brak weny
brak weny

Jakiś czas temu postanowiłam zrobić przysługę sobie i światu i zacząć myśleć nieco bardziej pozytywnie. Bo powiedzmy, że komentarze typu ‚Riennahera to jedna z najbrzydszych i najgorszych blogerek, wieczna malkontentka z wielkim kinolem’ potrafią mi zabić ćwieka…Wiadomo, że nie pierwsza część bo to oczywiste KŁAMSTWO i ZAZDROŚĆ, moja uroda wykoleja pociągi i strąca z nieba samoloty (a może to ten kinol?).

I myślałam sobie, że będzie miło, fajnie i przyjemnie. I trochę było. Zaczęłam łatwiej zasypiać, praca przestała denerwować, na horyzoncie całkiem poważnie pojawiła się nowa, Ell zrobił się jakiś słodszy, współpracownicy milsi, internet ciekawszy, wiadomości z kraju i ze świata bardziej zabawne, istna sielanka. Generalnie BYŁO DOBRZE.

Tylko jeden maluśki mankament. Nie ma o czym pisać i nie ma o czym śpiewać. Brak mi słów. Nie mam weny. Nie wiem co napisać i nie wiem nawet w co się ubrać.

I na co mi to było? Trzeba było pozostać sfrustrowanym kłębkiem nerwów z bogatym życiem wewnętrznym.

Jeśli macie w zanadrzu jakieś smutne historie o sponiewieranych szczeniaczkach lub nieszczęśliwych kociątkach to ślijcie je w moją stronę. Póki co posiłkuję się opisami kataklizmów na wikipedii.

brak weny
brak weny
brak weny
brak weny

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

28 thoughts on “nieszczęście w szczęściu”

  1. heheheh coś w tym jest. Niestety i stety. Im mniej narzekam tym mniej piszę. I nie dlatego, że narzekać nie ma na co tylko dlatego, że bez sensu rozwodzic się na drobiazgami które tylko psują humor.. I tak żle i tak źle. Jeszcze nie znalazłam na to recepty a szukam od ponad roku..

  2. Sama mam ten problem. Jestem pesymistką. Wolę nazywać siebie realistką, ale dla wielu ludzi moje zachowanie bliższe jest pesymizmowi. Tak czy inaczej, wielokrotnie próbowałam się zmieniać, starałam się podchodzić do życia w inny sposób. Nawet jeśli mi się udawało, nie było to długotrwałe i pomimo faktu, że moje relacje z otoczeniem były lepsze niż dotychczas, ja sama nie czułam się dobrze ze sobą. Może jestem zakompleksiona, czasem złośliwa i uprawiam czarnowidztwo na szeroką skalę, ale dobrze mi z sobą. I wtedy mam o czym pisać, marudzić i narzekać. Jak dla mnie złotym środkiem jest kwestia pogodzenia się ze sobą, ale pochłania to mnóstwo czasu i niszczy nerwy. [brzmi strasznie banalnie, przepraszam].

  3. Powiem krotko i moze nie do konca na temat – pierwsze zdjecie mnie powalilo, moja pierwsza mysl jeszcze zanim kliknelam na link do posta: ile ja bym dala, zeby wygladac tak jak Ty. Do tego ile bym dala, zeby pisac tak jak Ty. Nie kumam, skad te negatywne komentarze, o ktorych wspomnialas. Wtf is wrong with people?! Brak slow. Musi byc zazdrosc, bo inaczej tego sie nie da wytlumaczyc. Ok, nie dokladam juz do tego dobrego humoru i braku tematu do zrzedzenia. Ja z kolei mam dzisiaj dzien trzaskania drzwami i szufladami, nienawidzenia wszystkich w promieniu 50m (im blizej, tym bardziej) i plucia lustru w twarz. A sen uleczy mnie. Pozdr.

  4. Widzę sporą różnicę między narzekaniem dla samej jego sztuki a trudnościami z pogodzeniem się z absurdami i niefajnością świata (nie żeby cały był niefajny, ale różne rzeczy się zdarzają). Pisanie o tych drugich ma pewien walor interwencyjny, bo a nuż ktoś przeczyta i coś sobie pod wpływem lektury przemyśli. A tak czy inaczej pozytywnie też u Ciebie bywa, no i nieodmiennie jesteś ironiczno-dowcipna – w wyniku czego ja na przykład zaglądam tu przede wszystkim ze względu na świetne teksty 🙂
    A zdjęcia są rewelacyjne.

  5. Mam to samo 🙁 Zawsze najlepiej pisać o przygnębiających sprawach, jakoś palce same stukają. Potem myślę sobie „cholera, dość tych smętów” I TOTALNIE tak samo nie wiem, co napisać.
    polaczky 🙁

  6. Ale czy każdy post musi mieć jednoznaczne zabarwienie optymistyczne lub pesymistyczne?

    Kiedy piszesz o tym, co Cię rusza, porywa, kręci, jesteś po prostu sobą – ja nie postrzegam Twoich postów o psach, piosenkach Disneya, angielskich pubach czy o życiowych przemyśleniach w kategoriach „smuty” czy „niesmuty”. Myślę, że życie nadal dostarcza Ci i będzie dostarczać tematów na wpisy i inspiracji ubraniowych, nawet jeśli nie będzie to oznaczało uśmiechu od ucha do ucha i ciągłego krzyczenia „ale jest cudownie i wspaniale”.

    Ostatnio odlajkowałam blożka pewnej blondynki ze Śląska, bo już mnie zaczęła wkurzać jej hurraoptymistyczna autokreacja. Nie chcę ideałów, tego są pełne gazety – na blogach szukam prawdziwych ludzi, nawet jeśli są niedoskonali, czasem mają pryszcze, chandrę czy nastrój na zestaw „jestę menelę”.

  7. Ale to normalne, że marudzi się znacznie łatwiej i bardziej potoczyście, w końcu ile można pisać, że fajnie, jak jest fajnie.
    Podoba mi się Twoje malkontenctwo, i kinol też 😉

  8. W jednym z wywiadów Adele powiedziała, że nigdy nie przebije swojej pierwszej płyty, bo tworzyła ją będąc w totalnym dołku i mając złamane serce, a teraz życie jej się ułożyło i na zawołanie nie potrafi wykrzesać z siebie tak silnych emocji. Patrząc na literaturę to takich przypadków jest wiele – dobrzy pisarze, poruszający umysły i serca – zawsze mieli przesrane życie. Więc cóż – wybieraj,albo literacki Nobel albo słodkie gniazdko;)

    1. Primo, Adele pierwszą płytę nagrała, kiedy miała 19 lat. Nawet gdyby teraz znalazła się w takiej sytuacji, to jest starsza i dojrzalsza, nastolatki wszystko przeżywają przecież mocniej.

      Secundo, emocji jest cała masa, nie tylko zerojedynkowe „szczęście” i „smutek” zależne od statusu związku. Owszem, na pewno po latach tworzenia pod wpływem zakochania bez wzajemności trudno się przestawić na tworzenie pod wpływem niedosytu rozrywek albo tęsknoty za ojczyzną, ale to nie znaczy, że się nie da 😉

  9. Muszę Cię przeprosić – kiedyś Ci pisałam, że dzięki Tobie wreszcie uwierzyłam, że jestem ładna. Wszystko przez ten cholerny nos którego nie mogłam zaakceptować – patrzy człowiek w lustro , patrzy i żyć mu się chwilami odechciewa. Trafiłam na Twojego bloga i bingo – piękna dziewczyna z takim samym nosem i co nie może być piękna ? Nie dość, że może to jeszcze jest. Chodziłam dumna z siebie – ludzie nie wiedzieli co mi jest – tak się szczerzyłam – (może się zjarała ? – pytali). Doszłam jednak do wniosku, że wszystko ładnie pięknie ale ja się źle nadal czuję – uwierzyłam, że mogę być atrakcyjna ale nos przeszkadza mi bardzo. W lipcu zdecydowałam się na operację (10 tys boli jak cholera ) , od tego czasu nie wchodziłam na Twojego bloga bo było mi głupio (głupia baba ze mnie). W grudniu idę pod nóż i ciesze się jak dziecko czekające na gwiazdkę…

    1. Powodzenia! I daj znać jak było. Póki co bardziej przeraża mnie myśl o fizycznym bólu niż o bólu istnienia z nosem. Ale może nie będzie źle i mnie przekonasz? 😉

  10. Chętnie przeczytałabym wpis o tym jak się to robi – tzn. jak postanowić sobie, że będzie się myśleć pozytywnie i…. faktycznie to robić. Próbowałam milion razy. Działa przez chwilę:/ Niedawno gdzieś słyszałam, że wesołkowatość jest zniechęcająca, że najbardziej lubi się smutnych ludzi, którzy potrafią się uśmiechać. Coś tak jakoś ten opis mi pasuje do Ciebie;) I coś w tym jest:)

  11. przygarnęłam najudniejszego najzabawniejszego kociaka pod słoncem. Jednak na drugi dzień okazalo się że ma pchły, które nie tylko jego ale i mnie zaczęły kasać boleśnie. Po odpchlaniu zarówno kota jak i mnie, zadowolona poszlam do weterynarza, aby zaszczepić kociaka i…. okazało sie, że biedak miauka nie dlatego, że tęskni za mamą ale dlategoże go bolą uszy. Ma świerzba, ktory tak jak pchły (do tej pory bola mnie mikro rany na glowie) nie przehodza na ludzi. Czyszcze mu uszy i czekam co będize dalej… Pozatym kociak ukradl mi z stołu ostatnie, najlepsze, ciasteczko……

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry