milosc2
Riennahera

Riennahera

Miłość i batony czyli 10 myśli o związkach

Miłość i związki to temat, na który każdy ma coś do powiedzenia, mówię i ja. Poza tym cóż innego rozpala wyobraźnię w ten sam sposób? Chyba tylko pieniądze i czekolada. Jest wieczór, rozsiądźmy się zatem wygodnie i porozmawiajmy o jednej z trzech najważniejszych w życiu rzeczy. No, czterech. Nie zapominajmy o wannie. Dobra, pięciu, bo jeszcze wino…

Warto znaleźć mężczyznę, który mniej więcej odpowiada Ci gabarytowo. Jasne, wygląd nie ma znaczenia, liczy się wnętrze, bla, bla, bla. Ale potem spróbuj pożyczyć koszulę, spodnie, sweter, żeby mieć “boyfriend” stajl, kiedy Twój facet ma prawie dwa metry, a Ty jesteś trzydzieści centymetrów niższa. I dwa razy lżejsza. Będziesz patrzeć z zazdrością na wszystkie te zdjęcia “ja w bluzie mojego misia”. Po kilkunastu latach po raz pierwszy znalazłam coś w szafie męża, co mogę bez większego obciachu podkraść. Kilkanaście lat. Nie idźcie w to.

Może Wam się wydawać, że jak już kogoś sobie wybierzecie i posiada takie cechy, jakie lubicie, to oznacza, że będziecie żyli długo i szczęśliwie. No więc nie. Ludzie się zmieniają. Kiedy ja wybierałam sobie mężczyznę, dobre kilkanaście lat temu, słuchał metalu i celtyckiej muzyki. Wiele lat później obudziłam się w namiocie na polu pod Bristolem, w otoczeniu kilku tysięcy ludzi słuchających post-rocka. Albo zasypiałam pod ścianą na koncercie tego czy innego zespołu. Wybacz, jeśli lubisz post-rock, ale to jest muzyka dobra na ścieżki dźwiękowe w filmach o zasypiających metropoliach. “Zasypiających” jest tu słowem kluczem.
Serio, nic nie trwa wiecznie. Już wolę jak słucha Taylor Swift. Taylor jest spoko.

Jedną z najważniejszych cech udanego związku jest umiejętność wyłączenia się, kiedy partner zachowuje się wyjątkowo irytująco. Jak na przykład miesiące, kiedy mój mąż wyłączał się, podczas gdy przeżywałam miłość do Thranduila/Lee Pace’a. Albo długie lata, kiedy ja wyłączałam się słuchając o taktykach w takiej czy innej grze. Bywało ciężko, jechaliśmy autobusem z wrednymi koleżankami ze szkoły i musiałam jednocześnie być wyłączoną i wyglądać na zasłuchaną. Miłość to nie jest bułka z masłem.

Wszyscy wiemy, że na dłuższą metę związek to dwoje ludzi pytających się nawzajem co na obiad, aż jedno umrze. Niezbędnym elementem związku jest dla mnie jednak umiejętność wplecenia między smsy o jedzeniu takiej wiadomości, żeby druga osoba uśmiechała się i czuła motyle w brzuchu czytając ją. Cokolwiek w niej jest, nie da się żyć bez śmiania się w ekranik jak głupi do sera, aż ludzie w kawiarni czy autobusie zastanawiają się, jakie bierzesz narkotyki.

Szczęśliwy związek to taki,kiedy wspólne siedzenie na kanapie z pizzą i winem wydaje się tak samo wartościowe jak wspólna wyprawa dookoła świata. Jedne z najszczęśliwszych momentów w moim życiu miały miejsce podczas leżenia na kanapie i robienia niczego.

Nie ma sensu odbywać poważnych rozmów ani poruszać delikatnych tematów:
– po dużej ilości alkoholu
– zaraz przed snem
– przed wyjściem do pracy

Kiedy oglądam seriale, w których mają miejsce miłosne dramy, nigdy nie potrafię ogarnąć rozumem, co dzieje się na ekranie. 95% z tych problemów nie zaistniałoby, gdyby osoby dramatu w ogóle się nawzajem obchodziły, ale przede wszystkim, gdyby szczerze ze sobą rozmawiały. Tymczasem scenariusze zakładają wychodzenie, trzaskanie drzwiami i ciche dni. WTF?

Jest niewiele lepszych komplementów niż “he he, a taka jedna mnie podrywała, jaka niemądra, co mi po takiej jak ja mam taką żonę”.

Moją absolutnie ulubioną sceną ze wszystkich filmów Disneya jest ta, gdy Elsa mówi Annie we Frozen, że nie może wyjść za kogoś, kogo zna jeden dzień. Sama uważam, że równie nierozsądnie jest wyjść za kogoś, kogo nie widziało się w żadnych kryzysowych sytuacjach oraz za kogoś z kim się nie spało.

O wiele bardziej ekscytujące od wielkich i drogich prezentów są soczki, batony i inne burgery. Kiedy nadchodzą urodziny, Boże Narodzenie czy inna okazja, spodziewasz się mniej lub bardziej przemyślanego prezentu. Nie spodziewasz się ulubionej czekolady wyskakującej z kieszeni znienacka. Albo wiadomości “burgery są w drodze” po ciężkim dniu. Na specjalne okazje niejako musisz myśleć o sprawieniu przyjemności. Małe niewymuszone myśli sprawiają większą radość. Nie tylko w związkach romantycznych. We wszystkich relacjach między ludźmi.
(Ten punkt wymyślił mój mąż, bardzo proszę o oklaski)

Życzę Wam mnóstwa burgerów i batonów i miłości.

Podoba Ci się? Podaj dalej »

Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest
Share on email
61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Przewiń do góry