Riennahera

Riennahera

Bitwy warte zachodu czyli o pokonywaniu słabości

Mieszkanie, które wynajmujemy zostało wystawione na sprzedaż. Nadszedł zatem cudowny czas, kiedy to nikt nie zna dnia ani godziny i potencjalni kupcy mogą zjawić się w każdej chwili niczym hiszpańska inkwizycja. Z tej okazji właściciel postanowił zapłacić zawodowcom, aby doprowadzili mieszkanie do porządku. Dzisiaj po pracy otworzyłam drzwi wejściowe i uderzył mnie świeży zapach. Porządek, jasność i czystość biły z każdego kąta, wręcz dawały mi w twarz. Łazienka jak w hotelu. Wszystko jak w hotelu. Nawet plastikowe krowy na półce stoją w równym rzędzie, a kucyki Pony mają wyczesane grzywy.

Mój stosunek do sprzątania jest delikatnie mówiąc wrogi, chociaż uwielbiam porządek. Z tą słabością żyję od wielu lat i cierpię, co jakiś czas podejmując walkę i poddając się. Wolę napisać wiele słów o tym jak nie znoszę sprzątać niż po prostu posprzątać. Od dzisiaj dość, od dziś już nie. Czas zacząć komuś za to płacić, a minuty oszczędzone na przeżywaniu zagadnienia zainwestować w cokolwiek innego, co idzie mi dobrze.

Podobno jeśli spędzisz nad czymś dziesięć tysięcy godzin jesteś w stanie stać się mistrzem. Jestem w stanie uwierzyć, że to może działać w dużej ilości przypadków. W końcu nawet wielki talent jest niewiele wart bez ciężkiej pracy. Ale można spędzić dziesięć tysięcy godzin dochodząc do perfekcji w czymś co się kocha i można zarzynać się przez dziesięć tysięcy godzin w imię nie wiadomo czego. Na pewno dałabym radę w końcu sprawnie ogarniać mieszkanie, na pewno kiedyś w końcu zrozumiałabym funkcje, zaczęła rozwiązywać zadania z fizyki i skakała na główkę do wody. Tylko po co? W tym samym czasie mogłabym spędzić dziesięć tysięcy godzin na pisaniu. To trochę jak w szkole z wf-em. Nigdy nie rozumiałam, czemu wymaga się ode mnie żebym była dobra we wszystkim i osiągała przynajmniej średni wynik rocznika w każdej dziedzinie. Dlaczego muszę się stresować czasem na tysiąc metrów i wstydzić mojego żenującego wyniku ze skoku w dal (było naprawdę źle), zamiast skupiać się na gimnastyce, która szła mi świetnie.

pokonywanie slabosci katarzyna terek

| zdjęcie: Katarzyna Terek |

Jeśli brzydzą Cię pająki możesz po prostu trzymać się od nich z daleka, zamiast leczyć fobię przez wchodzenie do wanny pełnej tego paskudztwa. Chyba, że bardzo Ci zależy. Nie każdy musi szybko biegać, nie każdy musi pisać, nie każdy musi ważyć czterdzieści kilogramów. Umiejętność odpuszczania jest bardzo cenna.

I na tym mogłabym zakończyć ten wpis, stwierdzić, że należy skupiać się na tym co dla kogo ważne i co komu dobrze idzie i tyle. Wszyscy zadowoleni. Tyle, że nie. Bo tak jak wiem, że nigdy nie zostanę Perfekcyjną Panią Domu, chyba, że za to zapłacę, tak nie wiedziałam na przykład, że jestem w stanie być skutecznym sprzedawcą. Nie wiedziałam, że jestem w stanie powiedzieć panu pracującemu dla bardzo dużej marki, że on nie ma racji, a ja mam i jeszcze go do tej racji przekonać. Nie wiedziałam, że mogłabym sama prowadzić ważne spotkania. Albo prowadzić długie rozmowy telefoniczne z klientami. W obcym języku. I tak dalej. Gdybym nie została zmuszona do odkrycia tych zdolności, nie rozwinęłabym ich. Byłabym bardziej przestraszona i mniej pewna siebie. Forsowanie siebie i przekraczanie stref bezpieczeństwa jest rozwojowe. Trzeba tylko rozgraniczyć co jest samodoskonaleniem się, a co marnowaniem energii. Czy nie idę biegać, bo bieganie nie jest dla mnie dobre i nigdy biegać nie będę, czy dlatego, że oglądanie filmu jest łatwe, a ja wmawiam sobie, że jest intelektualne.

I to rozgraniczenie jest właśnie najtrudniejsze. Przynajmniej dla mnie. Może nie dla każdego. Jak dla Ciebie?

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

8 thoughts on “Bitwy warte zachodu czyli o pokonywaniu słabości”

  1. Magdalena Wiśniewska

    Ja dość niedawno odkryłam, że jeśli coś co robię nie sprawia mi przyjemności albo jest wręcz swego rodzaju torturą to mogę poprostu… przestać to robić. Całe dzieciństwo rodzice nie pozwalali mi z niczego rezygnować. Jeśli już poszłam na jedną fracuskiego czy pływania to nie było mowy o tym, żebym skończyła tylko po jednym razie czy po roku czasu. Dzięki temu mówię nieźle po francusku, ale na myśl o pływaniu dłuższych dystanów na basenie robi mi się niedobrze. No ale przede wszystkim: teraz kiedy nauczyłam się już sama, że czasami dobrze jest coś odpuścić to zanim to zrobię zastanowię się pięć razy. Masz zupełną rację, najciężej jest zachować w tym balans: nie męczyć się niepotrzebnie, ale też nie poddawać za łatwo.

  2. Czesto cieżko mi wyjść poza własny obraz samej siebie i wystawić sie na probę. Staram sie przesuwać własne granice i coraz czescie okazuje się że efektem jest rozwój a nie ośmieszenie. Dobrze wiedzieć, że nie jestem w tym sama 😉

    Ten komentarz idealnie to odzwierciedla, przed wpisem JestRudo o zostawianiu śladu pod postami bałam sie cokolwiek skomentować, myślac ze bede śmieszna pośród innych pozostawionych (madrych, przemyslanych) komentarzy. Raczkuje jeszcze ale staram sie jak moge 🙂

  3. Rozgraniczanie jest bardzo trudne. Zwłaszcza jeśli chciałoby się być dobrym w 234324 rzeczy które się lubi (a które są przy okazji zupełnie od siebie różne), a zupełnie nie chce się zabierać za coś, co dotychczas nie było dla Ciebie ani atrakcyjne, ani przyjemne.

  4. Noszę Co Lubię

    Bardzo się utożsamiam z tym wpisem, wiesz? Począwszy od tego, że niecierpię sprzątać a porządek lubię, skończywszy na tym, że staram się podejmować wyzwania, w których widzę sens i pokonywać samą siebie i swe ograniczenia.
    Jesteś superbabką;-)

  5. dziękuję za ten wpis. mogłabym się podpisać.pozdrawiam!
    ps. a bieganie może być metaforą wszystkiego co czego podchodzimy jak pies do jeża- jeśli próbujemy biec po raz pierwszy na maksa,wypluwając płuca i patrząc na zegarek- to będzie początek końca naszej biegowej przygody. Chyba,że zaczniemy od kilku kroków, potem dodamy kolejne i będziemy cierpliwi. Cierpliwość, pokora i chęć doskonalenia- przydadzą się w odkrywaniu nowych,obcych nam dziedzin:)
    ps2. i z tym bieganiem to serio polecam 😉

  6. Wiesz, jak brnę przez życie, to mi wychodzi, niestety, że mało co mi wychodzi dobrze. W zasadzie najlepiej szedł mi ten cholerny wf. I plastyka. Reszta była dla mnie kompletnie nieważna. No może geografia, ale akurat uczono na tym przedmiocie niekoniecznie tego, co mnie interesowało. Matematyka była pasjonująca sama w sobie, ale bez przesady, nie widzę siebie w życiu jako dokonującą wiecznych obliczeń. A przecież nie odpuszczę całego życia w imię jazdy na rowerze czy skakania w dal (szło mi nadzwyczajnie dobrze, chcieli mnie do sekcji, ja nie chciałam, ściganie się z innymi nigdy mnie nie pociągało). I tak to.

  7. To jak z wynajęciem sprzątaczki do czesania kucyków? Rzeczywiście jeśli możemy sobie pozwolić na odpuszczenie czegoś co mas dręczy i przekazanie tego obowiązku komuś innemu warto to zrobić.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry