Myślę, że kiedy kolejny film Disneya otrzymuje Oscara w kategorii Najlepszy Film Animowany jest to dobry moment, żeby powrócić do dyskusji o produkcjach tego studia.
Ostatnim razem pisałam jak rozczarowana byłam jako dziecko oglądając ugrzecznione, cukierkowe wersje baśni, które znałam w wersjach oryginalnych. Nie znaczy to jednak, że świat przedstawiony w animacjach jest idealny. Wręcz przeciwnie, wiele wartości promowanych w disneyowskich wersjach jest zdecydowanie szkodliwych. Wiem, że na pewno znajdą się zaraz osoby twierdzące, że są to tylko filmy dla dzieci i nie należy ich analizować. Każdy film jest tworem politycznym w takim sensie, że powstaje w świecie, którym rządzą ideologie (jak chociażby kapitalizm) i sam jest przez to wyrazem lub sprzeciwem wobec ideologii. I nie chodzi o to, że scenarzyści Disneya siedzą i wymyślają jak wyrazić swoje przekonania, ale ich decyzje i treści są mimowolnym wyrazem tych przekonań.* Mogą być też ich wizją tego, co podoba się publiczności. Teorii filmu oraz zarzutów wobec Disneya nie wymyśliłam sama podczas bezsennej nocy, literatura jest całkiem obszerna gdyby ktoś chciałby zapoznać się z tematem bliżej.
Poniżej chciałabym opisać zagadnienia, które irytują mnie najbardziej. Pomijam motywy, które pochodzą z pierwowzorów baśni, na przykład brak postaci matek, ponieważ to temat na zupełnie inną analizę. Skupiam się na przekazach stworzonych przez środki wyrazu Disneya.

1. Tylko główni bohaterowie są atrakcyjni.

Kiedy czytamy baśnie Braci Grimm czy Andersena uroda jest jednym z atrybutów bohaterek, ale chociaż mogą być najpiękniejsze w królewstwie czy spośród sióstr, nie wyklucza to występowania w przyrodzie innych pięknych kobiet. Uroda nie jest automatycznie zagrożeniem (oprócz baśni, które opierają się na motywie zazdrości o nią). U Disneya oprócz głównej bohaterki właściwie nie występują ładne kobiety, a już na pewno nie rówieśniczki spoza kręgu rodziny. Chlubnym wyjątkiem jest tu ‚Pocahontas’, o czym kiedyś pisałam.
Nie lepiej jest jeśli chodzi o amantów. W całym świecie przedstawionym w opowieści jest prawie zawsze tylko jeden przystojny młodzieniec. Miłość od pierwszego wejrzenia jest niejako nieunikniona, bo naprawdę nie ma na kim zawiesić oka. Kiedy w końcu pojawia się w życiu bohaterki książe, który nie jest zupełnym fajtłapą, musi sprawiać na dziewczęciu piorunujące wrażenie.

Prowadzi to do punktu drugiego, czyli…

2. Jeśli nie jesteś najpiękniejsza, nikt cię nie pokocha.

Czy siostry Arielki przeżyły wielką romantyczną przygodę? Być może w serialu telewizyjnym albo w produkcji ‘Mała Syrenka 5’ straight to dvd. Czy siostry Kopciuszka albo Nakoma są widziane na ekranie chociaż przez kilka sekund jako czyjś obiekt zainteresowania?
Nie wiem, czy moje Czytelniczki miały we wczesnej młodości podobne problemy, ale mnie zajęło trochę czasu ‘odksiężniczkowanie się’ i zrozumienie, że uroda innych dziewczynek nie umniejsza mojej wartości jako osoby i nie powinna być powodem stresu.

3. Jeśli nie jesteś księżniczką, nie jesteś warta uwagi…

Pamiętacie przedszkolne kłótnie o to kto będzie podczas zabawy księżniczką? Cukierkowy obraz monarchii to specjalność Disneya. Jakiekolwiek napięcie, które w baśniach mógł nieść za sobą status społeczny, tutaj jest wygładzone do granic możliwości. Księżniczka ma obowiązek być piękną, miłą i dobroduszną, wszystkim zależy na jej szczęściu i tym, żeby odjechała na białym koniu z miłością swego życia. Myślę, że spokojnie z 80% wszystkich księżniczek, które kiedykolwiek żyły przewraca się przez Disneya w grobach.
‘Disney Princesses’ jest franczyzą wartą nawet nie miliony, a miliardy dolarów. I w żadnym wypadku nie panuje tutaj demokracja. Uboga Esmeralda na przykład marketingowo jest martwą postacią. W przewrotny sposób jest to lekcja, że jeśli jesteś zbyt pewna siebie i wyzwolona (w tym seksualnie, scena tańca na rurze jest niezapomniana i ciężko uwierzyć, że to wciąż Disney), nie ma dla ciebie miejsca w panteonie. Co ciekawe, Mulan też nie jest księżniczką , a znalazła miejsce we franczyzie. Belle jest francuską chłopką, ale można jej to wybaczyć, bo wychodzi za księcia, który od tej pory ją definiuje.

4. …ale podziały społeczne nie istnieją.

Belle i książe to nie jedyny przykład mezaliansu. W oryginalnej francuskiej baśni Belle pochodzi z bardzo zamożnej kupieckiej rodziny, a w XVIII-wiecznej Francji małżeństwo arystokraty z bogatą mieszczanką było jak najbardziej akceptowalne. O chłopkach w tym kontekście nie słyszałam.
Jednak ciekawszy jest dla mnie ‚Dzwonnik z Notre Dame’. To jeden z moich ulubionych filmów Disneya, ale w miłości pomiędzy Esmeraldą a Phoebusem zawsze coś zgrzytało. Związki pomiędzy rycerzami a dziewczynami z ulicy to nie jest zbyt częsty motyw. Jeśli znamy powieść Victora Hugo !!!SPOILER!!! to motyw jest już nawet nie nie porozumieniem, a facepalmem. Febus zaręczony jest z bogatą szlachcianką, a Esmeralda jest dla niego łatwą przygodą na jedną noc, która zresztą kończy się dla niej na szubienicy, co Febusa niezbyt wzrusza.
Rozumiem oczywiście, że dzieci nie muszą rozumieć, że istnieją klasy społeczne, poza tym miłość pokona wszystko, ale jeśli takie rzeczy się nie liczą to dlaczego Esmeralda nie jest ‘Disneyowską Księżniczką’?

5. Jedyną ważną rzeczą w życiu dziewczyny jest miłość i warto dla niej zrobić wszystko.

W ‚Małej Syrence’ Andersena główna bohaterka oddaje swój piękny głos i godzi się na wielkie cierpienie w zamian za ludzkie nogi. Zmienia w sobie wszystko, żeby zasłużyć na miłość, ale koniec końców zostaje odrzucona i umiera. Czyli jednak może warto dwa razy zastanowić się przed poświęceniem się do końca, gdy ukochana osoba nie odwzajemnia oddania? Nie u Disneya. Tutaj za całkowitą rezygnację z własnej osobowości czeka dziewczynę nagroda.
Pocahontas nie chce zostać żoną Kokouma, chce innego losu i ekscytującego życia. Dostaje…innego mężczyznę. Bo jest to jedyna ekscytacja i przygoda, która może czekać kobietę. Jasmin nie chce żyć w klatce i odmawia wyjścia za mąż, tylko po to, żeby wyjść za mąż. W końcu Mulan pragnie przynieść chwałę swojej rodzinie. Walczy lepiej niż mężczyźni z jej oddziału, zostaje bohaterką chińskiego imperium i trudno wyobrazić sobie większy honor dla rodziny. To wszystko ma jednak na celu jedno – dobre wydanie się za mąż. Bo nie wystarczy, że jesteś mocnym koksem, twoją wartość definiuje mężczyzna.

6. Najlepszymi przyjaciółmi są zwierzątka.

Jeśli nie masz przyjaciół nie należy zastanawiać się dlaczego, po prostu jesteś wyjątkowa. Nie musisz liczyć na siebie, bo w odpowiednim momencie jak deus ex machina pojawią się zwierzątka i uszyją ci sukienkę albo posprzątają kuchnię. Oczywiście posiadanie przyjaciół wiązałoby się z ryzykiem, że będzie wśród nich ktoś ładny, a tego byśmy nie chcieli.
Brak kontaktu z ludźmi jest dość smutny i sugeruje społeczne upośledzenie głównej bohaterki. W tym przypadku miłość od pierwszego wejrzenia wydaje się dość niepokojącym motywem.

Powyżej przedstawiłam przekazy, które mnie osobiście najbardziej przeszkadzają. Ponieważ ten tekst już i tak ma długość połowy pracy semestralnej, pominę tym razem aspekty takie jak rasizm, stereotypy i tak dalej.
Czy sugeruję, że dzieci nie powinny oglądać filmów Disneya? Nie, ale ich życie może być zdrowsze, jeśli będą to tylko niektóre spośród filmów, które się im pokazuje i jeśli wyjaśni się im w trakcie oglądania pewne sprawy. A potem pokaże produkcje Dona Blutha i Studia Ghibli.

Na koniec dodam, że studio Disneya zdaje sobie doskonale sprawę z własnych konwencji, czego dowodem jest przezabawny film ‘Enchanted’. Na końcu jednak i tak niedorzeczna księżniczka z bajki wyrywa faceta prawniczce. Bo nawet w komedii prawdziwe kobiety nie są wystarczająco dobre dla prawdziwych mężczyzn.

*Comolli i Narboni, Cinema/ldeology/Criticism , Cahiers du Cinema 217 (1969)

PS Na deser Disney w interpretacji z ‚Family Guy’.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

36 thoughts on “Negatywny przekaz w filmach Disneya”

  1. Czytałam kiedyś tekst pewnej dość znanej feministki (niestety w tej chwili nie potrafię go odnaleźć), która w baśniach (nie u Disneya, lecz właśnie w baśniach)uszukała dziury w całym usiłując udowodnić ich szkodliwość. serio dziury w całym, argumenty były dość naciągane i przerysowane i przez to przerysowanie artykuł tylko mnie zirytował. Twój tekst o wiele mocniej do mnie trafia, zwłaszcza że nie ograniczasz się do prostych stereotypów damskich, ale zauważasz też kwestie społeczne. Mogę się podpisać pod tymi uwagami rękami i nogami.

  2. I tak uwielbiam Disney’a i nic tego nie zmieni. „Paperman” wg mnie zasługuje na Oscara i cieszę się, że go dostał. Świat jest wystarczająco zły i okrutny a taki Disney pozwala o tym zapomnieć. Wolę być sobie w marzeniach księżniczką, której ptaszki szyją kieckę i wszystko jest boskie, niż czytać historie o obcinaniu palców i pięt ;).

  3. hah wiesz nigdy do bajek tak nie podchodziłam i coś w tym jest. ;D Ale oj tam Mulan i Pokahontaz tak są moimi naj księżniczkami ;D

  4. ja w ogóle w dzieciństwie nie byłam wystawiona jakoś za bardzo na działanie bajek Disneya – i w sumie to się cieszę 😉

  5. Przyznam, że do tej pory jakoś nie analizowałam głębiej filmów Disneya, ale po zastanowieniu zgadzam się z Twoim artykułem. Mam tylko jedno „ale” – zapomniałaś chyba o Meridzie Walecznej, która walczy o prawo do spełniania swoich marzeń, broni się przed zaaranżowanym małżeństwem i w ogóle się nie zakochuje.
    Agata

    1. Merida jest próbą pójścia w kierunku bohaterek Miyazakiego, próbą mocno nieudaną. Nie zapomniałam o niej, po napisaniu tysiąca słów wykasowałam kilka paragrafów 😉
      Być może poświęcę jej osobny wpis, bo kultura dworska jest moją główną specjalizacją, Szkocja miłością, a w Meridzie w obu kwestiach jest co krytykować 😉

    2. Bardzo chętnie bym go przeczytała, bo przyznam, że mnie „Merida” nie zachwyciła, i chętnie poznam Twoją opinię 😉
      Agata

  6. Tak, jestem niezbitym dowodem na to że bajki i filmy z happy endem kształtują nasze postrzeganie świata niemalże na resztę życia. Niektórzy otrząsają się wcześniej i dają radę żyć normalnie. Ja ciągle jestem zaniedbaną księżniczką i czekam…sama nie wiem na co…zaczynam się już starzeć, a mojej kulminacji nie rejestruję. Jestem zła, na wszystko co we mnie kwitło za sprawą bajek bo…życie jest inne niż bajka. Nie ma tak że ukochany ratuje nas w ostatniej chwili od popełnienia głupoty, albo że gania za nami przez pół życia znosząc nasze kaprysy. Niestety stereotyp, że bez faceta kobieta jest stracona, to już szczyt wszystkiego. Mam dwie niesamowite koleżanki bez facetów, bez dzieci, które cierpią katusze samotności…Jak im wytłumaczyć, że życie obok faceta, to nie jest kwintesencja życia, że związki długodystansowe istnieją tylko tam gdzie ludzie nie mają odwagi na rozwód, a hasło „żyli długo i szczęśliwie” jest bardzo krótkie i zazwyczaj nic już po nim nie ma..po prostu.życie i przetrwanie, o tym już bajek się nie pisze…Człowiek potem musi się leczyć z depresji, bo wspomniane przez Ciebie bajki wciskają nam kity o miłości, braterstwie, odwadze, szczerości, lojalności itd. Ten kto padnie ofiarą wyidealizowanego świata, jest niemalże stracony na szubienicy rzeczywistości. Oczywiście istnieje walka dobra ze złem, ale nie ma bajki w której zło zwycięża, w życiu ta szala trochę wygląda inaczej…

    Osobiście wychowuję księcia…Na pewno będzie miał troszkę łatwiej w życiu, chyba że spotka taką rozczarowaną księżniczkę, wtedy koniec…

    …w przedszkolu na zabawach zawsze chciałam być przebrana za śnieżynkę, w pięknej białej sukni i koronie…moja mama nigdy nie uczyniła mi tej przyjemności…ciekawe dlaczego….(?)

  7. Dużo miejsca poświeciłaś fizyczności bohaterów, dlatego to do niej się głównie odniosę. Przyjęcia takiej a nie innej konwencji dotyczącej wizerunków postaci nie jest przecież wymysłem Disneya tylko zabiegiem znanym od dawien dawna. Uroda jest wyznacznikiem dobra, a brzydota świadczy o plugawej duszy. Źródła takiego postrzegania można znaleźć już w Starym Testamencie, w Księdze Kapłańskiej, gdzie jest mowa o kategorii osób niegodnych posługiwania przy ołtarzu i pełnienia funkcji duchownych. Są to ludzie chorzy, kalecy, z defektami, brzydcy. Ich odpychająca fizyczność świadczy o grzechu. Widać to też na obrazach średniowiecznych, szczególnie dobrze na tych pasyjnych. Oprawcy są odstręczający, mają widoczne oznaki chorób przede wszystkim wenerycznych (wyłupiaste oczy, wole, świński ryjek) i skórnych. Z ich ran wylewa się ropa do której zbierają się owady, ich twarze są groteskowe, kończyny wykrzywione. Wiem, że ten wstęp jest trochę rozwlekły, ale chodzi mi o udowodnienie, że uroda bohaterów świadczy o ich wyjątkowo dobrej kondycji moralnej, wspaniałomyślności, empatii itd (jedyny wyjątek Quasimodo;P) Ich antagoniści nie są zwykle tak szkaradni jak ci średniowieczni oprawcy (nie chcemy straszyć dzieci…) więc być może tym bardziej podkreśla się urodę pozytywnych postaci. I chyba nie chodzi o to, że są kochane, bo są atrakcyjne. Są kochane przez tą wyjątkową wewnętrzną szlachetność, która unaocznia się w wyglądzie zewnętrznym.
    Aha, po co pokazywać adorowane siostry Arielki kiedy to nie jest historia o nich?
    W Pocahontas nie tylko przyjaciółka była piękna, ojciec i Kokoum też, wyglądali bardzo dostojnie i pociągająco.
    Główne bohaterki zwykle nie mają przyjaciółek, bo tak wynika z bajek Andersena i braci Grimm. Tak po prostu zostały opisane w pierwowzorach, Disney tu nic nie zmienił. Są samotnymi sierotami (Kopciuszek), opiekują się ojcem nie mając czasu na rozrywki (Bella) czy pływają wyalienowane po starych wrakach bo nikt ich nie rozumie (Arielka)
    Esmeralda nie jest idolką małych dziewczynek być może z powodu swojego najbardziej rewolucyjnego zachowania i wyglądu dojrzałej kobiety.
    Nie uważam żeby wartość księżniczek zależała od ich facetów. One mają najwięcej władzy. To one wybierają w kim się zakochują, jak chcą być zdobywane, one bardzo często ratują swych ukochanych i to od nich często zależy szczęście tych ukochanych (odczarowują ich, zażegnują konflikty, w ktore sie uwiklali) Nie chodzi tez o wpadanie ‚z deszczu pod rynnę’ (mam na mysli rezygnacje z jednego slubu po to by wziac drugi) ważna jest kwestia kierowania swoim losem. A miłość jest bardzo ważna i tyle.

    1. Nie chodziło mi o przecwstanienie dobro i zło = piękno i brzydota, tylko o to, że jedna jedyna postać damska i jedna postać męska są atrakcyjni. Tego nie ma ani w Biblii, ani w średniowieczu, ani w baśniach, a jest u Disneya.

      Arielka i jej siostry w baśni akurat są blisko, jeśli chodzi o przyjaźń.

      Księżniczki nie mają władzy, ponieważ muszą być ratowane. Poza byciem zdobytą nie mają nic do roboty. Tu akurat oryginalne teksty i epoka, w których powstały mają olbrzymie znaczenie, ale Disney dokłada dużo od siebie.

  8. Chyba magnesem przyciagajacym mnie do tego bloga jest fakt,ze nieustannie mnie zadzwiasz- wspominiane wyzej negatywne aspekty w produkcjach Disney’a (dla mnie czesc z nich to pozytywy!) i te nieszczesne neofolki,w ktorych Ty nie widzisz nic zatrwarazajacego/negatywnego/manipulacyjnego. I to nie jest zaden atak , jestem przyzwyczajona do tego ,ze z reguly ludzie maja kompetnie inne odczucia ode mnie,ale w zderzeniu z takimi (zgola nieszkodliwymi przecie) opiniami jak Twoje (niektore) czuje sie jak Alicja postawiona na glowie naprzeciw lustra.I krecona wokol wlasnej osi niczem baczek przez dobry kwadrans.Czy cos w ten desen.

  9. Jejku, uwielbiam twoją przenikliwość Riennahero, lubię Cię czytać bo stawiasz w nowym świetle stare sprawy, poza tym dajesz mi sporo tematów do rozmyslań, dziękuję Ci za to! P.S. Powodzenia z chorym Twym Ellem.
    Ewa

  10. Mi przeszkadza też to że disney na siłę próbuje wcisnac humor w te bajki czemu mają sluzyc przede wszystkim te gadajace zwierzatka. Przecież bajka nie rowna sie komedia!

    1. Też tego nie znoszę! ‚Pocahontas’ bardzo by zyskała gdyby usunąć zwierzątka. Ale mam wrażenie, że to tendencja spadkowa, zwierzątka mają coraz mniejszy udział w fabule. Marzą mi się jednak disneyowskie filmy zupełnie bez nich.

  11. Z dzieciństwa pamiętam najbardziej „Króla lwa” i „Herkulesa” i tego drugiego uwielbiam do dzisiaj. Bajek oglądałam bardzo mało, w ogóle telewizja nie była zbyt dużą częścią mojego życia. Ale z drugiej strony moja siostra do czasów ogólniaka była kompletnym telemaniakiem i oglądała jako dziecko WSZYSTKIE możliwe bajki, które były dostępne, a dzisiaj jest najbardziej cyniczną i antyromantyczną istotą jaką znam. Fakt, że te bajki mogą skrzywić psychikę, ale moim zdaniem dzieje się tak wtedy, kiedy brakuje realnego wzoru do naśladowania – np. kiedy matka jest bezwolną, słabą istotką żyjącą w cieniu ojca. Jasne, że każda dziewczynka marzy o tym, że będzie kiedyś w związku przypominającym taki z komedii romantycznej (byłam – przereklamowane, te wszystkie teatralne gesty są strasznie męczące), ale jeśli jest rozsądna (a od tego właśnie są rodzice), szybko zweryfikuje swoje nastawienie do życia.
    Nie będę polemizować z tym, że te bajki mają kiepski przekaz, bo nie podlega to dyskusji. Ale tak jak piszesz – wybranie tych odpowiednich i rozmawianie z dzieckiem o ich sensach, pokazywanie innej poza bajkową rzeczywistości, niweluje ich ogłupiający wpływ. Nie wydaje mi się też – szczerze mówiąc – że bajki mojego dzieciństwa, czyli Bolek i Lolek, Miś Uszatek czy Reksio są jakąś alternatywą, bo są potwornie infantylne i osobiście nienawidziłam ich nawet jako smarkacz. Za to czytając Grimmów w wieku bodajże 8 lat mało nie zeszłam na zawał za strachu i chociaż uważam, że te baśnie mają ogromną wartość wychowawczą, dzisiejsze dzieci są na nie po prostu za miękkie i chowane pod kloszem. Andersena natomiast moim zdaniem w ogóle nie powinno czytać się dzieciom, bo 5 czy 6 lat nie jest chyba odpowiednim wiekiem na uświadamianie potomstwu, że życie jest cierpieniem, nie ma sprawiedliwości i jakkolwiek postąpisz – będziesz żałował.
    Studio Ghibli jest chyba złotym środkiem. Ostatnio zachwycił mnie też najnowszy film Shinkaia, o którym Ci pisałam. Ale takich mądrych produkcji jest niestety stosunkowo o wiele mniej.

    Mój główny zarzut przeciwko współczesnym bajkom dla dzieci jest nieco inny, typowo bettelheimowski: kara za zło zostaje zastąpiona wybaczeniem. Ale to temat-rzeka 🙂

    1. Tylko, ze studio Ghibli wcale nie jest takie bajkowe tak naprawdę. Powiedziałabym, że w wielu miejsach jest przerażające i ukazujące bardzo dobitnie ludzkie okrucieństwo, chciwośc i dążenie po trupach do celu. Jasne, że bohaterka jest silna, wyjątkowa spośród wszystkich (czy to nie tchnie z lekka disneyem?), na ogól znająca swoją wartość i posiadająca umiejetnosci (fakt, przynajmniej sa to umiejetnosci a nie uroda) których nie ma nikt inny. To tez troche przesadzone. Nie zebym nie lubiła tych produkcji czy uwazala je za przekłamane jak disney’a ale tez maja swoje przesłania które chciało nam studi Ghibli podrzucić. I weżmy pod uwagę tło tych historii. Zła czarownica z roszponki jest niczym w porównaniu z demonami w jakie zmieniali się bogowie z Mononoke Hime. A okrutni ludzi znęcający się nad małym Omem w Nausicce? To są trudne bajki. I nie wydaje mi się, żeby były dla kilkulatków. Nawet najłagodniejszy z nich Howl’s jest okraszony wojną, wybuchami, bombami i lękiem że zaraz coś się stanie. O Grobowcu świetlików nawet nie wspominam. Chyba jedynie Kiki jest w miarę neutralną i być może Totoro ale i tutaj mamy problem chorej cięzko matki która tak naprawde nawet do konca nie wiadomo czy wyzdrowiala. Wydaje mi sie, ze kazda bajka powinna byc okraszona komentarzem rodzica. Generalnie kazda przyjmowana przez pocieche tresc powinna byc nim okraszona moim zdaniem. Na tym polega wychowanie i przygotowanie młodego człowieka do zycia. Do uswiadomoenia mu gdzie sie konczy fikcyjna bajka a gdzie zaczyna zycie i ktore wartosci warto sobe przyswoic a ktore zostawic w etapie dzieciecej fascynacji ksiezniczkami czy robin hoodami 🙂

    2. Osobiście nie uważam, żeby okrucieństwo pokazane w odpowiedniej formie było złe dla kilkulatka. Mononoke Hime pokazuje, że naturę trzeba szanować i pamiętać o jej dzikości. Wojna przedstawiona jest jako zło absolutne. Bardzo podoba mi się motyw w Nausicee, w której księżniczka sąsiedniego królestwa umiera w katastrofie.

      Zło z którym przychodzi się zmierzyć bohater(k)om Miyazakiego jest o wiele poważniejsze i przerażające, zwykle też bardziej prawdziwe, niż to u Disneya.

  12. Btw dwie najlepsze zachodnie (europejskie, oczywiście) animacje dla dzieci jakie oglądałam w ostatnim czasie to „Sekret księgi z Kells” i francuski „Obraz”. Obydwie puściłabym swojemu dziecku bez wahania.

  13. Świetny post! Podczas lektury cały czas kołatało mi się w głowie: a „Enchanted”? Na końcu znalazło się i „Enchanted” 🙂
    Mnie zniszczył psychicznie Andersen, wszystko przez niewłaściwą kolejność: najpierw obejrzałam „Arielkę”, a potem przeczytałam baśń. Ale jak – krwawią jej stopy? Ale jak – tak bez happy endu? Płacz, krzyki i zgrzytanie zębów! Nie mówię już nawet co się działo, gdy przeczytałam „Czerwone trzewiczki” albo „O dziewczynce, która podeptała chleb”. W sumie przesada w żadną stronę nie jest wskazana…

  14. bo kochana Disney był wolnomularzem tzw-anym, czyli „illuminati”. Każdy kto należy do illuminati, temu przydzielona jest możliwość bycia gwiazdą i powodzenie w karierze, dojście do fortuny. Illuminati jest Rihanna, Kanye West (który ponoć ma poziom 70 w hierarchii, im wyżej, tym wyżej czubka trójkąta), Beyonce i Jay-Z. Disney natomiast jako właśnie ten wolnomularz często przemycał do bajek bardzo dziwne skojarzenia (tak jak te gwiazdy przemycają trójkąty, grę świateł, dwa filary, kozła, kota dzikiego, oko – specjalny znak). Disneya często musieli inni rysownicy „edytować” bo wrysowywał w bajki dziwne rzeczy widoczne tylko w danej klatce. Np. pojawiającą się postać w oknie na sekundę, która była naga, lub miała rogi. Poczytaj o tym, ciekawy temat.
    Pozdrawiam
    Kasia

  15. a ja będę bronić Enchanted. Rzeczywiście, słodka królewna zamiata narzeczonego sprzed nosa nowoczesnej prawniczce, ale – o ile pamiętam – prawniczka ląduje całkiem miękko w ramionach księcia z bajki, tak jak o tym marzyła. Dla mnie ten film na całkiem pozytywny przekaz, bo wszyscy bohaterowie zostają „nagrodzeni” za wierność sobie i swoim przekonaniom. oczywiście formą nagrody jest małżeństwo (panowie są z niego w tym filmie nie mniej zadowoleni niż panie ;)), ale czy nie tak w ogóle nie definiujemy szczęścia w naszych czasach? jako bliskich relacji intymnych wplecionych zazwyczaj w związki rodzinne?

  16. Mam pewne zastrzeżenie co do Twoich argumentów. Po pierwsze to z tymi siostrami Kopciuszka nie do końca jest tak jak napisałaś. W drugiej części pt. „Kopicuszek II: spełnione marzenia” jedna z sióstr staje się obiektem czyichś westchnień a później sama znajduje miłość. Jeśli chodzi o atrakcyjność bohaterów to w „Piotrusiu Panie” właściwie wszystkie kobiety (nawet te nie do końca „dobre”) są atrakcyjne (Wendy, indiańska księżniczka, syrenki, Dzwoneczek, nawet matka Wendy jest urodziwa). W „Pięknej i Bestii” główny bohater jest zaklęty w potwora, a mimo to bohaterka zakochuje się w nim. Właściwie trochę razi mnie skupienie się tylko na księżniczkach. W takim „Dinozaurze” czy w „Alicji w Krainie Czarów” celem życia bohaterów nie jest znalezienie wielkiej miłości.

  17. O, a wiesz, co mnie przeszkadza (mogę powylewać żale, mogę)? Mnie przeszkadza Lottie z „Księżniczki i żaby”. Bo żadna inna księżniczka (z wyjątkiem Pocahontas, ale akurat tutaj nie jest to ważne) takiej psiapsóły nie miała. Pewnie, Lottie jest sympatyczna, wielkoduszna i w’ogle, ale ja nie mogę się pozbyć wrażenia, że Disney ją tam wepchnął tylko po to, by była wentylem bezpieczeństwa dla Tiany. No bo jeśli czarnoskóra księżniczka się nie spodoba, to będzie tam jeszcze Lottie, odpowiedni blondwłosa. I dlatego mnie ta postać irytuje.

    P.S. Całkowicie przypadkiem ja dzisiaj też popełniłam wpis o szkodliwej baśni. 😀

  18. Zgadzam sie z Twoimi argumentami, ale zastanawia mnie na ile swiadomie dzieci odbierają te przekazy wtlaczane przez disneya? czy naogladwszy sie bajek nieswiadomie powielają pozniej stereotypy w nich zawarte? uwazam, ze nie i choc to co piszesz jest slusze, jest to deyskusja dla duzych ‚dzieci’. Takie bajki sa jak amerykanskie filmy – bawia ale krotko. Z tego sie po prostu wyrasta.

  19. Lecz się kobieto lub zajmij się życiem, te bajki nie są dla starej krowy, która nie potrafi tego interpretować w poprawny sposób. Polecam bajkoterapię jeśli sama nie potrafisz sobie poradzić z podejściem Disneya do bajek. Buziak dla pesymistki i niepotrafiącej dostrzec plusów w wychowaniu bajkowym pierdziołki 😀

  20. Racja, ale atrakcyjność bohaterów ma związek z zasadą designu postaci: od razu widać, kto jest dobry, a kto zły. Z drugiej strony, nie ma efektu zaskoczenia, jak np. w Atlantydzie – swoją drogą dobry film, nie ma w nim „śmiesznych” karykaturalnych postaci ani śpiewających zwierzątek, ani w ogóle żadnych piosenek. Jest co prawda księżniczka, ale jej celem jest przywrócenie ojczyźnie dawnego blasku.
    W każdym razie Atlantyda jest zdecydowanie wyjątkiem.

  21. Już inni przede mną napisali prawie wszystko, co ja chciałam napisać, ale… Siostra Kopciuszka, Anastazja znajduje miłość, co więcej, w III części wskutek czarów staje się obiektem uczuć samego Księcia. I jasne, to są czary, ale już otoczenie Księcia nie jest zaczarowane, a nikt nie reaguje jakimś wielkim zaskoczeniem „jak Książę mógł się zakochać w brzyduli?”. Szczególnie ważna jest reakcja Króla, który okazuje wybrance syna dużo życzliwości i mówi jej „przypominasz mi moją żonę”. Po czym pokazuje jej portret zmarłej Królowej – tęgiej, mało atrakcyjnej kobiety, do której Anastazja jest rzeczywiście całkiem podobna.

  22. Nieźle to wszystko zebralas, myslę jednak, że nawet Disney się reformie skoro pojawiła się taka postać jak Moana ( która nie ma zamiaru wyjść za maz) czy fantastyczna Merida Waleczna, która staje w szranki z innymi mężczyznami o to by nie musiec wychodzić za mąż. Dla mnie majstersztyk. Świetna bajka by tlumaczyc dziewczynką, że to nie slub i mąż są celem i najwysza wartością.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry