Pamiętam taki okres w blogosferze, kiedy wszyscy próbowali przekonywać internet, że są najlepszymi blogerami modowymi, parentingowymi, technologicznymi. Nawet, jeśli nie byli. Zwłaszcza, jeśli nie byli. Fake it till you make it. Wbrew pozorom nie jest to wcale nowy wynalazek myślowy. Średniowieczni dworzanie i rycerze przekonywali świat, że są najbardziej na świecie cnotliwi, nawet jeśli po kątach uprawiali nielegalny seks lub, co gorsza, jedli mięso w dzień postny. Koniec końców, zakładali ówcześni, jeśli wystarczająco długo będziesz udawać cnotę, to będziesz musiał się do niej w swoim postępowaniu zbliżyć. Jeśli wystarczająco długo będziesz powtarzał, że jesteś najlepszy, wysiłek włożony w podtrzymywanie tego wizerunku zbliży Cię do zwycięstwa.

niejestemzwyciezca2

To był przerażający okres. Już kij z tym, że każdy nagle był najlepszy w swojej działce, a ja czułam, że jestem najlepsza w przeżywaniu kolejnego dnia bez utopienia się w wannie. Niską zawartość zajebistości we własnej osobie mogłam przełknąć. Gorszy był ten dysonans, że wszyscy mają roześmiane twarze, a mnie chce się płakać. I na dodatek, nie powinnam o tym mówić, powinnam wziąć się w garść i pokonać słabości. Nikt nie chce wiedzieć o tym, że jest mi źle. Nikt nie potrzebuje narzekań. Kiedy publikowałam najważniejszy tekst w historii bloga, byłam przekonana, że to koniec. Że odwrócą się ode mnie ci wszyscy internetowi przechodnie, którzy poświęcają mi kilka minut dziennie czy tygodniowo. I że to wszystko moja wina, bo trzeba było wziąć się w garść, a nie odsłaniać najmroczniejsze zakamarki duszy. Przekonałam się wtedy, jak bardzo się myliłam i nigdy nie zapomnę otrzymanego od Czytelników wsparcia.

  niejestemzwyciezca

Ten okropny okres chyba minął. Sama nie chcę ani przez chwilę udawać kogoś, kim nie jestem. Mam wielkie problemy z pewnością siebie. Mam jeszcze gorsze problemy z poczuciem własnej wartości. Czasem na imprezach udaję wyniosłość, bo bardzo się wstydzę. Kiedy sprawiasz wrażenie osoby gardzącej światem, inni nie podchodzą i nie próbuję rozmawiać, więc trochę wstydu sobie oszczędzasz. Nie zakładam Patronite, bo nie wierzę, że ktokolwiek wpłaciłby pięć złotych. Nie zakładam youtube’a, bo moim zdaniem nikt by go nie oglądał. Nie podchodzę do znanych osób i nie odzywam się do nich, bo uważam, że szkoda psuć im sobą dzień. W kolejce do przymierzalni w Zarze mam ochotę się schować, bo mam wrażenie, że jestem najgorszym pasztetem w promieniu dziesięciu kilometrów i WSZYSCY TO WIEDZĄ. W końcu, kiedy ktoś odzywa się do mnie i mówi na przykład, że lubi mnie czytać, zachowuję się jak ogłupiały jeleń patrzący na światła nadjeżdżającego samochodu. Potrafię spędzić większość weekendu płacząc pod kocem i planując ucieczkę w góry Szkocji, gdzie będę mogła spokojnie umrzeć wśród owiec. O ile będą tolerować moją obecność w swojej okolicy. Z owcami to wcale nie jest takie oczywiste.

niejestemzwyciezca3

Ja WIEM, że naprawdę nie jestem beznadziejna. Mam sporo niezłych zdolności, sporo rzeczy mi się udaje, w wielu dziedzinach jestem naprawdę dobra. To, że WIEM, nie przeszkadza jednak CZUĆ się najgorszą osobą na świecie. Zwłaszcza po tygodniu, w którym codziennie musiałam być bardzo silna i dzielna. I byłam. I rezultaty były spektakularne. Kiedy adrenalina opadła, demony rzuciły się na mnie ze zdwojoną siłą.

Po co to piszę? Sama chciałabym też czytać więcej o tym, że można mieć ze sobą problemy i jednocześnie wciąż być fajną osobą. Chciałabym wiedzieć, że osoby, które mnie interesują, miewają chwile słabości, zwątpienia, zniechęcenia. Że nie wszystko zawsze im wychodzi, a do tego, co najlepsze, dochodzą próbując i błądząc i czasem krzycząc ze wściekłości. Niezmiernie pragnę zapewnienia, że nie jestem sama z moim pragnieniem skrycia się wśród owiec. Jeśli Ty też czasem o tym marzysz i wydaje Ci się to dobrym pomysłem na spędzenie reszty życia, to jest nas już dwoje. W kupie raźniej.

Nie jestem zwycięzcą. Cały czas wywalam się, potykając o własne nogi. Ale bardzo się staram podnosić z ziemi, otrzepywać i iść dalej. Do następnego potknięcia. A móc mówić na głos o tych potknięciach – to jest dopiero wolność.

 

|zdjęcia : Kat Terek|

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry