hampstead2
Riennahera

Riennahera

Czy jestem w stanie zmienić świat?

Mam pomysł na wpis. Wpis dotyczy spraw bardzo ważnych i bardzo politycznych. Potencjalnie może wywołać sporą dyskusję i jeszcze większy hejt. Ten pomysł siedzi w mojej głowie od wielu, wielu miesięcy i wiem, że jest dobry. I wiem, że to co chcę powiedzieć jest dobre. I ta świadomość właściwie mi wystarczy.

Podzieliłam się pomysłem z osobą postronną, która obecnie naciska mnie do zrealizowania go celem publikacji. Jej zdaniem mogę realnie na kogoś wpłynąć. I jeśli zmienię zdanie jednej osoby, to ma znaczenie. Osobiście mam poważne wątpliwości. Czy naprawdę zmieni on czyjeś życie? Czy ktoś, kto zdecydowanie się ze mną nie zgadza, nagle ujrzy niesiony przeze mnie kaganek oświaty? A nawet jeśli, to co dalej? Czy jest sens wdawać się we wściekłe dyskusje, z których koniec końców nikt nie wyniknie? Been there. Done that. Czy nie jesteśmy już na to za starzy?

Nie czuję wewnętrznej potrzeby pisania zaangażowanych politycznie tekstów, chociaż uważam, że dzieje się bardzo niedobrze. Jest mi moralnie trochę nieprzyjemnie, że nie chodzę na manifestacje pod ambasadą, ale źle się czuję w tłumie i nie jestem w stanie z czystym sumieniem powtarzać wszystkim skandowanych haseł. A nie będę stać pod sztandarami, z którymi się nie zgadzam w stu procentach.

hampstead1
hampstead2

Uważam, że o moich poglądach i preferencjach świadczy każda sekunda mojego życia. I mam obowiązek dbać o jakość każdej sekundy. Bo wiem, że to ma znaczenie. Bo to jest akurat to, na co mam naprawdę wpływ. Małe czyny zwykłej osoby, które trzymają ciemność w ryzach. Te gandalfowe drobne przejawy dobra i miłości.

Chociaż wiem, że na dłuższą metę tak nie można. Nie można być sobie dobrym siedząc na zielonej trawie w swoim małym idealnym światku. W którymś momencie zostanie zadane pytanie “czemu nikt tego nie powstrzymał?”. Wiem, że trzeba się ruszyć, trzeba podnieść się z trawy. Choć tak bardzo nie wierzę, że to cokolwiek zmieni.

Kutuzow odwrócił się. Po jego twarzy przemknął ten sam uśmiech co i wtedy, kiedy się odwracał od kapitana Timochina. Odwrócił się z lekkim grymasem, jakby w ten sposób chciał wyrazić, że wszystko, co mu powiedział, i wszystko, co mógł mu powiedzieć Dołochow, było mu już dawno, dawno znane, że wszystko już mu się uprzykrzyło i że to wszystko nie jest tym, czym być powinno. Odwrócił się i ruszył do powozu.

| Wojna i Pokój || Lew Tołstoj |

hampstead5

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

5 thoughts on “Czy jestem w stanie zmienić świat?”

  1. Jakiś czas temu uderzyłam w tekście w podobne tony – nie w kwestii polityki, ale w kwestii znęcania się nad zwierzętami. Też jestem zdania, że jedyne, na co mamy wpływ w 100% to my sami i o to należy dbać, bo to nasza odpowiedzialność wobec nas samych i wobec świata. A kiedy nadchodzi ten moment, że trzeba wstać z trawy? Chciałabym wierzyć, że w gdy wielu ludziach naraz budzą się te same lęki i te same obawy, jakaś siła jednoczy ich i daje im moc, aby walczyć o to, co dla nich ważne. Ale w rzeczywistości wszystko sprowadza się chyba do jednostek – do silnych jednostek, które są w stanie porwać tłumy. A że czasem robią to z własnego interesu i prowadzą tłumy w zupełnie inne miejsce niż to było zamierzone… to już zupełnie inna historia.

  2. Nie do końca się z Tobą zgodzę, ponieważ wydaje mi się, że nie zdajesz sobie sprawy z tego jak duży wpływ mają Twoje teksty czasami. Masz talent i warsztat w pisaniu i potrafisz przekazać myśli w jasny, czysty i przekonujący sposób i zdarzało się nie jeden raz przekazywałam Twoje teksty dalej znajomym jako inspirację. Co prawda świata nie zmienisz, ani nawet jednej osoby nie zmienisz, co najwyżej możesz popchnąć pierwszy z klocków domino, zachęcić kogoś do przemyśleń i poczytania więcej na dany temat. Sama myślę, że to dużo. Ale także to Twój czas, Twój talent i umiejętności, więc możesz je wykorzystywać i nie wykorzystywać jak tylko Tobie pasuje:)

  3. Obawiam się, iż masz rację. Jestem choleryczką z chybkim jęzorem. O paru szczególnie dolegliwych sprawach bardzo chciałam mówić, ale widzę, że to bez sensu. W kwestiach fundamentalnej wagi przekonać można tylko przekonanych. A drwienie z „prawaka” zaczęło mi się niedawno wydawać strasznie jałowym zajęciem.

  4. Czasami myślę tak, jak Ty. Czasami, że jednak muszę mówić i pisać, nawet jesli to jałowe i przekonac mogę jedynie przekonanych, ale mimo wszystko milczenie jest przyzwoleniem na to, by ta druga strona nas zakrzyczała. Każdy rozsądny głos w czasach jakiegoś totalnego upadku rozsądku się liczy. Chociaż to, co tutaj piszesz również jest rozsądne.

    Ja jeszcze kilka lat temu byłam osobą, której siłą nie zagoniłoby się na żadną manife, bo nie lubię tłumów. Teraz sama współorganizuje demonstracje. To aż przerażające trochę, że na starość zostałam aktywistką 😉 Ruszyłam się z trawy, chociaż wiem przecież, że świata nie zmienię. Widzę jednak sens w realnych działaniach i w rozmowie z ludźmi. Nie widzę sensu w przepychankach w internecie. Mam wrażenie, że w sieci naprawdę ciężko o dialog, ciężko kogokolwiek przekonać, jest tylko przerzucanie się argumentami i racjami, ktore są najmojsze.

  5. Klaudia Wojnarowicz

    Uwaga, komentarz pesymistyczny.

    Uważam, że tak naprawdę, jak nigdy dotąd (czyli do 31go roku mojego życia, więc w sumie co ja wiem o życiu?), ludzie nie byli dla siebie nawzajem takimi ch*jami, jak teraz. Nie ważne, czy chodzi o politykę, zwierzęta czy cokolwiek. Teraz prawie każdy ma klapki na oczach, myśli o własnej dupie i ani przez chwilę nie zastanawia się, czy nie robi kuku komuś obok.
    I np, jestem tutaj ja – wiecznie buntująca się i głośno protestująca przeciwko głupocie (która wylewa się za pomocą forów i social media każdym otworem), ograniczeniu umysłowym (nie mówię o chorobach na które nie mamy wpływu) i egoizmie (egoiźmie ??). Pisząca posty, komentarze i obserwująca, jak bardzo ludzie mają moje wielkie poczucie sprawiedliwości w dupie. Niby każdy krzyczy, że o coś walczy, albo nie walczy, ale i tak krzyczy, a i tak naprawdę to wszyscy mają wszystko w dupie. Póki ich coś nie dotknie, nie spotka, nie będzie miało wpływu bezpośrednio na ich życie. Ba! Są i tacy, co nawet dotknięci danym tematem i tak nie drgną, nie ogarną, nie zauważą. Ludzie się od siebie odwracają wtedy, kiedy są sobie najbardziej potrzebni (czyli jak jest naprawdę źle – albo – jak jest naprawdę, nieskazitelnie dobrze). I taka fala egoistycznej ignorancji spiętrza się i spiętrza… i chyba nie ma już na to żadnego lekarstwa.

    Reasumująć: napisz, opublikuj i resztę miej po prostu w dupie.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry