Tytuł tego wpisu jest przewrotny, bo w zasadzie to chcę mieć dzieci. Nie zaraz, nie wiem czy za rok czy za więcej niż rok, ale sama idea kształtowania małego człowieka i przyglądania się jego dorastaniu wydaje mi się czymś raczej interesującym. Poza tym dzieci są słodkie, kiedy śmieją się do obcych w autobusie i można im kupować te wszystkie rzeczy z Disney Store, które samemu chciałoby się mieć ale jakoś głupio wydać tyle szmelcu na lalkę Hana Solo. Tak więc ogólnie jestem za.

Ale jednak nie do końca mam ochotę je mieć. Nie jest to kwestia pieniędzy czy kariery. Zdążyłam być w Paryżu, a do Tokio boję się lecieć, więc też nie to. Bardziej niż utraty niezależności obawiam się psychozy towarzyszącej obecnie posiadaniu dziecka.

Rozmnażanie się to jedna z podstawowych funkcji życiowych. Ale chyba nawet seks nie powoduje takiej ekscytacji, co temat posiadania dzieci. Nie widziałam jeszcze, żeby celebryta po utracie dziewictwa decydował się nagle na wypuszczenie ekskluzywnej linii prezerwatyw albo założenie portalu o tematyce erotycznej. Albo żeby ktoś dodawał na blogu zakładkę o seksingu. Żeby trwała ogólnopolska dyskusja czy uprawianie seksu na stole w restauracji jest bezczelne czy nie.

Przeraża mnie wizja, że decydując się na dziecko nie jesteś już tą samą osobą co dotychczas, pełniącą dodatkowo ważną funkcję rodzica dla małego kochanego człowieka. Nie możesz oczywiście być tą samą osobą, bo NIE MASZ POJĘCIA JAK CI SIĘ WSZYSTKO ZMIENI JAKIE TO UCZUCIE JAKA MIŁOŚĆ TOTALNA ZMIANA WARTOŚCI TRZEBA ZOSTAĆ MATKĄ ŻEBY COKOLWIEK ZROZUMIEĆ. Z czym jak z czym, ale z wartościami rozstawać się nie chcę. I już mniejsza z tym, żeby mieć czas dla siebie, ale NA NIC, NA NIC NIE MASZ CZASU, PRZEKONASZ SIĘ, JESZCZE ZOBACZYSZ. No jak na nic, to musi być naprawdę bardzo ciężko.

No i stare dobre czasy minęły. Mentalność klucza na szyi i wołania do mamy, żeby rzuciła z balkonu dwa złote odeszły do lamusa.
Wiele z najlepszych momentów dzieciństwa wydarzyło się, kiedy byłam bez rodziców. Kiedy w wakacje przechodziłam przez płot zamkniętego przedszkola, napychałam kieszenie mirabelkami, a potem babcia dziwiła się skąd w kieszeniach dżem. Kiedy rodzice szli na basen, a ja sama oglądałam na video Godzillę. Kiedy spadłam z drabinek i przecięłam sobie wargę, a całe podwórko eskortowało mnie do domu. Kiedy wywaliłam się na rowerze i rozbiłam kolano, tydzień przed komunią. Nie chciałabym robić dziecku krzywdy i odbierać mu tych wspaniałych momentów, oferując zamiast nich stały dozór na wyrafinowanym, ale jednak lamerskim placu zabaw. Ale jednocześnie nie chciałabym go zaniedbywać, wystawiać na żer pedofilii, karteli narkotykowych i innych terrorystów.

Ach, gdyby tak można było po prostu mieć dzieci, bez całej tej filozofii i parentingu. Taka retro ciąża jako naturalna kolej rzeczy, bez poradników o wychowaniu i telewizji śniadaniowej. Bez totalnej zmiany wartości, a jedynie z dodaniem nowych…Można tak?

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry