Jak wychować dziewczynkę?

Przyznam szczerze – liczyłam, że będzie chłopiec. 

Wiecie, synek mamusi. Maminsynek wręcz. Taki, co to poza mamą świata nie widzi i będzie szukał miłości kobiety podobnej do niej (lub nie kobiety, kto wie). Podświadomie chyba jednak wiedziałam, że będę mieć dziewczynkę, więc nie czułam zawodu. Płeć była mi w zasadzie obojętna. Najważniejsze, żeby w końcu było i żeby było zdrowe, prawda? Poza tym, że właśnie, synek mamusi w mamusię będzie wpatrzony, a dziewczynka…Wiadomo. Dziewczynka na jakimś etapie będzie jednocześnie kraść mi z szafy ubrania i zamykać się w pokoju, żeby pisać w pamiętniku jak mnie nienawidzi. Wiem z doświadczenia. Sama kradłam i pisałam. 

Nie zależy mi na ogłaszaniu, że ciężej jest być kobietą niż mężczyzną. Chociaż męczy mnie, że w XXI wieku wciąż musimy wychodzić na ulicę w kwestiach prawa do decydowania o własnej rozrodczości, a rozmowy o feminizmie często wciąż zawierają żart “hłe hłe niech same wniosą lodówkę”. Nie byłam mężczyzną więc nie wiem komu jest ciężej, niemniej uważam, że jako kobieta w wielu sprawach spotykam się z żenadą, z którą mężczyzna nie musi się spotykać. Nie zależy mi na licytacji. Chcę napisać o czym innym.

 

Żyjemy w ciekawych czasach.

 

Najlepszych i najgorszych. Dorastałam w świecie na pograniczu kasety magnetofonowej i internetu. W świecie, którego już nie ma. Gdzie dzieciaki były dzieciakami i można było pozwolić sobie na obciach i pryszcze, bo nie było nastoletnich influencerek i selfie. Umiałam poradzić sobie jako dzieciak w tamtym świecie. Nie mam pojęcia o byciu dziewczynką w obecnej rzeczywistości.

Jak nauczyć córkę, żeby czuła się dobrze we własnym ciele, kochała je i nie miała kompleksów, jednocześnie wiedząc, że jej wartość nie zależy od tego jak wygląda i ile waży? Mnie samej ta sztuka nigdy się nie udała, chociaż nie dorastałam wśród zdjęć Kardashianek. Chociaż nikt w rodzinie nie krytykował mojego wyglądu w innym kontekście niż kłótnia o założenie sukienki czy glanów. Nikt nie śmiał się ze mnie w szkole. Dowiedziałam się, że mam wielki nos sama, w lustrze. Dopiero dużo, dużo później w internecie. Na wczesnych serwisach społecznościowych, chyba na e-pulsie, ktoś pisał to pod każdym moim zdjęciem, ale nie wydawało mi się to powodem do zmartwień. Po raz pierwszy przeczytałam, że jestem brzydka na serwisie trójmiasto.pl, kiedy moje zdjęcie pojawiło się jako ilustracja do artykułu. Miałam siedemnaście, może osiemnaście lat. Psychicznie dałam sobie z tym radę, kogo w końcu obchodziło, co pisze w internecie jakaś obca osoba, prawda? Kiedy po raz pierwszy ktoś znęcał się nade mną w internecie, miałam szesnaście lat, ale wiedziałam kto to, bo chodziliśmy do tej samej szkoły. Poszło o chłopaka. Rozeszło się po kościach. Tyle, że nasz internet to był anonimowy blog, gadu gadu i email. Tyle. Prawdziwą “prawdę” na swój temat poznałam już jako studentka i chociaż było mi przykro, chociaż kilka razy płakałam przez komentarze w internecie, byłam już dużą dziewczynką. Nie chcę, żeby moja malutka dziewczynka musiała kiedykolwiek czytać takie rzeczy. Wiem, że jest to tylko kwestią “kiedy”, nie “czy”.

 

 

Nie mam jednak na celu tylko psioczenia na internet. W epoce #metoo, jak mam utwierdzać dziewczynkę w przekonaniu, że nie ważne są okoliczności, nikt nie ma prawa do jej ciała, że winny jest zawsze ten, kto przekracza czyjeś granice, nie jego ofiara, jednocześnie upewniając się, że zawsze będzie bezpieczna? Jak nie wpoić jej nieufności i cynizmu, ale uczulić ją na zagrożenia? Na samą myśl o zagrożeniach w tym aspekcie życia, robi mi się niedobrze. 

Pytania mnożą się w nieskończoność. Jak sprawić, żeby czuła, że zawsze będzie dla rodziców księżniczką, ale to nie znaczy, że księżniczka musi czekać na księcia? Jak przekonać ją, że jako dziewczynka wszystko jej wypada i może wszystko, chociaż czasem ewidentnie będzie to pobożnym życzeniem? Jak zachęcać ją do spełniania marzeń i ciężkiej pracy dla osiągnięcia własnych celów, ale zaakceptować, jeśli jej marzenia nie będą wiązały się ze zdobywaniem kosmosu, a raczej z prowadzeniem domu? I tak dalej, i tak dalej. 

W końcu pytanie ostatnie, choć może najważniejsze – jak pozwolić jej być sobą i jednocześnie zaakceptować, jeśli będzie zupełnie inną kobietą niż ja? Nie byłoby tego problemu, gdyby była chłopcem. Mam tylko nadzieję, że nie znienawidzi mnie za bardzo. 

  • O a ja właśnie noszę w sobie od dłuższego czasu pomysł na wpis „jak wychować chłopca?”
    No bo tak: wiem, jak to być dziewczynka, wiem, czego mi jako dziewczynce brakowało i co chce w mojej córce wzmacniac, kształtować.
    Ale jak czasem widzę dorastających chłopców to jestem przerażona. Tyle pułapek, w które można wpaść!
    Ja miałam szczera nadzieję na rodzenie samych córek. Mam chłopca i zagwostke.

    • Ha, co człowiek to punkt widzenia i wątpliwości!

    • O ja mam podobnie! Też syn i też zagwozdka. Np. taka jakie mu lektury podsuwać jak urośnie? No przecież nie Jeżycjadę…

  • Beata Stawiarska

    tak bardzo moglabym sie podpisac wszystkimi konczynami pod kazdym twoim slowem (minelo juz trzy lata, nadal czasem trudno uwierzyc, ze jestem mama corki. I nadal nie wiem jak ja wychowywac, dzialam intuicyjnie, ale nie jest latwo I zdaje sobie sprawe, ze juz niedlugo to co ja mam do powiedzenie czy przekazania bedzie sie liczylo coraz mniej. Boje sie.

  • Przepiękny post, ubierający w słowa mysli kłębiące się w mojej głowie ❤️ jak w ogóle ochronić dziecko przed beznadzieja tego świata ale tez nie zrobic z niego życiowej fajtłapy…

  • Na razie nie planuję ciąży, ale od dawna wiem, że jeśli już, to zdecydowanie wolałabym dziewczynkę.Tylko że u mnie to jest bardziej na zasadzie „może kiedyś, jeśli już”, więc nie zastanawiałam się, jak poradzić sobie z wychowaniem dziecka w kontekście, o którym mówisz.

  • Wiedzma Jesienna

    Zanim bylam w ciazy, bylam przerazona wizja posiadania dzieci. Ze ja niby mam byc odpowiedzialna za male, bezbronne stworzenie? Wpajac wartosci i uczyc zycia, kiedy ja caly czas czuje ze nic absolutnie nie wiem. Jak ja mam wpajac komus poczucie wlasnej wartosci, kiedy sama uwazam ze nigdy nie jestem wystarczajaco dobra? Jak mam nauczyc sobie radzic w zyciu, jak mi sie wydaje ze cokolwiek mi sie udalo to byl rzut na tasme i duzo szczescia. No i nigdy nie czulam potrzeby zeby miec dzieci, nigdy nie bylo to w moim planie zyciowym, ale bylo w planie zyciowym meza. Wiec byla umowa, ja dostane moje wymarzone dwa koty, a za to urodze dwojke dzieci jak los da (taki w sensie zarcik umowa, zanim ktos sie oburzy i mu piorka sie nastrosza).

    Jak bylam w ciazy pierwszy raz to liczylam na chlopca. Przerazala mnie wizja wszystkich trudnych tematow dla dziewczyn, rozowego koloru i tego ze stane sie jak moja wlasna matka i moje wlasne dziecko tez mnie bedzie nienawidziec. Ja nic nie wiem o byciu girly girl. Nie znam sie na kosmetykach, modzie i urodzie. Przynajmniej wiem ze chce ja wychowac tak jak moj tata wychowal mnie, kiedy dopiero bedac na studiach dowiedzialam sie ze podobno powinnam byc zla z matmy i ze istnieja podobno jakies bariery jezeli chodzi o to kim chce byc w przyszlosci spowodowane moja plcia. Nikt mnie o tym wczesniej nie poinformowal, a kiedy sie dowiedzialam to juz bylo za pozno, bo jestem uparta jak osiol i „Ja wam pokaze” powinno byc moim mottem zyciowym.

    To male stworzenie z loczkami ktore pojawilo sie w moim zyciu, sprawilo ze tak bardzo sie w niej zakochalam (mimo trudnych poczatkow), ze kiedy staralismy sie o drugie dziecko to marzylam juz tylko o drugiej malej perfekcyjnej dziewczynce. Bo jaka ona jest cala perfekcyjna w moich oczach no i moja cora mialaby siostre.

    Oczywiscie spodziewam sie syna. Jak zawsze wszytko na opak i teraz przezywam ten sam cykl przerazenia jaki mialam przy corce. Jak nauczyc go dobrych wartosci i te wszystkie trudne tematy do dyskusji. Jak wychowac go zgodnie z wlasnymi zasadami i nie poddac sie presji otoczenia. Co zrobic jak bedzie sie zachowywal jak maly szowinista i heheszkowal z glupich bab, ubieral sie w dresy i mial na wszystko wywalone?

    No i chyba najgorsze pytanie, czy ja bede w stanie go tak bardzo kochac jak kocham moja corke? I z drugiej strony, czy moja corka bedzie wiedziec ze pojawienie sie drugiego dziecka nie zmniejsza mojej milosci do niej?

    A juz niestety z doswiadczenia wiem ze pytania sie nigdy nie koncza, tylko sie zmieniaja. Jedyne pocieszenie w tym ze teraz wiem ze warto, oj jak bardzo warto 🙂

    • „A juz niestety z doswiadczenia wiem ze pytania sie nigdy nie koncza, tylko sie zmieniaja. Jedyne pocieszenie w tym ze teraz wiem ze warto, oj jak bardzo warto :)”
      W punkt! :* :* :*

    • Jakbym czytała własne przemyślenia. Chciałam być „matka królów” – najchętniej „trzech budrysów”. Dziewczęcość mnie przerażała, przed różem się bronilam. A potem urodziła się ona (też trudne początki – komplikacje po CC i hajnid, choć wtedy nikt tak nie mówił) i mimo oporów popłynęłam fala różu i kucyków Pony. 🙂 I też chciałam dla niej siostry, ale ma o 5 lat młodszego brata. Jest inaczej. A wzorce? No cóż, moja mama była inżynierem, ja najlepsza w klasie że ścisłych (studiowałam języki i informe), mój mąż wybitnie gotuje i dba o to, by „czapeczka była”. Fala różu u córki dawno minęła, syn kochał konie i „Malutka czarownice”. Nie mieścimy sie w schematach płci i chyba to przekazujemy dzieciom, choć one też oczywiście mają fazy, kiedy chca rownac do Peer group, a Ja doświadczeniem 11 lat wiem, że wszystko jest przejściowe.

  • „Mam tylko nadzieję, że nie znienawidzi mnie za bardzo.” – moja obawa od dnia porodu.
    Jak zawsze w punkt. Moje „przerażenie” po tym artykule trochę wzrosło, ale to dobrze – w końcu, jak zawsze, przyjdzie moment „kiedy powiem sobie dość” i dam sprawom płynąć, jednocześnie próbując robić wszystko co w mojej mocy, za pomocą środków, które mam, nic ponad siły (tak, jasne..). Być dla siebie bardziej wyrozumiałą i wierzyć, że jestem taką kobietą, która jest w stanie przekazać córce dobre wartości, by wyrosła na dobrą osobę. Tylko tyle. Aż tyle. „Magia” przecierania szlaków jest niestety czarna. Nigdy nie wiesz gdzie cię rzuci. Jakie błędy popełnisz. Ale myślę, że ważne jest, żeby zaakceptować, że się je z całą pewnością popełni.. I tu wracam do cytatu z początku mojej odpowiedzi 😉 Dziękuję Ci za ten tekst.

  • Żeby więcej mam zadawało sobie takie pytania jak Ty i osoby w komentarzach… świat byłby troszeczkę lepszy. 😉

  • Agnes

    Mam 6 latke, choc chcialam chlopca. od 2 roku zycia sama sie ubiera i wybiera ubrania. Pewnego dnia pytala czy moze miec 2 tatow i 2 mamy bo jej kolezanki maja rozwiedzionych rodzicow i maja po 2 rodzicow. Dzis mowila ze pewnie zakochalam sie w jej tacie dlatego jestem doskonala cukierniczka a jak to brzmi po francusku. Moja siostra niedawno sie rozstala ze swoim chlopakiem i corka orzekla ze ciocia sie od kochala. Mamy swoje teksty moj najukochanszy mamo nie nerwuj sie tak, kocham cie . Zagorozenia 2 lata temu zgubila mi sie nabasenie odkrytym, ktos ja zaslonil i jej nie widzialam a stalam na brzegu basenu. 5 min naj czarniejszych mysli pomimo ze wiem ze umie plywac.

  • Ula

    Już sam fakt, że Ty jesteś tego wszystkiego świadoma i że jesteś po prostu mądrym człowiekiem sprawia, że Twoja córka zdecydowanie sporo z tego przejmie.

  • Sylwia Jaworska

    A najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że choćbyś wychowała najmądrzejszą i najsłodszą dziewczynkę na świecie, to i tak w pierwszym dniu przedszkola dowie się, że jest jakaś dziwna i chyba nie jest prawdziwą dziewczyną, bo ma trampki z Zygzakiem McQueenem i bluzkę w dinozaury…

Loading..