Photos by me (apart from the last one)


Moja garść londyńskich inspiracji. Niestety nie będzie zdjęcia z budką telefoniczną.
Anglia zdecydowanie nie jest moim miejscem na ziemi. Ale są w niej kawałki, które przypominają to miejsce, gdziekolwiek by nie było. Tak, będą tam cycate sfinksy opijające się piwem razem z gołębiami, a naćpane jarzębiną wiewiórki będą się plumkać w stawach.
Niektórzy marzą, żeby w ich domu było jak u Tiffany’ego, ja zadowolę się domkiem Paszczaka.

A co będzie w Waszych miejscach na Ziemi?

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

42 thoughts on “End of British Summer”

  1. W moim miejscu na Ziemi będzie morze, dom niedaleko plaży, wieczorna, krzysiowa herbata w PiKawie i dwa ciapowate psy:) No i rower (ale to chyba jasność:P):D

    Piękne zdjęcia zrobiłaś:)

  2. Sama nie wiem, jest tyle pięknych miejsc, które odwiedziłam i milion, w których nie byłam. Ostatnio będąc w Szkocji czułam się, jakbym była już blisko swojego miejsca. Ale jest też Finlandia, śnieżne zimy, sauny, wielkie zbiorowe pijaństwo w noc Walpurgi i pierwszomajowe pikniki z głupimi konkursami, ludzie, którzy uchodzą za ponuraków, a potrafią cieszyć się z dupereli… tylko te upiorne ceny alkoholu i wszystkiego w ogóle. No i są jeszcze Kaszuby, i cała moja wschodnia Polska 😉 Na pewno byłoby tam dużo ptaków, ludzie, którym się nie spieszy, chłodne lata i długie jesienie.

  3. W moim idealnym miejscu stałby mały domek w jakiejś kaukaskiej dziczy, czy albańskich bezdrożach. Podróżowałabym na piechotę, białym sportowym rowerem i na stopa. Wdychałabym narkotyczny zapach lasu po deszczu. Mało ludzi, dużo przestrzeni. Trochę błota, jakieś bajorko, Internet z dostępem do seriali, żebym w tej swojej dziczy fascynowała się światem i stylem życia, do którego wcale nie chcę wracać. Raczyłabym się tanim trunkiem leżąc na snopku siana, biegając po lesie i mając świadomość, że jestem sama sobie.

  4. ostatnie zdjęcie jest genialne! Myślałam,że to zdjęcia ściągnięte z internetu,a to Twoje dzieło! Niesamowicie zatrzymujesz chwile! 🙂

  5. mam nadzieję, że pojęcie „mojego miejsca na ziemi” wyklaruje się dnia 19.09, o 12:35, kiedy to wysiądę z samolotu 😀
    może znajdę tam nawet jakiegoś cycatego sfinksa 😀

    1. Opowiadaniom (i zdjęciom :D) pewnie nie będzie końca, bo czeka mnie pół roku w Lizbonie. Coś tam pozamieszczam i pozanudzam na blogasku ^^ o ile nie zemdleję wcześniej z wrażenia.hah.

    1. To jeszcze byłoby w porządku. Ale tak jak na przykład w Polsce środowiska są lekko chociaż przemieszane (np. nie każdy w Gdańsku głosuje na PO etc), tak tutaj nie. Na południu WSZYSCY są Torysami, na północy WSZYSCY są Labourzystami. Nuda. No i niemal po twarzy można stwierdzić z jakiej klasy jest dana osoba. A jak jest z danej klasy, to już niemal wiadomo, czym się interesuje etc. Nuda okropna.

  6. Inspirujące są te fragmenciki, pobudzają moją wyobraźnię i pragnienia…
    Moje miejsce na ziemi już mam…Słoneczny domek, mały ogródek, rodzinka, kudłaty stwór i stado koszatniczek, które notabene są krewniakami wiewiórek:)Dom jest nowy, cóż, nie można mieć wszystkiego, marzyłam o ruinie, ale za to jak ludzie wchodzą do środka, to są przekonani, że dom jest stary jak świat:)Brakuje mi tylko starego miasta, jakiegokolwiek, byle można było dojść na piechtę, lub dojechać na rowerze i wrócić tego samego dnia…nieosiągalne, chyba że wykopią coś w okolicy, spod ziemi…

  7. O mamusiu, pierwsze zdjęcie – wspaniałe! Co i tak nie zmienia faktu, że Londyn jest jednym z tych miejsc, do których jakoś nie mam ochoty jechać, mimo że nigdy tam nie byłam. Kto wie, może to dlatego, że wszystkie moje anglistki skutecznie zniechęcały do wszystkiego, co angielskie?

    A w moim miejscu na pewno powinna być tablica z napisem „Perth” przy wjeździe do miasta. Nie, nie w Szkocji ani w Ontario. W Australii, ach, na końcu świata. A jak nie, to przynajmniej czarny brytyjski krótkowłosy. Taki jak ten, co się szczerzył do Alicji i znikał.

  8. Jezioro w lesie, rower i temperatura 25-30 stopni. Dobra, jesień, zimę i wiosnę też czasem wpuszczę, co tam. A za lasem będzie Bornholm, na który będę wpadać rowerem od czasu do czasu.

    1. Żyją żyją… wiewiórki są wszędzie 😀 moim miejscem na ziemi jest upalna tropikalna Tajlandia z domem na skraju dżungli i stadkiem tajskich wiewiórek (no dobra poprawnie wg encyklopedycznego nazewnictwa: wiewiórek białych) na werandzie.

  9. Taki właśnie domek paszczakowy też bym chciała, w dzikiej głuszy tam gdzie jeziora albo pagórki. Obowiązkowo ze stadkiem kur, perliczek i kaczek. Rozmarzyłam się:)

    1. W Glasgow jest ich chyba jeszcze więcej niż w Londynie. I właśnie glaswegiańska wiewiórka się zezłościła na mnie bo tylko udawałam, że mam jedzenie i użarła mnie w palucha. Całe szczęście miałam skórzane rękawiczki. Miałam za swoje, paskudna.

  10. domo jakie miłe, najlepiej stare, może być jaka wiejska szkoła albo stodoła przerobiona i pełno żółwi wszelakich możliwych gatunków i lemury katta i sifaki i lemurki myszate, ponadto leniwce, boksery i buldogi oraz hajlandzka krowa, która totalnie podbiła moje zwierzowe serduszko. A i oczywiście dookoła mojego mikro księstwa, które w założeniu ma być samowystarczalne pułapki jak w żandarmie na emeryturze ;> tak we skrócie

    1. hehe no od tego jaki parob bedzie! albo mój luby 😀 Komentarz Królewny Kier przypomniał mi, że chcę kota też! Tylko nie Maine Coona (chociaż są super piękne) a Ragdolla ;>

  11. Ja i Michał, żółw Lilito oraz – na razie w planach – Maine Coon Kadasylan (niech urośnie jak największy i sieje popłoch na dzielni) i wąż Silas (o ile znajdę gatunek, który nie musi dostawać żywego jedzenia). Fototapeta z polem słoneczników w przedpokoju, biblioteka z kominkiem (jeśli w bloku, to takim ze świecznikami w środku), zwisające z żyrandola przeźroczyste kule zamieszkane przez małe wróżki z brązu, które widzieliśmy w Irlandii i po które wrócimy, kiedy już będziemy bogaci, kąty do tworzenia dla mnie i Michała, garderoba i miejsce na to wszystko dzięki radosnemu brakowi dzieci. I gdzieś w pudełku bilety z koncertu Tool, na który przecież kiedyś muszę pójść. Tak będzie 😀

    Ps. To bardzo, bardzo dobry plan, tak sprytnie zapytać ludzi o część ich marzeń. Może go kiedyś odgapię 🙂

  12. nitkaWitam mam zac582oc5bcona spirale maiisec oczywiscie maiiseczka mi sie spozniala w pewnym momencie myslac582am ze wdalismy.. ale coz okazalo sie ze nie.. spiralla to dobra rzecz nie odczuwa sie podczas stosunku nawet nie bolac582o jak lekarz zakc582adal.. teraz czeka mnie wizyta u lekarza:(

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry