Jakiś czas temu na ask.fm podrzucono mi link do wpisu na blogu Neuroskoki. Tekst traktował o zmiennej osobowości u osób bilingualnych, a osoba podrzucająca pytała czy identyfikuję się z tym zagadnieniem.

W jakiś sposób na pewno, chociaż uważam, że ten wpływ jest o wiele bardziej złożony i silniejszy niż to co opisała autorka Neuroskoków. W mojej głowie języki i wiążące się z nimi kultury oddziaływują na siebie nawzajem i wpływają na całościowy odbiór rzeczywistości. Mówię po angielsku w taki, a nie inny sposób, bo chociaż jestem świadoma konwenansów, nie czuję się z nimi dobrze i nie do końca mi odpowiadają. Sztandarowym przykładem jest small talk. Nie znoszę wymyślać pretekstu do konwersacji, nie znoszę udawać, że interesuje mnie weekend osoby spotkanej pierwszy raz w życiu, wolę się w ogóle nie odzywać, bo czuję się jak czubek. Z drugiej strony obserwuję zmianę zachowań, ba, nawet filozofii życiowej, przy przenoszeniu językowych nawyków z angielskiego na polski. Na przykład proszę, dziękuję, przepraszam w każdej sytuacji, niczym strofowany przez mamę przedszkolak, nawet jeśli to mnie ktoś potrąci na ulicy.

Po angielsku jestem bardziej bezpośrednia, nawet dosadna. Mam skłonność do pisania naprawdę agresywnych maili. W brytyjskim rozumieniu. Są bardzo konkretne, bez ozdobników, wprost i bez lukru wyrażają o co mi chodzi. W dużej ilości przypadków konsultuję konkretne frazy ze współpracownikami, bo czasem chcąc napisać niewinny email typu „kliencie, co z tym potwierdzeniem” wychodzi mi niezwykle pasywno-agresywna epopeja, niemal groźby karalne.

Po polsku jestem o wiele łagodniejsza niż kiedyś. Wszelkie rodzinne próby podnoszenia głosu drażnią mnie i są nie do wytrzymania, więc takie rozmowy od razu ucinam. Im dłużej mieszkam w UK tym bardziej nie jestem w stanie brać udziału w kłótni w Polsce. Zwykle pokłócenie się z mamą zajmowało mi kilka dni od przylotu w odwiedziny, ten czas zaczął się stopniowo wydłużać. Aż ostatnim razem nie pokłóciłyśmy się wcale. Koleżanka z pracy, Angielka w związku z Francuzem, zauważyła, że w jego francuskiej rodzinie codzienne krzyczenie na siebie jest czymś absolutnie normalnym i zwyczajnym. Tak się po prostu wyraża emocje, a potem wszystko jest w porządku. Sama stwierdziła, że nigdy nie byłaby w stanie odezwać się w podobny sposób do własnej matki. Wciąż zastanawiam się ile w tym u mnie dorastania, a ile przyzwyczajenia do unikania konfrontacji wziętego z życia w Anglii.

francuski szyk

Języki mają również różne funkcje. Ciężej mi na przykład mówić o pracy czy studiach po polsku niż po angielsku. Przy publikowanych na blogu wpisach historycznych czy nawet filmowych muszę się nieźle nagłowić, bo o historii czy filmach najczęściej nie myślę po polsku. Teraz zdarza mi się to rzadko, ale swego czasu potrafiłam zacząć mówić po polsku do bliskich brytyjskich znajomych, bo polski utożsamiałam z osobami, z którymi miałam bardziej intymne relacje. Takie sytuacje powracają do mnie regularnie w snach.

Do tego dochodzi cała inna masa zjawisk. Na przykład dni, kiedy ciężko mi się wysłowić po angielsku, po prostu zupełnie mi to nie idzie, oraz dni, kiedy w ogóle nie mam ochoty mówić ani czytać po polsku. Nie umiem powiedzieć po polsku mojego angielskiego numeru telefonu, bo kiedy podaję go na co dzień jest w mojej głowie niemal jak melodyjka, nie myślę o cyfrach, a raczej automatycznie recytuję brzmienie, tony, rytm. Zawsze wstydzę się, kiedy zmuszona jestem powiedzieć osobie, której podaję numer „ej, a mogę ci powiedzieć po angielsku albo napisać?”, ale naprawdę, nie umiem inaczej. Musiałabym go sobie wizualizować i wtedy przetłumaczyć wizualizację. Kiedy uczyłam się angielskiego widząc numer myślałam o nim automatycznie po polsku. Obecnie bywa różnie, ale z przewagą angielskiego. No i w końcu obcując codziennie z danym językiem przejmuje się też typowe błędy, które wydają się niewyobrażalne jeśli po angielsku pisze się tylko prace domowe i sprawdziany. Nie robiłam błędów w pierwszych esejach na studiach. Po ośmiu latach now zamiast know to standard.

Możliwość rozumienia świata w więcej niż jednym języku jest świetną sprawą i między innymi dlatego nie chciałabym już mieszkać na stałe w Polsce. Powrót to jednojęzycznej codzienności wydaje mi się strasznie nudny. Nie to, co dorzucenie sobie płynnej znajomości trzeciego języka i wyruszenie dalej w świat…Podczas ostatniego pobytu w Paryżu uczyłam się robić sushi w mieszance francuskiego i japońskiego, ponieważ nauczycielka nie mówiła po angielsku. Ani francuskiego ani japońskiego nie znam bardzo dobrze, ale taka gimnastyka językowa to kapitalne doświadczenie.

To nie jest wyczerpujący wpis, a raczej zachęta do dyskusji. Jakie macie doświadczenia językowej schizofrenii?

|zdjęcia: Katarzyna Terek |

francuski szyk

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

47 thoughts on “Językowa schizofrenia”

  1. Weronika Szymańska

    Ja zauważyłam, że często mówię do siebie po angielsku, gdy przechodzę jakieś wewnętrzne rozterki. Łatwiej jest mi wypowiedzieć prawdę w tym języku, bo brzmi delikatniej, nie tak kwadratowo i siarczyście, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie 🙂

    1. Karolina Rosińska

      Mam tak samo, bardzo lubię myśleć i gadać do siebie po angielsku. Mówienie w tym języku o uczuciach, emocjach i ogólnie uzewnętrznianie się przychodzi mi dużo łatwiej niż po polsku. Tak samo z poznawaniem ludzi, otwieram się dużo bardziej, gdy rozmawiam po angielsku, a w momencie gdy przestawiam się na polski, staję się zamknięta. Nie wiem skąd się to bierze 🙂

  2. A jeżeli śnisz to po polsku czy angielsku czy obydwu ? Bo ostatnio np się dowiedziałam, że w trakcie snu zaczęłam prowadzić bardzo ożywioną konwersacje po angielsku.. Na tyle że obudziłam koleżankę z pokoju obok ;p Fakt że sporo używam na co dzień angielskiego, ale mieszkam w Warszawie i jednak jest przewaga języka polskie siłą rzeczy, choć cała sytuacja działa się w obcym kraju.. Może to miało wpływ na wybór języka przez mój mózg .. 🙂

    1. Czasami po polsku, czasami po angielsku, ale najbardziej niepokojące są sny po polsku, w których brytyjscy znajomi rozumieją wszystko co mówię.

      1. U mnie podobnie, za każdym razem jak ktoś mnie przyłapie na mówieniu przez sen, okazuje się, że robię to po angielsku.

  3. Super wpis! Doskonale Cię rozumiem, bo ja od kilku lat wyjeżdżam na zagraniczne obozy językowe. I jak po trzech tygodniach wracam do Polski, to też mam problem z wysłowieniem się i jeszcze kilka tygodni po powrocie mówię przez sen (częsta u mnie przypadłość) po angielsku 😉
    I też mam tematy, w których łatwiej porozumieć mi się po angielsku – na przykład podróżowanie, lotniskowe sprawy związane z odprawą, numerami lotów/gate’ów itd.

  4. Haha ja ostatnio (jesli wierzyc mojemu chlopakowi ;)) obudzilam sie w srodku nocy i kazalam mu po angielsku zamknac okno 😀 Ja zaczynam miec trudnosci z odmiana rzeczownikow i czasonwikow – te regularne ida spoko, ale te mniej regularne zdarza mi sie zle odmienic (moze nie tak esktermalne przypadki jak poszlem zamiast poszedlem :D).

    Ciekawe jest jeszcze to, ze coraz bardziej cieszy mnie piekny jezyk gdy czytam ksiazki – wczesniej szczerze mowiac bardzo malo zwralacalam na niego uwage, chyba ze byl szczegolnie pomyslowy (musiala sprawdzic jak po polsku jest ‚inventive’ :D), teraz natomiast potrafie zaglebiac sie np. w ksiazki Joanny Batory tylko po to aby nacieszyc sie jezykiem ktorego uzywa. Kolejnym krokiem jest zaglebienie sie w poezje ktora tez dotad nie interesowala mnie a teraz coraz bardziej neci :).

  5. Agata Józefiak

    Mhm, ja miałam w sumie odwrotnie – mieszkałam od roku w Londynie, spotkałam się z koleżanką z liceum i nawet nie zauważyłyśmy, że rozmawiamy po angielsku.
    Standardem było dla mnie też nierozumienie życia, jak wracałam z zagranicy i ludzie w sklepach mówili do mnie po polsku. Pamiętam też pierwszy sen, który przyśnił mi się po angielsku i wrażenie, z jakim się obudziłam.
    Sama do siebie, gdzieś tam w głowie mówię po angielsku. Szczególnie jak próbuję np. ułożyć sobie to, co chciałam powiedzieć partnerowi przy kłótni.
    Ciekawe jest to, że niemieckiego uczę się w tej chwili od jakiś 12 lat, ale nie doszłam jeszcze do takiej swobody, jaką miałam z angielskim na nawet wcześniejszych etapach nauki.
    Zresztą, rozmawiałam kiedyś o naturalności posługiwania się obcym językiem ze znajomym, który powiedział, że jest zbyt zajęty tłumaczeniem sobie w głowie, co chciałby powiedzieć, żeby naprawdę móc się wysłowić.

  6. Mieszkając całe życie w Polsce, ale ucząc się angielskiego od małego, mam bardzo podobne odczucia. Kocham angielski, jest to dla mnie jeden z przyjemniejszych języków, z brzmienia wolę jedynie hiszpański i francuski. Zdarza mi się myśleć po angielsku, często oglądam filmy i czytam po angielsku, angielski ułatwia mi też wyrażanie emocji – są w tym języku jakieś takie prostsze, nieskomplikowane, bezpośrednie. Oczywiście nie kłócę się z nikim specjalnie po angielsku… 😉 Zauważyłam też (ale to dość luźna obserwacja), że moje znajome pary, które porozumiewają się po angielsku i nie jest to ich język ojczysty, jakoś mniej się sprzeczają. Mimo niby większej trudności w dogadaniu – mniej tam nieporozumień. Bilingualność uważam za coś niezwykle ciekawego, tak jak wspomniałaś – to taka mieszanka dwóch kultur w jednej osobie. Po raz pierwszy w tym roku odwiedziłam Londyn i poczułam się w nim jak u siebie, nie było tego mini-stresu związanego z obcym miejscem. Było po prostu normalnie, jakbym była tam już wiele razu wcześniej. Przyłapałam się też na tym, że Londyn nie jest dobrym miejscem na obgadywanie ludzi, których widzisz na ulicy lub w tym samym wagonie metra – po angielsku zrozumieją… i po polsku też, bo pełno tam Polaków. 😉

  7. W liceum kiedy bardzo intensywnie uczyłam się angielskiego zapominałam polskich słów, przenosiłam pewne struktury z angielskiego na polski. Jakiś czas temu to spowolniło, ale chcę do tego wrócić. Czasem to było krępujące, szczególnie w towarzystwie podczas rozmowy, kiedy w sumie łatwiej mi było wyrazić swoje myśli po angielsku niż po polsku. Także w liceum ucząc się niemieckiego, każde zadanie pisemne, jakie mieliśmy przygotować najpierw pisałam po angielsku, a potem z angielskiego tłumaczyłam na polski. Do dzisiaj odczuwam to jak dużo więcej słów jest w angielskim niż w polskim, dzięki czemu dużo łatwiej jest określić jakąś sytuację bardziej precyzyjnie czy wyrazić swoje uczucia. Dlatego też gdy mówię do siebie to zawsze po angielsku, a ostatnio zaczęłam prowadzić dziennik, w którym zapisuję swoje uczucia, by się rozładować – też po angielsku. Gdy jestem za granicą lub rozmawiam z kimś kto nie jest z Polski automatycznie przełączam się na tryb myślenia po angielsku, a po powrocie do kraju z kilkudniowego pobytu za granicą dziwnie mi tak, gdy wszystko wokół mnie rozgrywa się w polskim.

  8. Moja schizofrenia językowa jest dość rozległa, bo komunikuje się po polsku, francusku, angielsku, serbsku i bułgarsku. Codziennie używam przynajmniej trzech z nich. Obecnie mieszkam w Polsce, ale za kilka miesięcy czeka mnie kolejna przeprowadzka i już ekscytuję się myślą o wyłączeniu języka polskiego z codziennego użytkowania. Lubię przeklinać po serbsku, ten języka ma niesamowicie rozbudowany zbiór przekleństw, no i brzmią bardzo soczyście w ustach. 🙂

  9. Podzielam niektore doswiadczenia, jestem lingwista, mi rowniez ciezko wypowiedziec numer telefonu po polsku i potrzebuje po cichu przetlumaczyc go sobie z francuskiego a teraz z wloskiego. Spedzilam pol zycia w Paryzu wlasnie, studiujac lingwistyke stosowana, mieszkalam w Londynie czy w Hiszpanii i problemy byly podobne. Ale najwiekszy problem mam ze zwracaniem sie do Polakow na Pan/Pani, czy Tobie tez zdarzylo sie zwrocic do starszego Pana na Ty? haha Ale nie sadze zeby moja osobowosc byla zmienna? Wydaje mi sie tylko ze kazda nacja ma swoje typowe formulki jezykowe czy small talks ktore naturalnie brzmia jedynie i wylacznie w danym kraju a nie w innym. Co do mojej francuskiej rodziny to jednak nie wyrazamy emocji poprzez krzyk, jest tak raczej w mej polskiej stronie rodziny 😉 Pozdrawiam!!

  10. Hmm..Jestem Rosjanką wychowaną na Ukrainie, obecnie mieszkającą w Polsce i uczącą się w szkole międzynarodowej czyli po angielsku 🙂 Kiedy byłam młodsza dużo podróżowałam z rodzicami: Japonia, Kraje arabskie itd. rezultat jest taki że do 16-go roku życia nie wiedziałam jak powiedzieć w języku polskim podstawowe rzeczy np. kubek, talerz lub (prawdziwy koszmar!) kaloryfer pomimo faktu, że przeszłam olimpiadę z języka polskiego. Obecnie jest tak, że rozmawiając z kimś zdarza mi się wtrącać angielskie lub rosyjskie słówka całkiem naturalnie. I jest to dobre do momentu w którym osoba z którą rozmawiam także zna ten język, inaczej biorą mnie za wariatkę 🙂

  11. W domu mowie po angielsku, z rodzicami oczywiscie po polsku, pracuje generalnie po angielsku i francusku (chociaz zdarza ze ktos ktos mi tlumaczy z chinskiego na francuski lub angielski) , z mama swojego faceta w Malezji dukam po chinsku albo ona duka po angielsku, zyje w Paryzu, bywam czesto w Poznaniu i Kuala Lumpur.

    Nie uwazam sie za dwujezyczna, poniewaz moi rodzice sa Polakami, i to jest moj jezyk ojczysty,a snow nie pamietam. Mysle po angielsku, bo to jest jezyk ktorego uzywam w domu. Raczej nie odczuwam tez schizofreni, dla mnie wieksze znaczenie w jezyku mowionym ma lokalizacja i to do czego go uzywam. Jezyk polski brzmi dla mnie inaczej w Paryzu, gdzie go uzywam sporadycznie z kilkoma osobami, i inaczej w Poznaniu, skad pochodze. Angielskim posluguje sie na codzien, ale jest to inny angielski kiedy rozmawiam z rodzina z Polski (rozmowa z tata po angielsku), inny (bo intymny, prywatny) kiedy rozmawiam z moim parterem w Paryzu i inny w Kuala Lumpur (kiedy rozmawiam z rodzina), i we Francji kiedy rozmawiam z ludzmi z US (Niby z Felikiem mieszkalismy dlugo w US, mamy sentyment do Budlight Lime i NYC, ale jednak on jest z Azji ja z Europy, myslimy w systemach metrycznych i po prostu nie jestesmy dla Amerykanow nie jestesmy Amerykanami:)).

    Inna sprawa jest z pisaniem. Po pierwsze klawiatura,AZERTY (czyli ta z krajow frankojezycznych) jest rozna od stosowanej w Polsce i wiekszosci krajow QWERTY i jest mi trudno uzywac na niej polskich znakow, poniewaz bylam wychowana na innej klawiaturze. Jesli chodzi o mejle, to wiadomo we Francji trzeba by wyslac Panom i Paniom,swoje przyjemne i mile, pozdrowienia z wyrazami ogromnego szacunku, po polsku raczej pozdrawiam, ewentyalnie wyrazam szacunek. Po angielsku dziekuje lub zycze wszystkiego co najlepsze.

    Generalnie to fajne cwiczenie dla mozgu mowic w kilku jezykach, chociaz wiadomo wolalabym zeby w Europie nie bylo barier jezykowych, i zeby byl jeden/dwa/3 jezykie obojetnie ktore uzywane w pracy.

  12. Podzielam. U siebie też widzę duże różnice, choć z „żywym” angielskim nie mam do czynienia (no bo mieszkam w Polsce). Wciąż jeszcze przede mną długa droga, żeby zacząć mówić po angielsku tak płynnie i bezproblemowo jak po polsku, ale już jakiś czas temu zauważyłam, że po angielsku, szczególnie w kontaktach z obcokrajowcami jest bardziej otwarta i skłonna powiedzieć więcej. A im lepiej czuję się pisząc i czytając po angielsku, tym mniej pewnie czuję się pisząc po polsku. Ale wciąż są tematy których nie poruszę po angielsku i zaczynają pojawiać się te, których nie umiem opisać po polsku, bo angielski automatycznie ciśnie mi się na usta.
    No i z jednej strony strasznie mnie to cieszy i fascynuje, a z drugiej strony są dni, gdy mam tego serdecznie po dziurki w dupie 😛

  13. doskonale Cię rozumiem! oprócz polskiego mówię w 4 językach obcych, z czego trzech używam na co dzień. I tak zauważyłam, że lata tłumaczeń branżowych (głównie techniczne czy prawne) czy przygotowywania specjalistycznych opracowań w konfiguracji polski-angielski-hiszpański doprowadziły do tego, że zarówno mój angielski, jak i mój hiszpański stały się mocno formalne.. napisałam ostatnio do starego hiszpańskiego kumpla po latach, a on stwierdził, że z tonu mojego pisania wyłania mu się zupełnie inna osoba, niż ta kami, którą poznał 7 lat temu… poza tym tak się złożyło, że przez ostatnie 5 lat byłam w związkach tylko z Portugalczykami, więc naturalnym jest dla mnie, że to właśnie portugalski jest moim językiem emocji.. w nim też najczęściej mówię do siebie 😉 no i podobnie jak Ty zauważyłam, że mówiąc w danej chwili w tym, a nie w innym języku mój, sposób mówienia i wyrażania siebie, gestykulacja się zmienia… uff to się rozpisałam, ale temat wyjątkowo bliski memu sercu! 🙂

  14. Agnieszka Ness

    Widze u siebie wszystko to o czym napisalas. Na poczatku pobytu w UK zdarzalo mi sie odezwac po polsku do angielskiego boyfrienda, bo tak jak mowisz – najblizsze mi osoby. Teraz zdarza mi sie mowic po angielsku do napotkanych Polakow.

  15. Od ponad 3,5 lat mieszkam na stale w Niemczech. Bardzo rzadko przyjezdzam do Polski.
    Przez pierwsze miesiace po przeprowadzce mowilam glownie po angielsku, ktorym poslugiwalam sie plynnie ale bardzo szybko przeszlam na jezyk niemiecki.

    Po polsku rozmawiam jedynie z mama, siostra i jedna przyjaciolka -jednak kazda z nas w pracy i w domu mowi po niemiecku… wiec jesli ktorejs z nas towarzyszy partner, po polsku nie wypada mowic 😉
    Telewizje wole ogladac po niemiecku lub angielsku, po polsku brzmi jakos nienaturalnie.

    Mam straszny problem z przestawieniem sie na angielski. Wszystko rozmumiem, pisac potrafie, nie jestem w stanie powiedziec jednego zdania poprawnie…Choc odkad zaczelam myslec po niemiecku i nie musze w glowie robic tlumaczenia polski-niemiecki, jest troche lepiej, moj umysl powoli zaczyna dosc wyraznie rozdzielac jezyki.

    I tak z ciekawszych elementow jezykowej schizofrenii 🙂
    -proste liczenie do stu wykonuje po niemiecku; bardziej skomplikowane obliczenia w pamieci- tylko po polsku
    -jak rozmawiam np z mama po polsku i przytaczam jakas sytuacje to zaczynam mowic po niemiecku- z wygody nie tlumacze zdan niemieckich, zeby mie tracic sensu czyjejs wypowiedzi
    -studiowalam piec lat w polsce- wiec wszystko co z tym tematem zwiazane potrafie dobrze zobrazowac po polsku lub angielsku
    -urzedy, ubezpieczenie, podatki, dokumenty i wszytskie inne sprawy, ktore spadaja czlowiekowi na glowe jak wkracza w zycie za granica, od razu po studiach poznalam tylko w Niemczech. Wiekszosci slownictwa nie znam po polsku i nie wiem nawet czy sa polskie odpowiedniki

    Mam ChaD ze zmiana cyklu co 2-3 dni (ch. afektywna dwubiegunowa) i tutaj jest najciekawiej 🙂
    Jak mam epizody depresji mowie bardzo niegramatycznie po niemiecku, gubie slowa, natomiast po polsku mowie prawie wierszem.
    Podczas epizodow manii odwrotnie -nie potrafie wyslowic sie poprawnie po polsku, a po niemiecku zanika nawet moj piekny polski akcent, ktory mam na codzien.

    Mam dwa koty do ktorych oczywiscie rozmawiam jak jestem w domu 😉 Zorientowalam sie, ze jak jestem szczesliwa lub wsciekla to rozmawiam do futrzakow po niemiecku. Natomiast jak wylewam do ich swoj smutek, zal, rozczarowanie to po polsku.

    1. Marta Malinowska

      Podpisuje sie pod wpisem! Chcialam rowniez zauwazyc ze ku mej wielkiej radosci nie uzywasz angielskich slow w swoich wpisach! Mamy naprawde piekny i bogaty jezyk i mimo ze pracujac po angielsku przeskoki pomiedzy jezykami czasami sa po prostu meczace (nie raz sie za siebie wstydzilam podczas rozmowy z rodakami) to absolutnie nie ma potrzeby spalszczac angielskich slow czy uzywac slow typu lifestyle, mindfulness czy parenting!

  16. Byłam półtora roku au-pair w Norwegii, mój kontakt z językiem ojczystym w tym czasie ograniczał się do półgodzinnej rozmowy z mamą przez telefon, nie czytałam wtedy internetów (to były lata 2000-2001 i internet łączył się przez linię tel. i był dość drogi) ,nie czytałam nic po polsku. Po powrocie do domu zaczęłam używać norweskiej gramatyki do budowania polskich zdań, czasami brakowało mi polskich słów, a spotkani znajomi twierdzili, że mówię dziwnie, z akcentem. Sama czuję, że inaczej oddycham mówiąc (Norwegom zdarza się mówić na wdechu).

  17. Uważam, że językowa schizofrenia nie dotyczy tylko ludzi posługującymi się różnymi językami. Czasami można mówić w jednym języku, mieszkać w jednym kraju przez całe życie, a i tak być w jakiś sposób bilingualnym. Inne słownictwo ma lekarz, inne prawnik, a jeszcze inne pan spod sklepu. W każdej rodzinie istnieją tylko jej właściwe sposoby komunikacji, również wszystkie pary przez lata wykształcają sobie wspólny słownik.
    Nie trzeba mówić w obcym języku, żeby mieć objawy schizofrenii; nie trzeba też jeździć po świecie, żeby było ciekawie 😉

    1. Nie zgadzam sie ani troche, poslugiwanie sie wieloma jezykami na co dzien to z mojego doswiadczenia absolutnie rozne zjawisko od tego co opisujesz.

      1. To nie jest inne zjawisko. Wydaje mi się, że trudniej je zauważyć, bo jest znacznie bardziej subtelne. Analogie narzucają mi się same.

        Studiuję na dwóch totalnie różnych kierunkach, mam kontakt z środowiskami wiejskimi, na co dzień żyjąc w mieście. Muszę nieustannie zmieniać swój język i przestawiać swoje myślenie.

        1. Mam podobne doświadczenie. Wyprowadzka ze stolicy do małego miasta zmieniła mój język, zmieniła podejście do ludzi, ludzie mówią w inny sposób. Najbardziej to się czuje rozmawiając ze Ślązakami, czasem się im nie dziwię, że nie chcą być uważani za Polaków. Typowy Polak ma zupełnie inną mentalność i postrzeganie świata, co rzutuje na język. Moim zdaniem to nie język zmienia człowieka, ale zmiana środowiska i mentalności. Język to niejako pochodna, ale nie konieczność.

  18. Marta Malinowska

    Podpisuje sie pod wpisem! Podoba mi sie Twoja szczerosc. Doceniam ze nie uzywasz angielskich slow na swoim blogu – polski jezyk jest piekny i wiekszosc angielskich slow bedacych popularnie w obiegu mozna latwo przetlumaczyc jak styl zycia, uwaznosc czy rodzicielstwo. (przepraszam za brak polskich znakow – brak poslkiej klawiatury)

  19. Dla mnie jednym z przyjemniejszych aspektów uczenia się nowego języka jest poznawanie wyrazów i zwrotów, które w idealny sposób obrazują pewne zjawiska i nie sposób je przetłumaczyć. Dotyczy to nie tylko języków obcych, ale też w moim przypadku gwary. Często nasuwają mi się niecenzuralne zwroty z gwary śląskiej, dla których chyba po prostu nie ma odpowiedników 🙂

    A najsmutniejsze jest to, że z nauką języka nie jest jak z nauką jazdy na łyżwach…
    Use it or lose it, jak to mówią 🙂

  20. Jeszcze nie mam językowej schizofrenii, jednak za jakiś czas i mnie będzie dotyczyć. Dobrze wiedzieć, że coś takiego mnie czeka. Zauważyłam też to samo co ty, w angielskim jestem bardziej otwarta na drugą osobę i potrafię inaczej zagadywać niż w języku polskim.
    W ogóle się nie dziwię osobom, które na co dzień nie mówią w języku polskim, że zapominają ojczystej mowy.

  21. Kielce, wieczór, festa po pokazach z okazji dni Brazylii, w środku festy ja rozmawiająca z Brazylijczykiem używając mieszanki portugalskiego, angielskiego i polskiego. Kilka lat później – Arnay le duc, impreza po winobraniu, i znowu ja, rozmawiająca z Francuzem i Portugalczykami w mieszance francuskiego, portugalskiego i angielskiego oraz tłumacząca to wszystko na polski. ;_; W sumie to używanie kilku języków naraz jest moim najbardziej traumatycznym doświadczeniem lingwistycznym, a teraz już wiem czemu! Po prostu muszę zmieniać co piętnaście sekund osobowość i nastawienie do świata. 😀

  22. Idziesz między wrony… nie trzeba zmieniać języka, wystarczy zmiana otoczenia. Jestem wielką kłótnicą, a raczej zawsze się za taką uważałam, bo często w domu gadaliśmy stylem francuskim. Po kilku latach mieszkania wśród spokojnych, obrażających się czasem ludzi, ale nigdy nie wydzierających się na siebie bez sensu – stałam się oazą spokoju. Owszem, nadal żywo dyskutuję w sieci, ale bez emocji. Kontakty z kłótliwą rodziną ograniczone, kiedyś bym krzyczała na brata przez telefon, bo coś tam, teraz rzucam słuchawką, bo nie chcę się kłócić. Wrzask mnie męczy, odzwyczaiłam się. Nie wiem, czy nie robię czegoś wbrew mej naturze, może z czasem zacznę się w tym spokojnym świecie dusić? Dorastanie? Przed 40tką? Wątpię.

  23. Ja zauważyłem u siebie że ciężko mi się rozmawia po polsku bo gdy chce coś powiedzieć to często nie mogę sobie przypomnieć jakiś słów mimo że znam je w języku angielskim.Najgorsze jest to że ja nawet nie jestem emigrantem.Mam 17 lat i przez ostatnie 4 lata codziennie korzystałem z języka angielskiego i teraz co z tego że znam ten angielski na jakimś poziomie jak nie mogę się wysłowić po polsku jak normalny człowiek.Ciężko mi jest np wyrazić się na jakiś temat bo zaraz sobie nie mogę przypomnieć jakiegoś słowa (lub często tak mam że odrazu wiem jak powiedzieć to słowo po ang ale nie mogę sobie przypomnieć polskiego odpowiednika).Ale mnie to wnerwia bo czuje się jak jakiś półmózg który nie może pogadać z ludzmi jak normalny człowiek.Książek to prawie wgl nie czytam tak naprawdę ale czytam dużo rzeczy na internecie ale i tak w 80% w języku angielskim więc po części jestem idiotą bo sam sie doprowadziłem do takiego stanu.Gdyby był jakiś magiczny sposób żebym mógł normalnie rozmawiać w języku polskim i mieć problem z przypomnieniem sobie angielskich odpowiedników a nie na odwrót to byłbym bardziej szczęśliwy bo przez taki głupi problem jestem bardziej zamknięty w sobie i nie mogę być w pełni sobą…

  24. Życie w kraju, gdzie na co dzień trzeba się posługiwać innym językiem niż ojczysty, to chyba rzeczywiście największa „schizofrenia” językowa, jaka może się przydarzyć. Nie miałam okazji doświadczyć tego na dłuższą metę, nie wiem. Ale za to uczę się dość intensywnie obcego języka, w dodatku również słowiańskiego – i to już jest pewnego rodzaju kosmos. Nasz lektor jest rodowitym Serbem, więc mówimy obowiązkowo tylko po serbsku. Po serbsku zaczynamy myśleć. Aż pewnego pięknego dnia dowiadujesz się, że słowa, które brzmią jak po polsku, znaczą coś zupełnie innego. A jeszcze później uczelnia dorzuca Ci w gratisie język macedoński, który brzmi jak zniekształcony serbski, którego przecież jeszcze nie ogarniasz, bo odkryłaś, że wcale nie jest tak sielankowo. Niejednokrotnie zdarza mi się użyć znienawidzonego przez siebie sformułowania „jak to było po polsku?”, bo serbskie słowo aż krzyczy mi w głowie, podczas gdy po polsku czarna dziura. A następnego dnia nie jestem w stanie przywołać serbskiego słowa z rzędu tych 100 podstawowych. Nie wiem, co by się działo, gdyby przyszło mi mieszkać na stałe w Serbii… Podsumowując – czapki z głów, że Tobie się udaje!

  25. Mam bardzo podobne odczucia. Momentami mam wrazenie, ze cofam sie w plynnym wyslawianiu w jezyku polskim, kiedy na jezyk cisna mi sie angielskie slowa podczas rozmowy z Polakami w Polsce. Za to lubie rozmawiac z moimi przyjaciolmi Polakami, tutaj w UK bo moge mieszac dwa jezyki i wiem ze mnie bez problemu zrozumieja i nie pomysla sobie nic glupiego 🙂 Boje sie za to zalatwiania spraw urzedowych itp w Polsce, nawet pisania oficjanych maili po polsku. Zgadzam sie rowniez z tymi bledami w pisowni, kiedy na poczatku przyjechalam do Anglii nie potrafilam zrozumiec jak ktos moze robic tak podstawowe bledy, niestety teraz po niemal pieciu latach spedzonych tutaj, kiedy sama pisze w pospiechu lape sie na popelnianiu wlasnie takich bledow 🙂 Rowniez latwiej mi rozpoczac rozmowe z nieznajomym po angielsku i nie przeszkadza mi small talk bo to kilka slow potrafi zmienic podejscie do czlowieka i rozpoczac fajny kontakt, bedac w Polsce staram sie troche przelamywac i byc bardziej otwarta w tej kwestii. Zycie w Anglii w moim przypadku sprawilo, ze stalam sie bardziej otwarta do ludzi, uprzejma i chyba bardziej wyluzowana w pewnych sprawach.
    Pozdrawiam, Aga

  26. Vandrer jest dopiero w początkowym stadium tego o czym piszesz, bo w Norwegii mieszka od 16 miesięcy, a o tym, że mówi po norwesku może powiedzieć od pół roku. Zapewne to o czym piszesz mocniej ujawni się jak zacznie stałą pracę i jeszcze mocniej wsiąknie w ten kraj.

  27. a co do języków – bo się nie wypowiedziałam – mieszkam za granicą i też zdarza mi się mówić mieszankami, chociaż jednak z przewagą angielskiego. mam jednak polskich znajomych, chłopaka z Meksyku, wokół wszędzie węgierski, chodzę na spotkania niemieckojęzyczne, uczę się norweskiego, a tak w ogóle to jestem po filologii chińskiej 😉 myślę, że gdybym mieszkała w Anglii, przewagą w moim myśleniu byłby angielski, ale ponieważ w pracy na co dzień używam języka polskiego, nie czuję jakiegoś takiego przeskoku na obcy język i oporów przed mówieniem w ojczystym.

  28. Znajoma para – Anglik i Polka maja dwujezyczne dzieci. I coreczka przy angielskiej babci zachwyca sie foka w tv: ohh, how sweet little foka!
    Babcie zmrozilo.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry