Najgorsze osobowości internetu 

Irytują Cię ludzie w internecie? Na pewno Cię irytują. Kto nigdy nie stracił cennych godzin życia, bo ktoś w internecie nie miał racji, ten jest wielkim mędrcem i stoikiem. 

Internet ma moc zmieniania zupełnie normalnych osób w dziwaczne sieciowe Pokemony. Zupełnie spokojne osoby dostają nagle wiatru w palce i potrafią wypisywać najróżniejsze rzeczy. Nie powiem, pewnie zdarzyło się to i Tobie i mnie. 

Poniżej opisałam typy osobowości, które podnoszą mi ciśnienie krwi. Niektóre są zabawne, niektóre całkiem groźne. Wszystkie wirtualne, bo w prawdziwym życiu mamy jakoś tak mniej śmiałości…

 

Osoby, które mają opinię na każdy temat

Nie ufam osobie, która przemyślała sobie wszystko, wszystko wie i czuje się w kompetencji, żeby tą wiedzą dzielić się ze światem. Zawsze i wszędzie. Jest papieżem, lekarzem, projektantem mody, astronautą i politykiem w jednym. Jest Alfą i Omegą. No po prostu bożkiem. Niesamowite, nie? 

(tak, totalnie przerażające)

(prawdziwy mędrzec nie boi się milczeć lub powiedzieć “nie wiem”)

 

Indywidualiści do kwadratu

Odmiana poprzedniego typu, do tego jeszcze, że ich opinia musi być bardzo oryginalna. Najlepiej kontrowersyjna. Nawet jeśli to opinia dotycząca optymalizacji składania skarpetek.

 

Komentujący po nagłówkach

Ten przypadek, kiedy ktoś awanturuje się, że jestem hejterem rodziny bo napisałam tekst z nagłówkiem “Dlaczego nie chcę mieć dzieci”. Złości się oczywiście bez przeczytania go. Bo jak się go przeczyta, to nagle wychodzi, że traktuje o moich wątpliwościach w temacie wychowania. Tylko trzeba było przeczytać, a nagłówek wchodzi szybciej. 

Zgadzam się, że granica między dobrym nagłówkiem a clickbaitem potrafi być cienka. Clickbait to zło i należy się go wystrzegać. Niemniej jednak po to piszemy, żeby nas czytano. Żeby zainteresować nieco bardziej niż tytułując tekst “Moja wątpliwość w temacie wychowania”. Jeśli nie udało się zainteresować na tyle, żeby przeczytać tekst, rozumiem. Trudno. Tylko trochę głupio się o coś tak pieklić, nie?

 

 

Gawędziarze

Osoby, które podchwycą jakiś motyw w dyskusji i rozwiną ją w zupełnie nowym, niespodziewanym i nieadekwatnym kierunku, ponieważ mają ochotę opowiedzieć coś o sobie, a akurat wszyscy w domu pojechali na zakupy. Piszę, że idąc ulicą prawie wpadłam na kota, na szczęście zdążyłam na autobus, nie wiedząc jednak, że tego dnia wydarzy się apokalipsa i oto Wam ją relacjonuję – ta osoba wspomni, że kiedyś miała kota i nazywał się Puszek, a oto jest historia życia Puszka. Nigdy nie wiem jak reagować na takie osoby, bo z reguły są dość miłe i sympatyczne i widać, że chcą tylko porozmawiać, niestety nie na temat. Często brakuje mi do nich cierpliwości, ale bardzo staram się ją ćwiczyć.

 

Ciotki rewolucji

To osoby, które ideowo zawsze będą czystsze od Ciebie. Czerpią z tego faktu ogromną satysfakcję. Do tego stopnia, że nie ważna jest już zupełnie sprawa i idea, ważne jest, żeby pokazać innym, że są ścierwem. Nawet, jeśli stoją po tej samej stronie barykady. To znaczy, oczywiście nie stoją, bo one stoją po tej lepszej, równiejszej stronie, nie to co Ty, takie ścierwo. Dla Ciotki Rewolucji nie ma wielkiej różnicy między osobą, która chciałaby dobrze, ale nie wszystko jeszcze rozumie, a najzagorzalszym przeciwnikiem jej idei. Ciotka nie ma czasu na edukacyjną dyskusję, nie jesteś na 100% z nią lub masz wątpliwość – już wie kim jesteś, wydała wyrok. 

Ta grupa martwi mnie najbardziej, ponieważ jest widoczna po stronie ruchów równościowych i liberalnych, za którymi sama się opowiadam. Ma jednak bardzo totalitarną metodykę i przejawia fanatyczną wiarę w dogmaty, nie różni się koniec końców w dyskusji od skrajnych prawicowców. Po prostu maszeruje inną stroną. 

 

Arbitrzy elegancji

Ta elegancja to przenośnia dla Właściwego Sposobu na Życie. Arbiter elegancji wie jak żyć (lub jest zafiksowany na jakiejś wizji) i skrytykuje wszystko co się da. Pijesz przez słomkę? SŁOMKA ZABIJA ŻÓŁWIE. Masz kapcie z wełny? WEŁNA BOLI OWCE. Masz kapcie nie z wełny? SZTUCZNE MATERIAŁY SĄ ZŁE. Jesz mięso? NIE JEDZ. Jesteś wegetarianinem? BĄDŹ WEGANINEM. 

To tylko przykłady, które zapamiętałam ostatnio, bo elegancja może dotyczyć absolutnie każdej sfery życia. Najlepsze jest to, że arbiter elegancji może mieć rację, często ma (tak, słomki nie są dobre, a zwierzątka trzeba szanować), ale jest też czepliwą jędołą i odechciewa Ci się go słuchać. Masz ochotę zostać najgorszą osobą świata tylko i wyłącznie na złość tej osobie. 

 

 

Osoby, które już nie będą Cię czytać

Za każdym razem, kiedy ktoś napisze mi, że przez taki a taki tekst nie będzie mnie więcej czytać, zamykam się w szafie, rozrywam na sobie ubrania, przywdziewam wór pokutny i biczując się czytam na głos ten tekst, po każdej linijce dodając “Mea Culpa”. Potem, wciąż chlipiąc, usypiam.

No więc nie. Zależy mi na komentarzach, opinii i zadowoleniu Czytelników. Zależy mi, żeby pisać lepsze teksty i nie mam problemu z przyjęciem opinii, że jakiś tekst jest według kogoś zły. Nie jestem w stanie pisać tylko dobrze. Przy czym to nie jest zarzut od krytyków literackich, tylko od osób, które stworzyły sobie jakąś wizję autora i uważają, że autor jest od tego, żeby robić im dobrze. To ich wizja, nie moja. 

Są blogerzy (pisarze, aktorzy, muzycy, politycy!), którzy mnie irytują i do których nie chce mi się już zaglądać, bo znajdę tam tylko sieczkę. Rozumiem, że dla wielu osób ja jestem takim blogerem. To jest w porządku. Tylko jeśli ktoś musi mi to z wielkim wyrzutem zakomunikować, to nie ja mam problem. 

 

Blogerzy

Jestem z całego serca blogerką i kocham innych blogerów. Mniej lub bardziej, w zależności od dnia i osoby, ale jednak blogerów uważam za raczej fajnych. Niemniej jednak potrafię czasem spaść z metaforycznego krzesła z wrażenia na widok niektórych tematów podejmowanych przez internetowych kreatorów opinii. “Dziesięć sposobów na założenie rajstop”. “Jak wstać z łóżka i się nie przewrócić”. “Najlepsze sposoby na picie wody z butelki”. “Jak kupić ogórka w warzywniaku”. To wymyślone przykłady, ale nie odbiegają znowu aż tak bardzo od contentu, który miałam okazję zobaczyć. 

My blogerzy potrafimy czasem napisać straszne bzdety. Z pewnością mnie też się to zdarza, chociaż staram się trzymać na baczności. 

 

 

Osoby z bardzo uporządkowaną wizją świata

Jeśli ktoś używa słów takich jak “ciapaty”, “leming”, “snowflake” czy “feminazistka”, to w ogóle nie ma się co odzywać. Miejmy do siebie szacunek i nie wdeptujmy w to bagno. Żeby nie było, że forsuję tutaj jakąś wielką ideologię, to uważam, że na przykład “moherowe berety” też należą do grupy pojęć skreślających z rozmowy na poziomie.

Nie mam wielkich problemów z osobami mającymi inne poglądy i wartości niż moje. Z osobami, które mają inne podejście w kwestii okazywania innym pogardy, zwłaszcza takiej pogardy skierowanej do grupy – mam wielki problem. 

 

Romantycy od “czucia i wiary”

Oni nie muszą znać faktów, oni na chłopski rozum wiedzą, że coś jest racją lub nią nie jest. A jeśli fakty im przeczą, tym gorzej dla nich. Tak, wiesz dobrze o kim mówię, właśnie o NICH.

Jedną z odmian tych romantyków są natchnione prządki znaczeń. Nie tak dawno temu  natknęłam się na osobę, która twierdziła, że w metrze w Londynie podają komunikaty by nosić przy sobie wodę na wypadek ataku kwasem. Owszem, są komunikaty o wodzie. Owszem, są w Wielkiej Brytanii i przypadki oblania kwasem. Jedno z drugim ma tyle wspólnego co…Nawet brak mi porównania. Nie mają nic wspólnego. Ale ktoś “czuł”, że o to chodzi i wyszło coś fantazją zbliżonego do “Ballad i Romansów”.

 

Zepsute drogowskazy

Siedzisz sobie na ławce w Krakowie i masz ochotę zjeść obiad. Wpisujesz na szybko zapytanie “kochani, gdzie iść na kotleta”, a otrzymujesz odpowiedzi:

“Nie wiem gdzie w Krakowie, ale w Katowicach najlepsze jedzenie w X”

“A kiedy wpadniesz do nas do Radomia”

“Nie wiem gdzie kotlet, ale może sushi? W Warszawie!”

“NIE JEDZ KOTLETA, wegetariańska knajpa na ulicy X”

Przed chwilą pisałam o tym, że nie można gardzić bliźnim, ale od tej reguły są wyjątki. Bo kiedy siedzisz sobie w tym nieszczęsnym Krakowie i marzysz o tym nieszczęsnym kotlecie i widzisz powiadomienia i cieszysz się, że zaraz już będziecie razem. Lecz nie. 

Za każdym razem, kiedy jesteś komuś zepsutym drogowskazem, mały szczeniaczek dostaje dżumy. Przemyśl to. 

 

 

I co, złapałam je wszystkie?

Loading..