MG_6412
Riennahera

Riennahera

Ludzie, na których szkoda mi czasu

Ludzi niewartych uwagi można podzielić z grubsza na dwie grupy. Tych, którzy chcą Cię skrzywdzić i tych, którzy traktują się bardzo poważnie. Niezwykle często te dwie cechy żyją w idealnej symbiozie w tym samym człowieku.

Ludzie, którzy chcą Cię skrzywdzić potrafią ukrywać się długo, potrafią omamiać uśmiechami i życzliwymi gestami. Czasem ciągną to latami. Możesz nigdy nie podejrzewać ich o podobne skłonności. Nagle wyskakują znienacka jak żmija. Wciąż mogąc się przy tym szeroko uśmiechać. Nie należy ich mylić z tymi, którzy czasem skrzywdzą, choć wcale tego nie chcą. Każdemu może się zdarzyć, z roztargnienia, zmęczenia, głupoty, zaniechania. Jesteśmy tylko ludźmi. Ale ten błysk w oku, ten obłędny uśmiech satysfakcji, on jest nie pomylenia z niczym innym. I sam fakt, że go zauważasz boli bardziej niż najbardziej wysublimowana krzywda, którą ta osoba stara się wyrządzić.

Ludzie, którzy traktują się bardzo poważnie, nie mają w zwyczaju zastanowić się czy przypadkiem nie istnieje cień szansy, że ich cele i działania są bez sensu. Albo przynajmniej nie stanowią sensu życia ludzkości. To są ci ludzie, którzy nie palną się ręką w czoło, ze śmiechem stwierdzając, że są idiotami. To ludzie oddani wyższym sprawom i budowaniu swojej pozycji w wielkim planie stworzenia. Mogą być nawet całkiem zabawni i uroczy. Mogą być niezwykle charyzmatyczni. Mogą być głębocy i liryczni i niezwykle uduchowieniu lub artystyczni. Często zresztą są. Ale nie miej wątpliwości, że jesteś dla nich środkiem do celu. Networkingiem. Publicznością. Pionkiem w wielkiej grze i epizodyczną postacią w epopei o ich zajebistości. Oni nie chcę Cię co prawda skrzywdzić, po prostu nie mają czasu na zastanowienie się czy tego nie robią.

Czasem mam wrażenie, że przez ostatnie lata bardzo się zmieniłam. Czasem mam wrażenie, że odkąd tylko pamiętam, od tego pierwszego wspomnienia, kiedy to goniłam w pieluszce gołębie w parku, wciąż jestem tą samą osobą. Ale nie jestem. Bo kiedyś na pewno należałam do tej pierwszej grupy i na pewno spędzałam dużo czasu z osobami z grupy drugiej. Ani jedno ani drugie nie sprawiało, żebym była szczęśliwą osobą. Żeby nie chcieć ranić innych i życzyć im tylko dobrze potrzeba przynajmniej tyle samo samozaparcia i odwagi, jak żeby odciąć się od osób, które traktują nas przedmiotowo. Jedno i drugie jest decyzją, która procentuje. Chociaż stajesz się nudnym hipisem z małą grupą znajomych.

Obecnie nie chcę być żadną wyjątkową osobą, bo chęci nie mają wiele wspólnego z wyjątkowością. Ale chcę, żeby innym nie było na mnie żal czasu. A mnie na nich.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

18 thoughts on “Ludzie, na których szkoda mi czasu”

  1. Ania Piwowarczyk

    Najgorzej, że ta część ze staraniem się, by nie ranić innych i życzyć im dobrze, zwykle idzie mi dużo lepiej niż odcinanie od tych, którym skrzywdzenie mnie było całkiem po drodze. Świetnie to ujęłaś.

  2. jako osoba, która traktuje siebie, świat i właściwie wszystko bardzo poważnie – zawsze, zawsze staram się przyglądać się sobie z dystansu, czy przypadkiem nie traktuję ludzi właśnie jako środku do celu. A przynajmniej ludzi, których lubię, cenię i na których mi zależy. I potwornie się boję, że kiedyś, przypadkiem, bo raczej nie z rozmysłem, to zrobię.

  3. O, tak! W życiu tzw. prywatnym po prostu odcinam się od takich ludzi, w pracy też się staram, ale ostatnio starania przynoszą jakby odwrotny skutek. Chwilowo uczę się, jak z takimi osobami żyć, ale na dłuższą metę tak być nie może, więc będą pewnie jakieś zmiany.

  4. Właśnie mam ten problem. Przy czym sprawa dotyczy osoby, która nie zalicza się do żadnej z tych grup. Po prostu dość blisko koleguję się z kimś, kto jest przyjemny i dobry, ale hm, nie ma żadnych zainteresowań. Serio, muzyka nie, filmy nie, seriale nie, książki nie. Co dla mnie jest sporym problemem. Nie chodzi o to, że ma lubić jakąś wysoką sztukę, bo ja nie znam się na niej, wolę twory popkultury, czy literaturę fantastyczną. Ale po prostu męczą mnie historię o kupowaniu kosiarki przez jej teściową albo opowieści jak jej mama kupowała schab w mięsnym, albo jak przycinała drzewka na działce.
    I teraz po prostu… wychodzę na jakiegoś okropnego człowieka. Bo męczy mnie ta znajomość. Jest płaska i szara. A przecież tak dużo na świecie jest właśnie takich ludzi, jakich opisujesz, więc czy nie powinnam się cieszyć, że jest w moim życiu ktoś dobry?

    1. mam podobną sytuację: znajomą, którą bardzo lubię, ale od dłuższego czasu jakoś tak dziwnie mi, bo ona nie rozwija się, więc przy każdej rozmowie muszę jej wszystko tłumaczyć, bo o większości rzeczy nie ma pojęcia. Hmmm tak mi głupio z tym jakoś… Może to kwestia mojej zmiany – poznałyśmy się kilka lat temu, a przez tak długi okres zachodzą w człowieku wielkie zmiany…przynajmniej w tych, którzy nad sobą pracują. Czekam na rozwój wypadków, bo nie wiem co zrobić.

      1. Jak wyżej, jeśli znajomość nie daje nic na żadnej płaszczyźnie (przy czym emocje są ważną płaszczyzną, zrozumienie i dobra zabawa też) to po co?

      2. No właśnie. Trzeba się rakiem wycofać. Masz szansę „wygasić” tę znajomość, bo np. nie będziecie się spotykać?
        Mnie jeszcze boli, jak słucham opowieści mojej koleżanki, jak to „wyłącza się, jak jej córki coś opowiadają”. Moja Mama jest zupełnie inna, pamiętam, jak jej kiedyś powiedziałam „ale to musi być dla ciebie nudne, moje bzdury”, a moja Mam „no, ale co dla ciebie jest ważne, to dla mnie też”. A koleżanka w ogóle ma odwrotne podejście.

      1. Hah, uważam, że każdy ma jakieś talenty i kwestia bycia najciekawszą osobą jest kwestią indywidualną dla każdego. Z moim gadaniem o psach, czy serialach mogę być dla kogoś nudna na przykład i zdaję sobie z tego sprawę (co mnie nie powstrzyma przed gadaniem xD). Ale tak, muszę zmienić pracę, bo mam wrażenie, że jestem w wariatkowie.

    2. Może pasją tej osoby jest codzienność (albo ogrodnictwo – wnoszę z tych kosiarek i przycinania drzew) :). A może akurat cierpi z powodu pustego życia, nic jej nie zachwyca i to tylko faza. Pamiętam, że miałam taki moment, że najciekawsze, co mi się zdarzyło, to jak zgubiłam długopis. Niemniej jednak, wydaje mi się, że znajomości powinny nas w jakiś sposób stymulować, żebyśmy sami byli ciekawszymi ludźmi. Choć pewnie się mylę.

      1. Powinny sprawiać, że czujemy coś dobrego. Mam koleżankę, z którą rozmawiam tylko o codzienności i zakupach, ale bardzo ją lubię, bo jest fajna. Albo są uczucia albo nie ma.

  5. Jest jeszcze trzeci typ – to te osoby, które całe życie myślą, że Ci z drugiej nie istnieją, a ta sytuacja, która miała miejsce to był czysty przypadek i na pewno żaden człowiek nie jest w stanie wykorzystywać innego świadomie.
    To ja.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry