Sens życia

Czego tak naprawdę pragniesz w życiu? Jakie jest Twoje najskrytsze marzenie? Szczęście, fortuna, dzieci, kariera, pokój na świecie? Małe szczeniaczki budzące Cię co rano liżąc Twój policzek malutkimi języczkami i trącając go ślicznymi noskami? Dodaj tutaj swoją ideę lub wizję, która wygląda dobrze na papierze. Wszyscy je mamy, takie wersje oficjalne. Jednak to czego naprawdę pragniemy jest mniej ładne, mniej puchate i nie nadaje się na przemowę w konkursie Miss Świata. Wszyscy chcemy być lepsi od innych.

Teraz pewnie marszczysz nosek albo kręcisz głową. Ale pomyśl. O tych wszystkich ludziach, z których się śmiejesz. Z którymi się nie zadajesz, którymi gardzisz albo po prostu ich nie zauważasz. Sensem ich życia jest stanowienie tła dla Twojej własnej zajebistości. Wszyscy jej pragniemy. Bloger chce być lepszy od hejtera (i nawzajem), dziennikarz od blogera, miejscowi od emigrantów, emigranci od miejscowych, bogaci od biednych, politycy jednej opcji od polityków drugiej. Strony rzeki, kierunki świata, kontynenty, religie. Jedne wielkie Igrzyska Śmierci.

Moją ulubioną postacią literacką jest Raskolnikow. Przypominam go sobie, kiedy tak jak ostatnio czuję choć odrobinę wyższości czekając na kanapkę w McDonaldzie w drodze na spotkanie biznesowe w szklanym biurowcu. Nie mogę wyciąć z mózgu tej części, która generuje złe myśli, ale mogę z nimi codziennie walczyć.

sens życia

Wbrew pozorom, ludzi, którzy uważają się za lepszych od innych, łatwo jest kontrolować. Łatwo grać na ich lękach i ambicjach. Jednym z moich lęków jest możliwość stania się osobą, która zapomni, że jest na świecie mrożona pizza i bielizna za funta. I bywały normą w moim życiu, przez co nie byłam o krztynę gorszą osobą, niż jestem teraz.

Zakupy są dla mnie teraz często źródłem szokujących doznań zmieniających światopogląd. Ostatnio wizyta w luksusowym domu towarowym Liberty. To dokładnie takie miejsce ze snów, idealne na zakupy marzeń. Kilkadziesiąt funtów za breloczek, kilkaset za szalik. I tak dalej. I poraża mnie jakie tam były kolejki. Powiecie, że zazdroszczę. I że te rzeczy są warte swojej ceny. Załóżmy, że jesteś osobą, która nie próbuje kreować swojego stylu życia na Upper East Side. I że masz w garści dziesięć tysięcy złotych. Kupisz torebkę? Może. A kiedy już ją kupisz i znajdziesz się znowu w takiej sytuacji, kupisz następną? Przy którym razie kolejna torebka za dziesięć patyków zacznie być dla Ciebie tak samo nudna jak za za kilkaset czy kilkadziesiąt złotych? Adrenalina to dziwka. Drogie rzeczy walają się po podłodze tak samo jak tanie. Wrzucone na dno torby Louis Vuitton perfumy tak samo gubią nakrętkę i wyglądają niechlujnie jak w torbie z Primarka czy z Zary. Nie wymyślam. Sprawdzone info.
Jakże wspaniale byłoby zostać takim egoistą myślącym o tym jaki ja jestem, co ja dzisiaj zrobiłam, żeby ulepszyć/pokonać/być lepszym od SIEBIE.

Zdjęcia Anna Matusewicz

DSC_7658-1sm

  • Nie śmieję się i nie kręcę głową, bo to mnie nieziemsko martwi. To wywyższanie się, czasem udaje się skutecznie przywołać do porządku. A czasem… jak nie czuć wyższości wobec 8 łysych dżentelmenów zakłócających mu sen darciem pały „hej wisełkaaaaaaa”. Trudne to jedno, ale czy sensowne? 🙂

    p.s. w 1440 na 900 (chrome Mac OSX) ucina Ci jakieś 10% z prawej strony ramki disqusa

    • Każdy ma swoje demony. Nawet łysi dżentelmeni.

      • Z łysymi dżentelmenami i innymi osobami z pokrewnych gałęzi społecznego drzewa sprawa jest skomplikowana. Wróżka – wykładowczyni od Antropologii kultury, która na wykładach wróżyła nam z ręki 😀 – powiedziała, że plucie i przeklinanie wiązało się w kulturach archaicznych z rytuałem oczyszczenia. Jeśli ktoś przeklina, wyrzuca z siebie bród. Osoba, która posiada tylko przekleństwa w swoim słowniku, tak naprawdę nie chce „nabyć” języka, a tym samym mieć kontaktu z rzeczywistością. Wszystko niby fajnie, ale czemu takie osoby wychodzą z założenia, że ok jest angażować w swój problem ludzi, którzy akurat chcą spać i nie czują się przesadnie oświeceni ich nocnym nawoływaniem zespołów piłkarskich oraz nie chcą brać udziału w ich rytuale oczyszczenia ;).

        • Mnie nie przeszkadza przeklinanie, prywatnie mogą sobie słać ujami i urwami całodobowo. Mnie w kibicach przeszkadza niszczenie przestrzeni wspólnej i zakłócanie ciszy. Przeszkadzaliby mi nawet cytując Pana Tadeusza trzynastozgłoskowcem podczas niszczenia przystanku autobusowego.

    • Ja nie czuję wyższości, szukam po domu stoperów do uszu 😉

      • Ja czuję wyższość podczas poszukiwania stoperów…

        • Ja tylko wtedy, jak zahaczę głową o kant szafki 😉

  • Wpisuje się to w moje ostatnie przemyślenia. Chociaż prawda jest taka, że moja decyzja, żeby stawać się lepszą od siebie, była spowodowana tym, że ktoś mi bardzo dokuczył swoim niedojrzałym zachowaniem i pomyślałam, że chciałabym być lepsza od tej osoby i nie sprawiać nikomu przykrości w taki sposób. Ech, poplątane to.

    • Myślę, że potępianie zachowań jest w porządku. Gardzenie konkretnymi jednostkami jest gorsze.

  • Emilia Padzik

    myślę, że w każdym z nas istnieje potrzeba poczucia, że jesteśmy fajni, zajebiści, wyjątkowi. najłatwiejsza droga do tego biegnie przez porównywanie się. i odruchowo porównujemy się do tych gorszych, by błyszczeć na ich tle. był czas kiedy porównywałam się nieustannie, wpędzając się w katastrofalne kompleksy i budując złudne poczucie własnej wartości patrząc na gorszych. kilka życiowych sytuacji, miejsc, ludzi wyleczyły mnie z tego. kiedy zauważam, że czuję się od kogoś lepsza odrzucam to myślenie, bo wiem, że nie jest słuszne: nie wiem jaką drogę tę człowiek przebył w swoim życiu, być może w tej dziedzinie lepsza jestem ja, a on w innej. mam swoją drogę, swoją część życia, na której mi zależy, swoje plany i właśnie w tym chcę być jak najlepsza. dla satysfakcji, dla rozwoju. w ogóle uważam, że prawdziwa mądrość polega na tym, żeby każdego – i niezwykle zdolnego prawnika i bezdomnego człowieka – traktować tak samo. potępiać można – zachowania, głupotę krzywdzącą innych, ale się nie wywyższać.

  • Agnieszka Szczodrowska

    Badzmy lepsi od samych siebie, lepsi od nas z dnia jutrzejszego i skupmy sie na dobroci i milosci do innych, nie chcemy przeciez, zeby nas osodzano czy porownywano…

  • Staram się uciekać od takiego sposobu myślenia, od budowania swojego szczęścia na podstawie lokalizacji w hierarchii ludzkości. Jasne, taka jest ludzka natura, uwielbiamy rywalizować, to nas pcha do przodu i rozwija cywilizację, ale też nas niszczy, jeśli staje się sensem życia. Ściganie się z samym sobą to czasem też pułapka, bo w dążeniu do własnych ambicji zapominamy o innych. Zloty środek? Nadal go szukam. 🙂

  • kasia dytrych

    Tak sobie myślę, że gdzieś w tym wszystkim ważne jest, żeby się nie przywiązywać. Zarówno do myśli o sobie, o otaczającej rzeczywistości (bo nie widzimy świata takiego, jaki jest tylko takim, jakie mamy doświadczenia, wartości, itd.), o innych. Jak się jest mniej przywiązanym do wyobrażenia o sobie samym, to łatwiej być otwartym, przyznać się do błędu a i jakoś ten pęd do rywalizacji staje się jakby mniejszy i mniej uwiera.

  • I tu się będę kłócić. Uważam, że najłatwiej manipulować ludźmi z niskim poczuciem wartości. Wystarczy wmówić im, że jeśli kupią drogą torebkę, to będą lepszymi ludźmi. Łapią ten kit jak młode pelikany. Jako osoba o dość wysokim mniemaniu o sobie (co wg polskich standardów jest grzechem śmiertelnym, ja zaś nazywam poczuciem własnej wartości), jestem dość odporna na reklamę drogich marek, jeśli nie na reklamę w ogóle. Większości z tych, które wymieniłaś, nawet nie kojarzę i nie odróżniłabym ich od tanich perfum z bazaru, serio. Pewnie dlatego, że jedynym pachnidłem, którego używam, to tani bezbarwny i bezzapachowy antyperspirant, który wybrałam głównie dlatego, że nie ma zapachu i nie zostawia śladów na ubraniach. Kupuję go średnio raz na dwa lata (nu, nie dokładnie ten sam, bo przez dwa lata 10x zmieni się opakowanie).

    Jakie jest moje marzenie? Może zabrzmi niuejdżowo, ale chciałabym w jakiś sposób sprawić, że świat stanie się lepszy. Jasne, fajnie by było mieć mały biały drewniany domek w lesie i może więcej dzieciaków. I choinkę. Spełnić wiele takich prostych, przyziemnych marzeń. Ale nie umiałabym się tym w pełni cieszyć wiedząc, ile dzieci nie ma swojego domu i kochających rodziców, ile nie ma co jeść i że ja nic nie zrobiłam, żeby to zmienić. Czasami na święta łapię tego rodzaju doła i chyba właśnie mi się zaczyna.

  • Wracając do tego tekstu po roku, chociaż go znam i czytałam wcześniej, najbardziej utkwiło mi w głowie zdanie, że adrenalina to dziwka.

    Jak najbardziej! Uzależnia bardzo, ale jest też mnóstwo rzeczy, które dodają adrenaliny, a są o wiele przydatne. Ja na przykład będąc wstydliwym dzikusem uzależniłam się od poznawania ciekawych ludzi. Rok temu mega się wstydziłam zagadać do Ciebie, dzisiaj z łatwością przychodzi mi poznawanie fajnych ludzi z internetu.
    W sobotę, nie wiem co we mnie wstąpiło, ale zagadałam do CEO z firmy w której pracuje z wielomilionowym budżetem, i opowiadałam mu jak ważny jest UX w projektowaniu produktów. Może uznał mnie za kretynkę, ale przynajmniej mam +10 punktów do networkingu. Jeszcze 10 takich CEO i przestanę się denerwować. Adrenalina to dziwka, a to czego chcemy często nas tak przeraża, że nawet nie próbujemy. A nie od dziś wiadomo, że doświadczenia są warte więcej niż przedmioty, więc dlaczego by nie zmienić perspektywy patrzenia na to co czyni nas lepszymi od własnych kompleksów.

Loading..