajstopy są bardzo kiepskiej jakości.
    Mój zakupoholizm się poprawił. Kupuję praktycznie tylko na wyprzedażach, nie chcę płacić 100% ceny. Jakoś mi z tym lżej. Wyjątki robię tylko jeśli danej rzeczy nigdy nie mogę kupić po przeczenie. Odwyk ciuchowy jest jeszcze trudniejszy jak pracuje się obok galerii handlowej... wiem coś o tym!
    Trzymam kciuki! Uda Ci się!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Są świetne, ale tylko dwa czy trzy konkretne modele/rodzaje. Te 'modne' albo te pakowane po pięć w paczce są oczywiście okropne.

      Delete
  27. Byłam dzisiaj w centrum handlowym, pomyślałam, że powinnam coś kupić i nic mi się nie podobało :) pomyślałam o Tobie i Twoim odwyku, że mamy zupełnie inne podejście do zakupów. Ja się muszę zmuszać, by kupić nowe ubranie, choć oczywiście lubię się fajnie ubierać. Ale kupowanie jest dla mnie ciężkie.
    Magda B.

    ReplyDelete

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...