Od dawna wzdychałam do kwiatowej korony, w której wyglądałabym niczym trendsetterka z lookbooka. Niestety moje resztki zdrowego rozsądku (bo jeśli chodzi o zakupy to zbyt wiele go nie mam, podobnie jak większość osób prowadzących blogi o ciuszkach) nie pozwalały wydać mi kilkunastu-dwudziestukilku funtów na sztuczne kwiatki z Topshopu czy ASOSa. I całe szczęście, ponieważ moja korona kosztowała niecałe pięć (jeśli wliczać w koszt starą opaskę z Primarka), a wykonanie zajęło mi 3 minuty. Swoją drogą nie rozumiem, czemu w sklepie plastycznym zwykła gładka opaska do stroików kosztuje 3 funty, podczas gdy niecały kilometr dalej można mieć trzy za funta.

Korona jest gotowa, chociaż nie mam pojęcia po co mi w sumie była. Nie wybieram się w niej na zewnątrz. Może na Halloween przebiorę się za martwą Landę Del Rey.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

21 thoughts on “DIY kwiatowa korona”

  1. Ooo! Też zamiaruję sobie taką zrobić, tylko wciąż nie udało mi się znaleźć odpowiednio ładnych kwiatków. Twoje są zacne, zabierz je na dwór nie przejmując się opinią społeczeństwa, które się nie zna! Niech sztandar twej pragnącej wieńca na głowie osobowości powiewa dumnie… Czy coś ^^

  2. zwykle nie podążam za modą, ale ten trend mi się podoba, może nawet sama się skuszę 😀 choć nie mam pojęcia, z czym mogłabym nosić taki „wianek”, nie mam chyba ciuchów pasujących do czegoś takiego…

  3. Martwa Lana del Rey… miałam ohydną wizualizację. Nie wróż tak. Nie ona żyje długo i szczęśliwie, nie chcę żeby została kultową martwą gwiazdą, chcę żeby o niej zapomniano (złowieszczy śmiech).

  4. zrobiłam sobie parę dni temu (tyle, że z drutu podkradzionego bratu – i kwiatków oczywiście) i też w sumie nie wiem po co.
    ale „fajnie jest ją mieć” 😉
    Przy okazji dodam, że „czytam Cię” od samego początku (pewnie) prawie i… pisz dalej!
    pozdrawiam,
    kor.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry