Podczas mojego ostatniego spotkania z szefem padło znamienne zdanie, że muszę określić swoje cele, bo wtedy będę mogła sprecyzować sposób, w który uda mi się je osiągnąć. Ile chcę zarabiać? Jak wysoką chcę mieć premię? Co za nią kupię? Bo na przykład K. chce mieć taki super telewizor za cztery kafle i jak tylko szef próbuje go motywować, wraca do tematu tego najlepszego na świecie telewizora. 

Zawsze głupio mi powiedzieć, że w ogóle nie lubię wydawać moich premii. Lubię patrzeć jak gromadzą się na moim koncie w postaci oszczędności i robi się ich coraz więcej. Myśl o wydaniu tych oszczędności na jakiś głupi telewizor, napawa mnie lękiem. Kiedyś myślałam, że chcę zarabiać tyle, żeby raz na długi czas stać mnie było na torbę Chanel. W momencie, kiedy tylko uzbierałam taką sumę, marzenie stało się nieaktualne. Nie czuję nic na widok torby od Chanel. Przyznam, że podoba mi się bardzo różowa suknia od Chloe. W sumie mogłabym ją kupić. Tylko po co mi ta suknia? No i kurczę, szefie, to ile teraz zarabiam prawie mi wystarcza. A na pewno wystarcza przy wysiłku, jaki chcę wkładać w tę pracę. Albo jakąkolwiek pracę na etacie kiedykolwiek. 

Ta rozmowa zirytowała mnie, bo podobną odbyłam już nie raz z terapeutką. Niestety odpowiedź “chciałabym nie musieć chodzić do pracy” nie jest wystarczająco dobra, bo to coś czego nie chcę robić, a nie coś czego chcę. Nie mam nawet śmiałości powiedzieć znowu, że “chciałabym już nie chodzić na terapię”. Podobno nie jestem gotowa. 

niewiemczegochce

|zdjęcie : Kat Terek|

Najbardziej chciałabym siedzieć w Barbicanie czytając te nowe książki, które ostatnio kupiłam i popijać kawę i żeby zjeść ciastko i od niego nie utyć i żeby ktoś mi zrobił zdjęcie, bo wiem, że mam fajne włosy, ekstra sweter i ładnie mi w czerwonej szmince. Nie potrzebuję lepszego fryzjera, lepszego swetra ani lepszej szminki, chociaż fryzjer kosztuje czterdzieści funtów, sweter dwanaście złotych w taniej odzieży, a szminka dyszkę w Topshopie. Wydawało mi się, że zadowolenie z sytuacji, którą się ma, to dość miła cecha i że brak potrzeby posiadania jest zdrowy. Ale podobno jednak nie. 

Chciałabym jeszcze umieć ładnie rysować, więc kupiłam sobie zestaw ołówków, taki jak doradził mi hipsterski sprzedawca z brodą. Dał mi do wypróbowania trzy zestawy, ewidentnie chciał być pomocny, pytał co zamierzam rysować i który ołówek wydaje się najprzyjemniejszy w użyciu. Wszystkie wydawały się takie same, ołówkowe. Nie wiem jakimi ołówkami rysuje się elfy. Wybrałam więc najładniejsze. 

Zaczynam podejrzewać się o totalny brak ambicji. Powinno mi być z tym niedobrze. W obecnej chwili mój mózg zawinięty jest w wełniany szalik i jedyne czego chcę to święty spokój. I wanna pełna piany

To jest z pewnością jeden z tych tekstów, za które dostaję potem jednogwiazdkowe recenzje bloga na fanpage’u, bo jestem smętna i taplam się we własnej głowie. Z nadzieją myślę sobie, że może jednak nie ja jedna się tak taplam, nie ja jedna tak czuję i nie wiem czego chcę. 

Może jest nas więcej. Może i Ty? 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

43 thoughts on “Nie wiem czego chcę”

  1. Fajnie jest byc wyjątkowym ale akurat w tym przypadku nie jestes sama. Zawsze największa przyjemność sprawiał mi widok pieniędzy na koncie i nigdy nie mogłam się utożsamić z ludźmi, którzy mieli 30 zł do końca miesiąca. Ja zawsze miałam pieniądze. Nie pożyczam od nikogo i nikomu oraz bardzo duża część pensji odkładam. Z potrzeb to nie muszę nic kupować a jesli juz to robię to bardziej z kaprysu niż rzeczywistej potrzeby. Odkładam na mieszkanie i na czarna godzine i dla samej przyjemności odkładania. Fajnie jest byc skąpym (tak to widza ci którzy marzą o telewizorze za 4K ;-)).

  2. Ja doskonale wiem, czego chcę, ale są to wszystko sprawy niezależne od mojej woli np. zdrowie. I też strasznie wkurzają mnie te motywacyjne gadki, gdzie występują osoby marzące o nowym telewizorze, ale nie umiejące zrezygnować z codziennego latte.

  3. Zdaje mi się że to może być powszechne u osób które pracują na etacie, ale ta praca nie jest ich sensem i celem życia, że póki wystarcza na to co potrzebne i jednocześnie dobrej jakości, na wakacje i oszczędności, to trudno może być znaleźć odpowiednik telewizora za 4k. Ważniejsze bowiem wtedy od tych dodatkowych 4k jest to co można robić po pracy, nauka rysowania ładnymi ołówkami i wieczory z czytaniem. Póki to nie są rzeczy które kosztują wiele tysięcy, można sobie pozwolić na takie podejście – i to jest wspaniałe a chyba i mądre. Wierzę że ‚brak ambicji’ nie obejmuje sagi, myślę o niej od czasu do czasu. 🙂

  4. Chcę wielu rzeczy, na przykład chciałabym znowu mieszkać w Anglii i powrót po gap year na studia do Polski był najgorszą opcją, ale to da się jeszcze naprawić. Chcę też studiować aktorstwo, ale oblałam egzaminy i chodzę na studia (rezygnuję), które miały mnie interesować i być fajne, a nie interesują i nie są i nawet nie wiem, co miałabym po nich robić. Możliwe, że nigdy nie dostanę się na aktorstwo, chociaż mam warunki, ale w dużej mierze egzaminy są loterią. Gdyby moje zadowolenie zależało od stanu posiadania, byłabym szczęśliwa – w końcu mam kamerę jaką chciałam, perfumy, które kocham, a które kosztują mnóstwo, czerwony kaszmirowy płaszcz (niech żyje tania odzież!), wełniane swetry, laptopa i piękne książki (których nie mam czasu przeczytać) i pióro wieczne, którym wspaniale się pisze itd. itd. I wbrew temu, że mam mało lat, zapracowałam sobie na to sama – czy to dostając stypendia za wysokie stopnie czy w pracy. Najbardziej jednak lubię zjeść coś pysznego i poczytać książkę albo sama popisać. Mogłabym występować na scenie, ale opcja ta wydaje mi się mniej pociągająca, jeśli mogłabym pisać książki i tworzyć całe światy, a nie tylko jedną postać. Czasem smutno mi, że zrezygnowałam z liceum plastycznego, bo dziś studiowałabym na ASP, mam talent. Ale miotam się, tak bardzo chciałabym być wszystkim, że boję się, iż w końcu zostanę z niczym. Nie bój się, nie tylko Ty tak masz.
    PS. Na początek wystarczy papier jakikolwiek, ołówek twardy (H4), będziesz nim rysować głównie szczegóły, średni (HB lub F), ogólne szkice, duża część rysunku i miękki (B4 do B6, w zależności od preferencji), na mało precyzyjne części obrazka lub wymagające rozmazania. Optymalnie jak dla mnie, jeszcze dodałabym bardzo miękki do zamalowywania ciemnych powierzchni, jak niebo. Ale 3-4 ołówki na początek wystarczą 🙂

  5. Na potrzeby szefa mogłabyś streścić ten post słowami „Chcę bezpieczeństwa finansowego i czasu na samorozwój oraz relaks. I sukienek z Zary, ale na to już mnie akurat stać”. Wszyscy będą zadowoleni, bo ty nie skłamiesz, a szef będzie mógł Ci mówić „Pani Riennahero, niech pani pomyśli, jak ten projekt dobrze wyjdzie, pani poduszka finansowa zacznie już przypominać kołdrę. A potem pierzynę. A w końcu dojdziemy do etapu działu pościeli w Ikei.”

      1. To może „Chcę napisać książkę i móc w trakcie pisania siedzieć w Barbicabie, popijać kawę i jeść ciastka”? 🙂
        Ale uwierz, jest nas więcej. Gdy się tak czuję, z jednej strony myślę, że to szczęście, s drugiej myślę Vonnegutem – „Zabijcie mnie teraz, kiedy jestem szczęśliwy!”, bo niewiadomo, co dalej. Ciężko znaleść dalszy ciąg szczęścia i świetego spokoju, więc zwykle chwilę się nim nacieszam, a potem stwarzam sobie swoje małe, wewnętrzne katastrofy.

        Chyba nie lubię Twojej terapeutki.
        I osób, od których lecą pojedyncze gwiazdki.

      2. Ale ciebie czy szefa? Bo wiesz, jak rysujesz trochę lepsze elfy niż miesiąc wcześniej, to już się samorozwinęłaś.

        Oraz: chodziło mi o cały dział pościelowy, w dodatku metaforyczny.

  6. Nie jesteś sama.
    Olać pojedyncze gwiazdki. Dużo osób, które może nawet cię nie znają, podziękowałyby za ten tekst, jak i równie dużo narzekałoby. Wszyscy mają coś do powiedzenia, każdy mam troche inne opinie, i nie da się zadowolić wszystkich. Więc rób dalej swoje.

  7. Zdanie „chciałabym nie musieć chodzić do pracy” powtarzam od zawsze. Lubię czasem wydawać pieniądze, ale raczej na bzdety, urocze rzeczy i inne takie poprawiacze humoru. Upatrzyłam kiedyś suknię ślubną od Murada, cud nad cuda, ideał. A potem do mnie dotarło, że choćbym miesięcznie zarabiała miliony, i tak bym sobie takiej sukni nie kupiła.
    Jest wiele rzeczy których chcę, ale stety-niestety rzeczy takich jak kochający mąż czy zadowolenie z siebie nie kupuje się za pieniądze.
    A święty spokój to najlepsza rzecz na świecie. W ogóle spokój, taki prawdziwy, i w życiu i w mózgu, to dla mnie sedno szczęścia.

    1. Kiedyś myślałam, że jak brać ślub, to tylko w sukni od Very Wang. A kiedy przyszło co do czego, Vera w ogóle mnie nie obchodziła…

      A tak przy okazji, super zaskoczenie, Twój nick przypadkowo jest imieniem postaci z mojej elfiej opowieści!

  8. A ja bym chciała przestać pracować przez agencję, dostać kontrakt i nie bać się, że za chwilę znowu wylecę z roboty, bo zamówienia się skończą. I żeby mnie ktoś przytulił…

  9. Jest nas więcej!
    Mam zero pomysłów co chcę ze sobą zrobić w życiu, mam też absolutne zero ambicji i pociągu do zarabiania grubych banknotów 🙂

  10. Ja mam teraz taki czas, że codziennie mogłabym walić głową w ścianę. A z pracą, mam straszny problem, bo nie lubię każdej i tak strasznie muszę się zmuszać, żeby przetrwać w jakiejś dzień, że to niemożliwe, żeby każdy się tak czuł. Na dobrą sprawę nie umiem sobie też wyobrazić żadnej, którą mogłabym lubić, choć akurat kiedyś umiałam.

    1. Ula, nie wiem czy to cię jakoś pocieszy ale mam takie same odczucia względem pracy. Każdej. I chociaż moja obecna ( praca w biurze w branży która nawet mnie interesuje) jest 1000 razy lepsza od poprzedniej (12 godzinna zmiana w piekarni) to i tak wychodząc rano z domu nie mogę się doczekać kiedy do niego wrócę. I jakoś też nie bardzo wiem na jaką mogłabym swoją pracę zmienić żebym ją lubiła chociaż trochę.

  11. Bardzo, bardzo się cieszę, że nie jestem jedyną osobą, która ma podobne podejście, bo czasem miewałam wrażenie, ze jestem jakimś nieudacznym dziwadłem. Że coś jest ze mną nie tak, bo nie mam wielkich ambicji i wielkich życiowych planów do realizowania. Bo lubię spędzać czas na spacerach po lesie, słuchaniu smutnych piosenek a z zakupów najbardziej mnie cieszy sweter z lumpeksu (100% wełny!). Przypomniał mi się Twój post o braku wielkiej życiowej pasji – to chyba jest mocno powiązane. A ja też cale nie cierpię z tego powodu, ze nie mam wielkich pasji i ambicji, chyba, że zacznę się porównywac z innymi i wpedzać w spiralę pytań typu „czy ja przypadkiem nie marnuje swojego zycia?”. Jedyne, czego się naprawdę boję, to to, że przez mój brak ambicji nigdy nie będę w stanie zarabiać tyle, zeby zapewnic sobie spokój.

  12. Mam podobnie 🙂 Co prawda może jest parę rzeczy, których chcę, ale na co dzień zwyczajnie się cieszę z różnych większych i mniejszych rzeczy, które mam i… nie dam się przekonać, że to źle 🙂

  13. Niestety bezpieczeństwem finansowym jeszcze pochwalić się nie mogę, ale będąc w nowej firmie (jakieś 4 miesiące zaraz stuknie), dostałam znamienne zadanie: napisać plan swojego rozwoju zawodowego. Czego bym się chciała nauczyć, jakie kursy odbyć itd. I z jednej strony to fantastycznie, z drugiej, jestem na tyle świeża w temacie, że ja się bez przerwy i nieustannie czegoś uczę i przewidywanie co jeszcze będzie mi potrzebne i dlaczego najzwyczajniej mnie przerasta. A już w ogóle powiedzenie na głos, że chciałabym robić rzecz x i zajmować się projektem y przyprawia mnie o gęsią skórkę.
    Nigdy nie miałam zaplanowanego życia, raczej korzystałam z nadarzających się okazji i sam fakt „planowania rozwoju osobistego” najzwyczajniej w świecie mnie przerasta. Niby chciałabym dużo, ale z drugiej strony jestem najszczęśliwsza oglądając serial, czytając książę i wiedząc, że jutro mogę spać do 9. Ale to chyba nie do końca wygląda jak rozwój zawodowy.

      1. Też się zdziwiłam. Ale nie mam na co narzekać, bo po długich poszukiwaniach nareszcie trafiłam na pracodawcę, który pracowników szanuje (a do tej pory było bardzo różnie). Ale sam fakt planowania rozwoju już teraz, jest dla mnie szalonym pomysłem.

  14. Też lubię patrzeć, jak cyferki mi się mnożą na koncie i zawsze przed większym wydatkiem zastanawiam się 5000 razy, czy na pewno jest mi to do życia konieczne. Gdybym żyła od 1ego do 1ego, to nie spałabym po nocach, serio! I w pełni zgadzam się z myśleniem, że to te małe, miłe rzeczy stanowią o jakości życia. Zawsze uważałam, że nawet gdybym była bardzo zamożna, to nie potrafiłabym wydać jakiejś horrendalnej kwoty na buty od projektanta czy markowy krem do twarzy. Po pierwsze dlatego, że nie lubię płacić tylko za markę, a po drugie, wiem że świetnej jakości produkty można kupić na niewielkie pieniądze. Jedyną moją materialną „zachcianką” jest aktualnie własne mieszkanie – a to i tak tylko dlatego, że w Polsce w wynajmowanym mieszkaniu nigdy nie poczuję się jak w domu (tutaj trochę zazdroszczę Zachodowi). Jeśli chodzi o pracę – od jakiegoś czasu planuję jej zmianę i zupełnie nie wiem, w jakim kierunku chcę iść. Jedyne do czego doszłam, to to, że chciałabym, żeby moja nowa praca była dobrze płatna, nienudna i niezbyt stresująca. I żebym nie miała ochoty pozabijać kolegów z pracy. Chyba też jestem mało ambitna, ale dobrze mi z tym 😉

    1. Poruszasz ciekawy temat „rozsądnego” wydawania. Jestem przekonana, że gdybym była miliarderką, wydawałabym miliardy. Bo przyzwyczajasz się, że stać Cię na pewne rzeczy i przestajesz o nich myśleć. Tak jak dla mnie dzisiaj dziwnym pomysłem na oszczędzanie byłoby robienie lunchu w domu. A oszczędziłabym pewnie z 30 funtów tygodniowo. Jestem tą samą osobą, którą byłam na studiach, ale wtedy zastanawiałam się czy stać mnie na najdroższy ser czy nie. Dylemat, który obecnie mnie nie dotyczy.
      Taka dygresja, ale czasem o tym myślę.

      1. Ja zauważyłam, że niektóre rzeczy radośnie kupuję lepsze i droższe niż na studiach (np. smartfony), ale w pewnych przypadkach tani produkt zupełnie mnie zadowala i zadziwia mnie, jak ludzie mogą tak przepłacać 😉 np. za chusteczki higieniczne czy płyn do demakijażu.

        1. Mi się wydaje, że jak ktoś miał w życiu epizod oszczędzania, życia od pierwszego do pierwszego czy po prostu myślenia o wydatkach, to nawet jak już teoretycznie nie musi się tym martwić, to w głowie ma swego rodzaju rozsądek jeśli chodzi o te sprawy. Czasem może nawet większy.

  15. samorozwijalnia.pl

    Chcieć mniej, nie karmić oczekiwań i potrafić przyznać, że „nie jest idealnie, ale jest okej” to świetna sprawa. Ale rzadka, więc nie dziwne, że inni patrzą na Ciebie z przekonaniem „Coś chyba u niej nie halo” 😉

  16. Fajnie, że o tym piszesz. Ja na przykład z jednej strony chcę mnóstwa rzeczy – związanych z podróżami, tańcem, szyciem etc. I nawet jeśli nie są to typowo materialne rzeczy to niewątpliwie są związane z wydatkami (a że jeszcze jestem w trakcie studiów nie ma z tym lekko, to i marzy się więcej). Z drugiej strony doceniam umiejętność powiedzenia sobie, że ma się wystarczająco. Właśnie w pierwszym dniu pracy (na pół etatu) miałam taką gadkę motywacyjną, że ‚możecie być tu kim chcecie’ i rzucanie hasłami o dynamicznym rozwoju firmy, awansach, nieskończonych możliwościach rozwoju, popularności… Nie chodziło tu co prawda tyle o ambicje finansowe, tylko o karierę, ale moja pierwsza myśl była taka, że co właściwie za wartość ma pięcie się po tej korpodrabinie. Tylko pewnie jakbym już miała zostać w jakiejś firmie „na stałe” to wolałabym jakoś się bardziej angażować, żeby dostawać nowe zadania, więc może i zmieniać stanowiska. Ale w ogóle chyba ciężko mi sobie wyobrazić, żeby to dotyczyło u mnie jakiejkolwiek pracy niezwiązanej z projektowaniem 😉

  17. Dziękuję Ci za ten wpis, brzmi jakbyś czytała mi w myślach. Moim szczęściem i jednocześnie przekleństwem było to, że już we wczesnych latach szkolnych objawiłam się jako mały geniusz, zdolniacha o nieograniczonym potencjale. Niemal wszyscy mieli wobec mnie oczekiwania, że zostanę kimś wielkim, przede mną bogactwo, nagrody i zaszczyty lub co najmniej kariera lekarki, prawniczki, znanej pisarki, poliglotki. Przełożyło się to na moje dojrzewanie i wczesną dorosłość. Mnóstwo czasu zajęło mi dojście, czego tak naprawdę chcę, co lubię, a czego nie chcę robić, bo nie widzę w tym sensu. Musiałam zwalczyć (z perspektywy czasu absurdalne, ale wtedy jeszcze realne) przekonania, że np. fakt, że nie mam zamiaru uczyć się pewnych języków nie oznacza wcale, że marnuję swój wielki potencjał. Chyba najwięcej nauczyło mnie to, jak wybrałam kierunek studiów – tylko po to, by coś udowodnić sobie i paru innym osobom ( w tym nauczycielom). Nie wyszło mi to na zdrowie, szybko stamtąd uciekałam i zrozumiałam, że muszę przewartościować wiele spraw, bo taka ambicja w końcu mnie zniszczy. Teraz kończę studia, które były świetną intelektualną przygodą, poznałam na nich fantastycznych ludzi i teraz czeka mnie niedługo praca. Co do której chciałabym po prostu, żebym zarabiała w niej wystarczająco dużo (to określenie wiele osób boli, bo przecież jak to tak? zawsze można więcej, lepiej, dalej!) i żebym ją po prostu lubiła, czuła się w niej dobrze i komfortowo. Według wielu osób osiadłam na laurach lub wręcz osiągnęłam porażkę, bo przecież „w szkole zawsze taka najmądrzejsza!” (i powinnam mozolnie piąć się po szczeblach kariery), a ja mam to głęboko gdzieś. Chcę przeżyć swoje życie spokojnie i dobrze, według własnych standardów.

    Osobna kwestia to konsumpcja. Również sprawia mi ogromną przyjemność widzieć, jak oszczędności rosną. Uważam, że nawet mając dużo kasy nie mam zamiaru płacić za samą markę, np. drogich butów czy kremu. Pieniądze dają mi swobodę i spokój ducha, bezpieczeństwo – tego się trzymam. Jakiekolwiek cele typu wielki telewizor czy torebka LV nie są dla mnie najmniejszą motywacją.

    1. O, a powiesz jakie studia kończysz? Mam wrażenie, że moja sytuacja jest trochę podobna do Twojej, jestem teraz na studiach, których nie chcę kontynuować, i szukam pomysłów, co dalej :/

  18. Święty spokój – moje jedyne marzenie. A tymczasem praca magisterska się sama nie napisze, pierwsza praca nie utrzyma, a jak się nie utrzyma to rachunki też się same nie zapłacą – tak w koło Macieje…

  19. Ja też bym chciała, żeby się ode mnie już odwalili. I żebym mogła cały dzień jeździć Centralką, (ale żeby nigdy nie było godzin szczytu) bo tam jest zawsze ciepło i nigdy nie ma zasięgu.

  20. ja za to swego czasu bardzo przesadzałam w drugą stronę – chciałam mnóstwo rzeczy i to najlepiej naraz. Zżerała mnie własna ambicja, nerwy. Kiedy tak teraz pomyślę o tym okresie w moim życiu, aż przechodzi mnie gęsia skóra. Nawet dzisiaj bywają momenty, kiedy muszę sobie powiedzieć: „Jest dobrze tak jak jest, nie ma czym się przejmować, więc przestań”. To zazwyczaj jednak chodziło o sukcesy w szkole. Zawsze czułam się tak, jakbym konkurowała z całym światem. Kiedy dzisiaj moją odpowiedzią na pytanie: „Czego chcesz?” jest „kubek kakao, książka, wyspanie się do 9 rano”, jestem zadowolona.

  21. „Wydawało mi się, że zadowolenie z sytuacji, którą się ma, to dość miła cecha i że brak potrzeby posiadania jest zdrowy.”

    „Zaczynam podejrzewać się o totalny brak ambicji. Powinno mi być z tym niedobrze.”
    Czuję się, jakby te dwa zdania wypłynęły z mojej głowy. Nie mam aż tak fajnej sytuacji finansowej, ale mogę w miarę spokojnie sobie funkcjonować. Zostałam niedawno przyjęta do pracy, o którą się starałam od dłuższego czasu (w sensie najpierw pracowałam na podłej umowie na zastępstwo na śmiesznych warunkach i czekałam na ogłoszenie, wiedząc, że będzie wolne stanowisko, które chcę zająć, uczyłam się, przeszłam konkurs, no i wreszcie jestem) . To nie jest praca z super- hiper zarobkami, nie jest megarozwojowa, ale ja ją lubię. Lubię to, co tu robię i lubię jej tempo i tryb. Odpowiada moim oczekiwaniom co do pracy. Wiem, że byłoby mnie stać na więcej, gdybym chciała, ale wiem też, ze odbywałoby się to kosztem mojego życia prywatnego – a to jest dla mnie ważniejsze. I tylko czasami mam wrażenie, ze wszyscy wokół oczekują ode mnie, ze teraz dopiero się odbiję, bo to takie stanowisko-trampolina, przejściowe i oczywistym jest, ze ja tu tylko na chwilę. A ja nie. Ja chcę tu zostać. Może kiedyś zmienię zdanie, ale kiedy w tydzień po podpisaniu umowy słyszałam pytania: „I co dalej?”, to mówiąc, że teraz jest dobrze, czułam się jakoś tak… głupio(?). I przez chwilkę było mi z tym źle. A później zadałam sobie pytanie, czego ja chcę i stwierdziłam, że przecież mam właśnie to, więc moje zadowolenie jest uzasadnione i zdrowe. A jeśli ktoś myśli inaczej, to już nie mój problem.

  22. To jest jeden z tych tekstów, za które najbardziej kocham Riennaherę! To znaczy tych, z którymi bardzo się utożsamiam, z którymi pewnie wiele osób się utożsamia, chociaż może trudno się do tego przed sobą przyznać. Chciałam napisać kiedyś tekst pt. „Nie mam ambicji”, ale padło takie zdanie tutaj i teraz już nie wiem, czy napiszę, żeby nie było, że kopiuję 🙂 Tzn. chcę być pisarką i robić feministyczną rewolucję, ale poza tym ambicji nie mam. Nie takich, przez które traciłabym nerwy i wewnętrzny spokój, gdy wreszcie dorosłam do tego, że ten spokój mam. Na ch** go burzyć jakimiś pragnieniami, które mogą nie być wcale moimi pragnieniami, i których realizacja ostatecznie nie da mi żadnej satysfakcji. A tak trochę jest w takiej powszechnej, utartej wizji samorozwoju. Że się trochę szuka pragnień na siłę, że każdy musi zakładać nie wiadomo jak ambitne cele, tak dla zasady, bo inaczej jest przegranym. I wstyd się przyznać, że twoje prawdziwe pragnienia to święty spokój, bo przecież to żaden cel.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry