To będzie wpis zupełnie z kategorii “drogi pamiętniczku”. Wybaczcie. 

Czasami nadchodzi w życiu taki moment, kiedy stajemy oko w oko z prawdą na swój temat. Ta prawda okazuje się niewygodna. Zostałam zapytana o to jaki jest mój wymarzony zawód oprócz bycia pisarką. Nie daje mi to teraz spokoju i całkiem możliwe, że wkrótce nie będę mogła spać po nocach nie tylko dlatego, że dziecko chce jeść i defekować i tak w kółko, ale również z nerwów, że niczego nie zrobiłam z życiem. 

Mam trzydzieści dwa lata, męża, dziecko i kredyt na mieszkanie, a wciąż wydaje mi się, że mam lat siedemnaście i całe życie stoi przede mną otworem. Chociaż wiem, naprawdę wiem, że tak nie jest. Social media dają trochę złudzenie, że zrobiło się w życiu więcej niż się zrobiło i jest się osobą ważniejszą niż się naprawdę jest. Przecież XX tysięcy unikalnych użytkowników, fanów i obserwatorów nie może się mylić. Prawda? 

Wymarzony zawód nie przychodzi z kosmosu, jest wynikiem szeregu decyzji, które trzeba podjąć. Owocem ciężkiej pracy. Być może jestem po prostu leniwa? Wydaje mi się, że akurat przed pracą jako taką w życiu nie uciekałam, ale wysiłek wkładałam nie w to co powinnam. Z pewnego punktu widzenia, oczywiście. Z innego punktu widzenia – mam na koncie pieniądze, mam za co jeść i kupować sukienki. To nie jest nic. A jednak czuję się niekomfortowo. 

Łączy się to pewnie z faktem, że nie mam wielkiej pasji. Poza pisaniem. Jasne, chciałabym zarabiać na pisaniu. Przy czym nie chciałabym być dziennikarką. Miałam okazję pracować w kilku czasopismach i dziennikarskie pisanie kojarzy mi się tak nieromantycznie jak tylko się da. Znam też zarobki reporterów vs zarobki działu sprzedaży w redakcjach, w których pracowałam. Zatem kategorycznie mogę stwierdzić, że nie chciałabym tak pisać. Lubię dobierać do siebie ubrania, czasem nawet mi to wychodzi, ale nie mam w sobie samozaparcia, żeby budować portfolio stylistki i spędzać długie godziny na sesjach zdjęciowych. Poszłam na filmoznawstwo bo kochałam filmy, wiem jednak jak ciężka jest praca na planie i kariera w branży. Nie kochałam ich na tyle, żeby umieć się tak poświęcić. Kiedy przyglądam się znajomym, którzy umieli się tak poświęcić, wcale nie żałuję moich wyborów. Jaki jest mój wymarzony zawód? Nie wiem. Na pewno nie ten, który wykonuję. 

Mam wrażenie, że skłonność do chodzenia z głową w chmurach działa na moją niekorzyść, bo we własnej wyobraźni mam tyle żyć, zawodów i przyjaciół, że narzekanie wydaje się niedorzeczne. To może być też coś, co sprawia, że nie mam w sobie żyłki podróżniczej. Wymyśliłam sobie tyle światów, że w rzeczywistości nie czuję potrzeby wielkich wypraw w celu odkrywania prawdziwego świata. Niczym smutny hobbit siedzę zadowolona w swoim Shire. 

Zakładałam, że może jak wiele historii sukcesu, moja też zacznie się podczas siedzenia w domu z dzieckiem. W końcu zrozumiem co jest ważne i co powinnam zrobić. Na razie wiem, że nic nie wiem. Zarzucono mi kiedyś, że nie mam pomysłu na siebie. Nie jest to moim zdaniem powód do pretensji czy pogardy. Raczej do współczucia. 

Napisałam w końcu, że moim wymarzonym zawodem jest bycie wykładowcą akademickim. Dzielą mnie od tego jakieś trzy lata doktoratu i kilkanaście tysięcy funtów czesnego. Pomijając późniejsze znalezienie pracy. Teoretycznie jest to wciąż wykonalne. Czy się spełni? Jeszcze nie zakładam, że nie. Patrzę jednak na listę obecnych pragmatycznych priorytetów i, no cóż…

Wiem, że nikt nie zrobi niczego za mnie. Wiem, że muszę wziąć się w garść. Powtarzam sobie jak mantrę “not all those who wander are lost”. Mogę mieć tylko nadzieję, że to prawda. Nie jestem z tym problemem jedyna, prawda? Błagam, powiedzcie, że nie jestem. 

Podoba Ci się? Podaj dalej »

61923936_301827807423707_1414915001336679940_n copy

Autorka

Marta Dziok-Kaczyńska
Riennahera​

Nie chcę sprzedać Ci wizji perfekcyjnego życia jak ze strony w kolorowym czasopiśmie. Chcę być dobrą sobą i porządną osobą. Może Ty też?

Scroll to Top