rp_paris_paris_commune_by_ariennahera.jpg
Riennahera

Riennahera

Playlista – 13 pieśni okresu dorastania

Ostatnio na Ask.fm dostałam pytanie, czy słucham Pidżamy Porno. Ask, podobnie jak blogowe statystyki, jest kopalnią pomysłów na wpisy, więc zachęcam gorąco do zadawania pytań.

Pidżamy nie słucham od wielu, wielu lat. Przynajmniej nie regularnie. Ale był to dla mnie jeden z najważniejszych zespołów tego okresu, kiedy masz już świadomość osoby tak jakby dorosłej, ale wciąż musisz mieć zwolnienie od rodziców, żeby nie przyjść na lekcje. To ten sam moment, kiedy osoba mająca trzydzieści lat wydaje Ci się stara, rozumie Cię tylko Kurt Cobain i kręci Ci się w głowie po jednym wypitym w krzakach piwie. Nazwijmy ten czas okresem dorastania.

Muzyka stanowi wtedy jedną z najważniejszych wartości w życiu. Dobierasz na jej podstawie znajomych, budujesz tożsamość. Ludzie dzielili się wtedy na tych, którzy imprezowali w rytm najnowszych przebojów i tych, którzy przeżywali dzięki muzyce ból istnienia. Do dzisiaj pamiętam moją rozpacz, kiedy rzucił mnie chłopak, który był metalem i miał włosy dłuższe niż ja. Kochałam się co prawda w tym samym czasie w jeszcze jednym chłopaku, ale on nie był metalem i miał zupełnie nudne włosy. Postanowiłam dać mu szansę, bo przynajmniej słuchał tych zespołów co ja, ale rozumiecie to poświęcenie. Gdyby słuchał innych zespołów, być może bym za niego nie wyszła.

Nie mam pojęcia czego słucha się obecnie. Wśród Czytelników bloga są licealistki i chętnie dowiem się, co dzisiaj Was określa. Przygotowałam natomiast nostalgiczną listę utworów i zespołów, które były ważne dla mnie i dla osób, z którymi się trzymałam. Może trzymalibyśmy się razem? A może nie? Czego słuchaliście?

roar1

Taksówki w poprzek czasu : No więc, Pidżama. Zaczęłam ich słuchać przez polecenie od koleżanki. Była najbardziej kól osobą, jaką znałam i we wszystkim chciałam być jak ona. Przynajmniej do momentu, kiedy nie zaczęła być dla mnie bardzo wredna, ale to już zupełnie inna historia.
Teksty Grabaża były absolutną poezją. Nawet jeśli często nie wiedziałam o co chodzi. W niektórych przypadkach do dzisiaj nie wiem. A Taksówki w poprzek czasu miały jeden z najlepszych tekstów, który do dzisiaj inspiruje nieco moje wymyślone historie.

Polly: Dzięki Nirvanie poznałam moją pierwszą wielką miłość. Niebieskookiego blondyna, który na obozie językowym próbował zaćpać się Apapem. Miał koszulki z Kurtem i naszywki na kostce. Zupełnie jak ja. Bardzo mi imponował, na moje nieszczęście zakochał się w innej koleżance z grupy. Rok później spotkaliśmy się ponownie i tym razem był już mój. Niestety w październiku tata zabronił mi się ze mną spotykać. Życie jest takie okrutne.
Do dzisiaj mam nieco mieszane uczucia w stosunku do tego zespołu. Wiele z ich utworów jest lepszych niż ten, ale darzyłam go specjalnym sentymentem. Moją ideą bycia kontrowersyjną było założenie do szkoły koszulki z napisem Rape Me (nigdy tego nie zrobiłam, ale uważałam, że byłoby to niezwykle kól), a Polly to utwór, który jest cudownie smutny, ale zdecydowanie lepiej wchodzi, kiedy nie zna się angielskiego. Ale gdy miałam te kilkanaście lat fascynowali mnie seryjni mordercy, więc może to po prostu taki wiek…

Different People: Album Tragic Kingdom to chyba najważniejszy album mojego życia. Słuchałam go namiętnie latami. Wszystko oczywiście zaczęło się od szału na Don’t Speak, ale nie jest to nawet najlepszy kawałek z tego albumu. Uwielbiam go za utwory, które dotykają tematów innych niż miłość i rozstanie i za coś, co określiłabym jako tworzenie w tekstach zamkniętych światów, dziwnych opowieści. Choć może to być tylko moje wrażenie. Ten utwór jest kolejnym, który wpłynął na moje własne wymyślone fabuły.

Kids Aren’t Alright: Byłam grzecznym dzieckiem z dobrego domu, więc oczywiście uwielbiałam słuchać pieśni o ciężkim życiu, narkotykach, więzieniach i tak dalej. I o tym jak to nie ma przyszłości. Nagle przestaje mnie zaskakiwać mój nihilizm…

rp_paris_paris_commune_by_ariennahera.jpg

I think I’m Paranoid: Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Shirley Manson z Garbage na MTV, to było jak objawienie. Była wściekła, była ostra, nosiła sukienkę w groszki i śpiewała I think I’m paranoid and complicated. Ja TEŻ byłam skomplikowana, więc z miejsca się z nią identyfikowałam i tak oto kolejne kieszonkowe poszło na kasety.

Creep: Kto nie płakał przy Radiohead, ten nie jest człowiekiem. I wish I was special, you’re so fucking special, but I’m a creep, I’m a weirdo, what the hell am I doing here? I don’t belong here, to wyrażało cały kilkunastoletni ból istnienia. Na dodatek utwór ten pojawiał się w książce Impreza u Ralpha, którą pożyczyła mi moja ówczesna najlepsza przyjaciółka. Wiadomo, była kól i chciałam być jak ona, nie?

Mordred’s Song: Ech, te chłopaki. Blind Guardiana zaczęłam słuchać, bo słuchał tego zespołu młody człowiek, w którym się szaleńczo zakochałam. A także moja przyjaciółka. A także wszyscy ludzie, z którymi chciałam się trzymać. Ci, z którymi nie chciałam się trzymać śmiali się bardzo z power metalu. Nazywanego też “metalem rycerskim”. Ja go uwielbiałam, bo doskonale zgrywał się klimatycznie z moją fascynacją Sapkowskim i elfami, z czytaniem książek Marion Zimmer-Bradley i celtyckich legend.

King: W okresie dorastania jedyną walką z systemem, jaką toczyłam, były wagary i uciekanie przed policją, kiedy chciała nas spisać za nielegalną konsumpcję alkoholu w miejscu publicznym. Żeby nie było, w moim przypadku to “uciekanie” polegało na wrzuceniu butelek w krzaki i pokornemu okazaniu panu władzy legitymacji. Przy czym miało miejsce dokładnie dwa razy. Oczywiście we własnej głowie byłam wywrotowcem niczym King, no nie? Słucha się jeszcze T.Love w liceum?

wallx

A moje bóstwa płaczą: Wilków słuchałam w wyjątkowo ciężkich momentach życia, mam więc do nich wielki sentyment. A później ten zespół od poetyckich tekstów o nocy, śmierci i wolności, zaśpiewał, że Baśka miała fajny biust. I w tym momencie przestały ich słuchać te pseudointeligentne liryczne dzieciaki i zaczęły słuchać te od imprez i dyskotek. To było jak zdrada.

Mała Wojna: Pierwszy koncert na jakim w życiu byłam był koncertem Lady Pank. Oczywiście poszłam na niego z rodzicami. Całkiem sporo mojej muzyki pochodziło od rodziców. Nie zawsze w formie konkretnego polecenia, może nawet dość rzadko. Ale trochę kaset walało się po półkach i słuchali radia Złote Przeboje.

Imagine: Był w moim życiu taki krótki okres, gdy byłam niemalże prawdziwym hipisem. Objawiało się to kupowaniem ubrań w sklepach indyjskich, noszeniem dzwonów i powyciąganych swetrów i słuchaniem Janis Joplin i Lennona. Potem byłam jeszcze metalem, grungem i kilkoma przejściowymi formami, ale ten okres był fajny i ładnie wyglądałam. Choć dziś słowa Imagine mnie przerażają.

Zombie: Z jakiegoś powodu jako nastolatka absolutnie uwielbiałam Irlandię. Po przeczytaniu artykułu o hrabinie Constance Markiewicz w Wysokich Obcasach bardzo interesowałam się walką o niepodległość i IRA. Z jakiegoś powodu wydawało mi się to strasznie romantyczne.

Ironic: Długie włosy, dziesiątki bransoletek, rzemyki, sztruksy, powyciągane swetry. Wszystkie byłyśmy Alanis. Wszystkie byłyśmy takie ironiczne. No nie?

Teraz przyznajcie się, czego słuchaliście?

 

Link do playlisty na youtube

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Scroll to Top