Marta Dziok-Kaczyńska

10 myśli o pisaniu czwartej książki

Picture of Marta Dziok-Kaczyńska

Marta Dziok-Kaczyńska

Był czas, kiedy napisanie własnej książki wydawało mi się marzeniem do spełnienia tylko dla wybrańców. Pisarze jawili mi się niemal jak byty nadludzkie.
Uważałam, że gdzie mnie, takiej malutkiej, stawać z nimi w szranki. Poza tym, koleżanki chodziły na warsztaty dziennikarskie, koledzy chodzili na jakieś spotkania autorskie, a ja biedna tylko trzepałam te fanfiki wiedźmińskie, ołówkiem na papierze podaniowym. Czułam się gorsza i nieprzygotowana.

Dziś mam na koncie cztery napisane książki i pracę dziennikarską, a żadni ze wspomnianych znajomych nie zajmują się życiowo pisaniem. W sumie, to dość zabawne. W sumie, to idealny dowód, żeby po prostu robić swoje i nie porównywać się.

1

Pewność siebie jest na usprawiedliwionym, wysokim poziomie. W końcu już czwarty raz podpisałam umowę, ZA PIENIĄDZE.

2

Syndrom oszusta również ma się dobrze. CZY TO NIE OBCIACH, ŻE KAŻDĄ KSIĄŻKĘ MAM W INNYM WYDAWNICTWIE.
Nie, oprócz pierwszego razu nie wysyłałam propozycji wydawniczych, wszystkie przyszły do mnie jako zapytania. To znaczy, że trzy kolejne firmy uznały, że coś w sobie mam.
ALE MOŻE JEDNAK ŹLE TO O MNIE ŚWIADCZY.

3

Wciąż nie wiem czy powinnam skupić się na fikcji czy wręcz przeciwnie. Bo lubię pisać oba typy. Czy muszę się decydować? Staram się myśleć o tym, kto nigdy się nie zdecydował. Pierwszy na myśl przychodzi mi Orwell.

4

Zupełnie poważnie, mnie bardziej finansowo opłaca się póki co non-fiction. Ale przecież gdybyśmy pisali dla pieniędzy, wybralibyśmy inne zajęcie…

5

W 2011 roku dostałam się na doktorat z historii średniowiecza na University of Glasgow. Nigdy na niego nie poszłam, ponieważ każdy rok czesnego kosztował cztery tysiące funtów, nie wspominając już o kosztach utrzymania.
W 2026 roku napisałam książkę, która wymagała potencjalnie zbliżonej ilości researchu, co doktorat. Też korzystałam z podręczników akademickich i artykułów naukowych. Na pewno przebadałam temat głębiej niż podczas pisania magisterki.
Teraz nie wiem czy się cieszyć, że właściwie to oszczędziłam dwanaście tysięcy funtów czy płakać, że odwaliłam taką robotę, a nie mam nawet tytułu…

6

Miałam już okazję zatwierdzić okładkę czwartej książki i muszę stwierdzić, że to pierwszy raz w mojej karierze, gdy na widok okładki od razu byłam zachwycona. Ba, zakochana. Temat mnie ekscytował, proces pisania był super, ale ta okładka…Ręce, nogi, mózg na ścianie.

7

Bardzo, bardzo nie mogę doczekać się reakcji Czytelników. Ciężko będzie zarzucić, że ktoś nie dowie się niczego nowego. Mieszkam w Wielkiej Brytanii dwadzieścia lat, studiowałam historię, temat związany jest z moimi zainteresowaniami, a sama dowiedziałam się mnóstwa nowych rzeczy.

8

Moja koleżanka, która zaraz po mnie jest moim najsurowszym krytykiem, powiedziała, znając temat i widząc okładkę, “kupiłabym tę książkę nawet gdybym cię nie znała”. Czyż nie jest to najlepsza rekomendacja?

9

Muszę przyznać, że po codziennym niemal pisaniu przez ostatnie pół roku, muszę się obecnie trochę przymuszać do 400 słów dziennie. Co więcej, wcale nie udaje mi się jakoś bardzo skutecznie przymusić. Oczywiście, dochodzi do tego praca, która też polega na pisaniu, ale w momencie, kiedy skończyłam już cztery książki, moje parcie na nieustanne tworzenie mocno opadło.
No i parcie na blogowanie w 2026 roku padło na ryj.

10

Czy po podpisaniu czterech umów, wciąż drżę, czy kiedykolwiek zdarzy mi się piąta? Oczywiście. Myślę o tym co kilka dni. Czytając ponownie ten punkt, znowu dostaję lekkiego bólu brzucha ze stresu.
Mam już co prawda jedną rzecz w zanadrzu i zarzekałam się, że potrzebuję odpoczynku od pisania, ale ból brzucha ma się bardzo dobrze.

Jakie to szczęście, że zawód pisarza, przyciągający przecież same silne emocjonalnie jednostki, jest tak stabilny i pozbawiony stresu.

Zdjęcia: Ania Hrycyna

Podoba Ci się? Udostępnij ten post

Riennahera

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska

Riennahera​

Prowadzę blog, podcast „Korespondencja z Londynu” oraz aktywnie działam w mediach społecznościowych. W Wielkiej Brytanii mieszkam od 2006 roku. Studiowałam historię i filmoznawstwo na Uniwersytecie w Glasgow. Przez wiele lat pracowałam w brytyjskiej prasie, obecnie jestem dziennikarką portalu polonijnego. Wydałam książki fantasy „Elfy Londynu” i „Podróżniczka” oraz non-fiction „Anglia. Czas na Herbatę” i e-book „Londyn z Riennaherą”. Mieszkam w Londynie z mężem i córkami.